Jak wykastrować kobietę?

Bo mężczyznę wg Woodiego Allena tak: „ Wolę, abyś był moim przy­jacielem niż kochankiem”.

Zadumałam się chwilę i żeby nie przesadzić z tym topieniem się we własnych myślach, zadałam pytanie na Fejsuniu, na znakomitym (hyh) fanpejdżu tegoż bloga – i co? (Jak ja uwielbiam z Wami tam rozmawiać!!). Posypały się podpowiedzi i wiadomości na privie.

Ano okazuje się, wg opinii publicznej (i nie tylko), że prawie dokładnie tak samo – jednym, pojedynczo złożonym zdaniem, które brzmieć może ono różnie np:

Zrób coś, żeby twoja przyjaciółka zwróciła na mnie uwagę.

Lubię cię, jesteś mi jak siostra.

Nie jesteś w moim typie.

Kocham Cię, jak siostrę.

To takie wytchnienie – aseksualna relacja.

Udowadniasz mi, że przyjaźń między kobietą a mężczyzną może istnieć.

Zakochałem się. ” Dlaczego mi to mówisz” ” A komu mam powiedzieć? Jesteś moją przyjaciółką.

Piękne, nieprawdaż?

Prawdaż, jeśli czyta się niektóre z nich bez kontekstu. Tak – wolnostojąco. Bo cóż złego jest w miłości siostrzanej, w przyjaźni damsko – męskiej, w nieseksualizowaniu relacji??? No nic przecież.

Gorzej, kiedy kontekst sobie podepniemy pod te wiekopomne zdania. Bo tam ta jedna strona, w tym wypadku kobieta, pewnie kocha, albo przynajmniej bardzo jej zależy na danym osobniku, a tu dostaje kołek osikowy prosto w serce. Żeby tam w serce! Strzał prosto w łechtaczkę, wargi sromowe i waginę, tak mocny, że cycki również odpadły.

Jednym zdaniem pozbawione kobiecości, unieważnione, aseksualne. W relacji, która jest/ była ważna. Och, boli. Bardzo. Krew emocjonalna się leje i nie ma jak jej zatamować.

I co dalej?

Często się trwa w tym zawieszeniu, w nieodklejeniu, na granicy masochizmu, bo nie można nie. W relacji, która kiedyś uskrzydlała. A tu biedna „jużniekobieta” tępy skalpelek w rączki „oprawcy” sama wręczyła, a on jej te skrzydła umiejętnie odpiłował. Siedzi więc, patrzy na cząstki genitalne siebie i poplamione juchą skrzydła duszy i myśli, że już zawsze na zawsze tak będzie.

Ech, tak siebie nawzajem „kastrujemy”, z sił witalnych obrzezujemy, niespełnieniem się napełniamy. Bo to nie tylko mężczyźni nam, kobietom, my też, ofiary bezpenisowe gdzieś za sobą pewnie pozostawiłyśmy.

I myślę sobie, że potrzeba trochę serca, trochę uważności na siebie nawzajem, w szczególności w tych niewyrównanych relacjach.

Jeśli tak Pana Ego w sobie chcecie dopieścić, to nieładnie. Bo dźwięczy mi zdanie przez kumpla wypowiadane:

Karma to dziwka, zawsze musisz płacić

Może nie dziś. Może nie jutro. Ale trzeba będzie.

Ku rozwadze. Dla nas wszystkich. Czasem „wykastrowanych”, czasem „kastrujących”.

Favim.com-3802
art by Favim.com

Jak wykastrować kobietę?

14 uwag do wpisu “Jak wykastrować kobietę?

  1. Dłuższą refleksję napiszę później. Teraz, co przychodzi i do głowy to: „Jesteś bardzo fajna, miła, ładna, inteligentna…” i tu następuje jedno słówko, które skreśla wszystkie pozytywne określenia: „ALE…” Jak cios w serce, dosłownie.

    Polubienie

  2. popocatepetl pisze:

    Bardzo bardzo sie zgadzam z ALE.

    Z mojego doswiadczenia jeszcze, uslyszane po wyznaniu: „chciałbym ci powiedziec po prostu, ze nigdy nic, nie dawac ci nadziei. Ale wiesz dobrze ze kiedys cos bylo, a co bedzie – nie wiem. Nie moge nic obiecac”. TO dopiero wiesza w wiecznym zawieszeniu, oczekiwaniu jak wierny pies u nogi na skinienie pana. Bo przeciez czlowiek sam zbyt slaby, zeby uznac, ze czekac na sygnal i mozliwosc nie warto. I zostaje sie tak z uchylona furtka, i ani w jedna, ani w druga ruszyc sie nie da, „bo co jak jutro sie odezwie”…

    Kastrujaca tez mi sie zdarzylo byc. I tak sie zastanawiam – jak to zrobic inaczej? Jak odmowic, dac sygnal, ze nie ma wzajemnosci bez rujnowania i kastrowania. Jak NIE powiedziec „mozemy byc przyjaciolmi”, „jestes jak brat”, jednoczesnie nie pozwalajac przekroczyc pewnych granic (no, zdarzylo mi sie na to pozwolic i nic dobrego z tego nie ma, tylko poczucie winy u jednej strony, a zludna nadzieja z drugiej) i utrzymujac jasnosc zasad?

    Trudne.

    Polubienie

  3. Kastracja kobiety jest w tedy gdy nie może ona począć dziecka z mężczyzną. Myślę ze jest tak samo jak u nas, bo przecież wykastrowani nie możemy poczynać dzieci bo skąd niby bierzemy nasienie.

    Polubienie

  4. Ja kiedyś usłyszałam, że dla kogoś mieszczę się w kategorii ‚tylko przyjaciółka, bez żadnych możliwości czegoś więcej’. Siedziałam więc grzecznie w swojej przegródce i nie starałam się walczyć na takie dictum, cieszyłam się, że mogę być dobrą kumpelką i do tego się przyzwyczaiłam. Szokiem była sytuacja, gdy koleżanka z tej samej ‚kategorii’ nagle stała się dziewczyną kumpla. Pomyślałam, że trzeba było spróbować, ale nie chciałam się narzucać :/ No trudno, za to miałam dobrego kumpla nadal 🙂

    Inna znajomość ‚z lekkim podtekstem’ i wiadomość ‚ale miałem dziś fajny dzień, poznałem świetną dziewczynę’. Aua. Zakłuło.

    To prawda, nawet jeśli ma się złe doświadczenia, nie bardzo wiadomo, jak sobie radzić będąc drugą stroną. Czasem, gdy kogoś poznaję, po prostu staram się przemycić jak najszybciej informację, że jestem w związku, żeby nie było niedomówień. 🙂

    Polubienie

  5. Anna pisze:

    Najgorszą kastracją jest obojętność, niedostrzeganie, ignorowanie i branie za pewnik, szczególnie kiedy on zauważa i komplementuje inne.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s