Co będzie, jak mnie nie będzie?

Nic nie będzie. Będzie nic. Będzie życie toczące się dalej. Beze mnie. Zniknę. Po prostu.

 

Wsłuchuję się w to pytanie w sobie od lat. Gdzieś tak właśnie okołozaduszkowo. Słucham też słów innych ludzi, jak oni do śmierci podchodzą. Patrzę na świat, jak próbuje ją oswoic, ośmieszyc, uczłowieczyc, albo uwznioślic, żeby sens jakiś miała. Widzę jak na nią zarzucają płachtę milczenia, jak tabu się stała.

Słyszę też w gabinecie jak lęk i przerażenie moich rozmówców ogarnia, kiedy czasem o śmierci porozmawiac trzeba. Nie uciekam od tematu. Wprost przeciwnie. Chętnie o przemijaniu rozmawiam. I o końcu końców.

Śmierc jest. Wszyscy na nią umrzemy.

Ja miałam już dawno to zrobic, ale jakoś nie wyszło. Nie chciała mnie jeszcze później. Bawi się ze mną. Albo próbuje mnie czegoś nauczyc, tylko ja tępak taki jestem, więc lekcje mi musi dawac co i raz. Albo przypomina. O sobie. Jakbym mogła zapomniec..

Pierwszy raz, który mną wstrząsnął, kiedy pokazała twarz wyraźnie, miesiąc przed moimi 21szymi urodzinami. Mieszkałam i pracowałam we wschodniej Afryce. Byliśmy akurat na granicy Ugandy i Zairu, niedaleko Gór Księżycowych. Czułam się jakoś tak, nietak, od kilku tygodni. Dużo podróży, jedzenie czasem, albo nie, no i słowa znajomego misjonarza:”Izzy, dbaj o siebie, Afryka to grób białych ludzi”. Ale przecież zajęta byłam, więc jak już gorączka podniosła się do 40 stopni C, i przestawałam kontaktowac się poprawnie ze światem, wtedy trzeba było reagowac szybko. Wiedziałam, że to malaria. Na nieszczęście, tam gdzie mieszkaliśmy, nie można było dojechac, z prostej przyczyny – nie było drogi. Były tylko ścieżki. Trzeba było jeszcze się jakoś zorganizowac. W nocy miałam halucynacje. Pierwszy raz w życiu. Leżałam na kojce i nie mogłam spac. Czułam jak pali mnie skóra. Gekony łażące po ścianach, nagle były wielkości małych krokodyli. Cienie na ścianach ze świecy, układały się w historie. Nie miałam siły nikogo budzic. Leżałam i płakałam, ze strachu, bo wydawało mi się, że jak zamknę oczy to już nigdy ich nie otworzę. Potem pamiętam jak mnie nieśli tymi ścieżynkami, na noszach z byle czego sklecionych. Pamietam, przez mgłę, głos doktora: „Jak się umiecie modlic, to się módlcie”. I jak leżałam na stole, bo w „klinice” nie było już miejsca. Potem mi powiedzieli, że „szkoda było dla mnie łóżka”. Miałam nie przeżyc nocy. Nie pamiętam zastrzyków z chininy. Wiedziałam, że je miałam, bo potem przez pół roku nie mogłam siadac normalnie. Miejsca nakłuc tak bardzo bolały. Nie pamietam, jak zapadłam w śpiączkę. Nie pamiętam nic. Nie było mnie w ciele. A może byłam, tylko się schowałam. Nie pamiętam jak przychodzili ludzie, żeby popatrzec na umierającą białaskę. Nie pamiętam, jak moi  współpracownicy, nie wiedzieli co zrobic. Musiałam tam zostac, bo nie przetrwałabym żadnego rodzaju transportu. Nie pamiętam jak moje ciało było przeniesione z kliniki do domu czyjegoś, bo medycznie nie można było już nic zrobic. A stół był potrzebny przecież. Nie pamiętam, jak byłam myta. Nie pamiętam, jak mnie poili wodą. Bo kroplówki nie było. Nie pamiętam nic z tych dni, kiedy mnie nie było.

Pamiętam jak się ocknęłam. Nagle. Bez przyczyny. I pierwsze co zobaczyłam, to sufit pęknięty. I pomyślałam: „Jak można mieszkac w domu, który jest tak popękany.”. Potem się okazało, że mnie ominęło trzęsienie ziemi. Dlatego to pęknięcie. Nie wiedziałam, gdzie jestem. Nie było nikogo. Sama. Wstałam, ledwo. Popękane ściany. Skrzypiące drzwi. Na zewnątrz dwie młodziutkie dziewczyny obierały kasawę. Przestraszyły się mnie, prawie śmiertelnie. Tak, czarna skóra nie chroni od blednięcia.

Po 16 dniach śpiączki obudziłam się, i byłam strasznie głodna.

Śmierc. Wtedy po raz pierwszy pokiwała mi paluchem swoim krzywym. Ale nie szeptała „memento mori”. Dla mnie to było – „amore fati” – kochaj swój los, z tym wszystkim co przynosi, co Ci daje.

Żyję. Kocham. Jestem. Po prostu.

 

Co będzie, jak mnie nie będzie?

16 uwag do wpisu “Co będzie, jak mnie nie będzie?

  1. Beata pisze:

    Po mnie też zaglądała tyle razy… a teraz chce mi się żyć tak, jakby każdego dnia był koniec świata! Chce mi się żyć, kochać, plakać, śpiewać, jeść, pić, tanczyć… dziękuję, że mi to dał,ocierając się o mnie jak kot, tyle już razy… Piękny tekst, Iza… dziękuję…

    Polubienie

  2. Moon pisze:

    śmierć to jedyna spodziewana plaga, która dotknie wszystkich, prędzej, czy później..niespodziewanie..jakże łatwo jest się oswoić z tą myślą, jeśli tylko rozumie się, że życie zmierza ku temu..

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s