Moje prawdziwe ja – wystąp!!!

Mejla dostałam od mojej byłej klientki. I takiego fajnego, że ma się dobrze i walczy z tymi swoimi schematami, dzien w dzień i sie odważa byc sobą i intuicji się słucha, której głos w sobie odnalazła. No przepiękny po prostu! Się wzruszyłam, bo nieczęsto dostaję takie apdejty, bo jak jest dobrze to jest dobrze, i po co paluchy na klawiaturze forsowac? A jak jest źle, no to wiadomo..I tak sobie myślałam o niej. Taka piękna i inteligentna kobieta i tyle w życiu przeszła i teraz odważa się byc sobą, dociera do siebie, i już się nie boi. No normalnie bym taniec radości zatańczyła, ale recepcja może się na mnie krzywo popatrzec i przyjadą panowie na sygnale z fajnym wdziankiem z długimi rękawami..

I sobie myślę, co jest takiego, że tak się siebie, własnych ja boimy??? Co takiego strasznego pod maskami ukrywamy??

 

 

Gabinet:

Spotkanie z S. to prawdziwa przygoda intelektualna. Ja nie ukrywam już czasem, że nie nadążam za metaforami, aksjomatami i innymi resentymentami z jakimi młodzieniec przychodzi. No fantastyczny mózg, pozazdrościc, bo wiek bardzo młody (no dobrze, dla mnie wszyscy są młodzi, stare są tylko dinozaury). Paleta emocjonalna też niczego sobie. Wrażliwiec. Potencjał ogromny, czasem wykorzystywany. Ale….

„Izaaaa!! Ja już nie mogę! Dlaczego ja tego nie umiem??  I wiem, przecież jak to zrobic. Bo mi zawsze tłumaczysz, że robię to tu z tobą, więc dlaczego nie tam??!!! Dlaczego z innymi zawsze ale to przezawsze robię to samo? Nie wiem jak to robic z innymi!! Przecież to nie może byc jakoś trudne, tak?? Wszyscy chyba to robią wokół, tylko nie ja!!”.

I nie wiem o czym twoja głowa, pomyślała, ale wyrwij sobie te włochate pomysły z umysłu, bo my tutaj o otwartości rozmawiamy. Bo tak jest. Ileż person sobie należy stworzyc, ileż ról zagrac, żeby przetrwac, nie? Dobry: syn, mąż, ojciec, przyjaciel, kumpel od wódeczki, szef, pracownik. Albo w kontrze właśnie, jeśli na definicji zła, imażżż się opiera. Taka Ciocia Samo Zło – co to historii melanżowych więcej niż porów w skórze. Ale wiem, że szaleję trochę dla przykładu po ekstremach. A rzeczywistośc mieszka gdzieś pośrodku pewnie. Ta maska jakoś kiedyś założona tak pasuje, że jak ją czas zdjąc na chwilę, to trzeba żyletką wyrzynac, a jak już zejdzie razem z brwiami i naskórkiem, to buźka dla siebie nawet niemożliwa do rozpoznania. Patrzę w lustro, a to kto??? „Yyyyy – miło Panią poznac??? Chyba??”. Po chwili dopiero dochodzi do neuronów lustrzanych, że to ja, prawdziwa, prawdziwy. I wykrzywiam się z niesmakiem może. Odwracam oczy trochę ze wstydem. Garbię się w lęku. Bo co będzie jak ktoś zobaczy, tą prawdziwą mnie?? Tego mnie autentycznego?? I niby co miałby zobaczyc? Co takiego strasznego tam skrywasz? Zranienia się boisz? Odrzucenia? Wyśmiania? Czyli co, teraz wygodniej się żyje? W kłamstwie wobec siebie? Łatwiej jest pamiętac tekst do każdej roli, którą grasz?? A nie pomyli ci się? A jak zaycytujesz siebie z innej bajki to co oni, twoja mityczna publicznośc, pomyśli? A jakbyś po prostu był. Otworzył się. Autentycznie pozwoliła sobie na pokazanie prawdziwych emocji. I może jakiegoś fakapu, słabości – co wtedy?? Koniec świata jakiego znasz?? No tak, przecież mamy 2012…

Potem się skarżysz, że nikt cię nie zna, och wiem…Albo patrzą tylko na twoją fasadę, to co im pokazujesz – no tak, o etykietowaniu było wpis wcześniej. Ale czy gdzieś tym własnym etykietom nie jesteśmy sami sobie winni czasem? A jak już nie chcę imażu pokazywac, tylko prawdziwą siebie, to co wtedy? Kto mi uwierzy?

I przypomina się słynny eksperyment pana Rosenhana sprzed lat. Pan R. posłał do psychiatryków 8 woluntariuszy, którzy mieli udawac jakieś zaburzenie gdzie po diagnozie mogliby się nadac się do natychmiastowej hospitalizacji. Wszyscy byli przyjęci – co chyba nie jest poziomem hard. Ale potem ci biedni ludzie, już w środku mieli przestac udawac, i przyznac się, że są częścią eksperymentu i są całkiem zdrowi. I co? Detali i tłumaczenia pana Rosenhana oszczędzę. Niektórzy spędzili w szpitalach kilka długich miesięcy. Na oddziałach zamkniętych. Komu się wierzy?

Udawanie to pikuś, odważenie się na bycie autentycznym to poziom hard. Odważysz się???

Moje prawdziwe ja – wystąp!!!

36 uwag do wpisu “Moje prawdziwe ja – wystąp!!!

  1. cheers! pisze:

    Etykietkę zawsze dostaniesz…możesz nosić maskę lub nie ale i tak Ci ją przykleją…ważne żeby mieć to w „poważaniu” i się nie przejmować. Każdy ma prawo do własnego zdania, każdy ma prawo do bycia sobą. Nie musimy spełniać oczekiwań innych.

    Polubienie

      1. cheers! pisze:

        no pewnie, że należy sprawdzić i że noszenie maski jest niezdrowe etc. natomiast trzeba też spojrzeć na to z nieco innej strony…jak zauważyłaś w życiu pełnimy różne role..np. pracownika…i co wtedy? czy nasza autentyczność na pewno nam pomoże w utrzymaniu „stołka”? Jasne, lepiej znaleźć pracę w której będziemy mogli być sobą ale o pracę tak łatwo nie jest a utrzymać się trzeba…jesteśmy zmuszani do naginania naszej autentyczności i przyjmowania kolejnej maski bo jeśli jej nie masz jesteś nieakceptowany i prędzej czy później wylecisz

        Polubienie

      2. wieeeeesz, no głupio mi sie przyznac, ale ja zepsuta jestem mega! bo nie muszę masek zakładac w pracy…ale wiem co to znaczy, bo słyszałam i też „udawało” mi sie bywac, na szczęście na krótko w takich miejscach, gdzie trzeb bylo sie nagiac – kwestia jest taka, żeby nie zapomniec o sobie, swoim rdzeniu, byc świadomym absolutnie, że to tylko chwilowe „nagięcie” ale nie „złamanie” siebie albo takie odkształcenie, gdzie powrót do formy pierwotnej mało możliwy!

        Polubienie

      3. cheers! pisze:

        wiem, brzmi to jak moja własna fasada ale nie chodzi o mnie…ja się swojego „ja” nie boję bo wiem, że najwyżej znajdę miejsce gdzie indziej a umrzeć śmiercią głodową nie umrę w tym czasie…chodzi mi raczej o osoby które mają „nóż na gardle”…wiedzą, że nieliczni ich „ja prawdziwe” akceptują, mają pracę, dzieciaki na utrzymaniu, ale żyją wciąż do 30ego i nie mogą jakoś odłożyć na przyszłość…walczą o przetrwanie

        Polubienie

      4. cheers! pisze:

        no tak ale gdy już się tak nagniesz i naginasz 5 dni w tygodniu przez rok chociażby to się już odgiąć do pierwotnej formy tak łatwo nie możesz

        Polubienie

  2. @cheers! ja wiem, że niestety wiele osób tak żyje, bo z jakichś przyczyn musi, nie kwestionuję wyborów..ale! może warto wtedy dbac o ten swój rdzeń/ kręgosłup/ siebie/ JA, mimo wszystko, wiedziec kim sie jest i miec te miejsca w swoim życiu gdzie można byc autentycznym, bycie sobą, i żeby jak najwięcej tych miejsc było! I jak najwięcej ludzi, którzy mogą zobaczyc to prawdziwe ja..

    Polubienie

    1. cheers! pisze:

      proponujesz rozdwojenie jaźni :P? no pewnie, że warto jestem całkowicie „za”..ale gdy przyjmujesz jakąś maskę to jednak dziwnym trafem ona nacieka też na inne sfery życia i wrasta w Ciebie tak jak napisałaś, że trudno ją oderwać…a potem co..terapia zostaje i bunt przeciwko sobie samemu bo czujesz sprzeczność

      Polubienie

      1. NIE! świadomie wiesz co wybierasz! ale twoje centrum jest..łell, w Twoim centrum. Nic i Nikt nie jest w stanie go wyburzyc! ani przenieśc! Bez względu na warunki zewnętrzne!

        Polubienie

  3. cheers! pisze:

    oby tak było…chociaż takiego fałszywego trybu życia nie polecam to jednak zdaję sobie sprawę, że dla niektórych takie zachowanie jest poniekąd narzucone, wymuszone przez otoczenie…w końcu widzisz, że czerpiesz z tego jakąś korzyść bo się utrzymujesz na powierzchni i wrasta to w Twój sposób zachowania…im dłużej funkcjonujesz w ten sposób tym gorzej bo widzisz płynące z tego korzyści, które wzmacniają tego typu zachowania no i naciekasz naciekasz na inne sfery życia. Poza tym jeżeli tego typu zachowania są na Tobie wymuszone a masz silne morale to czujesz straszny dysonans…iść za swoim „ja prawdziwym” czy zadbać o to żeby Cię z roboty nie wykopali bo w końcu musisz jakoś zarobić na chleb

    Polubienie

      1. cheers! pisze:

        no właśnie, ciekawe…połączenie samooszukiwania się z oszukiwaniem innych raczej na zdrowie nie wychodzi…tak powstają psycho-rozbitkowie

        Polubienie

  4. To skomplikowany temat. Ja bym chyba aż tak nie popadał bym w przesadę z tą pracą. Wiadomo, że jakieś zasady obowiazują, ale chylba trzeba podchodzić do tego jak do „dress code”, a nie jak do jakiejś maski, którą zakładamy.
    Ja ten wpis odebrałem jako odnoszący się do życia osobistego, do relacji pozbawionych zalezności materialno-finansowych.
    Znam tą sytuację kiedy w pokoju, w wyjątkowych warunkach spotkania z terapeutą, łatwiej jest sie obnażyć, a po wyjściu jest już o wiele trudniej i moim zdaniem wymaga to nie lada odwagi, siły i pracy. Nie wiem tylko czy efekt zawsze jest tego wart, czy nie ma sytuacji, w których to nasze prawdziwe ja nie jest czymś co tylko my sami sobie wyobrażamy i nie staje się naszą wymarzoną ” rolą”, która też gramy.

    Polubienie

    1. słoń pisze:

      Co do noszenia maski to powód jest chyba prosty – zakrywa kompleksy, broni przed odrzuceniem, zbliżeniem, zranieniem. Co do jej zdejmowania – to nie musi być od razu obnażanie się. Nie przed każdym paradujesz nago. W pracy, sklepie, gdzieś tam pokazujesz tylko twarz, dłonie, nogi….no ile masz ochotę. Tym, którym chcesz – więcej, niektórym prawie wszystko. Najtrudniej – i najprzyjemniej za razem – jest się chyba odkryć przed samym sobą. I potem jakoś idzie już gładko. A tak biorąc wszystko do kupy, to myślę sobie, że jak byśmy nie byli genialni, nie wymyślimy nic lepszego niż to co już w środku mamy. Dlatego maski są do niczego!

      Polubienie

    2. cheers! pisze:

      „Ileż person sobie należy stworzyc, ileż ról zagrac, żeby przetrwac, nie? Dobry: syn, mąż, ojciec, przyjaciel, kumpel od wódeczki, szef, pracownik.” – wydaje mi się, że Izie chodziło o różne pola naszej aktywności i że jeśli chcemy zachować zdrowie psychiczne, czerpać z życia radość, to powinniśmy żyć w zgodzie ze sobą…pewnie, jestem „za” i tak staram się żyć ale niestety nie zawsze jesteśmy w stanie…ps. jak zwał tak zwał

      Polubienie

      1. @słoń@cheers! Nie chcę to nazywac maskami – myślę, że nie warto obnażac się do zupełnego golasa przed wszystkimi, żebysmy swoją integralnośc zachowali! Tyle komus ile chcemy, ale dla mnie najważniejsze – zawsze prawdziwie! Trochę, troche więcej dla innych, ale prawdziwie! Prawdziwe, żywe, autentyczne JA!

        Polubienie

      1. Tylko jest jeszcze pytanie o otwartość innych. Strach przed odrzuceniem, niezrozumieniem… Czy warto ryzykować udaną relację? Czy chcę wystawiać moje relacje z innymi na próbę (nawet taką krok po kroku) na ile są prawdziwe i szczere?
        To chyba jest jak przed pierwszeym pójściem z kimś do łóżka, inaczej jest jeśli to „one night stand”, a inaczej jeśli chcemy czegoś więcej.

        Polubienie

  5. @inzynierr hmm..za otwartośc innych nie odpowiadamy..Jak możesz pytac czy warto ryzykowac udaną relację??? Raczej nie wiadomo, czy będzie udana, to jest test dzień po dniu, chwila po chwili..Na ile ja mogę się otworzyc na drugą osobę.. na ile chcę..a „one night stands” to oddzielna historia, bo służą czemu innemu zupełnie..Ale tu chodzi o moją własną relację ze mną – hyh – ja vs. ja..Pewnie najbardziej hardkorowa 😉

    Polubienie

    1. słoń pisze:

      Drogi Inzynierzze, nie znam się, to się wypowiem. Od niedawna chodzę bez maski przed sobą. Nie wiem na ile zawsze udawałam przed innymi, dla mnie to było raczej chronienie siebie, niż granie kogoś innego. Wszystko z ogromnego strachu, że jestem do niczego. Teraz zaryzykowałam kilka relacji. Niektóre sama z góry chyba odrzuciłam, inne stały się znacznie bardziej intensywne. jeszcze inne czekają – bo druga strona chyba się nowej mnie trochę boi, bo przecież jestem inna, dużo silniejsza. Czy zależy mi na tych relacjach, które były nieprawdziwe? Czy zależy mi na tych, którzy mnie nie chcą takiej jaka jestem naprawdę? Już teraz ani trochę. A najlepsze w odkryciu się jest to, że w końcu patrzysz w lustro i myślisz ” jestem super”! To się jeszcze poprawi i tamto, nad tym muszę mocno pracować, ale „jestem super”. I rękę dam sobie uciąć, że skoro pracujesz nad sobą, to jesteś. I mam nieodparte wrażenie, że d kiedy chodzę przed sobą bez maski znacznie bardziej mnie ludzie lubią. Hmm, dziwne, bo taka była ta moja maska idealna 😉 Ja bym się na Twoim miejscu nie bała…no dobra bałam się przerażająco, ale warto!

      Polubienie

  6. @słoń @sexytherapy no właśnie chyba o to chodzi… relacja ja vs. ja i powiedzenie sobie „tak, jestem super” nie udawanie przed sobą, to jest chyba cel tego wszystkiego. Ja się tylko zastanawiam na „collateral damage” , nad tym co nas powstrzymuje przed spojrzeniem na samych siebie bez żadnych filtrów i pokazaniem się tak innym. (żeby nie było, też staram się żyć bez żadnej roli)

    Polubienie

    1. @inzynierr wiesz, wydaje mi się, że nawet nie „jestem super”, ale ot po prostu „jestem” i już! Takie bycie i akceptacja siebie, bezgraniczna. A ten strach, który nas powstrzymuje, taki podstawowy – co ja tam mam w środku? Czy mam ciemnośc jakąś, syfy jakieś? I co się stanie jak to zobaczę? Czy będę umiała sobie z tym poradzic? Ale potem jak chcemy, życie nas wstawia w taką sytuacje, że zdajemy sobie sprawę, że nawet najgorsze ja nie jest nas wcale „zabic”, widzę, przeżywam i akceptuję – i jestem, przynajmniej wg mnie, trochę pełniejszym człowiekiem z następnym puzzlem z podświadomości wyciągniętym.

      Polubienie

    2. słoń pisze:

      O nie droga Sexytherapy, to ja dziękuję! Inzynierrze, myślę sobie, że to przez to, że uważamy, że „jacyś” powinniśmy być. Że ludzie „jakimiś” będą nas kochać bardziej, że dzięki temu unikniemy samotności.

      Polubienie

      1. @słoń 🙂 nie bójmy się własnych lęków, bo chyba arcyciekawiej jest byc bardziej świadomym siebie, niż uciekanie właśnie w opinie innych??? Samoświadomośc nie zabija – jej brak, wg mnie, tak.

        Polubienie

      2. W tym chyba tkwi cały problem, nasze wyobrażenia, że jacyś powinniśmy być, najczęściej w naszym rozumieniu lepsi niż jesteśmy, wcale nie muszą być prawdziwe. Przekonałem się o tym na własnej skórze. Zdejmowanie mojej maski, to tak na prawdę nie dopuszczanie do siebie tego co mi się wydaje, że inni o mnie pomyślą. Trzeba dać innym szansę samym pomyśleć i zdecydować… Okazuje się bardzo często, że nie taki diabeł straszny 🙂

        Polubienie

  7. słoń pisze:

    Ależ oczywiście, chodzi mi tylko o to, żeby się opinią (wypowiedzianą czy tylko taką jakiej się domyślamy/wymyślamy) się ślepo nie kierować. Padła opinia, przemyślę, wezmę do siebie lub odrzucę. Za długo brałam je ślepo do siebie i z wielkim zaskoczeniem teraz czasami zauważam, że też wiem, że wiem nawet lepiej niż ktoś, czasami. A czasami nie 🙂 I wtedy się uczę.

    Polubienie

    1. @inzynierr@słoń mądrze prawicie – czytanie czyichś mysli to jak wróżenie z fusów – tyleż prawdy się tam kryje 😉 Po pierwsze ja mam wiedziec kim jestem, i na ile chcę kogo dopuścic do mojego wnętrza – bo mądre stawianie granic jest też niezbędne, ale najpierw JA. Nie chodzi o tu o egozim w czystej postaci, ale zdrowe postrzeganie siebie.

      Polubienie

  8. Jeszcze jedno przemyślenie. A co jeśli zakładam maskę przed samym sobą? Czy mogę sam siebie nie akceptować? Czy to możliwe? Czy to właśnie jest moment, w którym trzeba powiedzieć: dość! Chcę zrobić z soboą porządek! Tylko czy przez akceptację, czy zmianę?

    Polubienie

    1. Brak akceptacji siebie, to nielubienie siebie, czasem wręcz nienawiśc. Wtedy maska, ciach, na czoło! A jak chcesz powiedziec dośc – TAK – oczywiście, to jak? Akceptacja, przyjaźń z ciałem, miłośc bezwarunkowa siebie. Patrzysz sobie rano w oczy w lustrze i mówisz – stary, no ja pitolę, jesteś zajebisty, kocham cię, bo jesteś. Nie bo jesteś, jakiś..Tylko dlatego, że jesteś..I tyle. Miłośc dla siebie. I wiem jak bardzo to brzmi kosmicznie, i voodoo, i niemęsko stereotypowo, ale tak. KOchaj siebie! Akceptuj bezwarunkowo! Jesteś. I to wystarczy. Bo po prostu jesteś. TY.

      Polubienie

  9. kapelusznica pisze:

    Jak tak sobie głębiej wejdę i pomyślę, to stwierdzę że ‚ja prawdziwe’ nigdy nie jest prawdziwe. Jesteśmy ukształtowani przez masę doświadczeń, formują nas rodzice, mamy w sobie nieświadome naleciałości całego naszego zycia. Nasze poznanie, dojrzewanie nie było czyste i wolne, lecz w większości przypadków pełne zakłóceń, zniekształceń, blokad, zranień, a niekiedy i zabójstw naszego ‚ja’. Mało które ‚ja’ moze wzrastać we wolnosci, słyszeć i czuc siebie i uczciwie nazwać siebie ‚prawdziwym’. Osobisty przykład: nie lubię psów, horrorów, telewizji, pewnych zapachów i paru innych rzeczy. To prozaiczne upodobania i antypatie, które ma kazdy z nas. Ale ja dopiero od niedawna odkryłam, że nie lubie wymienionych rzeczy, gdyż zawsze darzyła je sympatią moja matka. A ja, jako ze jestem wobec niej w opozycji całe moje zycie, ukształtowałam w sobie niechęć do psów i telewizji. Nie wiem, co jest we mnie na serio moje, a co jest uformowane przez moją podświadomośc i schematy psychiczne. Nawet rzeczy tak trywialne jak proste gusta. Przykład drugi; jestem osoba biseksualną, co sprawia mi w zyciu wielką frajdę, stuprocentowo siebie akceptuję itd. Ale w dzieciństwie byłam molestowana przez bliską kobietę w rodzinie. Pytanie – na ile moja biseksulanosc jest moja, naturalnie i zdrowo wyklarowana, a na ile to konsekwencja doświadczeń z przeszłosci. Moge się przyjrzeć każdemu, najbardziej banalenmu aspektowi moje osoby i miec podejrzenie co do jego źródła. Czasem mam wrażenie, że w dzieciństwie dostałam dane, a teraz jestem tylko wynikiem równania i nie mam za dużego pola manewru co do siebie. Poodbnie patzrę podejrzliwie na autentycznośc innych. Przykład równie banalny: gość gustuje w mocno alternatywnej muzie, wyrafinowane nuty, wyzszy poziom doznań. Niby okej, bo ja tez to kocham słuchać i sercem czuję mocno. Ale ów facet czuje się tak bardzo lepszy od innych w swoich klimatach, czuje się wręcz wybrany, urasta we własnych oczętach a inni staja się malutcy i daleko za nim. Facet banalnie się potrezbuje dowartościować i posługe się do tego wysokimi gustami (tworzonymi trochę na siłe do tego). Ale on o tym nie wie, nie widzi tego u siebie. I jak tu poznać, kiedy sie sami kreujemy dla jakichś celów, co jest nasze, a co stworzyli u nas inni. Jak dogrzebać się do tej autentyczności. Bardzo tęsknie do prawdziwej siebie i jestem jej wsciekle ciekawa. Ale nie wiem na ile mozliwe jest dogrzebanie się do tego prawdziwego ja, jak tutaj pięknie to nazywacie. Bo nie wiem na ile ‚autentyczne ja’ jest autentyczne.

    Polubienie

    1. Prawdziwe „ja” to takie, które poniekąd, po testowaniu siebie, swoich automatycznych przyzwyczajeń i schematów, sami sobie wybieramy. Świadomie. Przecież nawet naleciałości z kulturowo-społeczno-rodzinne nie są wszystkie złe, czy niezdrowe dla nas. Warto wiedzieć tylko, z czym w sobie się zgadzam, a z czym nie. Co mi przeszkadza, a co akceptuję, a nawet lubie. Ale uświadamiając sobie ich genezę, tych schematów, przyzwyczejeń itp. Pozdrawiam i dziękuję za tak pięknie otwarty komentarz.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s