Wszyscy jesteśmy psychopatami

 

Holmes? Breivik? Hannibal Lecter? Ted Bundy? Norman Bates? Thomas Hewitt – Leatherface? Łucjan Staniak? Nie. Ja. I ty. 

„Psychopatia oznacza cierpienie duszy, czyli w dosłownym znaczeniu tego słowa, każdy człowiek jest psychopatą, ponieważ nie ma człowieka, który nigdy by nie cierpiał”.

Antoni Kępiński

Niespodziewanka? Nie chcę komentować tego co się stało w Aurorze. Nie chcę pisać o profilowaniu psychopatów. Nie. Po co? Internety się od tego uginają.

 Patrzę na tych, siedzących naprzeciwko mnie w gabinecie. Młodzi, starsi, ładni, mniej ładni, bezrobotni, prezesi firm, matki, bezdzietni, gospodynie domowe, aktorki, dziennikarze, pan od pi aru, kierowca Tira, prostytutka, student, emerytka. Co ich łączy? Tak rozumiana psychopatia. Cierpienie. Nikt nie przychodzi do psychologa bo mu dobrze. Bo jest szczęśliwy. Bo chcę się pochwalić jak mu to bozia błogosławi. Przychodzi z bólem, ze swoim nieszczęściem, z historią do opowiedzenia. Oddaję więc swoje uszy. Siedzimy. Rozmawiamy. Ich historia staje się moją historią. Wydobywamy znaczenia. Ustawiamy cele. Aż przychodzi moment „wzdrygnięcia”. Że ke? Że co mam zrobić? Ja??? Tak. Wzdrygnięcie. Bo trzeba coś zrobić, coś zmienić, pójść inną ścieżką, zostawić stare, znoszone i śmierdzące kapcie schematów i wybrać nowe lakierki, i zacząć w nich śmigać. Łatwo jest siedzieć i sobie narzekać, „jaka to ja biedna jestem”, „on mnie opuścił”, „ona mnie zdradziła”, „za gruba jestem”, „nienawidzę swojej pracy”, „nikt mnie nie kocha”, „moja żona mnie nie rozumie”, „nie lubię siebie”, „moje życie jest nic nie warte”. No okej. Siedzenie i pławienie się w swoim niezadowoleniu jest wygodne, bo znajome, bo nie trzeba wiele robić.

Mam to samo przecież, żeby nie było. Musi przyjść kryzys i palnąć mnie w łeb, żebym zobaczyła jakieś oczywiste oczywistości i zaczęła to zmieniać. Inaczej pławię się w swojej ślepocie schematów, rozrywam szaty jak Rejtan dramatyzując nad swoim nieszczęściem, histeryzuję, patrząc przed siebie na korytarz bez drzwi. Do momentu, kiedy mam już siebie dość, przyjaciele, znajomi nie odbierają ode mnie telefonów, pogubili czy co? Rodzina ma zajętości na pińcet lat do przodu. I się wzdrygam. Zmienić się muszę?? Coś muszę zrobić? Ja? Boję się bólu zmiany. Boję się ryzyka. Boję się wyrzucenia starych śmierdzących kapci schematów. Czasem udaje mi się nawet zjechać do śmietnika. Zostawiam śmierdziuchy. Wchodzę do windy i wybiegam, w panice. I jestem w tym samym miejscu tuląc „maluszki” do biustu, bo przecież tyle razem przeszliśmy, od mamy dostałam, racjonalizuję swój lęk przed bólem zmiany.

Dlatego rozumiem ten moment „wzdrygnięcia” u wszystkich tych siedzących naprzeciwko mnie. Ja też tam bywam. Na samą myśl o potencjalnej zmianie, grymas mi twarz wykrzywia. Jak myślę o konsekwencjach wyjścia poza utarte schematy, jelita tańczą oberka a ręce trzęsą się jak u pana Władzia spod osiedlowego spożywczaka, zanim nie wypije „polskiego napoju owocowego” w butelce O,7. Ale staję na ringu. I dostaję po mordzie. I ciało mi się rozrywa pod razami. Ale już się nie wzdrygam. Walczę.

Kiedyś, w innym życiu, jak mieszkałam w Londku, z zamysłem zadbania o siebie, znalazłam sobie siłownię. Poszłam. Znajduję adres. No jest. A nad wejściem napis: VIP Entrance. No super, myślę. Za Vipa się nie uważam, więc szukam dalej. Obchodzę budynek ze trzysta razy dookoła. I w końcu rozumiem, daaaaaaa (bo ja powolna jestem, jakby jeszcze nie było wiadomo). Każdy jest Vipem na tej siłowni, bo podjął decyzję walki ze swoimi słabościami ciała.

Dla mnie ci, którzy pojawiają się u mnie w gabinecie, to takie walczaki. Bo już się zdecydowali na zmianę. Stają w ringu. A ja drę się z rogu, macham ręcznikiem, biegam dookoła w przepoconym dresie, dopingując jak wariat. Jestem waszą najwierniejszą fanką.

Nie wzdrygajmy się przed bólem zmiany. Czego życzy wam i sobie, wasza znajoma „psychopatka”.

 

 

Wszyscy jesteśmy psychopatami

11 uwag do wpisu “Wszyscy jesteśmy psychopatami

  1. Komisarz pisze:

    Czy to nie jest tak, że to „wzdrygnięcie” świadczy o naszej sile i dojrzałości? Bo paradoksalnie to jest właśnie najtrudniejsze, a potem wszystko staje się łatwiejsze. Czyż nie?

    Polubienie

    1. Może świadczyc:) ale z mojej perspektywy, zazwyczaj jak się wzdrygamy, to uciekamy w stare schematy, bo właśnie to „nowe” nieznajome przerasta, przeraża. I wycofujemy się z planów, aktywności, czy właśnie niezbędnej zmiany..tzn.zależy co się z tym „wzdrygnięciem” zrobi!

      Polubienie

  2. Ewa pisze:

    „pławienie się w swoim niezadowoleniu jest wygodne, bo znajome, bo nie trzeba wiele robić” – to jest straszne! To jest jedna z tych rzeczy najgorszych jakie mozna sobe zafundowac! Lepiej zyc w bylejakosci ale znajomej niz w pelni i pieknie w swiecie nieznanym. Strach nas paralizuje, odbiera cudownosci, ktore przed nami! Wiec powinnismy sie wzdrygiwac, prychac! Zyc!!!:D:D:D:D Wskakiwac na Twoja kozete! Dac sobie szanse!:D bo kto jak nie my sami!:D

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s