„Krwawię..

…naprawdę, patrz..”.

Patrzę. I uśmiechamy się do siebie. Tym uśmiechem, co rozumie. I wcale nie jest wesoły.

„Znowu”.

„Wiem. Boli?” – głupio pytam. Ona wie, że głupio pytam, tak z przyzwoitości trochę. -” Tak, ale nie bardziej niż zwykle.” Twarz przykrywa dłońmi. Prawie widzę krew lecącą.

„Powiedz mi coś, żeby nie bołało, zaklęcie jakieś..”

„Nie znam żadnych.”

„Znasz na pewno..Przecież jesteś czarownicą..tą dobrą..”. I krew, ta metaforyczna, jakaś bardziej przezroczysta się robi, bo rozwodniona, przez łzy. Jej. I żałuję, że nie znam.

„A gdybym była, to naprawdę byś chciała, żebym Ci ten ból zabrała?”

Wbija się we mnie wzrokiem jak nożem. I głębiej jeszcze. Po dziurki w duszy. I widzę nienawiść prawie, potem spokój nagle, nie wyrachowany, prawdziwy.

„Nie. Masz rację, nie. Ale obiecaj mi, że przejdzie..ten ból”

„Obiecuję” – mówię, chociaż nie powinnam. „Ale co to dla Ciebie znaczy, że Ci obiecam?”

„Och, przestań mi tu shrinkowac!!” – zrywa się z kozetki i staje tyłem do mnie, głowę o fioletową tapetę opiera. „Bo wtedy będę wiedziec, że wiesz co czuję..”

„Usiądziesz?”

Siada. „Przepraszam. Boli..”

Wiem, że boli. Bo nie może nie boleć. I kolejna rana. Kolejny ktoś wjechał Ci w życie. Rozjechał je mało subtelnie. Pamiętam, co mi mówiłaś.

Bo najpierw jest tak, że te rany zabliźnione, te siniaki, blizny, potłuczenia sobie pokazywaliście. Te, przez innych zadane. Z poprzednich relacji, z kryzysów, z upadków. Teraz z nadzieją, że to już może raz ostatni. I była fascynacja. Tą nadzieją chyba. Że może tak, teraz, już będzie dobrze. Że ten drugi zobaczy, dotknie i nie odwróci głowy. Nie odwrócił. Patrzył. Dotykał. Nie odwrócił z obrzydzeniem czy z oburzeniem głowy. Palcami delikatnie dotykał tych ludzkich części Ciebie. Całował stwardnienia doświadczeń. Pokazał Ci swoje. I było dobrze. Tak dobrze. Tak jak marzyłaś.

A potem nagle, nie wiedziałaś skąd. Cios, chociaż nie, najpierw szturchnięcie. Już wtedy powinnaś się wycofac. Ale wciąż myślałaś: „Ale on mnie widział. Mnie. Ze wszystkim. I było dobrze”.

Nie. Nie bylo. Było uderzenie. Jedno, potem drugie..

Następna rana. Na razie ropieje, bo grzebiesz w niej, zdzierasz strupek powoli zasychający.

I teraz krwawisz. Boli.

I chcę Ci powiedziec, i mówię „Już dobrze, dobrze już..”. Ale wiem, że nie usłyszysz, jeszcze nie teraz..

 

imagesCAK3QCGI

„Krwawię..

4 uwagi do wpisu “„Krwawię..

  1. transmentalna pisze:

    czas, czas, czas… tylko czas aż powoli przestanie boleć a uczucie zwietrzeje. a potem nabiera się bezpiecznego dystansu. niby bardzo chce się znowu szczęścia, ale stoi z boku i obserwuje z bezpiecznej odległości 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s