Superhuman

No przyznam się. Olimpiady w ogóle nie oglądałam. Ale tak w ogóle, nic.  Za to wieści z paraolimpiady mnie wciagnęły do reszty. Oczywiście nie w polskiej telewizji, no bo jakżeby można transmisje jakieś puścic, kto by to oglądał, kto to zasponsoruje i takie tam, nie? Pomimo tego „nasi” zdobywają medale i walczą dzielnie. A ja przyklejam się do jutuba i się napawam.

Oczywiście media się rzuciły na historie tragiczne i podkreślają te niewpełnisprawności, tu pociąg odciął, tu podczas urodzenia, tu wypadek samochodowy i masa innych, zapominając chyba o tym, że patrzy się na sportowców, takich prawdziwych, co to trenują i rywalizują, najpierw z samym sobą a potem z innymi. I nikt się nie pyta, jak to wygląda sportowo. Jak ten wynik ma się do innych własnych, jak wypadł wcześniej, a jak z innym przeciwnikiem mu się grało. No nie, po co. Skupmy się na tragiźmie, na braku, na ofierze. Bo to się sprzedaje. Bo to jest medialne. No jest, czyjeś nieszczęście przecież przyciąga, ciągniemy, zębiska emocjonalne szczerzymy, jak hieny do trupka. Ale o tym, że oni są bardziej sprawni niż wielu posiadających tzw. wszystkie członki, to nikt nie mówi.

Wstydzę się. Za siebie na szczęście, jak sobie pomyślę jak to czasem sobie ponarzekac lubię, tak siarczyście, po polsku, chociaż jak ktos mnie zna, to wie, że ja z tych nienarzekających jestem. Ale wymsknie mi się czasem, że pogoda nie ta, jak sobie planowałam, że film co to miał byc objawieniem, klopsem sojowym się okazał, że strasznie mi się sukienki wszystkie nagle w praniu zbiegły, hyh, że czasu nie mam, że jestem jakaś, takaś i owakaś, że nie jestem taka jak sobie wyobrażałam, że będę, że powinnam byc gdzie indziej, i tak dalej, ad nauseam. No takie problemy pierwszego świata mnie dotykają, a ja się w nich nurzam, tarzam i gębę sobie ich plastikiem i przesłodzeniem wycieram, bo taaaak mi źle. No żenada jak sobie porównam pracę nad sobą, którą musi taki czlowiek nad sobą wykonac, nawet przy najprostszych czynnościach, które ja bezmózgowo zupełnie robię. I dlatego myślę, że oni są supersprawni, nie idealni, nie święci, nie nigdy nie narzekający na pogodę. Nie. Tylko tam gdzieś w charakterze mają to coś, czego ja nie mam. Takie zwycięstwo nad sobą, które żadnym medalem wynagrodzic się nie da. Bo wygrali już w dyscyplinie pt. „życie”.

I nie lekceważę swoich trudności osobowości Pracuję nad sobą przecież bezustannie. Nie porównuję siebie do nich. Ale patrzę jakimi mechanizmami się na codzień posługuję. Jak zapominam o tym co mówię innym, tak, tak w gabinecie też. Jaką jestem śmierdzącą niewdzięcznicą, bo nie zauważam co mam. Ale „medialnie” skupiam się na swoich tzw. brakach. Jak nie dostrzegam magii w tym, że mogę zmyc naczynia własnymi, obiema rękami. A jak winda zepsuta, to zbiegam na szpileczkach na parter z piątego piętra, bezmyślnie. Ych..

Obiecuję poprawę. Bo już widzę więcej.

Dzięki! You Superhumans!!!!

Superhuman

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s