Jak wpadłam w paranoję – historia prawdziwa..niestety..

Kończę pracę o porze niebożej, czyli kiedy normalni ludzie pidżamki nakładają i paciorek zmawiają. Nie narzekam. Przyjaciele i znajomi, o rodzinie nie wspominając, tak. Taka specyfika.

Wracam tak pewnej pięknej nocy zimowej. Zimno syberyjskie raczej. Zamarzają mi gałki oczne. Ledwo oddech mi się udaje wypchnąc na zewnątrz. Z krwi sorbet mi się robi, czuje. Ale tuptam dzielnie do Dziupli po bezludnym mieście stolicznym. I gdzieś pomiędzy myślą „Znajdą mnie tu jutro w pionie zamarzniętą!” a „Yesu, yesu, chyba nie zamknęłam okna!”, widzę pana. „No jakiś człowiek nareszcie, boshhhe!” myślę. Mrużę oczy, słysząc trzask pękających gałek, bo niedowidzę jak wiadomo (stąd zmarszczki okołooczne, oczywiście). Mrużę jeszcze raz, bo nie wierzę! Pan pcha wózek dziecięcy. Nie bezdomny. Wózek nowo wygląda. Pan przyzwoicie ciepło ubrany, lat ok. 30-45. No okej. I nie byłoby to jakoś bardzo dziwne, ale pan sobie idzie powoli, tak naprawdę poooowoooliii, jakby słoneczko świeciło. „Skubany na spacer sobie wyszedł!” myślę w skrócie, bo już poznawczo, z tego zimna, nawet nie daję rady.

Kilka dni później śnieżyca nam się przydarzyła. Znowu o w półdociemnej wracam. Białe coś przygniata mnie do gruntu, kozaczki na 12cm obcasiku nie są idealnym obuwiem na taką pogodę, narty raczej, no ale nie mam aktualnie pod ręką, więc..I co widzę??? Pana z wózkiem! Już myślę, że może halucynacje mi się przytrafiły. Że białecoś mi obraz zniekształca. Nie. Ta sama puchówka Northface i ten sam wózeczek. Ło-te-ef?? Znowu, pooowooluutkuu sobie idzie, spacerowicz jeden! Pcha ten wózek, bo warstwa niemożebna nam tu spadła. O nie! Zapieram się obcasikami i „pędzę” za kolesiem. Knuję, że jak zajdę go z tej drugiej strony, to przynajmniej w twarz mu spojrzę, w sumie to nawet nie wiem czego się spodziewac, ale strategia opracowana. Zwrot, zakręt raz, dwa, ha, jest przede mną, zwalniam kroku i niby „walczę – z – żywiołem- żeby dojśc-do – promise land-czyli-do-domu”. Zaraz się nasze oczy zetkną. Zaraz się przekonam, ktoś zacz. Wkręcona jak żarówka, przebijam się przez puch. Włoskie obuwie krzyczy, że nie do tego zostało stworzone, że to skandal i w ogóle. Mijam pana. Nie ma twarzy psychopaty, inteligentnie nawet wygląda. Wózek za to, jest pusty. Po dzieciaku ani śladu. Pusto. Nie ma kocyczka, zagubionej rękawiczuni. Nic. NIC.

Staję jak żona Lota. Śnieg mnie w podłoże wbija. Kozaczki właśnie samobójstwo popełniają. Wycofuję się. I scenariuszy jakieś tysiące. „Pedofil! Fetyszysta! Dziecko mu umarło i tak żałobę przeżywa!”. Co ja mam w głowie! Spac nie mogę, bo przecież jak?? Oczywiście na wszystkie hipotezy mam setki kontrargumentów, więc trochę w czarnej.. przestrzeni się plączę.

Aż do wczoraj. Zagubiona w myślach, bo mi się dużo wewnętrznie dzieje, tuptam powoli do Dziupli, bo wieczór ładny w sumie, zaśnieżonozimnybardzo, ale już się przyzwyczaiłam. Idzie Mr.Northface z wózkiem. No nie! Nie wierzę. Już zaczynam myślec, że może tylko ja go widzę. Ale nie, pańcia przechodnia też się za nim ogląda. Już mi scenariusze migają przed oczami. Już wybieram najgorszy oczywiście, pedofilski (że niby co? poluje na dzieciątka biegające same po nocy po śniegu??). Zagradzam mu chodnik całym swoim groźnym metrcztery w pionie i słyszę siebie mówiącą (ok, byłam masakrycznie zmęczona..):

„Co tak z tym pustym wózkiem łazisz?”.

Serio.

„Yyyy…”. „No tak, przecież cię widziałam” (Tak, to ciągle moje usta, niestety, mówią…)”. Zauważam jakiś skomplikowany proces myślowy u pana. Zauważam też, że pan jest ode mnie dwa razy większy i szerszy i młodszy, a dookoła nie ma nikogo.

„Żona mi kazała”. Teraz to już myślę, że mam omamy słuchowe. „No tak, bo wózek nowy dostaliśmy, a my, tzn. ona, nie lubi nowych rzeczy, więc go trochę zużywam”.

Bycie hipsterTatą jest trudne. Przeziębic się można.

<facepalmnastałeprzyklejonydoczoła>

Jak wpadłam w paranoję – historia prawdziwa..niestety..

20 uwag do wpisu “Jak wpadłam w paranoję – historia prawdziwa..niestety..

  1. dd pisze:

    Przepraszam dziwne to trochę ze strony tego małżeństwa, czy nie mogli nabyć drogą kupna wózka używanego :] ? Swoją droga przejebane musi mieć ten Pan oj i to strasznie. Pod jaki straszny obcas trafił :/ ??? W sumie może to i lepiej czasami połazić w takiej sytuacji nawet z pustym wózkiem po nocy, śniegu i mrozie 🙂 Tlen ponoć uspokaja…..a dzieci bardzo wiele zmieniają w relacjach partnerów (małżeństw), na prawde poddają czasami je wielkim próbom.

    Polubienie

  2. em pisze:

    A może niekoniecznie to co powiedział musi być prawdą… bo teoretycznie nie chodziłby wolnym krokiem wpatrzony w wózek jak na spacerze tylko raczej energicznym krokiem ponieważ jest noc, jest mu teoretycznie zimno i żona kazała mu robić coś co jest zwyczajnie chore więc każdy normalny facet byłby wściekły. Poza tym w momencie gdy ktoś znienacka zadaje mu tego typu pytanie raczej byłby zmieszany i głupio by się tłumaczył a to się nie trzyma kupy.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s