Między piekłem a piekłem

imagesCAFB3E7D

„Spytasz mnie pewnie jak to przeżywam, prawda? Co to dla mnie znaczy? Już bywałam na terapiach, wiem co mówić. Nie boję się.

Wolisz o górkach najpierw, czy o dołkach? Dla mnie bez różnicy. To o górkach, delikatniej. To jest tak, jak z piciem. Na początku całkiem przyjemnie. Wszystko takie jasne i proste się wydaje. I łatwe. Nie ma rzeczy, która byłaby trudna. Nie ma nic, co byłoby niemożliwe. I jest energia. Och, jak ja kocham tę energię. Jaka jestem roześmiana, towarzyska, najlepszy kumpel do wszystkiego. I tak! Jestem w stanie i robię wszystko. Jestem piękna, seksowna, inteligentna i bystra. Łączą mi się wątki w głowie. Pomysły nabierają kształtu. I to różnie może trwać, czasem kilka godzin, czasem dni, tygodni. Potem nagle zauważam, że już coraz mniej snu potrzebuję. Wątki się ze sobą przeplatają..Trochę gubię ich końce i początki. Koncentracja mi się urywa. Zaczynam ileśtam rzeczy, ale niecierpliwa się robię. Siadam, wstaję. Gotuję obiad o 4 nad ranem. Albo idę biegac o północy, bo jest ta energia. Tak dużo rozpierającej głowę energii. Nie ma ujścia. Wydaję kasę, och jestem panią życia wtedy, wiesz przecież. Pewnie dla znajomych to dobrze. Chociaż nieprzyjemna się robię, bo miałkie rozmowy wtedy to już nie dla mnie. Ja potrzebuję górnolotnej stymulacji, już nie dla mnie rozmowy o psach, youtubie i pracy. Ja chcę latać. I agresywna się robię, tak na początek cynizm się ze mnie wylewa, potem już tylko wolę się upić na przykład. I wtedy jest najgorzej, bo jeszcze faceci, no i tak, kobiety się pojawiają, jak króliki z cylindra magika wyskakują. Prawie nigdy nie mówię nie. Sama sytuacje prowokuję. A w głowie karuzela, złość, krótkie, oślepiające błyski myśli, rozedrganie. To nie boli. Nic nie boli wtedy. Dlatego ten pęd za stymulacją, żeby coś poczuć. Złudnie, żeby było tak jak kiedyś. Skóra tylko swędzi, jak tysiąc robali mi się pod nią wiło, a ja wtedy chcę tylko wydłubywac je widelcem spod skóry.. Moje piekło manii.

A potem jakoś nie wiadomo jak, skąd, budzę się i nie wiem kto zgasił światło. Nie mogę nawet wstać, żeby poszukać kontaktu. I szukam tego światła. I nie ma. I słabnę. Więdnę. Chodzę jak w gęstym syropie. Mówię coraz wolniej. Głowa jak durszlak. Słów i zdań zapominam. Pójście do łazienki to wyczyn olimpijski. Wyjście z domu to wspinaczka na MountEverest. Źle słyszę. Wszystko wokół mnie jak w jakimś pędzie rozszalałym, a ja pełznę i nie nadążam za własnym oddechem. Chcę tylko leżeć i spać. Tylko nic nie robić, bo wszystko, mówię ci, wszystko mnie przerasta. Nic nie daje wytchnienia. I ten smutek. Już nawet nie smutek, rozpacz. I jedna tylko myśl włączona na Replay – skończ z tym, skończ z tym, skończ ze sobą. Tylko to.

Czy próbowałam skończyć? Tak. Kilka razy. Nie udało się, jak widzisz. Ten głos myśli jest tak ogłuszający, że nie ma nic, oprócz niego wtedy. Najgorsze jest to, że nie wiadomo, kiedy koniec tego będzie. Bo wtedy się wydaje, że nie ma końca. Nie będzie. Że już zawsze taka będę, głupia i beznadziejna, i gruba. Glista do rozdeptania. Jak ktoś mi opowiada o piekle, to myślę o tym, że tam właśnie tak jest.

Tak, brałam leki. Czułam się..eee..nie wiem, pewnie lepiej, ale nie sobą. Jakby mi kawałki siebie ktoś poucinał. Spróbuj życ bez stopy, ucha, trzech palców, biodra..Niefajnie, nie? Tak się czułam. I mówili mi – musisz, bo to genetyka, lepiej nie będzie, tylko gorzej..Mają rację przecież. Wiem o tym, ale już nie chcę. Przez prawie dwadzieścia lat od diagnozy uczyłam się siebie, wygryzałam każdą chwilę przejrzystości, śledziłam każdy nastrój, namierzałam w sobie zapalniki, podążałam, nieudolnie czasem, za myślami, i w dołkach i w górkach. Dotarłam do takiego miejsca, które wyobraź sobie, się nie zmienia. Tam chyba mieszkam. Ta prawdziwa. Tam jestem ja. Albo to tylko brednie. Ale tam się wczołguję jak już nie mogę dalej żyć, i czekam. Tam wbiegam jak oszalała w manii, żeby siebie dotknąć, i trzymać pazurami i nie zapomnieć, że jestem. Jest we mnie. To jedno wiem.

Co jest najgorsze??……. Samotność w tym jest najgorsza. Bo niby ludzie są, ale ich nie ma, nie tak jak marzę, żeby byli. Bo też nie chcę skazywać nikogo na życie ze mną. No jak?

Chciałabym żeby ktoś wiedział, jak to jest żyć między piekłem a piekłem, z kroplą siebie w środku.”

Już wie.

Między piekłem a piekłem

Jedna uwaga do wpisu “Między piekłem a piekłem

  1. mirela pisze:

    nigdy chyba nikt tego trafniej nie oddal. gratuluje odwagi i szczerosci.
    dokladnie tak to jest… obsesyjna mysl o smierci jest wbrew pozorom taka sama obsesja jak kazda inna w naszym trwaniu. tyle ze jest o wiele bardziej niebezpieczna, meczaca i niszczaca

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s