I was born to play

Scena: dziupla moja

Czas: jakiś zajebiście gorący wieczór..późny..bardzo..

Osoby: ja

Zaczynamy dialogiem wewnętrznym: „Boshh, jak mi się nic nie chce..Nie chcę mi się czytac (rozglądam się po trylionach książek na półkach, podłodze, parapetach, pewnie mnie niedługo zjedzą..)..Nie chcę mi się oglądac..Nic..Nie chce mi się słuchac…Nic..Boże! Na pewno mam depresję!!! (włącza się psychoterapeutka) Szybciutko objawy. (ICD – 10 w łapkę – nie doczytuję do końca). Mam depresję!! Teścik szybciutko. (Wyciągam Becka..) O boshh..depresja o średnim nasileniu..Eeeee..co robic? Co robic?”.

6 h później.

Dzwonek do drzwi. Pani w błękitnym szlafroku. Pewnie sąsiadka:”Jak pani nie wyłączy tego odkurzacza, to ja dzwonię na policję!! Wie pani, która jest godzina??? (widząc znak zapytania na mej twarzy) 4.30, droga pani, 4.30!!!”.

4.30? Serio???

Nie, nie jestem fanką sprzątania w nocy. Nie, nie alkoholizowałam się. To przez nią. To ona jest winna, błękitno- szlafroko – sądzie! Ona. Playstation. 3. Zagrałam. Zwyciężyłam. Posprzątałam. Veni vidi vici. Że miałam depresję? Że co miałam? Eeee..ja nie rozumiec..

Dzień następny?? yyy..ten sam, tylko później?? Wieczór. Po pracy. Idę eMDeMem. Twarz wykrzywia uśmiech. No płynę! Jak mi dobrze! Co za praca! Powinnam dopłacac, chyba!!( mam nadzieję, że szefowa nie czyta 😉 ). I nagle wielki młotek z nieba stuka mnie po głowie. (Uważny czytelnik już zajarzył, że ja powolna jestem w tych swoich katharsis!). I głos z młotka mnie dochodzi, za każdym pizgnięciem: „Przecież (łup), masz tak samo (łup), jak (łup – nie oszczędza) grasz! (łup, łup, łup)!

No taaaak! Depresja minęła. I nawet posprzątałam…Ja dziś, pełna energii i żywotności. Jak po pracy dobrze wykonanej, terapeutycznej, ej! Pytam się siebie: łot a ef???

Jak gram i terapeutyzuję to to samo??? No, helołłłł? (mówiłam, że powolna jestem, tak??)

Ale tak. Bo wychodzi (młotek mi to wyjaśnił) na to, że psychoterapia jest jak gra video, a gra video jak psychoterapia. Łot a eff, ju majt ask??

Też się zdziwiłam. I będzie to dziwne, dla tych, którzy grają, a się nie psychoterapeutyzowali (yesu, jakie trudne słowo) i dla tych, którzy się psychoterapeutyzowali, ale nie grali. A dla tych co ani to, ani tamto, to nie wiem. Odpuśccie, sobie już teraz. Bo nie wiem jak do was rozmawiac 😉

I to jakieś obrazoburcze eee..nie wiem jak to napisac, takie świętokradcze, że psychoterapia jak gra video, już po mnie jedzie ta policja psychologiczna, no cóż..

Player to ja psychoterapeutka. Character =  pacjent, klient,  osoba siedząca na przeciwko mnie. (Nie to nie jest master of papets, kajnd of gejm..)

Script = życie osoby na kozetce.

Kłest = trudności z jakimi się zmaga.

Gra = szukanie najlepszych rozwiązań dla trudności, choc czasem ściany wyrastają nieoczekiwanie i wpada się na nie, i trzeba zaczynac od początku..

I najlepsze = absolutne pochłonięcie, tu i teraz, i nie istnieje nic poza, dla plejera! I emocje rosną! I (pamiętamy, że to terapia) i..jest progres…i ja wyrywam się w szaleńczym tańcu (bez wizualizacji proszę) kiedy pacjent/ klient przechodzi dalej niż kiedykolwiek był, w swoim skrypcie życia! Yey!

No może nieporadne to, bo może nie umiem przekazac tej ekscytacji, tego flow, kiedy widzę jak człowiek się zmienia, jak pokonuje, jak idzie dalej, victorious, aach, no nie umiem..ale czuję, jak gram, i wszystko się zlewa..

I was born to play! Bo to, to samo. Praca? Jaka praca? To gra, piękna, boska, życiezmieniająca, głębidoświadczająca i miejącawszystkowd..Gra? Jaka gra? I was born to live it 😉

A o tym dlaczego tak jest, kiedy indziej.

I was born to play

2 uwagi do wpisu “I was born to play

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s