Operacja na otwartym sercu

Szabas wiedźm (od wiedzy..oczywiście) znajomych odbył się u mnie w Dziupli. Krąg byl niekompletny, ale i tak dawałyśmy radę. I kociołek wina był, i zaklęcia, i ważne rozmowy o przełomowych sprawach życiowych, jak np. buty, czy wyprzedaże. Gdzieś pomiędzy padł temat mężczyzn …byłych, przyszłych, rokujących, niedoszłych, zaszłych, wybitnych, mniej wybitnych, raniących, odrzucających…różne historie…i tak sobie pomyślałam, czy są ludzie którzy nie znają smaku odrzucenia???

Bo odrzucenie różne kolory ma! I rozkminki też!

No pierwsze, podstawowe: romantyczne; damsko – męskie, damsko – damskie, męsko – męskie. Proste symptomy np.: Nie odpisał na smsa? No pewnie zemdlał człowiek i nie może dojśc do siebie po tym jak go zaszczyciłam wiadomością i dlatego nie odpisuje (co nie przeszkadza mu w tym omdleniu zamieszczac komentarzy na temat nowego ajfona na swojem fejsie, dziwnym trafem..).

Zawodowe: nie oddzwonili z ofertą pracy, bo pewnie zgubili moją cefałkę..

Przez grupę: nie kontaktują się, bo zarobieni wszyscy (co nie przeszkadza im w łikendowych wypadach za miasto, beze mnie)

Itd. Ad infinitum. Tak siebie oszukuję. Bo muszę to jakoś sobie wytłumaczyc. Bo jak już stanę twarzą w twarz z prawdą, to będzie mi źle, bardzo. Zostałam odrzucona, tj. zostałam nie wybrana. A to boli. I zaczyna się operacja na otwartym sercu. Np. w kwestii miłosnej. „Tyle z siebie dawałam, tyle miałam do zaoferowania. Tyle zainwestowałam. A tu nic. Przecież to był mój Książe, dlaczego nie jestem jego Kopciuszkiem, kopciuchem raczej jestem, pomiotłem jakimś”. I zaczyna sie jazda bez trzymanki pt. zbieram emocjonalne wnioskii generalizuję na całe swoje jestestwo:  „Jestem beznadziejna. Jestem najgorsza. Wszystkie mają lepiej ode mnie. Zawsze będę odrzucona. Nic mi się w życiu nie udaje. Zawsze będę sama. ” I tak w kółko, oberek kopciucho – chochoła.

Tylko czy to prawda? No dobrze, fakt jest taki, że z jakichś przyczyn zostałam odrzucona przez tą jedną ważną osobę. Nie przez 7 bilionów, ale jedną..A w mózgu już się ścieżki neuronalne tworzą, mojej beznadziejności, gorszości, samotnej śmierci, zjedzenia przez koty, śmierdzącego trupa, którego zaniepokojeni lokatorzy znajdą idąc tropem robaków wynoszących kawałeczki mojego truchła do swoich spiżarek insektowych…no dobra, rozbujałam się, hyh… Ale tak, ścieżki już mi się utworzyły i mój biedny, przeładowany kłamstwami mózg zaczyna zbierac dowody na to, co o sobie myślę np: ochlapał mnie samochód – wniosek sam się nasuwa: „yesu, jaka jestem beznadziejna”; w sklepie nie ma mojego ulubionej bułeczki: „wszyscy mają lepiej ode mnie, jak nawet bułeczki nie mam, chli, chlip”..odpryskuje mi lakier z paznokcia: „no tak, teraz to już zawsze będę sama. „. I tak dalej..Aż ścieżki neuronalne są dobrze działającymi autostradami infokłamstw, ale ja w to wierzę przecież, moja głowa nie może kłamac, hej! Na bazie doświadczeń rodzą się też przekonania np. dotyczące rodzaju męskiego, całości jego, które mogą brzmiec np: „Wszyscy faceci to świnie”, „Faceci zawsze zdradzają”, „Związki nie kończą się dobrze”, „Będę odrzucona”. No i co? Ano to, że jak już, jakimś cudem oczywiście, przytrafi się jakiś nieudacznik (no bo kto mnie się może przytrafic), to ja z moimi infostradami neuronalnymi i megaoptymistycznymi przekonananiami dotyczącymi siebie w związku, to jakie ja mam szanse na bycie nie-odrzuconą??? Mam wrażenie, że niewielkie…I tak staję się Kolekcjonerką Seryjnych Odrzuceń, Koneserką Bólu i Smutku, co jeszcze mocniej potwierdza moje przekonania o sobie. Ech…I znowu zaczynam operację na otwartym sercu..I boli, i boli, i boli…

Bo musi bolec. Bo moje oczekiwania się nie spełniły. Bo ktoś może uważac, że mam fajny mózg, ale przecież odrzuca moje ciało, moją kobiecośc, tak? A jak już lubi moje ciało, bo się ze mną przespał, to moje wnętrze było nie tak, bo nie oddzwonił, tak? A jak już jedno i drugie okej, to może z buzi mi źle pachnie???To ssę tiktaka jak oszalała, a jak już te wsystkie rzeczy okej, to może za głośno się śmieję? Zawsze będzie coś. Zawsze wina jest we mnie. Bo to były moje oczekiwania, moje projekcje, moje plany dzidziusia i domku z ogródkiem, po pierwszej randce, no i happily ever after. No i boli. Bo nie ma wyjścia.

Czy wina na pewno jest moja?

Czy miałam prawo oczekiwac? (nie no oczekiwania w ogóle są do d…, ale to innym razem..)

Czy ja muszę obrzucac się teraz mentalnym błockiem?

I operowac znowu tą moją obitą już solidnie pikawę?

Czy ja chcę życ w lęku przed bólem?

Co wybieram???

Każdy odrzucony ma swój zestaw narzędzi do biczowania, mam i ja 😉

Nastęnym razem mój drogi odrzucony, odłóż bacik, stań przed lustrem i powiedz sobie: „Nie, wcale się nie poddam. Znowu się zakocham. I może znowu będę cierpiec, i będzie bolec może,  ale miłośc jest zajebista i JA też!!!”. Po czym uśmiechniesz sie do siebie i pójdziesz na zakupy, albo pojeździc rowerem, albo włączysz DanceStara- też pomaga 😉

Operacja na otwartym sercu

2 uwagi do wpisu “Operacja na otwartym sercu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s