I see You

Tak mi jakoś. Wszystkich Umarłych zaraz, i zawsze ją wtedy wspominam, chociaż to dwie kariery temu było.

Angela. Pochodziła z poenerdowskiej rzeczywistości. Smukła, z wielkimi oczami pełnymi smutku. Zawsze tam był, nawet jak się uśmiechała. Co rzadko bardzo się zdarzało. Och trudna była. Taki kotdachowiec, nieoswojony. A ja tak ją za tą dzikośc lubiłam. I wyczuwała to skubana, i jakoś się koślawo tak przyjaźniłyśmy. Ja z moim łamanym niemieckim, ona ze swoją zgermańszczoną angielszczyzną. Ale to nie była trudna przyjaźń. No częściej może ja ją za rękę trzymałam, bo ona w rzeczywistości międzynarodowej organizacji przez Amerykanów zdominowanej, jakoś nie mogła się odnaleźc, z tymi pełnozębnymi uśmiechami i prostą wesołością. A ja? Tam gdzie jestem, tam jest mój dom, więc miałam łatwiej.

I zawsze wiedziałam, że ma jakiś sekret. Bo czasem tak bardzo się zamykała, że tylko łomem bliskości można ją było otworzyc, i ten ból jej na siłę wydrzec, żeby już tak w ciszy nie cierpiała. I czasem tak ją tuliłam. Angela.

I pamiętam jak zarobiona byłam przed naszym eventem corocznym, gdzie setki ludzi się zjeżdżało, i trzeba było to ogarniac. I jak spaliśmy po 2h na dobę. I jak z przemęczenia czasem na siebie warczeliśmy. A Angela już zupełnie tylko milczała i gubiła się w tłumie organizacji. Czasem tylko podchodziła do mnie, szarpiąc mnie za rękaw, błagalnie prosiła o chwilę mojej uwagi, a ja między ogarnianiem transportu a gotowaniem dla ponad setki ludzi, odburknęłam nie raz „Not now baby. I’m busy. Later.”. To „later” nigdy nie nastąpiło. Wtedy.

I już na Bornholmie robiąc szkolenia dla młodych duńskich sportowców dostałam telefon od superwajzorki. „Izzy, Angela nie żyje. Zabiła się.”.

Dwa dni później przyszedł list od Angeli. Bo to było jeszcze w czasach, kiedy listy papierowe sobie ludzie wysyłali. A on tyle szedł, gdzieś z południa Niemiec na wyspę bałtycką. Taki papier w kratkę, pomięty już teraz, przez te moje setki dotyków, przez te tłumaczenia na angielski, na polski, na anielski..

(…) już nie umiem dalej uciekac. On zgwałcił nie tylko moje ciało, ale siłę i życie we mnie. Jestem nieważna. Tak jakby mnie nie było. Niewidoczna. Więc lepiej, żeby mnie nie było. Przytulam Cię, tak jak Ty mnie przytulałaś. I nie płacz, chociaż wiem, że będziesz.

Płakałam. I pytałam. Jak mogłam tego nie widziec? Jak mogłam pozwolic jej się tak wyślizgnąc z życia? Dlaczego gar sałatki z tuńczykiem wtedy był ważniejszy? Dlaczego jej nie usłyszałam naprawdę???

Przez codziennośc nie zobaczyłam człowieka. Nie usłyszałam jej wołania, tak, niemego. Nie poczułam jej bólu. I tego co naprawdę mi mówiła.

Patrzyłam, a nie widziałam. Słuchałam, a nie słyszałam.

Angela, baby. Widzę Cię teraz. I tak bardzo żałuję, że za późno.

Zapalam świeczkę w oknie.

I see You

2 uwagi do wpisu “I see You

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s