Babcie i ich wibratory

images

Niedziela, wczesne popołudnie. Mróz srogi tworzy sopelki w nosie. Dzielnie przecieram szlak nieprzebyty do sklepu po żywnośc. Utyrana i głodna wczołguję się i docieram do chleba życiodajnego. Sklep pusty. Panie sprzedające: sztuk 2. Wybierając bułeczki, kątem ucha dociera do mnie szeptanina pań: „No to zapytaj, jak jesteś taka mądra”. Jedna drugą wypycha. Ja w pomidorkach grzebię. Pani odważna odchrząkuje:”Ykhm, bo my tu z koleżanką się zastanawiamy, czy to pani”.

Zdębiałam, jak dziadka Freuda kocham. Ale że co, filozoficznie mnie pyta, czy ja, to ja prawdziwa? Czy jak u Kanta, czy Hegla raczej? Czy ja, to ta, co coś im tu ukradła i winowajcy niezgadzającego się remanentu szukają?

Widząc moje skonfundowanie na twarzy, pani się rozwija. „Bo ja ostatnio TVN Style oglądałam i tak sobie myślę, że to chyba pani była. Ale trochę nie poznałam, bo tam taki makap (fonetycznie, co usłyszałam) i włosy w loki pani miała, a tu zawsze w dresiku i koczku. Ale po głosie panią poznałam. No to pani to pani, czy nie pani?”.

„Eeeee, no ja”. Trochę nieśmiało, bo tematyka programu, była powiedzmy delikatnie, kontrowersyjna. „Widzisz Danka, mówiłam, że to nasza klientka, to nie wierzyłaś”. Pani Odważna triumfuje. Ja już tylko tego łososia bym kupiła i wyszła. Ale teraz Danka się w sobie zebrała: „Bo widzi pani, takie stare baby, a sex uprawiają i to jeszcze z młodszymi! I to tyle! Jak z synami swoimi. Przecież one w moim wieku są! Ale pani temat miała, żeby to takie coś w telewizji pokazywac”.

Nie wiem sama, czy jakoś to skomentowac, bo ja tylko po żywnośc wyszłam przecież, więc się trochę debilnie na mój gust, uśmiecham. Na szczęście panie dwie starsze jakieś wchodzą, niechybnie z kościółka pobliskiego. „Oooo, pani Stasiu, wie pani, że tu nasza klientka (ze wskazaniem na mnie, chowającą się w kaptur) to ekspert od sexu co to w telewizji w tym programie, co mi pani mówiła, żeby obejrzec”. Pani Stasia z niedowierzeniem i nagłym strzałem energii, wzrokiem mnie do półki z czipsami przybija:

„Rzeczywiście..No ale tam to pani inaczej wyglądała…” (prawie rozczarowanie słyszę w głosie)

„No tak, no telewizja kłamie”. Uśmiecham się polubownie, bo teraz to już cztery do jednego, w tym dwa mohery, prawdziwe, na drutach robione. Panie ekspedientki zza lady wyszły. Nadciągają z rękami przy biodrach, zaraz mi tu kolty z parówek z kabur nylonowych fartuszków wyciągną.

„To niech nam pani powie, te baby, to podstawione były, nie???”

„No nie, naprawdę tak sex uprawiają (ślinę przemarzniętą głośno przełykam) z młodszymi też.”

„I w takich pozycjach??? (Danka się dziwi) Ja to nawet nie wiedziałam, że 69 to pozycja, myślałam, że to pseudonim jakiś”.

(panie zgodnie i dośc lubieżnie zarechotały)

„Albo, że no…(pani Moher nr 1) ten, no.., sex oralny..i analny. Co to w ogóle jest??!!”.

I tu zaczęłam wymiękac, przyznaję. „Eeeee, no to jest tak..(ściemniam, może się rozmyślą i serniczka po prostu kupią, ale te z pytajnikami w oczach)..no…że, no mężczyzna ma penisa (panie zatrzepotały rzęskami ze wstydem)..tego no ogórka swojego, to jego partnerka..bardzo lubi smak tego ogórka…no i…lubi go smakowac i …(…)”.

I tak posługując się metaforą produktów spożywczych (nie będę całości przytaczac, bo teraz z zażenowania padnę przed kompem) objaśniłam paniom meandry seksu oralnego i analnego. Panie słuchały. Serio, z uwagą. Ja spociłam się jak mysz laboratoryjna w labiryncie. Płacąc już za sprawunki, pani Odważna wyszeptała, wydając mi resztę:  „A te mechaniczne ogórki to fajne, nie?”.

True story, więc ją spisuję, bo jutro mi się wyda, że to sen.

A do sklepiku na razie chodzic nie będę. Przynajmniej nie po ogórki.

Babcie i ich wibratory

19 uwag do wpisu “Babcie i ich wibratory

      1. 🙂 trochę tak. Ale nie zmieniałabym sklepiku osiedlowego. Po tak pięknie rozpoczętej znajomości i przełamaniu lodów zapewne nastąpi ciąg dalszy..

        Polubienie

  1. dd pisze:

    Stanęłaś na moherowym szlaku i zanosiło się na krucjatę :/ Niestety nie był to sen a twarde zderzenie z rzeczywistością…..Tak to już jest w życiu chyba nie wiele rzeczy dzieje się nam przypadkowo. Takie spotkanie to lekcja, może znak?

    Polubienie

  2. Anula pisze:

    historia mnie wzruszyła; a jeszcze bardziej Twoja umiejętność przemówienia do kobiet ich językiem; szacun! Iza, moim zdaniem to powinnaś pomyśleć nad warsztatami dla pań po 60 🙂 osobiście pomogę ci rozklejać ogłoszenia na osiedlowych spożywczakach w tym mieście 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s