Plan B

Kocham internety! Miłością pierwszą i czasem odwzajemnioną. Bo ktoś z zeszłego życia mnie odnalazł. Nie szukał, ale gdzieś w cyberprzestrzeni się objawiłam. Niechcący. Bo tak jest, że szuka się poezji Herberta a ląduje na traktorach Ursusa. I tak jakoś gugiel mnie wypluł. I tak jakoś wylądowaliśmy na skajpie.

Na kamerkach wiadomo jak się wygląda, pardąsik, ja przynajmniej wyglądam jak aura za oknem, czyli szarawo. Ale zaryzykowałam. Przecież po ymnastu latach, wygląd nie ma już tak wielkiego znaczenia, nie? I się cyberspotkaliśmy i prawie cyberminimelanżyk był! Tyle komplementów było i wspomnień megatony, i łzy prawie. Aż w końcy dobrnęliśmy do teraźniejszości. Do pytań o żony, mężów, partnerów, dzieci, pracę. I w pewnym momencie utknęliśmy. Bo wspomnienia i teraźniejszośc nam się zmieszały i z tych słów partner, partnerka, kochanek, mąż, facet, kobieta, trzeba było coś nowego zbudowac, i popatrzec na przeszłośc, taka jaka była. I to jedno pytanie, którego wtedy, ymnaście lat temu, nie zadałam, teraz samo mi się cisnęło. Przecież już mądra i dojrzała jestem, tak?

„Dlaczego na mnie nie czekałeś? Wiesz, ja wróciłam wtedy..”

„Wiem, donieśli mi. Nie mogłem. Musiałem szybko podjąc decyzję. Wiesz, że to była moja szansa.”

„Byłam twoim planem B, tak? W razie gdyby się nie powiodło?”

Tak. Byłam planem B. Tu wybór był prosty. Szansa raz na sto, na rozwój i lepsze życie, a z drugiej ja. Tu akurat jedno wykluczyło drugie.

Zabolało. Nawet po latach.

Tak. Kariera. Ale czasem tak jest, że jesteśmy planem B, nie wiedząc o tym, bo ktoś nas wybrał, bo się bał. Boi. Samotności. Jesteś jaka jesteś, ale przynajmniej jesteś. I może nie czuję jakiejś wielkiej pasji czy żaru pożądania, ale jesteś. I może autentycznośc, nie jest taka prawdziwa do końca. I może otwartośc, jakoś taka zamknięta trochę. I może w sexie myślę o kimś innym. A plan B sie stara. I chce. I próbuje. I się obwinia za te starania, które nie wychodzą, bo nie mają prawa. Bo tak jest, przecież, że ktoś musi bardziej kochac, nie?

A czasem ktoś godzi się na bycie planem B, z pełną świadomością tego, że może nigdy nie stanie się planem A. Ale kocha, więc trochę cierpi, trochę ten czas, który on czy ona spędza z innym, jakoś sobie zapełnia, chociaż tak pragnie byc z nim, czy z nią. Z panią Zazdrością się zaznajamia, i chodzą jak dwie siostry bliźniaczki syjamskie, złączone sercem tylko, bo nie głową. I niby jest wybór – czekac, aż ta druga osoba, na nią się jednak zdecyduje, albo czeka, aż miłośc się wyczerpie wraz z cierpliwością. Ma wybór i nadzieję, że w końcu będzie czyimś planem A.

Tylko A. Bez innych liter alfabetu.

imagesCAGM09II

Plan B

2 uwagi do wpisu “Plan B

  1. em pisze:

    Bardzo madry wpis. Mi wydaje się że jest jedno rozwiązanie tematu – bycia planem B dla kogoś. Bycie planem A dla siebie tzn. uświadomienie sobie, że nie chce być z kimś kto mnie tak naprawdę nie chce bo taka jest prawda jeśli jesteśmy dla kogoś planem B to oznacza że ktoś lub coś jest A. Tutaj trzeba sobie zadać pytanie czy chce w tym tkwić i być dla kogoś alternatywą czy chce zacząć żyć według własnego planu na zycie gdzie dla siebie i dla osób mi bliskich będę zawsze ,,A”.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s