Jesteś moim lustrem

I wierzgam, i się kręcę, i wstaję z fotela, i łażę po Dziupli warkocza wykręcając. Bo wcale nie chcę tego napisac. Nie chcę tego czuc, znowu. Bo to pewnie najbardziej osobisty z wpisów będzie.

Bo ktoś napisał w wiadomości prywatnej pytając, po wczorajszym wpisie: „Co jeśli tak nago będę stał przed życiem? Nie chcę tak. Co, jeśli mnie zobaczy ktoś? Co jeśli dam siebie a to ja, nie będzie mu się podobało? Co, jeśli ryzykuję i tylko będzie bolec? Co potem?”.

I nie chce się wymądrzac, ciocia dobra rada umarła.

I tylko tym mogę odpowiedziec:

„- Lustereczko, lustereczko powiedz przecie, kto najpiękniejszy w Twoim świecie?

– No nie ty, przecież”.

Tak było. Jakiś czas temu. Nie tak bardzo dawno. Taki ktoś mi to powiedział. Nie takimi słowami może. Nie takim pytaniem to sprowokowałam. Ale tak mnie odrzucił. Tak całkowicie. I nie wiedziałam nawet, że to się zdarzy, ot znienacka. Ten znienacek wziął moje serce, i tak już otwarte, i jego kochające i wyrzucił gdzieś. Do tej pory błąkam się po Wawie i go szukam. Pewnie gdzieś w śmietniku, a jeszcze nie w resajklingu. Ale może znajdę.

I ta chwila, kiedy to słyszę, a moment później leżę gdzieś z obtartym ryjem na chodniku i mamroczę do siebie o sobie słowa nienawiści. Nie, spokojnie, nie pobił mnie, fizycznie. Emocjonalnie. Obdarta ze zwyczajowej zbroi i zwijająca się z bólu, potem zdycham na podłodze u siebie. Skowyt tylko. Upokorzenie. I już nie wiem kim jestem, nie umiem wstac. Oczy ślepotą zapuchłe od łez. Rozpadam się. I wgryzam się w żyły, żeby tego bólu razem z krwią sobie upuścic. I pękam.

Świt nie przynosi wytchnienia, tylko wszystko widac wyraźniej.

I nagle rozumiem. Jesteś moim lustereczkiem konfrontacji, zwierciadełkiem pieprzonym, w którym mogę się przejrzec bez ściemy. Gdzie moje schematy zaprzeszłe świecą jak choinka w święta, tysiącem lampeczek. Gdzie to czego się najbardziej boję, wlepia mi się w ślipia. I moje przekonania o sobie samej trzymają powieki za rzęsy i wrzeszczą: Patrz! To ty! Ślicznaś, nie?? I nie mogę mrugnąc przecież, więc patrzę, oblepiona łzami, smarkiem i kupą emocjonalną. A moje lęki tańczą tango z moimi oczekiwaniami. Ach, co za widok! Oł, yeah, podgłośnijcie muzę!

I wstaję w końcu z klęczek, na które jakoś się zdobyłam. Stoję i patrzę. Prosto w oczy. Sobie. Na moje własne podwórko cierpienia. Na te myśli o sobie, te kłamstwa, których się trzymam jak ślepy swojej laski. I w końcu widzę czym są. Kłamstwami.

Cięcie.

Przeżyłam. I mam się zajebiście. No dobrze, z małym fakapem tu i tam. A on pozostaje moim lustrem, chociaż już coraz rzadziej muszę w nie zerkac. Ale jak już taka obrośnięta pączusiem i wanilią jestem, to on robi coś, co mnie do parteru schematów momentalnie sprowadza. I wiem wtedy, że swojej pracy domowej jeszcze do końca nie odrobiłam, że moje pokrzywione przekonania o sobie mają się świetnie, dziękuję. Ale teraz patrzę i się uśmiecham. Naga przed tłumem. Przed sobą. Autentyczna i oddychająca.

Nie żałuję.

Wolę tak.

Jesteś moim lustrem

25 uwag do wpisu “Jesteś moim lustrem

  1. słoń pisze:

    Byłam tam. A teraz wycieram swoje serce śmierdzące jeszcze tym śmietnikiem, żeby je dać komuś innemu. Tylko teraz już tak, żeby nie był moim lustrem, a Twoje wpisy bardzo mi w tym pomagają. Ten tekst jest przepiękny.

    Polubienie

    1. Dziękuję słoniu!
      Ja też myślę sobie, że może tych luster zawsze potrzebowac będziemy, bo może cos nowego w nas do przepracowania się znajdzie. Przecież tak bardzo dynamiczni jesteśmy, tak szybko się zmieniamy. Pewnie lustro samo nas wtedy znajduje – i dobrze.

      Polubienie

  2. em pisze:

    Odrzucenie zawsze boli bardzo szczególnnie jak się otworzy swoja duszę serce a potem ktoś tak zwyczajnei to zdepcze najczęściej nie umie się zachowac przy tym. Nasze doświadczenie niesie ból ale też i daje nam siłe.

    Polubienie

    1. Zależy co z tym doświadczeniem zrobimy: albo się otwieramy i uczymy, albo zamykamy „na wiecznośc” bo boli i nie chcemy byc ponownie zranieni – a związki późniejsze, jesli są, cierpią na tym.

      Polubienie

  3. em pisze:

    Ja czasami się zamykałam ale czym więcej wiem o sobie tym jestem bardziej świadoma swoich czarnych chmur. Zazwyczaj one wychodzą wtedy kiedy zaczynam się angażować bo wtedy zaczyna mi zależeć i to jest ten moment kiedy wychodzi lęk przed odrzuceniem w głowie zaczynają się odgrywać rózne scenariusze. Są takie sytuacje kiedy reaguje dziwnie bo emocje mną wtedy targają bo wtedy wychodzi coś czego być może nie przepracowałam jeszcze. na dzień dzisiejszy mogę sobie pogratulować tego że próbuje, poznaję siebie i pracuję nad sobą. Każdy związek jest tak jak napisałaś lustrem przyciągamy do siebie podobne. Przykładowo jeśli siebie stawiam na drugim miejscu to nasz partner będzie nas stawiał też na drugim miejscu. Kluczem do sukcesu w relacjach jest moim zdaniem praca nad sob a nie szukanie winy w innych. Jeśli chcemy partnera który będzie nas traktował z szacunkiem my przede wszytskim tak powinniśmy siebie traktować. Ponadto być bardziej wybrednym nie decydowac się na każdego faceta który się pojawi na naszym horyzoncie i się potem przekonywać mimo że głos intuicji podpowiada nam inaczej. warto być cierpliwym i partera szukac z tesknoty duszy. Natomiast nasze lęki z przeszłości trzeba przepracować bo inaczej jak karuzela będziemy powtarzać ten sam schemat. Ja przykładowo prowadze ze soba dialog wewnetrzny tak jakbym była obserwtorem tej całej sytuacji gdzieś z boku i jestem bardziej czujna na to co mi w duszy gra przede wszytskim staram się słuchać siebie głosu swojej intuicji!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s