Rzucisz kamieniem?

Gabinet.

I zawsze to drżenie, ciekawe, delikatne, przed spotkaniem z nowym człowiekiem. Jak będzie? Co za historia? Czy to uniosę?

Piękna. Dla mnie. Chmura czarnych włosów przemawia do mnie, po długim wpatrywaniu się w podłogę.

„Nie znam pani. Ale nie mogłam już byc tylko ze sobą, więc jestem. (Ramiona ściągnięte, zamknięta..). Bo jestem tym najgorszym rodzajem kobiety. Ta co była ukamieniowana, palona na stosie, odrzucana. I nawet teraz..niemożliwa do zaakceptowanie. Parias. I słusznie. Bo nie zasługuję na tolerancję nawet. I boję się, że jak się pani dowie, to będzie tak samo.. (I cisza. I myślę, jak można, tak patrzec na siebie. Co takiego zrobiła?). Jestem tą najgorszą. Tą drugą. Kochanką. Nałożnicą.”.

I cisza. I tylko słychac płacz. Nie jakieś ciurkanie po twarzy, co to byle higieniczną można zetrzec. Nie. Taki płacz, co to z trzewi leci. Dławiący. Duszący. Bez kontroli. I siadam koło niej, choc wiem, że nie powinnam, ale jakoś teraz mnie to nie obchodzi, zupełnie, bo serce mi spada na podłogę. Powoli wyciąga rękę po moją. I ściskam ją, bo nie mogę nic innego na ten płacz poradzic. A ona po prostu zaczyna mówic, przez te gile, tę wodę z nosa, zapchane gardło, ściśnięte płuca..

„I muszę to komuś powiedziec, bo nie mogę już tak. Znaczy, kilka osób wie, ale nie wszystko. A ja chcę, żeby ktos wiedział, po prostu. (I płacz, ten z wnętrzności, znowu, ściska moją rękę, jakby to było jej koło ratunkowe). Pracowaliśmy razem. Tyle wspólnych rzeczy. I wiem, żona i w ogóle, i dziecko. Ale był, jest  tym..wszystkim. Były wspólne imprezy, i jakies tam wyjazdy służbowe. I to się stało, tak trochę niewinnie, trochę bez planu..Oboje byliśmy ciekawi. Siebie. I jesteśmy..razem. Łel..o ile można byc razem…Bo on jest tam przecież, bardziej..I dla dziecka i dla niej, tej pierwszej.. I się nie dziwię..Naprawdę. Ale tak w środku, chcę żeby był tylko dla mnie. Tak, wiem..egoistyczne. Jest moją łotewer, drugą połówką. Wiem jaki to banał, ale tak czuję. Przecież byli inni. I wiem, że tak nigdy się nie czułam. I chcę go, każdej chwili, każdego dnia. Nie chcę, żeby ktoś nim dyrygował, żeby musiał byc dla kogoś innego.  I wiem, że to się nie zdarzy. Bo on tam musi byc, dla niej i dla dziecka. A ja?? Głupia..wiem, bo go kocham. I łapię te chwile, które mamy. I zachłystuję się tą powszednością, którą czasem jest mi dana. I tym sexem, pięknym, gorącym, prostym. I każdym momentem, ale tego mu nie mówię, niech sobie nie myśli (uśmiecha się już bardziej do siebie). Ale kiedy odchodzi..Rozpadam się. I wymyślam coś, żeby zabic pustkę po nim..dziura w duszy..Nie wiem czy on w ogóle coś czuje do mnie. Nie mówimy o tym. Tak jest dobrze. Ale czasem tak boli..Czy jestem aż tak zła?? Czy naprawdę potępiona?”.

 

 

I siedzimy tak, bez odpowiedzi. Bo nie ma takiej.

Łzy ciągle płyną. Ręka ciągle ściskana. Nie umie puścic.

Rzucisz kamieniem???

Rzucisz kamieniem?

8 uwag do wpisu “Rzucisz kamieniem?

    1. cheers! pisze:

      wiesz Iza..w gabinecie jest się człowiekiem, który rzyga empatią na prawo i lewo..łatwo to przychodzi gdy widzisz przed sobą zachlipaną kobiecinę, która ładuje się w tego typu relacje a potem cierpi i to jeszcze jak…dlaczego sięga po teoretycznie nieosiągalny obiekt? trzeba jej pomóc bo jest biedna…a poza gabinetem gdy w Twoim związku nagle pojawia się ta trzecia osoba to masz ochotę cisnąć w nią, już nie kamyczkiem, ale spuścić jej na łeb potężny głaz…niech cierpi, sama jest sobie winna!
      Trudny temat, który powoduje w nas samych dysonans…no biedna biedna ale jaka ku..ew! łatwiej nam się identyfikować z żoną, która przecież „zaklepała” tego faceta, wkładała mnóstwo pracy w budowanie związku! no i mają dzieci!..bo przecież my jesteśmy dla siebie aniołami, bez skazy stającymi zawsze po stronie dobra i prawości..mając ten wyidealizowany obraz siebie trudno jest niektórym osobom (bo przecież nie każdy tak ma) „zniżyć się” do zrozumienia zachowań społecznie nie akceptowanych…poza tym większość ludzi zdaje się mylić zrozumienie drugiej osoby, a właściwie przejawianych przez nią zachowań, z ich akceptacją…nie chcemy rozumieć, nie chcemy przyjaźnić się z kimś takim bo jeszcze inni ludzie uznają, że my też „tak paskudnie” się zachowujemy i odwrócą się od nas..dla nich zrozumienie zachowań = ich akceptacja..jesteśmy więc za zbiorowym linczem co jednocześnie ukazuje wewnętrzne problemy takich osób ślepo podążających za tłumem tylko dlatego żeby nadal je akceptowano, a właściwie żeby ich nie odrzucono.
      Cholernie trudny temat…ale trafiłaś w dziesiątkę jeśli o mnie chodzi bo sama się nad nim głowie i głowie i lepiej się głowić z innym głowami w zanadrzu.

      Polubienie

      1. @Cheers! Dzięki za te słowa. To co tu zostawiasz nadaje się na oddzielną dyskusję i oddzielny wpis. I oczywiście wiadomo, że kiedy cos się dzieje w życiu osobistym to często tzw. wartości trzeba sobie przeredagowac. I życ dalej..

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s