Dlaczego facet zdradza?

„Bo może” – tak moje rozmyślania nt. natury płci skwitował mój niegdysiejszy narzeczony.  Oburzyłam się nieludzko wręcz.

„No halo, ale, że co? Jestem kobietą, też mogę, nie?”.

„Twój wybór” odparł, i zajął się zmienianiem Wszechświata.

Przyznaję. Pokonał mnie wtedy. I tak do mnie ta krótka nasza wymiana powracała. I powraca. Bo na kozetce i w życiu tych poturbowanych przez zdradę dziesiątki. Jak bumerang wracają więc te zdania. Bo masz wybór? Serio? To jest takie proste? Ekhm, znaczy trudne?

Zdradę oglądałam ze wszystkich dostępnych stron już chyba. We wszystkich możliwych konfiguracjach. Chociaż pewnie życie mnie jeszcze zaskoczy, na co liczę, i nie chcę oczywiście.

Bo normalnie to napisałabym że przecież chodzi o niespełnione potrzeby, takie długofalowo niespełniane, więc szuka się gdzie indziej – bo jak się chce piciu to trzeba i już. Tak o seksie mówię, ale nie tylko. Taka deprywacja przez lata się ciągnąca, kusi spełnieniem. A panowie – sorry, wiecie, że Was kocham – potrzeby swoje dla tzw. świętego spokoju zawieszają i cierpią, ale jak już się przydarzyć okazja może to z tego wyczerpania, chcą, pragną siebie urzeczywistnić. Może w końcu się poczuć dobrze, ze sobą, ze światem. Może.

Normalnie też popatrzyłabym na tych, którzy swoją samoocenę wzmocnić muszą ciałem i duszą kolejnej kobiety, żeby ciut bardziej męsko się poczuć. Ciut bardziej pełnokrwistym facetem. Ciut bardziej gorącym kochankiem. Ciut mocniej podziwianym przez inny model, niż szanowna kobieta długoletnia, bez względu jaką Kocicą by nie była. Co z tego, że to krótką trwałośc ma. Co z tego, że zaraz jak tylko z łoża wyskoczysz, to już za drzwiami czarna dziura własnej wartości jest jeszcze większa, bo wiesz przecież, że kolejna kobieta Ci jej nie zszyje. Co z tego?

I tak, zdradzają.

Oczywiście, biologia, rozsiewanie genów itd aż do zupełnego upojenia się stereotypami.

A co, Drogi Mężczyzno, jeśli masz wybór po prostu? I to od Ciebie zależy? Bez względu na braki, potrzeby, niezrozumienie, nieistniejącą samoocenę, czy psychologię ewolucyjną? Nie ma na co zwalić winy? Nie ma. Możesz co najwyżej „zwalić konia” (brzydkie wyrażenie) albo „niechcący” wpaść między już rozłożone nogi chętnej, no bo jakże, kobiety tudzież pośladki mężczyzny (nie dyskryminujemy).

Bo może właśnie to jest Twoja i tylko Twoja odpowiedzialność? Nie masz spełnianych potrzeb? A co zrobiłeś żeby mieć je spełnione? Odszedłeś? Szukałeś dalej? Pracowałeś nad związkiem? Aaaa, masz niską samoocenę? Rozumiem.. A jakoś chciałeś to zmienić, bez ranienia kobiety swojego życia? Bo nie wiem przypadkiem, czy seksik bez zobowiązań, czy nawet romansik na boczku, to przypadkiem nie plasterek na gangrenę?

Może gdzieś o tzw. moralność się rozbijamy. Ja nie wiem co to znaczy. Każdy chyba ma swoją z wierzeń i przesądów ukutą. Patrzę na tych zdradzonych i zdradzających i myślę, że nie o to tu chodzi. Tylko o rany, o integralność, o odpowiedzialność. Tak, wiem, same nudne słowa, jakże niepopularne dziś dla nas, w Krainie Wiecznej Przyjemności żyjących. No cóż.

Idziemy na łatwiznę.

Twój wybór.

Dlaczego facet zdradza?

68 uwag do wpisu “Dlaczego facet zdradza?

  1. niedojszły kolejarz pisze:

    Zdrada? Takie coś nie istnieje, albo istnieje w głowach frustratów, którzy muszą mieć powód do nienawiści… więc ” Zdradziłeś mnie kanalio, odejdź, nigdy Ci tego nie wybaczę”.
    Zdrada (w związku) to sztuczny twór ukuty w głowie i celebrowany przez lata aż nabrał takiej mocy jak nie powiem słowo „kurwa”. Niby te same litery co w innych słowach, ale jakiż to ładunek emocjonalny w sobie niosą.
    No dobra, jestem w związku, czy mogę iść na kawę z koleżanką? To już zdrada? Bo wolę z nią?… No nie, stary, przesadzasz.
    Idę do kina, mogę z koleżanką? To już zdrada? Bo wolę z nią?… No nie, stary, przesadzasz…
    Idę do łóżka z koleżanką. To już zdrada? Tak, ty sk… to zdrada…
    A co to za różnica w jaki sposób ktoś spędzi z kimś 2 godziny? Czy pijąc kawę, czy leżąc w łóżku, czy też grając w bilard?
    Jak przestaniecie traktować sex jako wyznacznik „miłości”, a zaczniecie traktować jak, hmmm… sport… rozrywkę… sposób na zabicie nudy… zdrady przestaną istnieć.

    P.S. Jeżeli ktoś myśli że słowem-blokiem „zdrada” zatrzyma kogoś u swego boku… to nie jest wart bycia z tym kimś. Żyj, kochaj, baw się. Drugi raz nie zaczniesz od nowa.

    Polubienie

    1. @niedojrzały kolejarzu to jest Twój punkt widzenia, ale zobacz drugą stronę. Bo jeśli jest zgoda, i nie ma problemów ze „spędzaniem czasu” to nie ma sprawy. Ja tylko patrzę na rany i to wszystko co zostaje po..a zdradę określamy każdy sobie, we własnym związku..bo to subiektywne bardzo przecież..

      Polubienie

      1. niedojszły kolejarz pisze:

        niedojszły kolejarzu, niedojszły :P. Zdrada – słowo klucz… zdradził mnie… o ja biedna nieszczęśliwa, a tak się starałam. Nie, ON nie zdradził Cię. Spędził czas, którego nie mógł spędzić z Tobą. Jakoś go spędził. Przestań przywiązywać się do związku vaginy i penisa jako jedynego dowodu „prawdziwej miłości”. Tak jak ból nie rodzi się w ranie, tylko w mózgu, tak i znaczenie „zdrady” tkwi w mózgu. W tym, rzekomo „zdradzonym”.

        Polubienie

    2. Lolo pisze:

      Ja zawsze miałem jedno kryterium oceny w rozmowach z kumplami i próznych dywagacjach, czy to już zdrada, czy aby nie zdrada? A spytaj, złoty koralu- swoją kobietę,
      czy to już. Albo spytaj lepiej siebie, łaskawco, czy jeśliby Twoja kobieta zrobiła coś zgoła podobnego, to byłabyż niewierną, czy nie byłabyż? I sprawa staje się prosta, a falandyzacje, męntne filozofowania i postracjonalizacje staja się taniochą i szukaniem łatwych usprawiedliwień. Skróć ułamek, dobrodzieju, to zobaczysz o co w tym chodzi 🙂

      Polubienie

  2. Emeya pisze:

    Prosty temat wydawałoby się…dla mnie zdrada jest niewywiązaniem się z umowy jeśli owaka została omówiona i zatwierdzona…

    Tutaj wcale nie chodzi o ciało, o sex…ale skradzioną intymność…o przekroczenie granic…

    Nie posiadamy aktów własności na partnera…są nadal swoją…

    Natomiast, gdy dwoje ludzi ustala, że są parą oraz że związek jest oparty na tworzeniu wspólnoty, intymności i oczekujemy wierności od siebie wzajemnie to….jeśli mamy ochotę na skok w bok to wersją idealną byłaby rozmowa z partnerką/em co do „aneksu”, lub zerwania umowy/związku/małżeństwa albo dojścia do wspólnych wniosków. ..

    To byłoby uczciwe i pozwalało tej drugiej osobie na podjęcie decyzji…

    Polubienie

    1. Absolutnie! Tylko ważne, żeby uzgodnienie rzeczywiście było obopólne bo tzw. jednostronnie otwarte związki nie za specjalnie działają..a komunikacja na zasadzie „dlaczego? do czego Ci to potrzebne?” to już lepiej!

      Polubienie

  3. niedojszły kolejarz pisze:

    Jak to nie o sexie? Dla 99% zdrada = pójście do łóżka z kimś. Z kimś innym niż ja. Ten 1% pozostały… cóż, skoro „zdradził” no to pa. Nie było warto…

    Polubienie

      1. niedojszły kolejarz pisze:

        Ale co to znaczy zdrada emocjonalna? Zdradziłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem, tak? Jeżeli żem już „pokochał” inną, no to co? Będziesz blokować „prawdziwą miłość”? Przecież nic nie jest na zawsze nam dane. Mamy to korzystamy. Nie mamy, to szukamy. Znalazłem nie to co chciałem?… zmieniam kierunek poszukiwań. Trzymając się uporczywie w swej głowie słowa „zdrada”, „boję się że on mnie zdradzi” itepe… automatem do tego (zdrady) doprowadzisz poniekąd (zgodnie z prawem Murphy’ego)..Ustalmy co jest ważniejsze. Miłość czy wierność? I nie łączyłbym tego w kombinat słowny. Lepszy mierny ale wierny? Czy lepszy kochający acz w bok skaczący.

        Polubienie

      2. Pięknie to określiłeś! Serio! Czy składową miłości jest wiernośc?? Pewnie bym poszła w pytania w tym związku gdzie „coś” nastąpiło. Jak każdy określa miłośc i czy w razie co, zgadza się na tzw. niewiernośc. Ale nieseksualną. Trudne. Bo może tak jestesmy uwarunkowani, że jak kocha to nie zdradza” cokolwiek by sie pod tym nie kryło..

        Polubienie

  4. Książniczka pisze:

    A jeśli zdradzamy dlatego,żze potrzeby faktycznie nie zostały zaspokojone? Jeśli kochamy, ale nie potrafimy wywalczyć tego, na czym nam zależy? Jeśli próbowaliśmy, prosiliśmy, wysłaliśmy sygnały, groziliśmy odejściem od ukochanego partnera ale… Nadal nas nie dostrzegł, nadal sie z nami nie kochał, nadal nie docniał?
    Jeśli zabrakło odwagi by odejść, jeśli nie byliśmy pewni czy możemy odejść jeśli nadal kochamy a musieliśmy jakkolwiek załatać te czarne dziury?
    Czy zdradę cokolwiek usprawiedliwia?
    Byłam kategoryczna w swoich osądach zdrady, dopóki sama nie zdradziłam.

    Polubienie

    1. Miłość i zdrada miłości? Ech…Zasadniczośc nie pomaga..ale dlaczego trwac, jeśli sie jest tak nieszczęśliwym? Może to wygoda? Może związek przez „zasiedzenie”, przyzwyczajenie? Może lęk przed samotnością, pewnie domniemaną..często?

      Polubienie

      1. Książniczka pisze:

        A może chęć pokazania, że nasze groźby są realne? Że jsteśmy w stanie odejść skoro potrafimy zdradzić…? Może to takie tupnięcie nogą? Zagranie na najczulszej strunie?

        Polubienie

      2. Książniczka pisze:

        Tych ‚może’ można wymieniać bez końca…
        Fakt, może już nie być powrotu, ale jeśli to tylko przyzwyczajenie to może nie warto wracać…

        Polubienie

    2. Ale czy zdrada przyniosła Ci ulgę? Uwolniła coś w Tobie? Poczułaś się lepiej? Silniejsza, spełniona? Pomszczona? I jeszcze dokąd ta zdrada doprowadziła, do zerwania nieudanego zwiazku, do rozpoczęcia nowego, lepszego?
      Serio pytam. Bo chyba tu tkwi clou. Powód, dla ktorego jedne rzeczy są zrozumiałą konsekwencją czegoś, a inne skurwysyństwem.
      Ja byłam po obu stronach barykady. W moim przypadku obie były śmierdzące czymś bardzo dalekim od satysfakcji.

      Polubienie

      1. niedojszły kolejarz pisze:

        pitu pitu :P, wybacz jak chcesz, a jak nie chcesz to nie zasłaniaj się teorią „bo nie umiem zapomnieć”. Zresztą – co mniej więcej wcześniej próbowałem opisać – skoro zdrada istnieje tylko w świadomości „zdradzonego” to albo Cię nie zdradził (ot bez znaczenia skok w bok) więc wybacz, albo „znalazł miłość swego życia” – a więc Ty jako osoba kochająca jego, będziesz mu życzyć najlepszego (w końcu miłość jest ślepa) a dla siebie znajdziesz lepszego, godniejszego, wartościowszego.

        Polubienie

  5. Ana pisze:

    Dla mnie zasady są proste jeśli kocham nie zdradzam Jeśli natomiast jestem z kimś i pokocham kogoś innego mam odwagę odejść, nie oszukuje siebie i innych po prostu zaczynam wszystko od nowa/ponoszę konsekwencje swojej decyzji.. W życiu różnie bywa zdarza się też tak że po prostu będąc już w stałym związku zakochamy się/zauroczymy w innej osobie w takiej sytuacji szanujmy siebie i uczucia innych miejmy odwagę zachować się z klasą.

    Polubienie

  6. Ana pisze:

    Nie ma na to pytanie jednej właściwej odpowiedzi .. bo są różne sytuacje życiowe, różni ludzie.. Kiedyś znajoma opowiadała mi historię swojego romansu z żonatym mężczyzną który od samego początku powiedział jej że nie odejdzie od żony bo mają niepełnosprawne dziecko nie kochał jej podobno ale kochał ponad życie dziecko dla niego właśnie był w tym związku. Teraz pojawia się pytanie czy to oceniać czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji zawsze ktoś jest pokrzywdzony a może jeśli między tym mężczyzną a jego żoną nie było uczucia jeśli byli tylko ze względu na dobro dziecka może powinni to sobie otwarcie powiedzieć nie kochamy się uczucie między nami wygasło tworzymy układ dobry ze względu na dziecko mamy prawo związać się z kimś innym…nie wiem nie mi to oceniać…Wiem jedno jak to się mówi jaką energię wysyłasz taka do Ciebie wraca i nie fajnie jest krzywdzić innych. Dlatego tak jak napisałam wyżej szanujmy siebie nawzajem.

    Polubienie

      1. żona Clinta Eastwooda ;-) pisze:

        nie pitu, nie pitu… oczywiście, że to w głowie zdradzanego, ale co z „innymi okolicznościami przyrody” typu dzieci i to grupka? tyle powiem, że wybaczenie jest możliwe, jeśli obie strony chcą sobie wybaczyć (znaczy zdradzający uznaje, że jednak „miłość jego życia” to nie śliczna nowa lalunia, ale matka jego dzieci mniej śliczna może z wierzchu, i potem, jak się uda, jest fajnie i warto… byłam, widziałam, przeżyłam

        Polubienie

      2. Zdrada paradoksalnie może uratować związek bo nagle kryzys powoduje że wszystko jest na wierzchu..trzeba zacząć rozmawiać, komunikować się naprawdę może pierwszy raz od dłuższego czasu…

        Polubienie

  7. P. pisze:

    To sobie czytam wasze komentarze…

    Drogi niedoszły kolejarzu:)

    Jeśli uważasz, że pójście na kawę i seks to ten sam poziom, to gratuluję fantazji:)
    Po pierwsze jest to inny level emocjonalny i hormonalny. Po drugie, po kawie masz o WIELE mniejsze ryzyko przyniesienia jakiejś choroby wenerycznej do domu,…do związku.

    Prawdziwa miłość jest trudna do zdefiniowania i ubieranie w słowa nigdy nie da rady, ale na pewno nie jest to haj emocjonalny, gdy poznajesz kogoś nowego. Haj emocjonalny jest potrzebny na początku, jako wspomaganie w budowaniu relacji, ale po jakimś czasie przemija i wtedy zaczyna się „uprawianie miłości” = pielęgnowanie związku.

    Jeśli od związku oczekujesz tylko podniet emocjonalnych, to związek nie jest dla Ciebie i nie pakuj się w niego, bo krzywdzisz ludzi.

    Lolo i Emeya mądrze piszą.

    Po pierwsze ustalenia na początku. Decydujesz się na pewne zasady w związku i ich przestrzegasz. Powiedz dziewczynie: „Słuchaj, jest taka sprawa, chcę z Tobą być, ale od czasu do czasu prześpię się z jedną z moich lub Twoich koleżanek, nie przeszkadza Ci to?”
    I jak znajdziesz dziewczynę, która powie: „Ok”. To jesteś w niebie. dogadaliście się i możecie tworzyć związek.
    Ale może być też tak, że panna Ci odpowie: „Ok, pasuje mi to. W sumie to też chciałam sobie urządzić trójkąt z Twoimi dwoma kumplami. Zaprosili mnie dziś do siebie, więc obiad odgrzej sobie wczorajszy”. Czy Tobie to odpowiada?
    Mądra zasada Lolo: nie rób drugiemu co Tobie nie miłe. No chyba, że jesteś postępowy do tego stopnia, że jak Twoja panna wróci z seksmaratonu, to jej jeszcze kolację przygotujesz.

    Polubienie

    1. @P. świetnie podsumowane – choć trochę temat nam się zgiął w stronę „Czym zdrada jest?”. Nie narzekam, napisać chyba będzie trzeba i o tym, bo widzę, że o definicję i poglądy będziemy się rozbijać, nie to, że znam jakąś ostateczną, phi..

      Polubienie

      1. Lolo pisze:

        No właśnie. Definicje przydają się choćby do tego, żebyśmy wszyscy rozmawiali o tym samym, a nie każdy o swoim, ze wspólnym tylko słowem-hasłem, które dla każdego ma inne znaczenie.

        Służę.

        Przy założeniu, że oboje partnerzy nie są chorobliwie zazdrośni, i nie sięgają po noże z powodów tak błahych jak przelotne spojrzenie na płeć przeciwną lub niewinny uśmiech, zdrada jest przekroczeniem granic intymności o charakterze fizycznym, z osobą inną, niż partnerka w związku, w stopniu, który budziłby sprzeciw tej partnerki, lub budziłby nasz sprzeciw, jeśli partnerka zachowałaby się podobnie wobec osoby innej niż my.

        To jest, przyznajmy, dość ścisła definicja, niedziurawa, funkcjonalna i proporcjonalna.

        Teraz, warto zastanowić się, czy zagadnienie się cieniuje, czyli, czy istnieją różne stopnie zdrady.

        Dla mnie cieniuje się minimalnie, lub zgoła w ogóle. To jest trochę tak, jak z przekroczeniem granic przestrzeni powietrznej państwa przez niezidentyfikowaną maszynę latającą. Jeśli taki obiekt pojawi się nam na radarze, to mamy gotowość bojową obrony przeciwlotniczej, dyżurne myśliwce podrywają się w powietrze w trybie alarmowym i to, czy obiekt wtarabanił się w nasze terytorium na 30 czy na 300 kilometrów pozostaje kwestią drugorzędną. Once you’re over the line, you are over the line, jak mówią Towarzysze Amerykańscy. Nie da się trochę przekroczyć Rubikonu, jak ktoś wlazł ,,we wodę” nie ma powodu wywodzić, że się nie zmoczył, lub że jest relatywnie suchy, bo zmoczył się jedynie do wysokości poziomu wody, ani centymetra wyżej.

        Faceci jednak cieniują nagminnie, co nie jest do końca zrozumiałe, chyba, że rzecz ograniczymy do wytłumaczenia się przed samym sobą i próby dowiedzenia samemu sobie, że można było być bardziej be, niż się jest, a powstrzymanie się od bycia bardziej be, niż się jest- stanowi akt niesłychanie heroiczny co, wierzę- może przynosić jakąś tam ulgę, bo sadza sumienie w miękkim fotelu postracjonalizacji. No można, tylko po co?

        Następnie: faceci często wywodzą, że dopuszczenie się kontaktu fizycznego z płcią nadobną w ograniczonym zakresie, vulgo: migdalenia, lub tzw. innej czynności seksualnej nie stanowi zdrady w sensie ścisłym, zapominając, że jeśli ich kobieta zachowałaby się podobnie, natychmiast nabraliby mniemania zgoła przeciwnego. Podwójne standardy to rzecz tyle komfortowa, co nieodparcie naiwna i dowodząca słabości użytkownika 🙂

        Takich smutnych baranów wełnistych jest wielu. Zacytujmy fragment ,,Porno” Koterskiego, bo to jest to podejście w pigułce:

        ,,Pierwszy raz nie zdrada jest, drugi raz inna sprawa, jak się nie jest do końca z kimś to tez nie zdrada, jak się włoży sam koniuszek to też nie zdrada, na wczasach – nie zdrada, odpocząć przecież trzeba a wczasy się skończą i co tam, jak chłop w wojsku, nie zdrada, nie można przez dwa lata nie tego, kiedy maż w delegacji to wiadomo, kiedy przebywa za granicą- bo wtedy jakbyś nie swoją zdradzał, po alkoholu – nie zdrada – to się nie wie co się robi, po francusku – nie zdrada, no i bez całowania w usta to tez nie zdrada.”

        Śliczny wywód. Zgrabny, treściwy, detaliczny. Tylko że niesłuszny. Over the line!

        [img]http://skiffleboom.files.wordpress.com/2011/12/over_the_line_walter_lebowski_skiffleboom.jpg[/img]

        Polubienie

      2. Lolo pisze:

        @sexytherapy

        Trudno odpowiedzieć na to pytanie, bo sprawa brzydko pachnie orwellowską myślozbrodnią, lub światem przedstawionym w ,,Raporcie mniejszości”. Na tej samej zasadzie, wierzę- każdemu praktycznie człowiekowi w chwilach gniewu zdarza się fantazjować na temat ubicia nielubianej osoby, a mordują nieliczni i jest to rzecz potępiana dalece bardziej, niż sama fantazja.

        Problem polega na tym, że niemożliwe jest stworzenie ścisłej granicy, którą można by przekroczyć, łamiąc zasady, rzecz jest ściśle niematerialna, pardon- nienamacalna i trudna do zdefiniowania, a zatem samo pojecie jest pustawe nieco, choć bywa źródłem konfliktów i rozpadów związków.

        Wypada więc powiedzieć- nie wiem. To zależy 🙂

        Jesteśmy zamknięci w świecie własnego umysłu, a tam dzieją się rzeczy rozmaite, nieraz nieprzyjemne, lub niepożądane, lub przynajmniej nieoczekiwane. Ludzie mają wątpliwości. Ludzie myślą o tym, co by było gdyby…

        Jeżeli ktoś twierdzi, że go to nie dotyczy, nie dotyczyło nigdy i nigdy dotyczyć nie będzie- najprawdopodobniej wierutnie kłamie. Sobie, lub światu, bez różnicy, lub przynajmniej myli się boleśnie.

        Kwestia, co się z tym zrobi. W każdym razie myśl o zbrodni ma inny walor, niż jej wprowadzenie w czyn, choć ani jedno, ani drugie nie należy do rzeczy, którymi w ogólnym sensie powinniśmy się chwalić.

        Polubienie

      3. @lolo OMG czy tu nutka relatywizmu??? To zależy??? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi?? hyh, no nie ma, i nawet definicje nie do końca mogą byc całościowe, bo zawsze statystycznie gdzies jakieś odchylenie od normy wystapi..

        Polubienie

    2. niedojszły kolejarz pisze:

      Ależ, ja nie piszę że to ten sam poziom, tylko ze jest to jedna z form aktywnego spędzania czasu. Ot jak squash… Rozumiem, że ty do łóżka tylko z miłości? No cóż, bywa i tak. Ja od związku niczego nie oczekuję, ja do związku daję to co potrafię. Oczekiwania dawno wywaliłem przez okno. W końcu jeżeli – ponoć – kogoś kochasz, to chcesz mu nieba przychylić i ważne są jego oczekiwania. Najważniejsze. A skoro miała ochotę z moimi kumplami, cóż widocznie miała taką potrzebę. Mnie to akurat nie przeszkadza.

      Polubienie

  8. P. pisze:

    @Lolo

    Wychodzę z założenia, że nie ma dwóch takich samych przypadków.
    Sam rozróżniam dwa rodzaje zdrady fizycznej. Intencjonalna i nieintencjonalna. Trochę jak z nieumyślnym spowodowaniem morderstwa i morderstwem z premedytacją.

    Nieintencjonalna – coś się wydarzyło, po alkoholu, gdzieś na wyjeździe itp.
    Zdrada oczywiście jest zdradą, ale wg mnie ma mniejszy kaliber. Jesteśmy ludźmi i upadamy. Oczywiście za coś takiego żółta kartka. Następna jest już czerwona. Jeśli ktoś wie że jest alkoholikiem, nie powinien nawet wchodzić do monopolowego. Jeśli ktoś wie, że po alkoholu puszczają mu hamulce, nie powinien się upijać w towarzystwie osób, z którymi coś może wyniknąć.

    Gorzej jest ze zdradą intencjonalną. Ktoś flirtuje w pracy, w necie, fantazjuje, szuka okazji i w końcu zdradza, albo wikła się w romans. Tu nie ma wybacz. Jest po zawodach.

    Droga autorko bloga:)

    Co dokładnie rozumiesz przez „zdrada jako przekroczenie intymności emocjonalnej bez fizykalnosci???” ?

    Polubienie

    1. @P przypadek kiedy opowiada się o swoim związku innej osobie do której np. pojawia się uczucie, to nie musi być zakochanie – bo to nie o to chodzi, ale czesto jako cos niedefiniowalnego, może potrzeba rozmowy, ale gdzieś jednak pojawiają się emocje we wzajemności i właśnie, czy to już zdrada???

      Polubienie

    2. Anonim pisze:

      @P.

      Zacytujmy: ,,Wychodzę z założenia, że nie ma dwóch takich samych przypadków.”

      Wychodzę z założenia, że jest to nieznośny banał. Nie ma też dwóch takich samych przypadkow kichnięcia, a jednak po każdym można wytrzec nos, lub powiedzieć ,,na zdrowie” zależnie od tego, czy się kicha, czy jest się swiadkiem kichnięcia.

      Zacytujmy: ,,Sam rozróżniam dwa rodzaje zdrady fizycznej. Intencjonalna i nieintencjonalna. Trochę jak z nieumyślnym spowodowaniem morderstwa i morderstwem z premedytacją.”

      Nie ma czegoś takiego jak nieumyślne morderstwo.Twoje prawo czynić rozrożnienia, choć to jest zupełnie nonsensowne. Nie można kogoś nieintencjonalnie, pardon moi- przelecieć. Pójscie z kimś do łózka jest zawsze aktem woli, nawet jeśli ta wola jest osłabiona przez używkę, jak mniemam- wchłonietą z własnej woli, własnoręcznie i własnogębnie. Taka okoliczność nie może być usprawiedliwieniem, a na pewno nie zostanie przyjęta jako usprawiedliwienie przez Twoją partnerkę, co w sumie na jedno wychodzi. To, czy mamy słabą silną wolę, czy też sami z wlasnej woli osłabiamy własną wolę, nie przesądza o naszej niewinności, chyba, że chcemy samych siebie, lub innych przekonać, że jesteśmy cacy.

      Czy jeśli Twoja kobieta na bańce, w czasie delegacji, pardon- przeleciałaby kolegę z pracy w klubie, to jest to coś innego niż jeśliby tego kolegę przeleciała na trzeźwo na łożu obsypanym kwieciem? Dociekałbyś? Różnicował? Zlitujże się 🙂

      Jakoś tak mi sie układa z Twoich racjonalizacji, że jeśli zdradę możesz uznac za sprawę mało znaczącą (Faceci nadybani w pieleszach z metresami zwykli takie usprawiedliwienia wygłaszać ,,to nic nie znaczy!”), to oznacza, że sam związek znaczy dla Ciebie równie niewiele, bo elementarny rozsądek podpowiada, że nie ryzykuje się życia, żeby ukraść paczkę chusteczek. Ryzykuje się z nadzieją na solidny zysk. Jeśli się rzuci asa, żeby zgarnąć blotke, to trudno podejrzewać, że mamy do czynienia z dobrym graczem.

      Także, ten. 🙂

      Polubienie

      1. niedojszły kolejarz pisze:

        Bo zapewne w większości przypadków „facetów nadybanych” (podoba mi się to!) to nic nie znaczy. To tylko sex. Koleżeński, przyjacielski, łotewer. I nie ma nic wspólnego z miłością w związku. Czemu tak uparcie łączysz jedno z drugim? Zdrada „przez łóżko” to wytwór kobiecej wyobraźni, by przy sobie zachować faceta na zawsze.
        Ciekawe, że w niektórych kulturach gościowi (męskiemu) zaproszonemu na nocleg mężowie zapraszający oddają na noc swoje żony. Można? Ale co mi tam. Upieraj się, twórz, pielęgnuj mit „zdrady”. Przyszłe pokolenia zdradzonych będą wdzięczne 🙂

        Polubienie

      2. niedojszły kolejarz pisze:

        @sexytherapy owszem. Dlatego proponuję zacząć zmieniać świadomość naszą i wyrzucać ze słownictwa słowo „zdrada”, zamiast je tak wytrwale pielęgnować.

        Polubienie

      3. Super, też za tym jestem!! Tylko że zanim to nastąpi to warto patrzeć na innych nie tylko swoich partnerów, partnerki którzy funkcjonują w tej a nie innej na razie rzeczywistości. Zmiana tak ale nie na siłę i w szacunku do innych…

        Polubienie

  9. P. pisze:

    @Lolo

    Cytując:
    „Wychodzę z założenia, że jest to nieznośny banał. Nie ma też dwóch takich samych przypadkow kichnięcia, a jednak po każdym można wytrzec nos, lub powiedzieć ,,na zdrowie” zależnie od tego, czy się kicha, czy jest się swiadkiem kichnięcia.”

    Szanuję Twój punkt widzenia, ale mam inny. Nie uznaję podziału na czarne i białe. Owszem, można kategoryzować, ale w moim podejściu do życia nie ma podziału zero-jedynkowego.

    Cytując:
    Nie ma czegoś takiego jak nieumyślne morderstwo.Twoje prawo czynić rozrożnienia, choć to jest zupełnie nonsensowne. Nie można kogoś nieintencjonalnie, pardon moi- przelecieć. Pójscie z kimś do łózka jest zawsze aktem woli, nawet jeśli ta wola jest osłabiona przez używkę, jak mniemam- wchłonietą z własnej woli, własnoręcznie i własnogębnie.

    Owszem, można.
    Po pijaku pojawia się czasem coś takiego jak urwany film. Funkcjonujesz, rozmawiasz z ludźmi, przemieszczasz się z miejsca na miejsce, ale rano nic nie pamiętasz. Ko przeżył, ten wie.
    Sam miałem taką sytuację, że przegiąłem z alkoholem. Na szczęście byłem wtedy singlem, więc dużych strat nie było. Całowałem się z koleżanką znajomych, o czym rano nie pamiętałem. Nie wiedziałem nawet jak niewiasta miała na imię. Na początku myślałem, że znajomi chcą mnie wkręcić, ale okazało się, że nie. Było trochę niezręcznie, ale zakończyło się bez strat, żali itp. Teraz, gdy wiem, że takie rzeczy mogą się u mnie dziać po alkoholu, po prostu piję z umiarem, zwłaszcza w towarzystwie innych kobiet.

    Cytując:
    „Czy jeśli Twoja kobieta na bańce, w czasie delegacji, pardon- przeleciałaby kolegę z pracy w klubie, to jest to coś innego niż jeśliby tego kolegę przeleciała na trzeźwo na łożu obsypanym kwieciem? Dociekałbyś? Różnicował? Zlitujże się”

    Tak, dla mnie to robi dużą różnicę. Pierwsze niekoniecznie musi skończyć związek. Drugie raczej tak. Oczywiście pierwsza sytuacja może wydarzyć się tylko raz, a nie co weekend.

    Cytując:
    „Jakoś tak mi sie układa z Twoich racjonalizacji, że jeśli zdradę możesz uznac za sprawę mało znaczącą (Faceci nadybani w pieleszach z metresami zwykli takie usprawiedliwienia wygłaszać ,,to nic nie znaczy!”), to oznacza, że sam związek znaczy dla Ciebie równie niewiele”

    To już Twoja projekcja na mój temat 😉 Nigdzie nie napisałem, że zdrada nic nie znaczy, bo zawsze jest to bardzo poważna sytuacja krytyczna w związku. Najczęściej kończy się rozstaniem, ale nie zawsze.

    Polubienie

  10. P. pisze:

    Drogi Kolejarzu

    Żeby zacząć wyrzucać ze słowników słowo „zdrada” musi być akceptacja tego stanu rzeczy większości. A to i tak nie do końca rozwiąże problem.
    To nie chodzi o ocenianie. Obecnie coraz więcej słyszy się o poliamorii i promowaniu tego ruchu. I ja nie mam nic przeciwko temu. Ale pod warunkiem, że wszyscy gracze wiedzą w jaką grę grają i godzą się na obowiązujące zasady.
    Jeśli zaczynasz się z kimś spotykać i ta osoba jest nieświadoma Twojego podejścia do tematu, to możesz jej zrobić krzywdę. Chodzi o odpowiedzialność. Jeśli spotkasz drugą osobę z takim samym podejściem to ok:)

    Owszem, tak jak piszesz, są kultury, w których w ramach gościny oddaje się żonę na noc.
    W niektórych kulturach zjedzenie serca wojownika z sąsiedniej wioski też jest ok, a jeszcze przynosi korzyści zjadającemu.
    W naszej kulturze jednak nie ma na to przyzwolenia.

    Póki zasady są takie, jakie są, trzeba wg nich grać. Można próbować je zmienić, ale dopiero gdy pozostali zgodzą się na zmianę. Inaczej będziemy mieli takie sytuacje jak w krajach zachodnich mających problem z obywatelami wyznającymi islam, którzy nie uznają obowiązującego prawa. Dla nich zabicie własnej córki za to, że związała się z niewiernym jest ok wg ich interpretacji prawa szariatu.

    Polubienie

    1. niedojszły kolejarz pisze:

      Zasady współżycia społecznego / w związku / a prawo to jakby dwie różne rzeczy. Prawo jest prawem, a zasady są takie jakie sobie narzucisz. I ja wcale nie muszę grać wg tychże zasad skoro – dla mnie – są one abstrakcją. I tak, nie ukrywam tego.

      Polubienie

  11. Lolo pisze:

    P.

    Zacytujmy: ,,Szanuję Twój punkt widzenia, ale mam inny. Nie uznaję podziału na czarne i białe. Owszem, można kategoryzować, ale w moim podejściu do życia nie ma podziału zero-jedynkowego.”

    A to już nie tyle się kłóci z moim pogladem, co ze zdrowym rozsądkiem. Na poziomie ogólnym ta konstatacja jest nie do obronienia. Nie da się trochę ukraść stu złotych, być w znaczącym stopniu w ciąży, czy w pewnym sensie być chorym na kiłę. Wiele jest rzeczy zero-jedynkowych, kwestia czy zdradę umiescimy w grupie tych rzeczy. O tym możemy porozmawiać.

    Zacytujmy: ,,Sam miałem taką sytuację, że przegiąłem z alkoholem. Na szczęście byłem wtedy singlem, więc dużych strat nie było. Całowałem się z koleżanką znajomych, o czym rano nie pamiętałem.”

    Nie wiem czego się spodziewasz? Uznania i gratulacyjnego grzmotnięcia w plecy? 🙂 No tak, wiem, że można sie upodlić, narobić głupot, a o swoich wyczynach dowiedzieć sie z Facebooka, lub Jutuba nie mając świadomości, co się ponawywijało. Ale, powtarzam, nie powinno to stanowić usprawiedliwienia, jeśli się doprowadziło do takiego stanu z własnej woli.

    Poza tym, ja jednak jestem fanem wyborów i ponoszenia konsekwencji tych wyborów, a nie pływania z prądem, jak powiedzmy delikatnie- liść w przerębli. Oczywiscie można twierdzic, że to pół litra i śledzik przeleciało w ubikacji koleżanke, której imienia nie dane nam było zapamiętać, kreska proszku szarpała się z ochroniarzem w klubie, a skrzynka piwa niezaleznie od naszej woli puscila pawia w taksówce. No można, bo w końcu nic nie jest pewne, wszystko jest umowne, a w ogóle to nie my, bo nas tam nie było, a w ogóle, to ja nic nie wiem i nic nie pamiętam. No dobra. Można i tak.

    Zacytujmy: ,,Tak, dla mnie to robi dużą różnicę. Pierwsze niekoniecznie musi skończyć związek. Drugie raczej tak. Oczywiście pierwsza sytuacja może wydarzyć się tylko raz, a nie co weekend.”

    Jak Tobie robi, to Tobie robi. Rozumiem. Mnie jesli robi to róznice to zgoła minimalną

    @niedojszły kolejarz

    Zacytujmy: ,,Bo zapewne w większości przypadków “facetów nadybanych” (podoba mi się to!) to nic nie znaczy. To tylko sex. Koleżeński, przyjacielski, łotewer. I nie ma nic wspólnego z miłością w związku. Czemu tak uparcie łączysz jedno z drugim? Zdrada “przez łóżko” to wytwór kobiecej wyobraźni, by przy sobie zachować faceta na zawsze.”

    Nodobsz. Po pierwsze jeśli łaska, bez kategoryzacji, bo ja jestem facet, a sie nie zgadzam jak cholera. Ale: before we go loud, mam tylko jedno pytanie: Czy dajesz takie same prawa swojej kobiecie, jak sobie, to znaczy, czy zastając Ją w łóżku z fatygantem uznajesz że to tylko zabawa, taka jak wspólna przejażdżka na karuzeli, czy wysłuchanie koncertu na puzonie? Czy nie?

    Polubienie

    1. niedojszły kolejarz pisze:

      Tak, dokładnie tak uznaję. Mało tego, nie będę musiał ich „zastawać”, bo wiedział będę wcześniej (jeżeli by to miało nastąpić w moim domu), albo później – jak wróci z wycieczki.

      Polubienie

      1. Lolo pisze:

        Ok. Jeżeli obie strony graja w tę samą grę i obowiazują je te same reguły, to dlaczego nie?. Ale to jest zupełnie poza tematem dyskusji, bo w związku otwartym nie ma ścisłego pojęcia zdrady. Natomiast to, co piszesz, mianowicie, że zdradę wymysliły kobiety, jest tezą nienatrętnie, powiedziałbym- sluszną.

        Polubienie

  12. P. pisze:

    @Lolo

    Cytując:
    A to już nie tyle się kłóci z moim pogladem, co ze zdrowym rozsądkiem. Na poziomie ogólnym ta konstatacja jest nie do obronienia. Nie da się trochę ukraść stu złotych, być w znaczącym stopniu w ciąży, czy w pewnym sensie być chorym na kiłę. Wiele jest rzeczy zero-jedynkowych, kwestia czy zdradę umiescimy w grupie tych rzeczy. O tym możemy porozmawiać.

    W tym momencie próbujesz już wrzucić zdradę do worka rzeczy obiektywnie sprawdzalnych. Owszem, kiłę masz, albo nie masz. 100 zł kradniesz, albo nie kradniesz. Zabijasz to zabijasz. I tu się zgadzam. Ale jak zdradzasz? Jak zabijasz? Mówimy już o ocenie, a ta albo jest subiektywna, albo podlega ustalonemu prawu ludzkiemu.
    Możesz zabić człowieka, bo nagle wyskoczył Ci na pasy. Fakt jest? Jest. Gość nieżyje – Ty go potrąciłeś. Możesz też zaszlachtować go piłą mechaniczną, a resztki rzucić świniom na pożarcie. Gość nie żyje w takim samym stopniu. Jednak sposób śmierci, twoja intencja lub jej brak mają znaczenie. Ja wrzucam zdradę do tego worka. Oczywiście masz prawo myśleć inaczej, ale nie podpinaj tego pod obiektywną prawdę.

    Cytując:
    „Nie wiem czego się spodziewasz? Uznania i gratulacyjnego grzmotnięcia w plecy? 🙂 No tak, wiem, że można sie upodlić, narobić głupot, a o swoich wyczynach dowiedzieć sie z Facebooka, lub Jutuba nie mając świadomości, co się ponawywijało. Ale, powtarzam, nie powinno to stanowić usprawiedliwienia, jeśli się doprowadziło do takiego stanu z własnej woli.”

    Nie szukam tu aprobaty ani karcenia. To był mój problem, który już rozwiązałem. A napisałem to w kontekście nieumyślnego spowodowania jakiegoś czynu. W tym wypadku relacji intymnej, która na trzeźwo pewnie by nie zaistniała. To w kwestii nieumyślności.

    Cytując:
    Poza tym, ja jednak jestem fanem wyborów i ponoszenia konsekwencji tych wyborów, a nie pływania z prądem, jak powiedzmy delikatnie- liść w przerębli.

    Ja nigdzie nie napisałem, że zrobienie czegoś np. po pijaku oznacza brak konsekwencji. Po prostu rozpatruję taką sytuację łagodniej niż gdyby, w przypadku naszej rozmowy, do zdrady miało dojść w pełni władz umysłowych.

    Polubienie

    1. Lolo pisze:

      Na poziomie ogólnym, mamy czyny umyślne i nieumyślne. Jest nawet taka kategoria prawna, zamiar umyślny. Mozna kogos przejechac na pasach specjalnie, lub niechcący. Ale, na litość- nie mozna kogoś niechcący przelecieć. Twój podział na zdradę umyślną i nieumyslną ma złą, przesunietą skalę. Możemy co najwyżej mówić o zdradzie w pełni zamierzonej, i nie zamierzonej wcześniej. Nie można natomiast mówić o zradzeniu bez intencji zdradzenia. Intencja taka musi się pojawić, kwestia, czy ta intencja pojawia się da długo przed, czy tuż przed.

      Polubienie

      1. niedojszły kolejarz pisze:

        @Lolo, przy całej mojej akceptacji (uwierz na słowo) Twojego punktu widzenia, nie mogę się oprzeć poglądowi, że mówimy o innych rzeczach. Zdrada = co? Co tak naprawdę kryje się pod pojęciem zdrada? Bo jeżeli sex z inną / innym – to sorry, ale nie kupuję tego (zresztą @sexytherapy też rozdziela te 2 podejścia). (Ok, mam inny model wartościowania). Zdrada – to nie jest stan umysłu osoby „która zdradza” tylko tej „zdradzonej”. Skoro więc „zdradzający” nie uważa danego czynu za zdradę, no to jak może mieć intencję /lub nie/ w tym kierunku? Nie może świadomie (lub nie) zdradzić – bo to nie jego słownik. Olejmy słowo zdrada i zastąpmy słowem wierność.
        Jeżeli miłość = wierność to ok. Nie mam co dalej dyskutować. Ale dla mnie miłość >> wierność (dla niezorientowanych „>>” = dużo więcej). Mogę kochać kogoś mimo że nie jest mi „wierna” – każdy ma swoje słabe strony, jakieś. Ale uzależnianie miłości od wierności? To jak mniej więcej „zamieszkam z Tobą – jeżeli masz prąd w mieszkaniu” (a jak prądu braknie to się wyprowadzę). Od czapy jakby. Upraszczając strasznie !!! (bo strasznie mi się nie chce), gdzie leży granica między masażem karku (strasznie lubię) a masażem penisa (to też lubię). Dla mnie nie ma. Dlatego wyjście na kawę mogę porównywać z sexem. Po prostu miło spędzam czas. Ty wolisz się umartwiać w czasie wolnym?

        Polubienie

  13. @niedojszły kolejarz @lolo @ P. to była, dla mnie, jedna z najbardziej pouczających lekcji ever – absolutnie kocham Wasze umysły, Wasz sposób wyrażania opinii, Wasz pogląd na ten kurewsko trudny (mimo semantyki) temat, ok, dla rzesz i pewnie dla mnie też.. Przysłuchiwałam się z uwagą. Dziękuję za mimo wszystko kulturalną, i merytoryczną dyskusję..Będę ciągnąć temat..może nie jutro..ale to co mi pokazaliście (ach, te piękne, Męskie Ego) daje mi pożywkę na wpisiki, oj, definicje, jak jest, normy kulturowe – książkę można napisać 😀
    ps. ale to nie znaczy, że macie kończyć temat..

    Polubienie

    1. Lolo pisze:

      @niedojszły kolejarz

      Zacytujmy: ,,Co tak naprawdę kryje się pod pojęciem zdrada?”

      Na to pytanie już udzieliliśmy odpowiedzi. To, co według obojga partnerów zostaje uznane za zachowanie, przekraczające granice, które byliby skłonni akceptować.

      Zacytujmy ,,Bo jeżeli sex z inną / innym – to sorry, ale nie kupuję tego”

      Nie musisz kupować. Jak pisałem wcześniej- jeżeli, co relatywnie mało prawdopodobne- zwiążesz się z osobą, która również nie kupuje, to nie będzie żadnego problemu. Zaciekawiło mnie, czy dajesz sobie te same prawa co partnerce? Okazało się, że deklaratywnie tak, więc życzę powodzenia w poszukiwaniach.

      Zacytujmy: ,,Zdrada – to nie jest stan umysłu osoby “która zdradza” tylko tej “zdradzonej”.

      To jest akurat stwierdzenie, które choć podanie w charakterze prawdy absolutnej- jest absolutnie nieprawdziwe. W większości wypadków, a na pewno w momencie zdrady i niedługo po, zdrada- to stan umysłu osoby która zdradza. Jeśli ten czyn wyjdzie na jaw- to obojga partnerów.

      Zacytujmy: ,,Skoro więc “zdradzający” nie uważa danego czynu za zdradę, no to jak może mieć intencję /lub nie/ w tym kierunku? Nie może świadomie (lub nie) zdradzić – bo to nie jego słownik”

      To jest typowy przykład myślenia paralogicznego, które nakazuje stworzyć własną, inną niż powszechna definicję zagadnienia i wywodzić na jej podstawie. To nie jest tak, że nie wiesz, czym jest zdrada w powszechnym mniemaniu i nie wiesz, że zdradzasz. Po prostu wiedząc, czym jest zdrada, przyjąłeś, że nie jest ona niczym zdrożnym i nie powinna stanowić podstawy do poczucia winy. To jest różnica z gatunku zasadniczych. To, że nie uważasz kradzieży, na przykład, za rzecz zdrożną, nie oznacza, że możesz sobie wejść do sklepu i wyjść z pełnymi kieszeniami nie płacąc i zdziwić się naiwnie, że zostaniesz zatrzymany i osądzony.

      Powtarzam- nie jest zdradą uprawianie seksu z osobami innymi niż Twoja partnerka wyłącznie wtedy, kiedy Twoja partnerka ma to samo mniemanie. Jeżeli wiesz, że ma mniemanie przeciwne, to uprawiając seks z innymi osobami wiesz, że dopuszczasz się zdrady, a nie jest tak, że nie masz świadomości zdrady, bo to nie jest zagadnienie z Twojego słownika i nie jest tak, że nie doszło do zdrady. To jest wywód tyle wart, co taki oto, że skoro akceptujesz przemoc fizyczną, to oznacza, że jeśli kogoś uderzysz, to na podstawie Twojej akceptacji takiego czynu gość nie dostał w zęby. Nonsens.

      Zacytujmy: ,,gdzie leży granica między masażem karku (strasznie lubię) a masażem penisa (to też lubię). Dla mnie nie ma.”

      Proponuję, żebyś poszedł do salonu odnowy biologicznej i tam zażyczył sobie masażu penisa twierdząc, że jest to wszystko jedno. Najprawdopodobniej, w precyzyjnie dobranych słowach, lub w zależności od temperamentu właścicieli- w precyzyjnie dobranych kopach wytłumaczą Ci tę różnicę w stopniu umozliwiającym zrozumienie natury zagadnień.

      Zacytujmy: ,,Dlatego wyjście na kawę mogę porównywać z sexem. Po prostu miło spędzam czas.”

      Porównywać można wszystko ze wszystkim, problem w tym, że nie zawsze jest sens, a niejedno porównanie po prostu jest go pozbawione. Twój pogląd jest Twoja sprawą, problem w tym, że usiłujesz z niego robić regułę dotyczącą ogółu ludzi, bez akceptacji prostego faktu, że ludzie w sensie statystycznym- działają trochę inaczej.

      Zacytujmy: ,,Ty wolisz się umartwiać w czasie wolnym?”

      Wolę.

      Polubienie

      1. niedojszły kolejarz pisze:

        http://pl.wikipedia.org/wiki/Zdrada (ok ok ok, wikipedia to nie wszystko :P)

        Zdrada – w ogólnym znaczeniu, świadome i intencjonalne zawiedzenie zaufania danego przez osobę, organizację, państwo lub grupę społeczną, które z tego powodu ponoszą straty tudzież uważają, że ponoszą straty. Zdrada jest zwykle moralnie potępiana społecznie i w zależności od jej charakteru może też prowadzić do samosądu, być karana przez państwo lub w inny sposób sankcjonowana.

        Tak względem Twojego podziału na „Zdradę intencjonalną i nieintencjonalną” 😛 początek tej definicji się wyraża odpowiednio.

        i żeby za dużo nie pisać, bo długie wywody są dobre na wykłady i prezentacje, skupię się tylko na:
        „…które z tego powodu ponoszą straty tudzież uważają, że ponoszą straty.”
        Mniemam, że osoba zdradzona faktycznie ponosi straty (futro dla kochanki, koszt hotelu, tudzież choroba weneryczna).

        W powszechnym mniemaniu, Ty zapewne chodzisz co niedzielę do kościoła i jesteś przykładnym katolikiem… Przecież wyraźnie piszę, że dla mnie zdrada rozumiana przez sex z inną / innym nie istnieje. To że dla większości jest odwrotnie, wcale nie nakazuje mi mieć poczucia winy z powodu skoku w bok.

        Zacytujmy: „Proponuję, żebyś poszedł do salonu odnowy biologicznej i tam zażyczył sobie masażu penisa twierdząc, że jest to wszystko jedno”
        A ja Ci proponuję, żebyś poszedł do sklepu mięsnego i kupił 20 kW prądu. Jaki sens ma takie porównywanie? Żadnego. Bo nie rozmawiamy o firmach usługowych, tylko o stosunkach międzyludzkich. Jak spotykać się będę prywatnie z pracownicą tegoż salonu, to zapewne będziemy na tym etapie, że masaż karku czy penisa nie sprawi jej różnicy.

        I nie próbuję robić żadnej reguły. Próbuję oddzielić wierność od miłości, bo dla mnie to luźny związek. Ale wszyscy naokoło robią z tego halo wielkie jak napis w Hollywood. Ok, każdemu wolno się umartwiać na swoją modłę i na siłę. Jeżeli ktoś wybiera drogę umartwiania się pierdołami, proszę bardzo.

        Cytując za: http://sympatia.onet.pl/tips/zdrada-w-oczach-mezczyzn,5278983,advice-detail.html :Faceci są zgodni – zdrada jest zła. Niektórzy uzależniają swoją ocenę od konkretnej sytuacji, ale tylko niecałe 12% uważa, że „zdrada nie jest niczym złym”
        Dołóżmy do tych % kilka (naście) takich co uważają (jak Ty) że to zależy od sytuacji. I robi nam się całkiem spora grupka osób myślących inaczej niż w „powszechnym mniemaniu”.

        Dołożę do pieca kolejne kilka (naście?) % takich, którzy jak już udało im się zdobyć kobietę, to trzymają się jej kurczowo bo nie wierzą, że kiedykolwiek im ten wyczyn się uda powtórzyć, w związku z czym pieczołowicie pielęgnują słowo „zdrada”. Co zapewne mogłoby ulec zmianie, gdyby wierzyli bardziej w siebie i w to, że kobiety nie są takie złe.

        Uff, się rozpisałem. Na zakończenie (pewnie zjedziesz mnie i za to :P): Idziesz do salonu kupić auto. Wybierasz model, kolor, tapicerkę, bajery. Na straganie kręcisz nosem, a to pomidor za czerwony, a to za twardy, a ogórek jakiś taki nijaki. I wciąż szukasz, porównujesz wśród tego co dostępne by znaleźć to co w danym momencie jest najatrakcyjniejsze. Ale np. na etapie poznawania się 2 osób w związku już masz zakaz wybierania, bo to już zdrada… Cóż, później są rozwody i/lub „zdrady”, bo po latach okazuje się, że niekoniecznie najlepszy model dla siebie wybrałeś. No ale przecież inaczej nie mogłeś się zachowywać, przecież „powszechne mniemanie” Cię powstrzymało 🙂

        Polubienie

      2. Lolo pisze:

        Po pierwsze pomieszałeś w tym wywodzie wypowiedzi dwóch osób. Rozróżnienie na zdradę intencjonalną i nieintencjonalną nie jest moje. Sam koncept uważam za, mówiąc delikatnie- nienatrętnie przemyślany, ponieważ nie da się, powtarzam- przelecieć kogoś niechcący, mimowolnie, nieświadomie etc.

        Po drugie- rozumujesz, co charakterystycznie, jakąś przedziwną kliszą. Nie jestem katolikiem, nie chodzę do kościoła, wiara nie ma dla mnie żadnego znaczenia. To, że osoba, która czyni konkretne, proste rozróżnienia konkretnych, prostych spraw, bez skłonności do relatywizowania i mętnej filozofii pachnącej podejrzanie postracjonalizacją w oparach alkoholu musi być osobą wierzącą- jest założeniem przaśnym.

        Mam natomiast do sprawy podejście dość konkretne i prawda, lekko konserwatywne, tzn. wierzę, że facet, w momencie, kiedy do jego kobiety zbliża się inny facet w zamiarze, że tak powiem, damsko-męskim macza widły w gnojówce, a nie życzy obojgu miłej zabawy. Dla mnie miłość, czymkolwiek by była, pozbawiona całkowicie zazdrości na tle seksualnym i pewnej nutki zdrowej posesywności jest rzeczą niezrozumiałą i pojęciem pustym. Pomysł o tym, że związek dwojga ludzi, którzy przy kolacji wesoło konwersują o swoich seksualnych podbojach można nazwać miłością odrzucam całkowicie. To jest przyjaźń damsko-męska, rzecz powszechna, ale o nieporównanie mniejszym zaangażowaniu obojga stron.

        To o czym mówisz, to jest, jak mówią Towarzysze Amerykańscy- friends with benefits, czyli przyjaźń dwojga ludzi z podtekstem seksualnym, ale nie oparta na miłości, tylko na przyjaźni właśnie.

        Najprawdopodobniej, bo nie znam Cie i nie chcę stawiać kategorycznych diagnoz- mylisz te pojęcia. Albo nie masz doświadczeń opartych o stan zakochania, lub precyzyjniej- stan kochania i poprzestajesz na kontaktach przyjacielsko- łóżkowych i mylnie definiujesz te kontakty jako miłość dwojga ludzi, albo też dokonałeś jakiegoś przedziwnego przewartościowania rzeczy, która opiera się na determinancie czysto biologicznej, czyli zazdrości seksualnej, czego przeskoczyć się nie da, lub jest to bardzo trudne.

        Seks bez miłości jest jak najbardziej możliwy i w takim układzie zazdrość może nie istnieć, nie ma w tym układzie miejsca na pojęcie zdrady. Ale jeśli jesteś w stałym związku z kobietą, która kochasz oprócz tego, że Jej pożądasz- wtedy, wierzę- świadomość, że sypia z innymi facetami nie powinna być i nie jest sprawą neutralną.

        Tyle. Poza tym wszystkim, na marginesie spraw, nie bardzo rozumiem co robisz w dyskusji o zdradzie? Skoro zdrada jest dla Ciebie pojęciem pozbawionym znaczenia, lub zgoła konceptem rzeczy nieistniejącej?. Przypominasz mi wegetarianina biorącego udział w dyskusji o stekach, lub głuchego udzielającego się na forum dla melomanów. Skoro zdrada nie istnieje, to znaczy, że nie ma dla Ciebie znaczenia, skoro tak jest, to nie ma o czym pisać. Oprócz może zaprezentowania postawy, którą nazywam od dawna pozą ,,kontrowersyjnego Kazimierza” Jestem tutaj, myślę inaczej, tworzę własne definicje i boo-ya!

        Sypiasz, jak rozumiem z kobietą, która sypia z innymi facetami, sam sypiając z innymi kobietami. I no i?

        Polubienie

  14. Przeczytałem z powyższego większość (nie wszystko przyznaje się bez bicia) i mam jedną refleksję… nie ważne jak – fizycznie czy emocjonalnie, nie ważne gdzie, kiedy, w afekcie czy nie, mężczyźni zdradzają bo się boją… Boją się tej cholernej rozmowy o uczuciach, o związku, o tych banalnych codziennych rzeczach, które im przeszkadzają, boja się rozwoju związku, bo co jak ona się dowie co mi po głowie chodzi?? Jak zareaguje? Czy powie: fajnie masz rację też o tym myślałam, czy może: o rany jesteś obleśny! z kim ja jestem!? Czy jest sens zmieniać ten już ugruntowany i „zaakceptowany” przez obie strony stan? Faceci to tchórze…

    Polubienie

  15. P. pisze:

    No wiesz? Takie stare dyskusje wykopywać na fb? ;P
    A już myślałem, że odzyskałaś formę i napisałaś coś nowego 🙂
    Pozdrawiam – uczestnik bitewki :>

    Polubienie

  16. Taki mój komentarz, na marginesie gorącej dyskusji….

    O wpadaniu… między pośladki…

    Nie wie dlaczego, ale przed oczami stanęła mi (sic!) Jagienka, która to rzekomo pośladami orzechy łupać potrafiła. I nagle wpadanie między poślady nabrało nowego, ekscytującego wyrazu…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s