Katalońska impresja

Na kanikule jestem. I pomyślałam, że pisać nie będę, bo odpocznę od stawiania literek obok siebie. Ale jakoś tak mnie ta atmosfera wakacyjna uskrzydla, że stwierdziliśmy unisono, ja i mój rozsądek, że jednak coś skrobniemy, bo serce śpiewa. Z radości.

Na początek Barcelona, moje osobiste miasto marzeń, w której bywam, ale nie tak często jakbym chciała. A potem już reszta pięknej Katalonii. Owoce morza, pyszne wino, wyborne towarzystwo, czego chcieć więcej, right?

Teraz Roses, pięknie się nazywa, przez nas ochrzczone pieszczotliwie Kołobrzegiem (tak jak Girona np.była Radomiem). A w Kołobrzegu jak wiadomo wypoczynek dla seniorów pełną parą, a że przed sezonem to całe miasteczko przypomina trochę Zombie City, z lekka wymarłe i upiorne momentami. Na „deptaku” kilka par. W różnym wieku. A kilka pięknych, nie młodością i żywotnością ani nie pierwszą miłością. Tych starszych bardzo. Tych siwiuteńkich. I jedna taka, gdzie pan trzymał za rękę panią siedzącą w wózku. I tak wolniutko sobie przez deptak płynęli.

I można mnie o ckliwość i tani sentymentalizm posądzić, ależ proszę, a nawet zapraszam. Taki widok mnie rusza. Może jako psychoterapeuta par, to już w ogóle w miłość wierzyć nie powinnam, ale im dłużej pracuję, tym bardziej w nią wierzę, bo widzę jak dużo jej potrzebujemy, a jak mało jej czasem w nas jest, a jak wiele jej możemy innym dać. I też, tak, jak długo może ona trwać. Tak. Na dobre i na złe. W chorobie i w zdrowiu. Tak ma być. Miłość wspiera. Miłość się opiekuje. Miłość trwa, kiedy już sił czasem brak. Miłość daje siebie bezwarunkowo czasem, a może zawsze.

I tak sobie słucham historii innych, jak to tęsknią do tej „pierwszej wielkiej”, „tego co serce złamał”. Meah. Nie kupuję.

Patrz na tego, który Ci w miłość po raz kolejny uwierzyć pomógł. Patrz na tą, która mimo tego twardego serca Twojego, potrafiła je swoją czułością czy wytrzymałością zmiękczyć. Spójrz na tę osobę, która jest obok Ciebie, teraz.

Czy będziecie trwać? Czy się zestarzejecie razem? Tak wiele zależy od tego, czy związku nie traktujemy jak „ścianę płaczu” czyli bankomat (slang wakacyjny) – wybieram, biorę – „czy chcesz sprawdzić stan swojego konta?” – ja dopowiem –  „związkowego”. Bo warto spojrzeć na siebie, i powiedzieć szczerze – „Tak, sprawdzam”. Jestem Biorcą tylko? A może trzeba się nauczyć bardziej dawać siebie dla tej miłości  I może wtedy za dziesiątki lat zobaczę Was w Roses na deptaku wzdłuż plaży, siwiuteńkich, kochających miłością niełatwą, poza czas i miejsce wykraczającą.

20130602_183326

Katalońska impresja

10 uwag do wpisu “Katalońska impresja

  1. peregrinopl pisze:

    pięknie napisałaś .. Bon Dia :^) … a jak jesteś w Roses to tylko troszkę dalej Cadaques .. warto.. myślę, że już pewnie byłaś .. no i koniecznie się trzeba poplamić arroz negre w Kataloni :^)

    .. a Barcelona to obok Lizbony i moje ulubione miasto :^)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s