Mój fetysz

 

Mały problem mam. Buty. Lubię. Bardzo. Za bardzo. (I teraz wiem, że częśc kobiet myśli sobie: „A można buty lubic za bardzo???”). No tak. Ale nie byle buty, jakieś tam mokasynki, balerinki czy inne oxfordki..No ja ubóstwiam, religijnie wręcz, obcas. No jakby był kościół taki, to bym tam obcas czciła 24/7  12/ 365 . I na tacę obcasa bym dawała. I dziesięcinę płaciła. I do spowiedzi chodziła („wyznaję, że wczoraj byłam w sandałkach, bo mi do stroju pasowały..wyznaję, że wczoraj w tampkach biegałam, bo zimno było… wyznaję, że 2 dni temu w Catach sobie pozwoliłam, bo na koncercie byłam itd.). Uffff..Jak alkoholik na odwyku odetchnęłam, bo się przyznałam. I nie jakiś tam pseudoobcas pod tytułem 1 cm. Tylko taki 10 – 12 cm. No wysoki. No mam „obcasję”. I już. I nie byłoby problemu. Chodzę sobie w takich. Bo mam ich yhm..kilka par..yhm.. No dobra, będzie babski typowo wpis, więc samców alfa proszę o wymeldowanie. I panie, co chodzą na płaskim też, bo się znudzą dokumentnie.

Mam na obcasie osiągi. I jakby olimpiadę obcasową zrobili, to bym w szranki stanęła. Oj, olimpijką bym była. I złoto bym zdobyła. No dobra, ewentualnie srebro. Niżej nie. Bo tak. Się pochwalę. Siedzenie w gabinecie w szpilkach się nie liczy, jak zgaduję. Każdy może siedziec i wyglądac. Ale ja jeszcze jak tak siedzę, to później mogę jeszcze kilometry zrobic. Na piechotkę, oł je! Jak mi się GPS wewnętrzny włączy to domu wracam (na obcasie) na piechotkę również. Żaden chodnik mi nie groźny. Ostatnie osiągi: Mokotów – stara Ochota. Dla niezwarszawy ludzi: może nie tak daleko, ale całkiem ;). Wcześniej, warsztaty stojąc 10 h ( z przerwami małymi) trzy dni bite mogłam ogarnąc. Na 12 cm. Mieszkając  i dzielnie pracując w zachodnich częściach Ojropy, śmigałam też tylko na obcasie, bo mogłam, hej! Ale za osobisty wyczyn uważam moją ucieczkę w dziesięciocentymetrówkach czerwonych w Bukareszcie, od pana bezdomnego, co mnie gonił, bo uważał, że mu psa zjadłam. Wiem, absurd gonił wtedy absurd. Ale tak było, więc olimpijką się nazywam, bo zasłużyłam, serio! Psa nie zjadłam, pan bezdomny okazał się byc schizofrenikiem z Czech, no ale do rzeczy..

A filozofia mi się objawiła całkiem niedawno. Miałam taki słabszy czas, ostanie kilka tygodni. No bywa. Z przyczyn różnych. Koleżanka z pracy, po kilku dniach stwierdziła, cytuję:”Izuś, co tobie, gdzie obcas? Gdzie sukienka? Co się z tobą dzieje? Wszystko ok?”. No nie było. Bo stałam przed nią w trampeczkach i dżinsikach. Nastepnego dnia wbiłam się w kieckę i obcas. I co? I moje życie się zmieniło! Sunęłam przez miasto jak Monika Belucci w Malenie (może to niezbyt dobre porównanie, bo gdzie ja a gdzie Monia), albo święta Marylin z „Some like it hot”. I czułam się zajebiście. Przecież mózgu sobie nie wyprałam, nic z zewnętrznych warunków sie nie zmieniło?  O co cho?

Rozkminiłam to dopiero później. Jak już podbiegłam do uciekającego tramwaju (tak, tak biegac też w szpileczkach potrafię), zmieniła mi sie perspektywa. Na trudności spojrzałam z innej wysokości. Problemy nie wydawały się już tak mnie uziemniające, kiedy szurałam trampeczkiem po chodniku. Ot, prościzna. I wiem, że obcas to mordęga dla kręgosłupa, i wiem, że lepiej miec kontakt z matką ziemią, bo energia i w ogóle. Taaaak! ale dla łapania perspektywy dla mnie obcas jest ideolo.

Drogie Panie (i niektórzy Panowie..)! Jak trzeba zmienic perspektywę, to prostą zmianą w wyglądzie można ją sobie zafundowac. Np. patrząc na świat z 12 cm wyżej niż bozia dała. Na zmianę spojrzenia pomaga, ale samą zmianą nie jest, a szkoda…

Następnym razem jak mnie zobaczycie na obcasie, to pewnie znak, że zmieniam cos w życiu, albo łapię dystans do siebie i świata, albo tak mi się chciało…

 

Mój fetysz

11 uwag do wpisu “Mój fetysz

  1. lypka pisze:

    no nie moge sie powstrzymac, ale moze wez udzial w biegu na obcasie co w wawie czasem organizuja 🙂 obiecuje cie dopingowac i wode powadac jakby co! a tak serio to znow mnie natchnelas i znow butowym tematem 🙂 like it!

    Polubienie

  2. Jaki znakomity blog! Dwa dni temu odkryłam (w ramach pracy nad sobą i autoterapii zresztą 🙂 ) i aż trudno uwierzyć, ile do tej pory z siebie wydłubałam na podstawie kilku mocnych wpisów.
    Ale ja nie o tym. Obcasy. Kolejna rzecz, do której po khm… dużej liczbie lat zaczynam się przekonywać, również zresztą w ramach autoterapii. Konkretnych porad pragnę, które firmy produkują porządny towar, których unikać, a które są nierówne. A jeśli się nie da (na przykład dlatego, żeby nie być posądzoną o (anty)reklamę), to przynajmniej parę sugestii, na co zwracać uwagę przy mierzeniu, żeby się nie naciąć…? Jak dotąd, moje próby doboru obcasów kończą się takimi sobie rezultatami, a z racji pory roku nie mogę sobie pozwolić na testy polowe. No dobra, zbliża się Sylwester, ale wielkich tras na tej imprezie nie zamierzam robić, bo głównie gadana będzie… 🙂

    Polubienie

    1. hyh, dzięki @sylvanax nie mam ulubionej firmy, zupełnie..ale co istotne to czy obcas się nie kolebie, jak na nim stoisz i czy podbicie dobrze układa się w bucie czyli czy przednia częśc nie za „krótka” 🙂 pomocne?? to jest mój test 😉

      Polubienie

      1. Dziękuję za podpowiedzi 🙂 Na podstawie powyższego przeprowadziłam dziś testy i wygląda na to, że najstabilniej mi się stoi i spaceruje (na razie po sklepie) w szpilach, które mają raczej konkretną platformę/podsuwkę. Tak jakby stabilizowała całość.
        Biegać w tych butach na razie nie będę (oczywiście nabyłam…), ale skoro już wiem, że „się da się”, to chodzenie mi niestraszne. Byle do wiosny, bo póki co aura nie sprzyja. Wstępna próba za dwa dni. 🙂

        Buty są, rzecz jasna, czerwone – mam sobie żałować, czy co… 🙂

        Niech mnie, i porada obuwnicza pomocna, i cały blog pomocny… jak się cieszę, że tu trafiłam 🙂 Nawet pomimo tego, że chwilami bolało, ale przynajmniej zidentyfikowałam źródła (pewnie i tak tylko część) i mam nad czym popracować.

        Polubienie

  3. Stvari pisze:

    Masz bardzo fajny fetysz. 🙂 Ja bardzo lubię kobiety w butach na obcasie.

    „Mały problem mam. Buty. Lubię. Bardzo. Za bardzo.” Jeśli chodzi właśnie o buty na obcasie to nie można ich lubić „za bardzo”, zawsze im bardziej tym lepiej. 😉

    Pozdrawiam!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s