W zaklętym kręgu

Miałam najazd Hunów po moich urodzinach. Nie tych antycznych. Tak pieszczotliwie nazywam moich rodziców. Bo nie zostawiają po sobie, żadnego pytania nieodpowiedzianego, anegdoty niewspomnianej, przytulasa nieodwzajemnionego. Poza tym TataHun lustruje Dziuplę, którą zamieszkuję w poszukiwaniu usterek, które można naprawic natychmiast. A MamaHun, bez względu na porę roku, podgrzewa mi rosół, który sama upichciła, bo przecież „na pewno jesteś głodna”. Tym razem nie było inaczej. Pobiesiadowaliśmy i ulotnili się przed północą, bo przecież rodziną pracującą od rana jesteśmy. Ale zostawili mnie ze zdaniem: „Nie oczekujemy, że będziesz na święta, no ale wiesz, dobrze by było, żebyś była”.

Pewnie, że będę. Ale jakoś tak między wierszami, słychac było wspomnienie tych świąt na których nie byłam. Z różnych przyczyn, z których teraz spowiadac się nie będę. Ale te oczekiwania…Wtedy też oczekiwali, a ja nie spełniłam ich, właśnie, oczekiwań.

Oczekiwania to zabójcy. Mordercy najfajnieszych rzeczy w życiu.

We mnie zabijają spontan. Jak zaczynam oczekiwac czegoś od siebie albo od innych, to tak jakbym zakładała kajdanki emocjonalne. Oceniam, nie mogę w pełni siebie wyrazic, bo już pewne pomysły „jak to powinno byc” mam w głowie ułożone, jak klocki Lego. I taka sztywno – upierdliwa się robię, i dla siebie, i dla tych, od których oczekuję.

Oczekiwania mordują emocje i przyjemnośc z nich płynącą. Bo już w głowie mam scenario – „musi byc tak, czy owak, bo jak to czy tamto się nie zdarzy, to nie będę szczęśliwa”. A się nie zdarza często. I co ja wtedy? Wynoszę śmieci moich pomysłów, a nie przyjmuję rzeczywistości, taką jaka jest, jaka akurat mi się zdarzyła. Tracę momenty szczęśliwości i błogości, bo jakoś inaczej je sobie wyobrażałam. Np. zdarza mi się wielkie love, i do konsumpcji tego love się zmierza, więc w głowinie powstają scenariusze, jak to akt miłosny będzie………..(tu wstawiamy sobie przymiotniki wedle własnego uznania, bo każdy ma jakiś schemat „pierwszego razu” z love aktualnym/ aktualną). No powiedzmy, że nie dzieje się tak jak sobie wymyśliłam, i co??? Ano, smutek Panie, wyrzut do partnera/ki czuję podskórny. Bo nie było tak jak sobie wyobrażałam. Nie mówię, że było źle. Tylko inaczej. Ech..

A już co do love, to właśnie oczekiwania to seryjny morderca, gwałciciel autentyczności i poczucia bezpieczeństwa. Love prawdziwe na tym się opiera (oczywiście wg mnie tylko), a jak mam byc autentyczna i czuc sie bezpiecznie, kiedy zamartwiam się o to, czy spełnię czyjeś oczekiwania? A druga osoba, czy spełni moje??? I pufff! Love się ogranicza, się powoli dusi i zdycha.

A że Krismas Sizon i Hapi Nju Jer mamy, to pewnie gdzieś tam oczekiwania się w głowie lęgną. Jak mi poszło w tym roku? Pewnie powinnam byc inna, byc gdzie indziej, osiągnąc więcej, w ogóle coś osiągnąc. Tego od siebie oczekiwałam, i co? Aż się ciśnie – czasem kopytko, a czasem nie. Oczekiwania mnie pogrzebały. Może mnie nie do końca, ale trochę.

A przyszły rok (zakładamy, że będzie)? To czego od niego oczekuję? Od siebie? Od innych??

I tak w tańcu chocholim w zaklętym kręgu oczekiwań sobie pląsam. Sobie i światu na przeszkodzie sama stoję. Ech…

Ja nie chcę. Już nie.

beznazwy1

Amen.

W zaklętym kręgu

10 uwag do wpisu “W zaklętym kręgu

  1. dd pisze:

    Tak mi się wydaje że, oczekiwanie jest motorem naszego życia. Oczekiwanie można na pewno rozpatrywać w wielu aspektach oraz na wielu płaszczyznach. Może wydawać się uwierające spełnienie oczekiwań ale już tak to jest. Jesteśmy zwierzętami stadnymi 🙂 i funkcjonuje między innymi reguła wzajemności. Najpierw jesteśmy maluchami i to rodzice mają w stosunku do nas oczekiwania, właściwie to chyba zawsze oni będą mieli prawo je mieć, później oczekiwania kolegów, przyjaciół, partnerów, pracodawcy, ludzi z którymi się zadajemy….. To po oczekiwaniach (spełnionych/ bądź nie) możemy dostać sygnał stosunku drugiego człowieka do nas i odwrotnie….Może chodzi o sposób komunikowania drugiej osobie tego czego oczekujemy, od naszego zrozumienia czy mogą oczekiwania być spełnione oraz od tego jak my funkcjonujemy w oczekiwaniach innych osób.

    Polubienie

  2. czyjeść oczekiwania woec nas paraliżują, zabijają spontaniczność (jak mówiłaś) ale przede wszystkim to co my sami chcemy. Przy okazji każdej chęci zrobienia czegoś nowego lub starego po nowemu, zatrzymujemy się sparalizowani myśląc „a jak się to ma do oczekiwań Rodziców, partnera, szefa itp.” Oczekiwania to kajdany, w które często sami dobrowlonie się dajemy zakuć.
    PS. Ciekawy temat poruszyłaś..

    Polubienie

      1. jak nie oczekiwać od innych? To chyba długa droga…a początek jej jak zwykle to praca nad samym sobą. Jak przestanę obawiać się tego co inni ode mnie oczekują to nie będa miała wobec nich żadnych oczekiwan. Tylko, że to taki zaklęty krąg bo łatwiej byłoby gdyby to inni od nas nie oczekiwali, wtedy my „łaskawie” nie oczekiwalibyśmy od nich. Masło maślane czy ma to sens co piszę?

        Polubienie

      2. ma ma! czyli wracamy do opinii innych i ich oczekiwań wobec nas, ech.. może nie przejmowac się tak zupełnie, jak się da? tylko czy żyjąc w społeczeństwie, mając pracę i rodzinę – CZY się da???

        Polubienie

      3. no pewnie się da ale to znów nie zalezy tylko od nas – jeśli otoczenie mamy dość elastyczne, otwarte i normalne to da się chyba dość łatwo. Ale jeśli niestety jest dość klaustrofobiczne i surowe to chyba się poddajemy, żeby nie tracić energii na bicie głową w mur. Żyjąc w społeczeństwie nigdy nie jesteśmy wolni, dostosowujemy się (mniej lub bardziej) do kultury, wartości i ….oczekiwań. Takie marionetki w sumie…zaraz wpadnę w deprechę czytając to co sama napisałam. 🙂

        Polubienie

      4. Nie no poczekaj z tą depresją 😀 wymagania kulturowe nie zawsze są złe, tudzież oczekiwania. Nie możemy demonizowac dorobku przodków, ale z sensem i dystansem do siebie pytac, czy te wartości i wymagania są rzeczywiście moje i dla mnie. To pewnie jest trudniejsze, w szczególności kiedy odpowiedź brzmi NIE, nie moje. I wtedy albo się godzę „współżyc” wg nich albo idę własną drogą, co jest cholernie trudne, ale przecież możliwe, nawet w społeczeństwie takim jak nasze. Ech jakies przykłady by sie przydały, ale nic mi do głowy teraz nie przychodzi…

        Polubienie

  3. Anonim pisze:

    A może tak: wyobrazić sobie, zanim skonfrontujemy się z rzeczywistością, że wszystko poszło po naszej myśli, uwierzyć w to, ucieszyć się już. Jak już będziemy tacy weseli i cali ucieszeni to wtedy nic nam humoru nie zepsuje n_n

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s