Fifty Shades of Grey cz.1

Nabyłam, a co!

Słowo wyjaśnienia się należy. Z założenia nie czytam „hiciorów”, bo szkoda czasu i oczu. Ale raz na jakiś czas, w momentach słabości, która bierze się z system overload mojego mózgu literaturą tzw. branżową, łapię się na „wszyscy – o tym – mówią, więc- przeczytam – a co mi tam..”. Częściowo robię to też, żeby wiedzieć, o co ten raban, i żeby mieć swoje zdanie, jakby ktoś zapytał, żeby nie ściemniać, jak to niektórzy robią. Tak było np z „Samotnością w sieci” – nie chcę wspominać już tego bólu..zębów. Tak było z serią Zmierzchu, tak, tak..przeczytałam, na szczęście po angielsku, więc nie napsuło mi to tak dużo krwi. Mój zamysł co do „50 Odcieni..” był dokładnie taki sam. Tym bardziej, że u nas jeszcze nie ma (nie wiem, czy ktoś się odważy.). Ze zdziwieniem odkryłam, że trylogia sprzedała się w ponad 10 milionach egzemplarzy, w stosunku 2:1 wersja elektroniczna do papierowej. A w New York Tajmsie podano, że mała niezależna oficyna wydawnicza, mająca prawa do tego dzieła, nie spodziewała się takiego sukcesu..No cóż, bywa..

Na czym polega sukces „Fifty Shades of Gray”???

Zachodzę w głowę, bo język prostacki i miejscami bełkotliwy, storyline jak w Harlekinie jakimś najgorszym, protagoniści z najprostszych stereotypów ulepieni, zakończenie, oczywiście – „lived happily ever after”..(Ooooops, spojlery będą!! Chcesz przeczytać to, to dalej nie czytaj tu!)

To forma. Treść za to, ha! Bo to o sexie jest. I nie tam jakimś waniliowym, czułym..Nie, nie, nie. Tu dwudziestojednoletnia bohaterka Anastazja jest wprowadzana w świat BDSM (czyli, dla niewiedzących, bo ktoś może nie wiedzieć, to już nie będzie musiał szukać, jak napiszę – Niewola Dominacja Sado Maso) przez lubiącego takie rzeczy Krystiana. I nie powinno być problemu, nie? Bo tematyka ciekawa, może nie mejnstrimowa, ale fajnie, że sukces jest. Ale i tak zgrzytam zębami. Właśnie przez formę. Co z tego, że temat super, kiedy to jak jest to napisane, jest słabiuuuutkie, przez co odbiór boli. Bardzo.

Jaki jest dokładnie kłopot z formą? Sztampa, plastik i jednostronność postaci. Ano taki np. że główny bohater jest mega przystojny, mega inteligentny, mega bogaty, mega uzdolniony, w ogóle lista megasów może się tu w ogóle nie zamykać. A nie. Chłopak ma tylko jeden fakap – nie może być w tzw. normalnej relacji damsko- męskiej, tylko w relacji Dom – Sub, i to on jest tym dominującym. Sub’em (czyli Submissive – Uległa) jest Anastazja, która jest na początku książki dziewicą, i nigdy się nie masturbowała, nie no okej..tak też może się zdarzyć w XXI wieku w Ameryce. Ale co jest najgorsze, to odbiór czytelniczek (bo to głównie kobietki czytają, co nie jest chyba dziwne). Przyrównują swoich mężów, partnerów, przyszłych czy byłych do tego Nieprawdopodobnego Krystiana, i co? Jak wypadają takie porównania? No Einsteinem, czy Skłodowską nie trzeba być, żeby stwierdzić, że pewnie nie nadzwyczajnie. Na jakimś forum (tak, tak, obsesyjnie podeszłam do tematu) jedna z czytelniczek opowiadała, jak to była na randce, i wszystko niby fajnie, i on taki też okej, ale to nie Krystian..Boshhh…Kobiety! To jest fikcyjna postać! Takich facetów nie ma! Nie istnieją! Zupełnie jak Święty Mikołaj albo Batman! Jest więc problem, bo potencjalnie kilka milionów kobiet na świecie, szuka Świętego Graala, pod postacią Krystiana Grey’a. To powinno się teraz nazywać Grey’s Epidemic, już nam Ptasia grypa niegroźna! Który normalny facet może się z nim zmierzyć? A wymagania księżniczek poszły mocno w górę. Drogie Panie! Zejdźcie na ziemię, pliz!

Ale nie jest tak, że nie widzę plusów. Bo kilka zobaczyłam. Nawet u mnie w gabinecie 😉 Ale o tym w części drugiej i trzeciej. A co, też trylogia mi wyjdzie. Będzie o porno i Dark Erosie. Stay tuned a ja idę odsapnąć, bo się uniosłam.

Fifty Shades of Grey cz.1

4 uwagi do wpisu “Fifty Shades of Grey cz.1

  1. Hello there, just became aware of your blog through Google, and found that it is truly informative.
    I am going to watch out for brussels. I’ll appreciate if you continue this in future. Many people will be benefited from your writing. Cheers!

    Polubienie

  2. P. pisze:

    Teraz dopiero zauważyłem, że pisałaś o tym „fenomenie”.

    Uważam się za osobę tolerancyjną. Jestem w stanie wiele zrozumieć, wejść w buty różnych ludzi i próbować zrozumieć ich tok myślenia, ale „50 Shades of Grey” pokazało mi, że istnieje jakaś granica.

    Też mam podobne podejście jak Ty. Tj. Jak już pojawia się – mania na coś to daję temu szansę, żeby zrozumieć fenomen. W przypadku książek mam zasadę „100 stron” (tak, może i za dużo).
    Zacząłem czytać Grey’a i się załamałem. Tak beznadziejnej książki nie czytałem chyba nigdy. Dialogi, postacie, fabuła. Wszystko drewniane do tego stopnia, że niejeden tartak miałby roboty na miesiąc.

    Pod względem stylistycznym przywoływana przez Ciebie „Samotność w Sieci” to literacki Nobel. I nie rozumiem, dlaczego akurat Grey. Czy literatura erotyczna jest aż tak uboga, że coś takiego staje się bestsellerem?

    Druga kwestia to fascynacja BDSM.
    Nie wchodziłem na te fora fanek, ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że jakby nagle mąż przyszedł w stroju „pokraka” do łóżka albo wpakował jej nagle knebel w paszczę, to byłaby taka fanka w siódmym niebie na morzu orgazmów.

    Ehhh…
    To ja już wolę „Śpiącą Królewnę” Anne Rice.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s