Ex-, ja i social media

images

Kiedyś to było łatwo. Ludzie się rozstawali. Przestawali do siebie dzwonić. Najwyżej wpadło się gdzieś na Exa, albo Exę. Trochę przez moment kwadratowo, ale później już do przodu. Ale teraz z tymi mediami społecznościowymi oszaleć można!

Pół biedy jak polubownie. Ale jak ktoś od kogoś odchodzi, rzuca, to serce jednej strony krwawi i zaczyna się tango rozpamiętywania. I już byłoby może bliżej uleczenia, już może serce by tak juchą nie buchało, gdyby nie np. update exa na Facebooku, a jeszcze gorzej zdjęcie z jakąś nową love.

I tango od początku gra. I przyrzekasz sobie, że wykasujesz, zablokujesz i w ogóle wielkie „Won!” zastosujesz, kiedy człowiekiem w bardzo przecież delikatnym właśnie stanie jesteś i niestety ciekawość czysto masochistyczna wygrywa z rozsądkiem i radami mądrych ludzi. Które brzmią właśnie – bardzo rozsądnie:

„Męczyć się będziesz tylko. Rozstanie to rozstanie.”

„Oddychaj, a potem zrób dla siebie coś dobrego.”

„Kup sobie nowe buty. Zawsze pomaga.”

Inni, zaprawieni w bojach, optują za słodką zemstą podawaną w społecznościowych porcyjkach, jak kawałki zatrutego tortu: „Weź wrzuć zdjęcia z tego melanżu, najlepiej z jakimś superboyem, albo „samojebkę” tuż przed wyjściem na jakąś intelektualną imprezę. Albo focie z wyjazdu mocno koedukacyjnego na plaży, na basenie, przy barze”.

Jeszcze inni twierdzą, że posty z aśramu w Indiach, gdzie aktualnie przebywasz szukając siebie, będą dowodem na to, że na pewno się wznosisz ponad to co Ci on zrobił, albo ona, płeć przecież nie ma znaczenia.

Super. Rady zawsze pozostaną tym czym są, czyli kupą…śmieci, dla kogoś kto akurat jest w stanie bliskim psychotycznemu, bo tak boli i już. Odzywają się więc najgłębiej skrywane instynkty i z samobójczą ciekawością – bo to ty właśnie konasz w mękach, stając się superStalkerem, buszując po wszelkich możliwych portalach na których twój Ex gości, odkrywasz, co, gdzie i najgorsze z kim, robi. Każdy status, jak mały gwoździk w już i tak czołgającą się po żwirze samoocenę. Ale ty nie dajesz spokoju i dalej – może Instagram jeszcze Cię bardziej przekona, że cierpienie uszlachetnia. A już śledzenie nowej love, na pewno. Tia. Zapewne.

W życiu i w gabinecie doświadczam karuzeli płaczu, jęków i bólu codziennie właśnie przez cyberstalkowanie podawanych.

Social media rozstań nam nie ułatwiają. Ileż trzeba mieć samokontroli, żeby jednak nie zamienić się w Prześladowcę, który tak naprawdę prześladuje tylko siebie, zdzierając tylko zasychające strupki, gmera paluchem w ranach?

I po co?

Ex-, ja i social media

34 uwagi do wpisu “Ex-, ja i social media

      1. Anonim pisze:

        hmm.. samokontrola samokontrolą, ale ja myślę, że tu czasu dużo trzeba 🙂 jak sądzisz? żeby emocje opadły… i można było „demonom” stawić czoła 🙂

        Polubienie

  1. Anonim pisze:

    🙂 więc jeśli usunęłam go z grona znajomych, to dobry krok? ale podglądam przez znajomych znajomych… i jego obecną…to już nie dobrze… i co? więcej samokontroli? 🙂 bardzo się staram nad tym panować, bardzo 🙂 z uwielbieniem i ogromnym zaciekawieniem czytam to, co piszesz 🙂 wiele rzeczy odnajduję na tzw. „własnym podwórku” dzięki 🙂

    Polubienie

    1. 😀 to ja się kłaniam, zaszczycona..no i tak niestety, optuję za „ostrym cięciem i żadnych półśrodków, ale życie i emocje to wiadomo..inna historia, jeśli ze świadomością krzywdzenia siebie to hej, przyjdzie moment, kiedy się znudzi, bo życie wokół będzie doskonalsze niż jakiekolwiek cyberstalkowanie – obiecuję 😉

      Polubienie

      1. Anonim pisze:

        nie chodzi tak na prawdę o cyberstalkowanie czy jakoś tak 🙂 ale o kontakt w ogóle…chętnie bym go nie miała…i wtedy życie byłoby, jakże prostsze 🙂 ale jest dziecko…i tu jest problem…o! bo kontakt być musi…i to mi najbardziej ciąży…a niestety odszedł do innej…tej młodszej…w taki sposób…że nikomu nie życzę…ale to już inna bajka…

        Polubienie

  2. martini pisze:

    Ja swoich eks śledzę bardzo rzadko z czystej ciekawości, natomiast lubię mieć oko na eks mojego faceta, mam czasami wrażenie, że ona jeszcze coś do niego ma (rozstali się ponad 6 lat temu, bo notorycznie go zdradzała), więc lepiej wiedzieć co w trawie piszczy. Jeszcze norma czy już nadgorliwość? 😉 Dodam jedynie, że do mojego mężczyzny mam zaufanie 🙂

    Polubienie

      1. martini pisze:

        Faceta mego osobistego chyba odrobinę bawi ta moja…czujność 😉 Zwykł mawiać, że to cecha typowo „jajnicza”, ale wiem, ze skubany też bywa zazdrosny 😉 Poza tym obydwoje jesteśmy zdania, że ta odrobina zazdrości nie zaszkodzi, wręcz być powinna, tam, gdzie lowe obecne 🙂

        Polubienie

      1. martini pisze:

        W takim razie odbieram to jako oficjalne przyzwolenie na zwracanie się do Ciebie na „Ty” przy każdym następnym komentarzu, a zapewne takowe będą 😉 Dobrej nocy i „powera” do stawienia czoła poniedziałkowi 😉
        Marta

        Polubienie

  3. P. pisze:

    Tak to już niestety jest…

    Bycie w związku od strony hormonalnej jest trochę, jak posiadanie stałego dostępu do narkotyku. Gdy się rozstajemy z kimś to tak, jakbyśmy odstawiali narkotyk. I organizm musi się odtruć. Musi się oczyścić. Dlatego często odczuwamy nawet ból fizyczny, spadek formy itp. Organizm protestuje.

    Im częściej wracamy do wspomnień, oglądamy wspólne zdjęcia, czytamy listy, maile, sprawdzamy czy z bluzy, poduszki uleciał jej/jego zapach, tym okres odtrucia trwa dłużej.
    I tak, masz rację – media społecznościowe nie pomagają. Śledzenie ex w internecie jest jak przyjmowanie małych dawek. Nie spowodują, że poczujemy się lepiej, ale jakoś ciężko przestać.

    Ja miałem o tyle łatwiej, że czasie odtrucia moja ex nie miała konta na facebooku. Ostatnio je założyła i mamy ponad 20 wspólnych znajomych, więc od czasu do czasu na mojej tablicy pojawi się zdjęcie, które ktoś z nich zalajkował. Skłamię, jeśli powiem, że wogóle mnie to nie rusza, ale najgorszy etap mam już za sobą.

    Jest jeszcze jeden problem – dlaczego śledzimy konta ex.
    W angielskim nazywają to „Win the break-up”. Jeśli chcemy dokopać ex i wrzucamy fotki i wpisy, które mogą sugerować, że nasze życie jest teraz o niebo lepsze, to tak naprawdę strzelamy sobie w stopę. Bo to oznacza, że wciąż nam zależy.

    Nie ma łatwych środków.
    Po prostu trzeba odpuścić, rozliczyć się z przeszłością i zamknąć ten rozdział.
    Nie ma łatwej metody. Nie ma metody, która podaruje nam ból rozstania.
    Trzeba wiedzieć, dlaczego się to robi, co nam to dobrego da i co złego będzie w tym, jeśli nie odpuścimy.

    Polubienie

      1. Lolo pisze:

        Nowa, przerażająca jakość w kontaktach międzyludzkich, te media społecznościowe. Przyznam, ze jest to rzecz która budzi niepokój. Zwłaszcza w wykonaniu osobników o naturze lekko ekshibicjonistycznej. Gdzie jestem? Gdzie byłem? Gdzie będę? Z kim? Co mnie wkurzyło? Na co jestem chory? Co jadłem? Co piłem? Co na plecy założyłem? Co obejrzałem? Co oglądam? Co obejrzę?

        I tak dalej i tak dalej. To jest prowadzenie mikrobloga ze swojego na ogół nieodparcie nudnego życia.

        Zrozumiałem, że FB jest całkowicie pozbawiony sensu, kiedy wstałem rano i spojrzałem za okno. Śnieg pada, pomyślałem, bo padał w istocie. Ładny. Usiadłem do komputera. Spojrzałem na walla na FB:

        -Śnieg!
        -Śnieg?
        -Śnieg, kurde.
        -O kurde śnieg!
        -Ale śnieg pada.
        -Pierwszy śnieg!
        -Pada pada śnieg.
        -Woohoo! Śnieg!

        Od góry do dołu dziesiątki smutnych baranów zdecydowało się stworzyć wspólnotę na podstawie tego, co każdy z nich osobno zauważył przez okno. Widziałem i ja, ale bez chęci brania udziału w tej grupie zafascynowanej nie wiedzieć czemu rzeczą tak prozaiczną, choć estetyczną. A po co mię to?- pomyślałem. Co ja, w bunkrze jestem podziemnym? Okna nie mam? Mam, nawet umyte z grubsza, więc widzę. Zostanę więc przy oknie i popatrzę chwilę, zamiast wrzucać foty z tego, co każdy na żywo ma za oknem i lajkować, że śnieg…

        Rzadko zaglądam na FB, a jak zaglądam to z pewnym niesmakiem.

        Bo widzę tam dziewczyny, niegdyś ładne, które obecnie w stanie rozkuciudłania i zapuszczenia trzymają dumnie mało urodziwe noworodki o licach nieforemnych i bezmyślnych, o których inne podobne im dziewczyny piszą nieprzekonywająco i obłudnie, że śliczności…

        Bo widzę zdjęcia żarcia i picia z restauracyj i pubów, hoteli i turnusów, co uważam za grubiaństwo, że zamiast jeść jak człowiek, się robi sesje zdjęciowe kotletom i płynom w szklance…

        Bo bałagany domowe i niechlujne ciuchy, tłuste włosie, rozgrzebane wyra i nieumyte gary mnie atakują z obrazów domowych pieleszy…

        Bo łajno mnie obchodzi, że ktoś dostał kataru, tudzież żołądkowej grypy i kac go męczy…

        Bo się dowiaduję, że ktoś się zameldował w sklepie po bułkę z tłuszczem, potem u lekarza, potem przebiegł dwa kilometry pińcet dwadzieścia czy metry, a wieczorem siedzi w klubie z innymi ciećwierzami i pije longi…

        Bo kretyni infantylni mnie tagują na zdjęciach, które nie wiedziałem, że zrobiono…

        Bo durnie chcą świat ratować i afrykańskie dzieci karmić lajkami i cyfrowymi zdjęciami…

        Bo jakiś dupek nie znalazł lepszej metody zwymyślania byłej, niż na swoim wallu, że mu kontakty z bachorem utrudnia i sądem straszy…

        Bo nie można samemu zdecydować, jakie firany powiesić, co na zad włożyć i gdzie kawę wypić, bez konsylium powszechnego…

        I tak dalej i tak dalej. FB to jest rzecz publiczna, nie rozumiem więc po co umieszczać tam treści, które w realnym świecie nie trafiłyby do albumów rodzinnych?

        Mało ważne treści, mało ważnych ludzi, śmietnik, lub kloaka, czasem. A wielkie oko w niebie patrzy uważnie i notuje.

        Jeśli nie chcesz, żeby Cię śledzono, to się nie daj śledzić. Proste. Nie trzeba relacjonować wszystkiego, co się zdarzy i fotografować wszystkiego, co się zobaczy i dzielić się każdą myślą.

        Ładniej śnieg wygląda przez okno, niż na ekranie. Można nawet wyjść, łeb zadrzeć i gębę rozdziawić. Poczuć chłód i wilgoć.

        Polubienie

  4. P. pisze:

    Wg mnie problem ma śledzący a nie śledzony w sytuacji opisanej w artykule.
    Inna kwestia, jakie są intencje śledzonego – czy świadomie zamieszcza treści, żeby dopiec śledzonemu.

    Tak czy inaczej, jeśli ktoś żyje nie swoim życiem, a życiem innych to ma problem.

    Do różnych sytuacji, które opisał Lolo:

    1. Matki z dzieckiem – tu patrzę pobłażliwym okiem. Dumny rodzic chce się pochwalić swoim szczęściem z całym światem. Kiedyś chłop biegł przez wieś krzycząc, że mu się syn urodził i stawiał wszystkim w knajpie, a dziś wrzuca focię na fejsbunia.
    2. Wrzucanie zdjęć jedzenia: Jeśli doda w opisie przepis to jestem za. Jeśli robi fotkę żarcia w knajpie to mam to gdzieś 😉
    3. Kłótnie na fb w komentarzach. Tu się zgadzam. Żenada.
    4. Opisywanie swojego życia na zasadzie: zjadłem klopsa. Mam katar. Who cares?

    A gdzie widzę plusy na fb: ?

    1. Reklama działalności, firmy itp.
    2. Opcja tworzenia wydarzenia. To o wiele łatwiejsze niż dzwonienie do każdego z osobna albo odpowiadanie na pytania: kto będzie?
    3. Czasem fajne dyskusje na profilach tematycznych. Niestety często kończą się trolingiem i hejtami.

    Reszta za bardzo mnie nie interesuje.

    Polubienie

  5. P. pisze:

    Owszem, ale i tak uważam, że śledzący ma większy problem.
    Śledzony może sobie wrzucać co chce, nawet treści dokopujące śledzącemu, ale jak nie będzie śledzącego, to nie będzie problemu.
    Z resztą taki śledzony o złych intencjach najczęściej jest też śledzącym.

    Jednym zdaniem: Człowiek uzależniony od życia innych ma problem.

    Polubienie

  6. Czytając, coraz mocniej kiwałam głową.

    Dotyczy mnie to również, w obie strony.

    Z jednej, jestem stale świadoma, że Były jest w sieci i bardzo chętnie rzuci się na wszystko, co się w niej znajdzie na mój temat, żeby to potem jakoś przeciwko mnie wykorzystać. Choćby po to, żeby wiedzieć, gdzie mnie spotkać i narobić wstydu i żenady. Dlatego od samego początku istnienia na blogach, portalach itp. miałam zwiększoną czujność udzielania o sobie informacji, o zdjęciach już nie mówiąc.

    Z drugiej, tak jak piszesz, zdarza się chęć podpatrzenia, co się dzieje u kogoś, kto był kiedyś ważny. Samobiczowanie? Na pewno. I szczypta babskiej ciekawości. Jak on żyje? Z kim? Co robi? O, wygląda na niezbyt rozgarniętą, na pewno byłoby nam… Tfu, jakim „nam”, nie ma żadnych „nas”.

    Kiedyś przez przypadek znalazłam nazwisko, a przez to i profil Kogoś, kto był dla mnie ważny. Takie zauroczenie, nie związek. Zapomniałam o tym, zakopałam. I nagle jak strzała. I zaczęłam grzebać. I FB. I zdjęcia. I konstatacja ‚o matko, wciąż ma ten uśmiech’. Byłam zdumiona siłą emocji, nawet nie umiem do końca określić jakich. Ale były i to tak mocne, że przeżywałam kilka dni.

    Media wszelkie są tylko narzędziem. Co my z tym zrobimy, zależy od nas.

    PS. Komentarze Lolo pod tym wpisem są rewelacyjne, padłam 😀

    Polubienie

  7. Nawiązując do tych Exów to zrywałem z kimś jakieś 9 lat temu i nie miałem ochoty tego powtarzać z tego powodu międzyinnymi. Jest to niewątpliwie cięzkie uczucie straty, ale ono mija, pojawia się złość, ale to też mija i jak ktos mnie teraz pyta czemu jestem sam od dziewięciu lat to odpowiadam jednoznacznie że jedna blodynka złamała mi serce.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s