Czy praca psychoterapeuty jest nudna?

Takim to pytaniem zostałam ostatnio zaatakowana przez pewnego pana. Odruchowo odpowiedziałam nie, no bo nie jest. Wg mnie to najlepsza praca na ziemi, albo i w całym wszechświecie. No może poza zawodową księżniczką albo płatnym mordercą. I mogę sobie wyobrazic dlaczego to pytanie panu temu przyszło do głowy. No bo jak to stereotypowo wygląda? Siedzę ileś tam godzin w gabinecie i słucham problemów innych, nie? No z grubsza takiego rzeczywiście grubego, tak może jest. Ze stereotypem płatnego przyjaciela też walczyc nie zamierzam.  A że jesień nas tu zaskoczyła, jak to we wrześniu bywa, to mi się tak melancholijnie na wspominki zebrało, a propos tej nudy właśnie. I historia mi się przypomniała, taka jedna z gabinetu właśnie. Długa będzie, więc proszę się uzbroic w coś do picia, jedzenia, siusiu zrobic, bo przerw na reklame nie będę robic, i jedziemy.

To był lipiec, roku nie podaję, ale nie tak dawno całkiem.Gabinet. Gorąco jak w saunie fińskiej, wiatraczek na fulla nastawiony nie pomaga. W poczekalni hulałby wiatr i takie kłęby krzakowe, takie jak na westernach, z kąta w kąt by przewlekał, jakby wiał. Nie wiał. Nikt nie pracował, poza mną, no i recepcją na 10% operującą, bo jak wiadomo, latem wszystkim się poprawia i wszyscy są szczęśliwi, więc o terapeucie zapominają. I dobrze. Cisza, spokój, nic się nie dzieje.

W drzwiach pojawia się włos i głos recepcjonistki mantrę gabinetową wyśpiewujący: „Iza, pan do ciebie.”. I pan wchodzi. W marynarce, bardzo eleganckiej, ale trochę do aury niepasującej, bo ja najchętniej w kostiumie plażowym bym tu siedziała, no ale przecież każdy ma swoje odczuwalne poziomy dyskomfortu. Zasiada na kozetce. Taki duży pan, bardzo, twarz taka charakterystycznie męska z zarostem konkretnym, oko władcze. No wygląd, każdy ma swój. Ale coś tu mi przeszkadza, już poza marynarą, coś uwiera, jakbym go znała, jakbym wcześniej widziała. Ale twarzy nie zapominam. Zerkam na kartę rejestracyjną, może tam coś, cokolwiek..Nic, pustka. Literki, cyferki obco wyglądają. Pan zaczyna opowiadac swoją historię, że żona, i dzieci, i dom zbudował. A nade mną jak oszalałe zaczynają fruwac znaki zapytania, ale bez konkretnych pytań. Zadaję pytania o historię, bo coś mi zaczyna świtac w głowie. Coś mi bardzo nie pasuje, choc konkretnie nie mam sie do czego przyczepic. Aż tu nagle jest! Kropeczki mi się połączyły! Syrena w głowie zaczyna wyc jak oszalała! Czerwone światełka wszędzie! Że co??? Nie wierzę!!! Ślina zasycha mi na języku. Robi mi się lodowato zimno. Adrenalinka ze strachu zalewa mi oczy.

I teraz małe cięcie, żebyś Ty łaskawy Czytelniku, też zobaczył co ja.

Kilka miesięcy wcześniej zgłosiła się do mnie pani. Nie wie, czy odejśc od męża, czy nie, bo tak już się zmienia, bo chce czegoś innego, bo poznała kogoś. I tak sobie to rozkminiałyśmy. Aż pani na którejś z sesji mówi mi, że pan zagroził, że zabije dzieci, po czym biegał za panią z nożem. I normalnie można to zgłosic na policję, albo do odpowiednich służb. Z tym że, tu fakap niezły, bo pani nie może. I napisac dlaczego za bardzo nie mogę,  licze więc na Twoją wyobraźnię. Poza tym pani zapewniała mnie, że to nie pierwsza taka historia. No okej. Na kolejnej sesji, pani mi oznajmiła, że mąż dowiedział się, że chodzi do psychologa i obiecał jej, że tą psycholog zabije, bo to ona mąci w głowie żonie, suka jedna, czyli ja. No nieswojo mi się zrobiło mimo tego, że do strachliwych nie należę, urodzona i wychowana na warszawskich Szmulkach, uodporniona jestem na pewne historie na poziomie DNA przecież. Kilka dni później telefon do mnie przez recepcję. Ojciec pani dzwoni – „Pani mnie nie zna, ale ja martwię się, że może powinienem panią ostrzec, bo zięc, naprawdę niestabilny, dzieci zabraliśmy, a on przecież z bronią na codzień obcuje, i wini panią za wszystko. Proszę na siebie uważac! Ręce mamy związane, o tym pani wie..”.

Kropeczki połączone???

I jeszcze nie wierzę, że to może byc on. Ale wszystko się zgadza. Wygląd, wysławianie się, nawet historia, którą opowiada. Ręce mi się trochę trzęsą. Co ja mam zrobic? Wyjśc z gabinetu pod pretekstem? Wołac o pomoc? I co? Połową mózgu prowadzę „autentyczną” rozmowę terapeutyczną, a drugą rozkminiam co mam zrobic. Pan się coraz bardziej rozkleja, wysuwa się na kozetce w moją stronę – „Co ja mam zrobic? Niech mi pani powie?” – wykrzykuje.

„Panie ….., porozmawiajmy szczerze.” – mówię do niego, używając jego prawdziwego imienia, nie tego z karty. Zmiana jest piorunująca. Pan się relaksuje. Uśmiecha nawet. „Gorąco tu u pani”. Zdejmuje marynarkę. Pod spodem kabura z pistoletem, który wyjmuje i kładzie obok siebie. Na kozetce

„Dobra pani jest.”

„Po co ta szopka ze zmianą tożsamości?”

„Chciałem panią poznac, bez uprzedzeń”.

„Z mojej strony, jak rozumiem?”.

„Tak. Też myślę, że taka kurwa, co to w życiu ludzi miesza, powinna zdechnąc”.

Żyję.

Wiadomo.

Czy praca psychoterapeuty jest nudna?

Czy praca psychoterapeuty jest nudna?

10 uwag do wpisu “Czy praca psychoterapeuty jest nudna?

  1. Beata pisze:

    Koszmar… Umarłabym ze strachu! Ale powiedz, ktoś interweniował? Kogoś zawołałaś? Przekonałaś pana, ze czas mu się skończył i powinien grzecznie wyjść? 😉 no błagam, ciekawość mnie zeżre! Tak, jakbyś mi kryminał przed rozwiązaniem wyłączyła!!! 😉

    Polubienie

    1. @Beata porozmawiałam o jego potrzebach, tzn. nie zastrzelenia mnie przecież, ale o co mu chodzi naprawdę + wyjaśniłam mu zasady etyki, że nie mogę mówic o jego żonie i jakoś wyszedł, trochę wkurzony, trochę mnie jeszcze strasząc..ale żyję przecież

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s