Jestem ofiarą, jestem katem

Ostatnio po gabinetach hulało mi słowo „przebaczenie”. Jakoś tak się stało. Dużo się o nim mówiło. Ktoś przebaczył swojemu katowi z dzieciństwa, a ja znowu o mało terapeutańca radości nie odtańczyłam. Ktoś inny dowiedział się, że mu przebaczono i łzom wycierania nie było końca. W pewnym małżeństwie też grzech wielki odpuszczono, i znowu po pudełko chusteczek pobiec musiałam, bo się skończyły. Tak było.

Bo jak mocno dotyka ten brak przebaczenia za zbrodnie mniejsze i większe na sobie popełnione? Co robię gdy ktoś mnie zranił, do szpiku? Co jeśli jako dzieciak byłam bita, albo molestowana? Co, gdy byłam zdradzana? A gdy to ja zdradzałam? Co, kiedy słyszę słowa o sobie jadem podszyte, albo gorzej jeszcze, obojętnością? Co jeśli ktoś coś za moimi plecami zrobił? Co jeśli..?

Gniewam się, wściekam, złoszczę, urazę chowam. Tak. Mam do tego prawo. Ktoś mnie skrzywdził. Głębiej albo płycej. I to boli. I to ma boleć. I czasem skaza traumy na całe życie zostaje. I nawet, kiedy już się jakoś uporałam, i jakoś funkcjonuję to ciągle pamiętam.

Ale złość, gniew i ból wwierca się w skórę duszy jak kleszcz. Infekuje teraźniejszość. Coś się kiedyś stało, a ja wciąż emocjonalnie tkwię w tym samym miejscu, nie pozwalając sobie na przebaczenie. Siedzę z tą raną swoją i dłubie w niej paluchem jak się trochę zasklepi. Strupek sobie odrywam. Z blizną się obnoszę. A w środku ciągle te same emocje. Mam obiekt nienawiści. Powydzieram się w duchu na niego, albo na kogoś podobnego, aby te emocje jakoś wyrzucic. Bo tak nie może być przecież nieukarany! Musi zapłacić za to co zrobił!!

I tak minęło wczoraj. Mija dzisiaj. Minie pewnie też jutro. Ja wciąż z głową w moim bólu i pokrzywdzeniu. Jak kierowca ciągle we wsteczne lusterko spoglądający, nie widzi co przed nim, ale jedzie tak w teraźniejszość.

I tak z ofiary staję się swoim własnym katem. Niszczę siebie.

Z przebaczeniem komuś, przychodzi też po cichu, współczucie dla siebie, ale prawdziwe, bo ze świadomością i zrozumieniem. „Tak zraniono cię, tak cierpiałaś, tak bolało.” I jakby lżej. I przystaję. I wyciągam rękę do siebie. I do niego też. I przestaję być ofiarą kogoś i katem siebie. I już lepiej się skupiam na drodze codzienności. Nie, nie zapomniałam. Pamiętam. Przebaczenie nie zmieni przeszłości, zmienia za to moje teraz i moje jutro.

Trudne słowo.

images

Jestem ofiarą, jestem katem

5 uwag do wpisu “Jestem ofiarą, jestem katem

  1. Madelaine pisze:

    Piekne i prawdziwe slowa… Kiedys myslalm, ze przebaczenie swoim katom, wszystko zamyka, powinno przyniesc ulge. Nic bardziej mylnego! Przebaczenie to dopiero poczatek. Mam nadzieje, kiedys przebacze rowniez sobie…

    Polubienie

    1. dd pisze:

      Przebaczyć – niekiedy zdecydowanie trudne i bardzo wymagające wyzwanie. Warto podjąć „rękawicę” 🙂 dla siebie dla przyszłego normalnego życia. Nawet w drobnych sprawach wydaje mi się że warto ludziom przebaczać, niekiedy nie mają na celu nas krzywdzić, poprostu czasami tak wychodzi, zdarzają się nieporozumienia – takie życie. Generalnie być otwartym, nie zamykać się i traktować innych wrogo.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s