Zabijcie mnie, proszę..

Pukanie do drzwi. Śliczna główka naszej recepcjonistki pojawia się w szparze:

–  Iza, pan już jest.

Zawsze próbuję odczytac po jej minie, kto na mnie czeka. Ale dziś, nic, zupełnie. Poker face.

– Oki. Już idę.

Nie zdążyłam wstac z fotela, kiedy drzwi otwierają się szerzej i wchodzi on. Bez zaproszenia. Bez uśmiechu. Też poker face. Podaje chłodną dłoń.

– Nazywam się Eryk. I chciałbym, żeby mówiła do mnie pani po imieniu.

Zdejmuje marynarkę, która się nazywa Pierre Cardin. Poluzowywuje krawat. Wszystko idealne. Lekki cień zarostu tylko przykrywa mu twarz. Wskazuję na kanapę. Siada, tak jakby tu mieszkał. Przygląda mi się spod lekko opadłych powiek. Uśmiecham się profesjonalnie.

– Czy ja też mogę mówic do pani po imieniu?

Każde słowo, wyraźne, jak oddzielone przecinkiem. Zastanawiam się, co odpowiedziec. Na dzień dobry przekracza pewne bariery. Błękit jego oczu wwierca mi się nieprzyjemnie w środek. Hmmm…Ryzykuję. Przytakuję.

– Dziękuję, że się zgodziłaś, bez tego idiotycznego pytania „A dlaczego panu na tym zależy?”. Byłem już u kilku psychologów, i jakoś zawsze to pytanie padało. Czy to jakiś grzech? Pewnie chodzi o granice, tak? Wróciłem niedawno ze Stanów. Tam to norma. Poza tym nie lubię psychoterapeutów.

No tak, czekałam na to. Nie zdążyłam jeszcze wyjąkac jednego słowa, a dopiero całego zdania, i kiedy już próbuję wskrzesic w sobie terapeutkę.. On zdejmuje spinki z mankietów koszuli, podwija rękawy i wyciąga przedramiona, pochylając się w moją stronę.

– To był ostatni raz. To znaczy, to miał byc ostatni raz. Ale ciągle tu jestem.

Blizny po cięciach. Na przegubach. Prawie chirurgicznie proste. Przełykam ślinę.

– Nie chciałem cię zszokowac. Tylko wolę już się obyc bez tego tańca wokół problemu. Próbowałem się zabic 4 razy. Pierwsza próba w wieku 22 lat. Ostatnia kilka miesięcy temu. Psychotropy nie pomagają. Z resztą nr 2 był właśnie za pomocą pigułek. Byłem na kilku terapiach. Nawet alternatywnych. Nie za wiele to dało. Ale nie wiem, co zrobic. I może mam nadzieję, jakąś minimalną, że może tym razem będzie inaczej. Może znajdzie się sposób, żeby coś z tym zrobic. Spytasz pewnie o diagnozę. Depresja, oczywiście. – uśmiechnął się do siebie – Ale moim zdaniem to jakaś cholerna etykieta, bo jak już wiadomo jaka to choroba, to chyba powinno się ją dac wyleczyc? Nie? No, nie.. Zaraz zapytasz o symptomy. Widzisz, jaki ułożony ze mnie pacjent, znam nawet twoje pytania. – teraz ja pozwalam sobie na uśmiech – Na codzień normalnie funkcjonuję. Bardzo wymagająca praca. Dużo godzin, ale też bez przesady. Ciagle wśród ludzi. Można powiedziec, że niektórzy jakoś tam nawet bliscy. Zdarzają się kobiety. Mam wrażenie, że nikt tak naprawde mnie nie zna. Ja się dokładam oczywiście do tego, bo pewnie nie mówię, też jakoś bardzo o sobie. I przychodzą chwile zupełnej, czarnej samotności. Ja wiem, jak to banalnie brzmi. Ale tak jakbym nosił w sobie dziurę. Pustkę. Ból. Ciemnośc. Żyję wśród ludzi przecież. A jedyne co wtedy chcę powiedziec to, zabijcie mnie, proszę, ja już tego nie chcę.  Znasz to uczucie? Możesz sobie to wyobrazic?

Mogę Eryku. Znam to uczucie. Ale tego już mu nie mówię. Myślę, że większośc z nas takich uczuc doświadcza, nawet jak się jest w tzw. związku. Co z tego, że otaczają nas ludzie. Skąd możemy wiedziec, co druga osoba czuje, kiedy nic nie mówi, nie? No nie. Bo czasem nie można tego ubrac w słowa. Bo nie starcza już sił na mówienie o tym. I co zostaje? Rozpacz?? Depresja? Śmierc??

Potrzebujemy „hormonu miłości”. Oksytocyny. Ona sprawia m.in., że czujemy połączenie z innymi, wyzwala zaufanie i empatię. Czujemy się blisko innych. Może trochę mniej samotni, bez tej dziury w piersiach, bez dźwigania ciemności. Jak ją uwolnic w mózgu?? Paul Zak w swojej prezentacji na TEDzie, pokazał jak!!!!

Potrzebujemy 8 przytulasów dziennie! Hagsów takich! Bliskich! Niedźwiedzich! Nie buziaczków w powietrzu. Tylko prawdziwego przytulenia! 8 i może uda się tą ciemnośc rozproszyc! I moją, i Twoją! Może uda się pogodniej przeżyc dzień. Może Eryk właśnie tego potrzebował. Może nie dostawał. Ja nie spłaszczam problemu, ale może to działa!!!

Jak mnie gdzieś spotkacie, to proszę bez wahania mnie wyściskac! Publicznie to mówię, tak! Nawet na ulicy, czy w tramwaju!

Bez podtekstów seksualnych, bez wstydu, bez tłumaczenia, przytulasów żądam dla siebie i dla was. I już!

Zabijcie mnie, proszę..

2 uwagi do wpisu “Zabijcie mnie, proszę..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s