Życie w wersji beta

Gabinet.

„Niestety nie mogę udzielic Państwu pomocy.”

I serce boli. I wszystko boli, jak na nich patrzę. I kiedy wracam do domu, to moje myśli wciąż przy nich. I teraz też o nich myślę. I to zdanie, proste przecież, tak siedzi mi w głowie. Nie miałam wyjścia. Musiałam. To nie bezsilnośc, to nie brak kompetencji, to nie, że mi się nie podobają, albo mam taką fanaberię rozpieszczonej psychoterapeutki. Nie.

Ona kłamie.

Wiem, bo mi powiedziała. Wcześniej, na spotkaniu jeden na jeden.

„- Pani Izabelo, prawda jest taka, że ja męża nie kocham. Miłośc mi się skończyła. Kocham kogoś innego. On też mnie kocha. Ale ja wiem, że nie mogę męża zostawic.  Jak nasze rodziny będą na mnie patrzec? Pochodzę z małej miejscowości, wsi właściwie. Tam wszystko o wszystkich wiedzą. Moja rodzina by tego nie wytrzymała. Wykleli by mnie. Ksiądz by kazanie o prostytutce powiedział, i wszyscy wiedzieliby, że to o mnie. Nie umiem odejśc. Ale też nie chcę chyba.

– A co z tym drugim?

– Będziemy się spotykac. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Może to się jakoś samo rozwiąże. Ja po prostu nie wiem jak mogłabym to zrobic. Odejśc, jak?

– A pani szczęście? Gdyby nie było presji rodzin i społeczności?

– Moje szczęście?”.

I tak będą trwac, bo „co o mnie ludzie powiedzą?”. Nie mają dzieci, nie mają kredytu. Wiąże ich przeszłośc i zasady małej, wioskowej społeczności.

I już uszami wyobraźni słyszę te głosy unoszące się w swojej pryncypialności: „No jak tak można! Przecież to zdrada! Jak można tak życ dwulicowo, och!” i już cegłówki moralne i kawałki bruku emocjonalnego w ruch idą.

A ja sobie w lusterko łypię i zadrę ze swojego ślepięcia wyjmuję i siebie pytaniami molestuję  : „Ile razy uległam presji społecznej? Ile razy, nieświadomie może, powiedziałam sobie w duchu, „co inni o mnie pomyślą?”. Jak często zależy mi na ocenie przyjaciółki, kolegi z pracy, pacjenta czy pacjentki?”.

Nie wiem jak często. Teraz już rzadziej niż wcześniej. Teraz już robię co chcę, w większości przypadków życiowych, taki mam komfort, który sobie wypracowałam. I wiem, ile wolności to ze sobą przynosi, jak się pełnym cyckiem oddycha i w głębokim offie się ma swój imaaż, tak kiedyś bibelotami i świecidełkami opinii innych przyozdabiany. Ale to ja. Teraz. Nie dwa lata wcześniej, nawet nie rok.

Dlatego wiem, że to możliwe. Taka zmiana. Nie patrzec, nie rozglądac się, nie stroic w piórka hipokryzji. Wiem, ile to kosztuje. Wiem, ile szans mnie ominęło, bo „nie wypadało”. Wiem,  czego nie zrobiłam, bo „co inni by o mnie pomyśleli”. Dlatego tak mnie boli, kiedy widzę ludzi, którzy tak żyją, jakby siedzieli półpupkiem na krzesełku. Wygodnie???

Boli i deprymuje, nie, nie deprymuje, mnie to po prostu, wkurwia (z góry przepraszam za niecenzuralne słowo). Tak, wkurwia mnie to strasznie, a ja do łatwowkurwiających nie należę w całej swojej praktyce masterki Zen.

I tak mi się czasem chce wyjśc na balkon, który z gabinetu wystaje na widok taki:

i wykrzyczec z całej swojej owalnej postury:

„Ludzie! Życie to nie wersja beta! To jest alfa i omega! Życie jest tu i teraz! Nie jutro i nie wczoraj! Nie, bo „mi nie wypada”. Nie, bo „co mamusia albo żona pomyśli”. Nie, bo „różowego w moim wieku się nie nosi”. Nie, bo „w moim zawodzie, powinienem byc taki i owaki”. Nie!”.

No dobra, nakrzyczałam się. Idę włączyc densstara, chociaż nie wiem, czy mi wypada..

Życie w wersji beta

8 uwag do wpisu “Życie w wersji beta

  1. eloise pisze:

    Odkąd pamiętam znana byłam z tego, że pieprzyłam konwenanse, szłam gdzie chciałam i jak chciałam. Ubrana jak chciałam.
    Hipokryzja zawsze wywoływała gęsią skórkę na mej skórze i nadal tak jest, tylko teraz zamieniła się w agresję.
    Nie łatwo jest żyć w naszym „katolickim” społeczeństwie, pełnym zabobonów i tradycji (często ograniczającej) zachowując swoje poglądy.
    Ludzie często dziwnie patrzą 😉
    Ale co tam, ważne by być w zgodzie ze sobą! Nieprawdaż?

    Polubienie

  2. Beata pisze:

    Napisałam długi, osobisty komentarz, ale w momencie wysyłania go, rozladowal mi sie tablet i nie poszlo… Widać tak mialo być. 😦 no i co. Pozostaje mi powiedzieć- jak zwykle świetny tekst…

    Polubienie

      1. Jasne, że nie. Gdyby ludzie nie byli tak zakłamani to wszyscy bylibyśmy szczęśliwsi, w długim okresie oczywiście. Wtedy Twój zawód mógłby przestać istnieć 😉

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s