Life Artist

W gabinecie już kolejny tydzień, kolejne spotkanie z nim. On w lęki ubrany. Nie ma dojścia do sedna. Gdzie dotykamy, tam mur. I tak w kółko. On wie o tym. O swojej seksualności nie może mówic. Nienawiśc do siebie mu się wylewa z każdego pora skóry. Pieszczotliwie siebie nazywa „Popieprzony pedał..”. Trochę utknięta jestem. Mówię mu o tym. „Chcesz mnie zobaczyc? Prawdziwego? Pokażę Ci, ale już tu nie wrócę”. Pokazuje na iPadzie swoje zdjęcia, które robi, siebie, i dla siebie.  I rozumiem. Łuski mojego stereotypowoterapeutycznego myślenia spadają mi w końcu z oczu. Widzę go, takiego jakim jest, a o którym on sam mówic nie potrafi. „To Ja.” Spuszcza głowę i milczymy.

Przez „głupie” zdjęcia dotykam duszy, która może standardowymi metodami nie mogłaby się odsłonic.

Kiedy indziej, u kogo innego, przez „pisanki do szuflady” docieramy do nieuświadomionych treści, i pojawiają się orgazmy, bo o seksualnośc znów chodziło niewyrażoną.

Ktoś inny pokazuje mi swój obraz mandali, i jej siła mnie zmiata z fotela. Emocjonalnego.

W takich momentach czuję, jakbym dotykała jakiegoś absolutu. Niewytłumaczalnego. Pełni człowieczeństwa. I wiem, że to są wielkie słowa, ale tak się czuję i basta!

Czy to jest sztuka? Nie znam się na ortodoksyjnych i często niezrozumiałych wytycznych i zasadach sztuki – niesztuki. Jeśli mnie dotyka w jakiś sposób. Jeśli myślę o tworzywie i nie mogę się oderwac. Jeśli twórca pokazuje siebie. To ja to biorę, bo mi to coś robi. Nawet jak żadna galeria tego nie wystawi. Jak żadne wydawnictwo tego nie kupi.

Banksy (chyba) powiedział:

(…) art should be democratic, truly a part of everybody’s life and not just another gangbang for the over privileged.

I teraz to jeszcze bardziej możliwe, dzięki technonarzędiom, które są dostępne. Bo wszyscy możemy kawałki siebie pokazac. Ważne. Inspirujące. Znamienne. Śmieszne. Smutne. Głupotki nawet.

Wszyscy artystami byc możemy, poprzez wyrażanie siebie. Może przez to trochę bardziej i głębiej żyjemy. Może dotykamy wtedy tych kawałków siebie, które inaczej skrywane i zakopane by pozostały. A teraz już nie. Otwarcie i pokazanie Siebie publicznie, mniej lub bardziej, uwiarygodnia doświadczenie.

Normalnośc? Zasady? Fuck It!

Piszesz? Pisz!

Instagramujesz? Instagramuj!

Robisz muzykę na jednej strunie gitary, albo na trzech klawiszach kibordu? Muzykuj!

Cokolwiek Ci w duszy gra! Rób to! Pokazuj się! Nigdy nie wiesz co może zainspirować innego. Co może dotknąć. Co może patrzenie na świat zmienić. Nawet jeśli jesteś przysłowiową kroplą w oceanie „tfurczości”. Może świat sztuki nie wspomni o tobie. Może do panteonu literatów się nie dostaniesz. Ale i tak to rób. Twórz. Bo po prostu możesz.

 

20130224-122113

 

ps. zdjęcie „ukradzione” ze znajomego bloga, żeby nie było…

 

Life Artist

2 uwagi do wpisu “Life Artist

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s