Rozdziobały mnie kruki, wrony..

Wybiegłam na przerwie po żarełko. No tak, terapeuta nie robot, jeść musi. I tak sobie dobiegłam, well, no ok, doszłam dostojnym krokiem do najbliższego skrzyżowania, robiąc mentalną listę zakupów. Stoję na czerwonym i nagle, z głowy wyjść musiałam, bo wokół mnie Naszional Dżeografik ew. Dyskowery się rozgrywało. Tak, tak na środku pl. Konstytucji.

Na jezdni, trzy- a może czteropasmowej, na środku na zebrze, leżało truchełko jakiegoś ptaka, podejrzewam że gołębia. Takie trochę porozjeżdżane, ale z flaczkami się po pasach ciągnącymi. (Przepraszam z góry za graficzność, no ale to w końcu MatkaNatura zurbanizowana).  Samochody trochę najeżdżały, trochę nie. Ale o owo truchełko bitwa najprawdziwsza się rozgrywała. Dwie wrony i jeden kruk, a na chodniku, w pewnym oddaleniu, stado gołębi (pewnie już w żałobie, chcące ciało kumpla odzyskać).

Jaka to była walka! Nie dość, że między sobą się dziobały i pióra wyrywały, to jeszcze uniki między jadącymi automobilami czyniły. I jak już przykucnął jeden z drugą i się przeciągać zaczęły, to trzeba było życie swoje ratować przed nadjeżdżającymi autami. Co to za walka! Kierowcy zwalniali, żeby więcej trucheł nie było, albo żeby Się nie pochlapać. Klaksony w ruch poszły. Już jeden z drugim wali pięściami w kierownicę, albo łapki w geście „Co tak stoisz głupiutki Ty?” (domniemam) wyciąga. No i światło się zmieniło. Mamy zielone. I ptaszydła, też zielone wywęszyły. I rzuciły się na ciałko i na flaczki i na móżdżek i zaczęły je rozciągać po całej szerokości zeberki. My, piesi, nie za bardzo wiedzieliśmy co zrobić. Bo się straszno o 14.00 na pl. Konstytucji zrobiło. Co odważniejsi kołem dużym scenę obeszli. Inni wybrali, inne pasy po prostu. Ja stałam jak wryta.

Ptaszydła trzy, na trzy części ciałko rozerwały i każde powlokło swoją w trzy różne kierunki świata, z dala od samochodów. Tak, na chodniki. Wrona wylądowała u moich stóp. Nic sobie nie robiła z mojej obecności. (No dobra, wiem, nie ma zdjęcia, to się nie wydarzyło, ale byłam jak zahipnotyzowana, no ok, zostawiłam komórę w gabinecie, ech..). Rozdziobywała gołąbka w spokoju.

Odechciało mi się jeść. Po zakupy nie poszłam, bo mi dziurę emocjonalną w głowie ptaszydła zrobiły.

Kiedy ostatni raz, tak walczyłam o coś? Z taką determinacją? Z takim, życia praktycznie, poświęceniem? Na czym mi tak zależało? A jak mi się coś „nie chce” po człowieczemu, zrobić? Albo jak „eee, no to może jutro, albo od poniedziałku”? Albo że „opłaca mi się to?”. „Co będę z tego miała?”. A jak już mam cel, to tak się wysiłkuję, żeby go osiągnąć? Boszsz..

Ok, no wiem, niezłą voltę mózg mój zrobić musiał (wiem, dziwaczne, ale tak mój mózg ma..), ale pytań nie było końca.

Zawstydziły mnie, skubane (no pun intended). I lekcję w motywacji odebrałam srogą. Ptaszą.

Rewiduję przekonania.

Rozdziobały mnie kruki, wrony..

5 uwag do wpisu “Rozdziobały mnie kruki, wrony..

  1. transmentalna pisze:

    lekcja motywacji. dobre. chyba bym o tym nie pomyślała, albo nie tak od razu albo nie w tych kategoriach. mnie by się dziwnie zrobiło, ale z powodu tego rozszarpywanego gołębia. natura, wiem, naiwnie, wiem, ale mimo wszystko.

    Polubienie

  2. Dolcetta pisze:

    Też mi się zdarzyło to obserwować. Niesamowite. Nie powiem, że przyjemny widok, natomiast zadziwiająca walka bez troski o własne życie.
    Od dawna walczę „o coś”. I coraz bardziej się zastanawiam, czy jest w tym sens, czy może to już przyzwyczajenie, czy przypadkiem nie walczę sama ze sobą, bo po tak długim czasie „nie wypada” odpuścić. Czy mi zależy? Zależy, bardzo. Ale sił coraz mniej, i tego się boję.

    Polubienie

      1. Dolcetta pisze:

        Jakbym odpuściła – pustka i w ogóle coś niepojętego i tak zwane „życie się skończyło”. Z drugiej strony wolność, nowe możliwości, zaprzestanie ciągłego myślenia, zmęczenia i spokój po jakimś czasie. Ale niewykluczone, że również żal do siebie i nie tylko. Jakbym nie odpuściła – jedna wielka niewiadoma, bo różnie może być.
        Trzymam bo trzymam, ale boje się rozczarowania…

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s