Narcyz, taki kwiatek

Śliczny, nieprawdaż?

Taki wyrazisty. Kolory piękne. Łodyga zamaszysta, ale jednak proporcjonalna. Pachnie też subtelnie. Nic tylko podziwiac. Aaach! Oooch! Yeeey!

Ale narcyz delikatny jest bardzo, niby tak stroszy te płatki, wypręża swoją zielonośc, prostuje listki, ale jak się tak przyjrzec z bliska, to wszystko taką płochliwością podszyte, niestabilnością. I niby krzyczy tą swoją jaskrawością: „Ej no, podziwiaj mnie przecież, tu jestem, tu”. Ale wiadomo, że to tylko poza taka, bo w środku, w tym kielichu swoje miękkie wnętrze chowa i zamknąc się gotowy na byle tylko zmieniające się warunki pogodowe na zewnątrz, na byle podmuch zmian. Ot, taki narcyz.

Spokojnie. Nie zwariowałam. Nie zamieniłam się w szaloną kwiaciarkę. W botanika bawic się też nie będę. U mnie kwiaty skazane są na dożywocie zazwyczaj. Jak widzą, że je kupuję to palpitacje serduszek maluchy mają. Jak widzą, że do mnie jadą, bo jakaś ciepła dusza chce mi przyjemnośc ogromną zrobic, to same sobie marsza pogrzebowego grają, Niestety.

Ale narcyze znam dobrze. Może raczej te z mitologii pochodzące. Ale daruję sobie opis biednej nimfy Echo i Narcyza właśnie. Jak ktoś chce, to wiedzę z podstawówki zawsze przez pana Parandowskiego można sobie odświeżyc, bo tam prawdy archetypalne o nas, oj, wiadrami można zbierac.

A współczesny Narcyz? Zupełnie jak kwiatek – taki widoczny, taki krzykliwy, taki, w sumie, niepewnością podszyty, taki sztuczny, taki zagubiony. Chociaż prawdziwy Narcyz nie da poznac tej swojej niepewności, skądże znowu. Nie, on buńczucznie będzie walczył o te swoje racje i racyjki. Udowodni mi, że jam maluczka i mierna w tych swoich poglądach. Onci pieknie nam panujący ma odpowiedzi wszystkie i na wszystko. On wie lepiej. I zgnoi cię, żebyś wiedział, gdzie twoje miejsce w szeregu kwiatowym. Gdzie tu, do tych pachnących i ładnie wyglądających?? Do zielska, tam gdzie przynależysz, do chwastów mi won!! I co? Listki i płateczki szybciutko zwijam, chlipnę rosą, korzenie do łodygi podciągnę i idę sobie od Narcyza. Kielich główeczki mocno w pokorze pochylając.

Tylko jak się tak między płatki i listki egzystencji spojrzy, to tam krzyczy nam w twarz jego słabiutka, raczkująca samoocena. Tak mikra jak te krzyki jego pewne. Ale nia ma miejsca na demaskowanie, bo Narcyz sam sobie w tym Narcyźmie zostaje. I może też czasem sobie chlipnie w tej narcyzowej samotności pozostając, bo nie ma innych wokół, co by go podziwiali. A on sam siebie? No on zna prawdę i wie, że te zachwyty, i ta walka, i ten spelndor, i glamur, to w kwiatkową glebę może sobie włożyc, bo nic się nie zmieni, dopóki nie spojrzy w siebie, tak naprawdę, i nie zobaczy, że jak zdejmie te swoje maski, to kurteczka, zajebisty z niego kwiatek! I wtedy naprawdę jest co podziwiac. Och!!!

I wyjatkowo dziś, z dedykacją dla mojego znajomego narcyza, który mimo wszystko, masek chce się pozbywac.

Narcyz, taki kwiatek

4 uwagi do wpisu “Narcyz, taki kwiatek

  1. słoń pisze:

    Ja też twierdzę, że to przewrotna oznaka wielkiej dbałości o żywe istoty, a nie odwrotnie….ale jakoś nikt tego dotąd nie rozumiał 😉 I dzięki za wpis – ten akurat kwiatek zdarzało mi się pielęgnować z wielką uwagą. Na szczęście ostatnio i jego go mocno zaniedbuję 😛 Ale nie zaszkodzi, że przypominasz 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s