Przy wigilijnym stole..

…opowiedziałam anegdotkę z apteki, gdzie stałam w kolejce kilka godzin wcześniej. Przede mną 4osoby. Po kolei klienci trochę ściszonym głosem prosili o:

„Persen”

„Taki co nie usypia na nerwy? Deprim? O tak, właśnie…sąsiadka poleciła”

„Ziołowe tabletki uspokajające takie z niebieskim wieczkiem”, „30 czy 60″,”yyyy , te większe, bo 30 to tylko na dziś chyba..”

„Valerin poproszę, aaa i Raphacholin, też się przyda..”.

Wniosek o wesołych i szczęśliwych świętach sam się nasuwa. MamaHun popatrzyła na mnie zdziwionymi niebieskimi oczami: „Ale po co ludziom te uspokajacze przed Wigilią?”. Wbijam w nią przejedzony wzrok, potem na BrataHuna, BratHun na mnie. I nie wiemy czy ściemnia, czy sarkastyczno – retorycznie pyta. TataHun zajęty swoim nowym aparatem cyfrowym wycięty ze świata żywych, mamrocze coś do siebie, ucząc się nowych funkcji. BabciaGestapo i BabciaStraszna plotkują o dalszej rodzinie i reumatyzmie. Nie ma sie kogo poradzic. BratHun ratuje sytuację:”No nie wszyscy się tak dobrze bawią jak my..ekhm..no są różne sytuacje rodzinne”. I zaczyna się uświadamianie MamyHun, że w bańce szczęśliwo-rodzinnych świąt do tej pory żyła. I lecą historie..

Okazuje się, że z BratemHunem mamy ich dziesiątki, nawet o wspólnych znajomych. MamaHun początkowo na wyparciu, ale zbijamy argumenty w zgodnie straszliwym duecie, jak Jules i Vince z Pulp Fiction. Po chwili dołącza się BabciaGestapo i BabciaStraszna. MamaHun bliska szlochu prawie, światełka na choince przyblakły na chwilę, a tu TataHun:”Co wy tacy smutni? Zdjęcia wam będę robił! Izuś, musisz mojej nowej Księżycówki- Jabłkówki spróbowac”. Potem już tylko blask flesza, ciamkanie pierogów i oblizywanie ustek po Tiramisu (tak, tak, tradycja Kutii jakoś nam się nie przyjęła) i śmiechy i wspomnienia. Ale smak gorzki gdzieś mi pozostał.

Bo pamiętam o tych wszystkich, którzy święta z rodziną jak przymus traktują, jak wlac w siebie alko muszą, żeby wigilię jakoś przeżyc. Rodziny znam, które w udawaniu do stołu zasiadają, żeby pozory upiorne stwarzac. Inni z katami swoimi opłatkiem muszą się dzielic, bo „tak wypada”. Jeszcze inni nie wiedzą, o czym rozmawiac, bo nic wspólnego ze swoimi bliskimi ale dalekimi tak bardzo, nie mają. Inni, wyklęci ze swoich rodzin, nie ma dla nich miejsca przy stole, jednak tęsknią, żeby chociaż na chwilę tak.. Inni tak mocno do tradycji przywiązani, że o człowieku zapominają, pośród tych choinek, błyszczątek, mikołajów, aniołków i fury żarcia. I jedzeniem i przygotowaniami sens bycia ze sobą zaprzepaszczamy – „bo trzeba, bo muszę, bo powinnam”.

Zmuszamy się. Katujemy. Torturujemy nawzajem. Po co? Odwołujemy Święta w przyszłym roku?

Bo ci co chcą ze swoimi rodzinami byc, i tak będą.

beznazwy

Przy wigilijnym stole..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s