Uczę się oddychać

„Pęknę. Zaraz się rozpadnę. Na tysiąc milionów kawałków. Na atomy. Nie będzie mnie. Może w końcu spokój. Rozpadam się.”

Ile razy to słyszę. Ile razy chcę powiedziec:

Pęknij! Proszę. Rozpadnij się. Przestań się ze sobą siłowac.

Ale tak nie mogę. To nieterapeutyczne.

Dziś sobie pozwolę.

Dla Siłaczek Codziennych i Atlasów Swój Ból noszących.

Chodzą jak rycerze, wojownicy i wojowniczki Dnia Codziennego w zbroje poubierani. Zbroje, którą sami sobie nałożyli, ale nie mogli inaczej. Już w rodzinie uczyli się walczyc, żeby przetrwac, chociaż o przetrwaniu nic nie wiedzieli. Nie umieli jeszcze wtedy uciekac przed wrogiem, który był ojcem, albo matką. Jeszcze sie starali o miłośc, i bycie najlepszymi synami i córkami. I tylko ochłapy akceptacji im z ust tych najważniejszych spadały. Wśród innych, tak samo. Trzeba się starac, żeby nie przegrac. Wyścig i skryte wołanie – nie odrzucajcie mnie! I tak, najpierw kolczuga, żeby strzały samotności tak nie bolały, z tysięcy kółeczek bólu zrobiona. Na to ten ciężki pancerz. Chronic się. Schowac uczucia. Nie pokazywac słabości.

I tak dorastali, a zbroja z nimi. I już nie można odróżnic, gdzie żywe ciało, a gdzie zimny metal się zaczyna. Podziwiani! Tacy silni. Tak bez lęku przez życie idący. Wszystkie bitwy wygrywający. Wyzwanie? Biorę! Problem? Rozwiążę. Ból? Poradzę sobie. I świat pada u ich stóp. Zbroja błyszczy.

I nagle w jakiejś potyczce życiowej, jakaś strzała w ten miękki środek się wbija. I ból Cię przeszywa. Taki prawdziwy. Bo nie ma tam w środku pancerza, tak głęboko nie sięga. I chcesz zobaczyc co tam tak boli, ale przecież metal dookoła. I wyginasz się, i próbujesz to cholerstwo z siebie zedrzec i chcesz zajrzec do środka, ale tylko coś z ciebie wycieka. I boli. I tracisz siły do walki. I upadasz. Leżysz w tym błocku lęków, i tracisz przytomnośc, i głosy tylko słyszysz: „Ty nie dasz rady? Eeee, tam..”. I nie ma nikogo. Ciemno.

Wleczesz się po tym betonie życia, szukasz kryjówki, żeby rany wylizac. Broń gdzieś pogubiona. I gangrena bezsilności już się wdała. Już śmierdzisz w tym swoim zamknięciu. I już głowę od siebie odwracasz, z obrzydzenia do siebie spluwasz. I już oddechu nie starcza. I drapiesz w ten pancerz. I paznokcie połamane, paluchy krwawią. A pod spodem jakby setki robaków strachu pod skórą Ci się wiło. Nie wytrzymujesz. Wyjesz lękiem i samotnością.

Pękasz.

I wtedy zbroja sama opada. Kolczuga się rwie. Stoisz Ty. Prawdziwy. W skórę czującą tylko przyodziany.

I po raz pierwszy oddychasz.

Ja też. Uczę się oddychac.

 

 

Uczę się oddychać

16 uwag do wpisu “Uczę się oddychać

  1. SB pisze:

    Piękny tekst! Lubiłam moją zbroję. Lubiłam myśleć o sobie per Wojowniczka ;). Dziś zbroję zakładam od czasu do czasu coraz rzadziej i oddycham dużo oddycham, całymi płucami. całym ciałem.

    Polubienie

  2. A pisze:

    jakbym czytała swoją biografię, tylko zapłaciłam za to depresją i zaburzeniami odżywiania. Teraz uczę się wszystkiego, tylko tak trudno oddychać jak nie się nie widzi w tym celu…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s