Suma wszystkich związków

Rozrzewniłam się. Bo łatwo z nią nie było. Przywleczona do gabinetu przez partnera. Terapię przerywała chyba ze trzy razy. I wracała, życiem poturbowana coraz bardziej. I tymi facetami w jej przeszłości i teraźniejszości. I mozolnie odkopywałyśmy schematy. I czasem siedziałyśmy w ciszy. I płakała, ale nigdy tak całkiem. I uciekała od siebie. I mnie konfrontowała, że beznadziejną terapeutką jestem. I nakrzyczała na mnie z 5 razy. Och no przewlekła mnie po żwirze emocjonalnym. A teraz siedzę i się rozrzewniam i zachwycam.

„Dokonałam kilku dobrych wyborów. Odchodziłam od tych, dla których byłam za mało. Inni odchodzili, kiedy byłam za dużo. Teraz jestem. Jest tak akurat.”

Tak, związkowo mi się zrobiło bardzo, tym bardziej, że u moich Wiedźm (przyjaciółeczek moich) się dzieje, oj! Rozkminka na rozkmince, mężczyźni fruwają jak statki UFO. Niektórzy lądują na długo, a niektórzy pojawiają się i znikają, i tak nie wiadomo, czy na pewno byli. No, związki. Hyh.

I jak się tak związkujemy, to ile tych doświadczeń zbieramy? Bo przecież te zauroczenia, czy wielkie epickie miłości pozostawiają nam coś na duszy. I jedni zakrzyczą mnie zaraz, że rany i szramy i sińce. Inni, przytakną, melancholijnie, no tak, wspomnień czar, szkoda, że się nie wróci, cudownie, że było. Twój wybór na czym sie skupisz, nie? Bo faktu, że z poturbowania i relacji, takiej jak tornado z tsunami, też nauki się wyciąga, może nawet głębsze, niż te takie milutkie, szampanem i zachodami słońca ociekające.

I tak jak moja pacjentka, musiała się przez dobrych kilka przepłynąc, czasem topiąc, a czasem lekko żabcią se smyrgnęła. Ale dopłynęła do brzegu siebie. Zobaczyła, że inaczej się nie da. Najpierw ja. Wykopię schematy pazurami, moje wzorce zachowania położę przed sobą, bez strachu, pewnie z nutką obrzydzenia do siebie najpierw, a potem nauczę się sobie współczuc, że przecież nie mogłam inaczej, bo tak zostałam uwarunkowana, jak pupilek Pawłowa. Później zobaczę jak sobie zbierałam te doświadczenia, jak grzyby, muchomory, i prawdziwki czasem. Aż będę mogła siebie prawdziwą zobaczyc. I popatrzec na siebie z czułością, nie dopieprzając sobie za kolejny fakap, a la związek. I nauczę się siebie na nowo, stare nowym zastąpię. I stanę wyprostowana, bez strachu, czekając na następnego Pana Szansę albo Panią Możliwośc.

Bez siebie, ani rusz, jeśli świadomie, mądrze chcemy byc w związkach. Nie czepiac się jak pijawka łydki. Faceta (albo kobietę) jak bluszcz owijac, i w końcu siebie ranic, i ranic, bez końca. Nie kochac kogoś, bo on wszystkie me potrzeby spełnia (wujek Fromm to wieszczył już) , bo mi pustkę wewnętrzną zapełnia, bo moje życie ma sens „tylko z tobą kochanie”. Ale potrzebowac kogoś, bo się go kocha, dojrzale, pełnią, czasem mądrze, z małymi głupotkami po drodze, z pasją i oddaniem, nawet czasem graniczącym z poddaniem, ale z wolnością wyboru w środku, i z granicami siebie mocno wytyczonymi. Świadomie. I już.

Aaa, no i z dużą dozą parującego seksu. Oczywiście.

Suma wszystkich związków

7 uwag do wpisu “Suma wszystkich związków

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s