Alergia

Postanowiłam trochę zmienic profil i od dzisiaj będę pisac o chorobach skóry, ok? Wiedziałam, że się pomysł spodoba!

(To ironia była, uprzedzam, żeby nie bylo niespodzianek później).

Mam ich chyba ze sto: na kurz, koty, psy, selera, roślinki różne, drzewa i inne. W sumie to nie powinnam już życ. No bo co to za życie?

Ale największą mam chyba na niektórych, tak, ludzi. Moja narcystyczna aureola świętej pomagaczki właśnie roztrzaskała się z małym pierdnięciem, bo wielka nie była. Ale cóż, obnażyłam się, mam alergię na niektórych.

Moimi ostatnimi alergenami byli panowie ochraniacze z miejsca pracy, którzy dzielnie tkwią w budeczce przy wejściu i molestują wszystkich wchodzących dziwnymi pytaniami. Pewnie określone prawo do tego mają, ale przesadnie się do swojej pracy przykładają, w moim skromnym mniemaniu przynajmniej. Np. pracowałam w rzeczonym miejscu już jakieś pół roku, kiedy zostałam napadnięta pytaniem przez jednego z nich, że gdzie ja myślę, że idę. Wiem, że pan mnie widział jakieś trzystasrylionów razy, ale jakoś widocznie nie zapadłam mu w pamięc. Zaciskałam zęby i odpowiadałam zawsze grzecznie przez zaciśnięte alergią już gardło, a w środku wysypka, no krosta na kroście, nic tylko zastrzyk przeciwhistaminowy, bo się uduszę przecież.

I tak odyseja alergiczna trwała. Już na zdrowiu somatyczno – emocjonalnym podupadałam. Już wejścia innego szukałam. Już podkop w desperacji obmyślałam. Już z helikoptera chciałam skakac, żeby się do gabinetów dostac jakoś. Walczyłam jak lwica z emocjonalnie wybroczynami swędzącymi. Bez skutku. Po czym po prostu się poddałam. „Będę masterką zen, przyjmę alergeny i je zaakceptuję”. I tak zrodził się w moim przedzawałowym już sercu pakt o nieagresji. Mały Gandhi pojawił się u wrót. Mały Gandhi promiennie uśmiechał sie do panów ochraniaczy. Mały Gandhi pogawędki uskuteczniał o pogodzie i korkach drogowych. Bez śupryzy wielkiej, alergii mały Gandhi nie dostawał.

Stałam się dla panów transparentna jak powietrze. Już bez strachu o życie wystukiwałam kod do furty. Dziarskim krokiem podążałam do celu. Już alergia mi niestraszna. Chociaż raz na jakiś czas, na widok ciemnogranatowego uniformu skóra mi się w gardle ściągała. Ale to tylko pies Pawłowa poskomliwał we mnie zabiedzony.

Wczoraj wychodząc o wpółdociemnej z gabinetów, usłyszałam wołanie pana ciemnogranatowego. Odwróciłam się w zwolnionym tempie, jak na filmach, bo alergia jednak zaskoczona, i pies Pawłowa jak Hydra łeb swój podniósł znienacka, a pan z uśmiechem zapytał: „A gdzie pani kapelusz? Tak ślicznie pani w nim wygląda!”.

Ech…

To nie alergenów wina, że alergenami dla mnie są. Bo jak mam alergię np. na brzozy, to co one mi zawiniły??? Piękne i smukłe takie? Co? Skopię każdą brzozę, która mi się pod stópkę nawinie? „Brzydka brzoza, brzydka, fuj, a masz, głupia, a masz??”. Problem jest we mnie, a nie w brzozie. A jak nie można uczulaczy uniknąc, to lepiej się zaprzyjaźnic, i ze sobą i z nimi przestac walczyc. Dla zdrowia emocjonalnego. Ileż się przy tym o sobie nauczyłam..

A teraz mam nowy alergen, próbuję znaleźc sposób, ale czasem, wciąż jeszcze wyglądam mniej więcej tak:

emotional_constipation_by_me_theotherslayer-d32kxij

Work in progress…

Alergia

4 uwagi do wpisu “Alergia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s