Tęsknota za meblościanką

Na wystawie byłam. Ale nie będzie recenzji z cyklu „nie znam się, to się wypowiem”, choc wystawa godna polecenia, wg subiektywnej mnie oczywiście. Bo wielu rzeczy się dowiedziałam, oko różnego rodzaju sztuką nacieszyłam, nad znakami zapytania co to się pojawiły, pochylam się. Zirytowałam się, co prawda, trochę macoszym traktowaniem Augmented Reality w służbie reklamy, ale co tam. I już wiem teraz, że jest takie miasto na świecie bez bilbordów, banerów i innych takich, i że to w ogóle możliwe.

Jak sobie tak łaziłam, myślałam i obcowałam ineraktywnie, nagle zapach płyty paździerzowej przeniósł mnie w rejony mojej młodości pięknej. Bo przecież zaanektowana przez sztukę przestrzeń wystawowa, to sklep meblowy Emilia. Były sklep. A już niedługo budynku nawet nie będzie. A to symbol Wawy meblowej przecież.

I nagle przed oczami zamiast zdjęc, plakatów, eksponatów pojawiły się wersalki, kredensy, meblościanki. Oj, jaki taniec mi w głowie wykonały – i już siebie zobaczyłam jak na mrozie z mamą stałyśmy w kolejce kilkudniowej, czekając na kolejnego członka rodziny, żeby nas zmienił, bo stac trzeba było 24/7  i dłużej, po regał. I jaka komitywa była, i jak się z termosów herbatę piło. Tzn. ja, dziecko piłam, a dorośli to nie wiem co, bo prawie zawsze wesoło było. Jak na suchym, zimnym prowiancie popołudnia pod Emilką spędzałam, bo duzi ludzie walką o przetrwanie zajęci byli, czyli „gdzieś papier toaletowy rzucili” i trzeba było następną kolejkę ogarnąc, a dzieciak mógł w tej, biernie nieruszającej się sam kawałek chodnika okupowac. I jestem przekonana, że byłam wzorową uczennicą, zawsze nagrody za najlepsze czytelnictwo zbierającą, bo przecież coś w tych kolejkach trzeba było robic.

Się rozrzewniłam i się zasmuciłam. I nie tak, że „boże-jaka-ja-stara-jestem”, czy „dzisiejszej-młodzieży-w-pupach-się-przewraca-wszystko-mają-i -narzekają” czy „jakie-to-ja-smutne-dzieciństwo-miałam”. Nie, bo żadnego z powyższych za prawdę swoją emocjonalną nie uważam.

Ale tak mnie filozoficzno- egzystencjalno- życiowo wzięło. Jak, to co mnie otaczało, w czym dojrzewałam, na mnie wpłynęło? Jak na mnie wpływa? Czy jeszcze?

W terapii przecież, w archeologa często się bawię, żeby znaleźc powody tego, co jest teraz. Bo taka świadomośc pomaga siebie zrozumiec. Poskładac kawałki puzzla z których przeszłośc się składa. I siedzimy tak w gabinecie i sznurki sieci łączymy, żeby teraźniejszośc od warunkowania niepotrzebnego uchronic, a przyszłemu siebie nadac takie rysy, jakie ja chcę, a nie jak mnie przeszłośc zdeterminowała.

I smutek mi się włączył, bo przecież ile tego nierozponanego w nas siedzi, a zmieniac się nie chcemy, bo nawet nie ma takiego pomysłu, że zmiana jest potrzebna. To się oddaję bezmyślnie tak, w ręce czasów i otoczenia, a one mnie rzeźbią na swoje podobieństwo.

Ja nie chcę tak! Się buntuję, i sama kierowac swoją zmianą siebie wolę, zanim rzeczywistośc zmieni mnie.

A czasem tylko potęsknię za meblościanką na której pierwsze książki ustawiałam, bo warunkowanie, nie tylko złe, w schedzie przecież dostałam.

Tęsknota za meblościanką

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s