Orgazm, orgazmik, orgazmiczunio

Popłakałam się. Ze śmiechu, na szczęście. Video Improv Everywhere, gdzie odgrywana jest pamiętna scena orgazmu z „Kiedy Harry poznał Sally”. Koniecznie całość!

Ale jak to u mnie bywa, refleksje mnie zalały, jak już łzy przetarłam.

Jak to jest z tym udawaniem orgazmu Drogie Panie, Drodzy Panowie?

Panie, w gabinecie, często się przyznają, że zdarza im się poudawać – „żeby było szybciej”, „żeby był spokój”, „żeby on się dobrze czuł”, „żeby się nie foczył”. W ogóle tych powodów udawactwa pojawia się sporo. Jedne bardziej wymyślne od drugich. I statystyki „amerykańskich badaczy” krzyczą – bo do aktorstwa przyznaje się od 60 do 80% badanych pań! Tsk, tsk…

Zasmucam się bardziej, kiedy wiem, że kobietka udaje, bo np. nigdy nie poczuła orgazmu, albo nie wie, co to jest (a może go przeżywać), albo boi się otworzyć na tyle przed partnerem, żeby pozwolić sobie na taką intymność. Myślę sobie o tym, bo tak jak mawiano, że orgazm, to taka la petit mort – mała śmierć, tak pięknie intensywny może być, to niezbędna jest własna przed sobą otwartość a do partnera zaufanie. Tak, by tę małą śmierć umieć w pełni przeżyć. I tak, tu dłuższe związki mają potencjał wygranej.

Swoją drogą, I mean, Lejdis!!! 80%?? Serio? A panowie, którzy w tych performansach artystycznych brali czynny udział, to co przepraszam? Rozumiem, zajęci sobą, wtopieni w moment, zafascynowani ogólną atmosferą sensualizmu. Jasne. Niezła ta gra aktorska musi odchodzić! Jakąś nagrodę dla najlepiej udawanego orgazmu trzeba by stworzyć!

(Ciekawe czy są statystyki panów, którzy sztuczne orgazmy wykryć zdołali…)

Po mojemu, i wedle ksiąg mądrych medyczno – seksuologicznych, to widać, słychać i czuć organoleptycznie. Pewnych zjawisk nie da się udawać i tyle. A uważnemu oku też takie artystowskie wybiegi od razu się ujawnią.

Ale pytanie – wiedzieć, że udaje, po co??? Przecież wszyscy są zadowoleni, nie? No niekoniecznie. Bo to może być, nie musi, jakimś światełkiem na czerwono migającym w związku, że coś nie styka, coś się psuje, albo poziom benzynki uczuć jest już na wyczerpaniu.

Po hamletowsku – udawać, czy nie udawać? Osąd w sercu niech się odbędzie.

PS. Jeśli musisz pytać, czy miała orgazm, to wiedz, że nie miała.

Orgazm, orgazmik, orgazmiczunio

23 uwagi do wpisu “Orgazm, orgazmik, orgazmiczunio

  1. peregrinopl pisze:

    odwiedziłem Katz Deli przy Houston St bo to jest już ikona ( „I’ll have what she’s having” ) :^)) … myślę, że mężczyżni wyczuwają za każdym razem na tak i na nie ale może bardzo chcą wierzyć, że partnerka się spełniła bo to jest przecież niebiański obraz.. przyznaję, że kiedy tak nie bywało czuje się pewien zawód mimo najlepszych chęci i zrozumienia :^) ..

    Polubienie

      1. peregrinopl pisze:

        myślę, że tak .. myślę, że jesteśmy wyczuleni na *wszelkie* sygnały także i te trudne do ‚zagrania’ .. a tak w ogóle to bardzo pragniemy dać partnerkom ten dar :^) …

        Polubienie

  2. P. pisze:

    A ja się pytam o przyczynę ?!

    Bo, sorry…
    Rozumiem, że zdarzają się tzw. „małżeńskie gwałty”. Facet wraca nayebany (słowo pijany byłoby tu eufemizmem) i bierze go na amory. Oddechem trawionej gorzały raczej nie rozgrzeje partnerki i nie nawilży jej groty miłości, więc ta, żeby zakończyć to „miłosne pożycie” doprowadzi jego i sfinguje scenę orgazmu. W takiej sytuacji nie mam zastrzeżeń, tylko szkoda mi tych kobiet, że brak im odwagi na zakończenie takiego związku.

    A drugi przypadek?
    Normalna, w 99% zdrowa relacja. Jest kolacja, pachnąca pościel i czuły partner być może trochę zbyt często pytający „czy Ci dobrze?”. Ok, ja rozumiem, że nie każdy rodzi się bogiem seksu. Facet może być szybkostrzałowcem, albo nie potrafi utrzymać rytmu, albo wydaje dziwne dźwięki. Nie wnikam. Ale jeśli coś jest nie tak droga niewiasto, to po prostu powiedz mu to. Jeśli będziesz udawać orgazm, a on to łyknie, to będzie chodził dumny i napuszony, bo jego technika jest nienaganna i ona przy każdym zbliżeniu dotyka palcem Boga.
    Czy naprawdę trzeba z tego powodu zmieniać faceta? A może by tak zmienić warunki gry.

    Nie chcę tu się bawić w jasnowidza i zgadywać ile z tych 60-80% dotyczy pierwszego, a ile drugiego przypadku. Zdaję też sobie sprawę, że istnieją kobiety, które mają zaburzenia, które może wyleczyć tylko specjalista. Ale w mojej opinii te liczby dałoby się zmniejszyć gdyby kobiety też wzięły odpowiedzialność za swoje orgazmy zamiast powtarzać schemat „Nie miałam orgazmu, bo był kiepskim kochankiem”, albo „nie dał mi orgazmu”. Orgazm to nie bombonierka. Zakładając, że facet nie jest impotentem, a jest po prostu niegramotny, to wskocz na górę, sama ustal kąt wejścia, tempo i częstotliwość.

    Naucz faceta, jak ma dać Ci orgazm i wszyscy będą szczęśliwi.

    Na koniec mały monolog na ten temat

    Polubienie

    1. @P wiesz, no różnie z tym uczeniem faceta – panie mogą myślec – obrazi się, pomysli, że jest kiepskim kochankiem, i dla „świetego spokoju” – nie robią nic..Albo same nie wiedzą, jak ten orgazm osiągnąc..ech, dużo, dużo zmiennych..ale komunikacja w parze, przede wszystkim nihil novi..

      Polubienie

      1. P. pisze:

        Ok, może mam zbyt uproszczone postrzeganie świata.
        Tj. nie posiadam jakiejś umiejętności, która by mi się przydała, to się jej uczę. Czytam, szukam, pytam specjalistów.
        Jak mi coś nie pasuje w związku, to mówię o tym żonie. Nie udaję, że jest ok, bo potem mogę mieć pretensje tylko do siebie, że nic z tym nie zrobiłem.

        Oczywiście na poziomie szczegółów jest dużo zmiennych. Kobieta może nie mieć orgazmu bo ma pochwicę, może mieć nawkładane do głowy mnóstwo bzdur, że to grzech itp.
        Ale zasadniczo problemem jest fakt, że wiele kobiet nie bierze odpowiedzialności za swój orgazm. Albo zrzuca ją na partnera, albo przyjmuje aktualny stan rzeczy za coś obiektywnie niezmiennego.
        A rozwiązania są proste: rozmowa z partnerem (jeśli to nie pomaga, bo to np. alkoholik, albo narcyz), zmiana partnera, wizyta u specjalisty.

        Na pewno udawanie nie jest rozwiązaniem i jeśli kobieta wybiera tą opcję, to i ponosi jej konsekwencje.

        Polubienie

  3. Lolo pisze:

    @P.

    Zacytujmy: ,,Czytam, szukam, pytam specjalistów.”

    Jakie czytam? Jakie pytam specjalistów? 😀 Równie dobrze mógłbys przeczytać o tym, jak sie pokonuje slalom alpejski, albo prowadzi samolot pasazerski. A potem co? Gips i kraksa na pasie… 🙂 To są rzeczy wyłącznie praktyczne, jak walka: obserwacja, adaptacja, reakcja. Albo jak tłumaczenie symultaniczne: zrozum i przełóż na bierząco.

    Pierwszym specjalistą od orgazmu Twojej kobiety jest Twoja kobieta i to jedyny specjalista z którym warto się konsultować, aby stać się drugim specjalistą od orgazmu Twojej kobiety.

    Można wymagac od kobiety, aby wzięła odpowiedzialność za swój orgazm, kiedy nie ma Cię w okolicy. Jeśli jesteś w okolicy, to musisz sie z Nią podzielić tą odpowiedzialnością 🙂

    Polubienie

  4. P. pisze:

    @Lolo

    „Jakie czytam? Jakie pytam specjalistów? 😀 Równie dobrze mógłbys przeczytać o tym, jak sie pokonuje slalom alpejski, albo prowadzi samolot pasazerski. A potem co? Gips i kraksa na pasie… 🙂 To są rzeczy wyłącznie praktyczne, jak walka: obserwacja, adaptacja, reakcja. Albo jak tłumaczenie symultaniczne: zrozum i przełóż na bierząco.

    Pierwszym specjalistą od orgazmu Twojej kobiety jest Twoja kobieta i to jedyny specjalista z którym warto się konsultować, aby stać się drugim specjalistą od orgazmu Twojej kobiety. ”

    Ok, jak najbardziej się zgadzam. Chodziło mi po prostu o szukanie odpowiedzi, a nie przyjęcie „tak musi być”. Szukanie specjalistów odnosiło się oczywiście do nauki od nich. Nie wsiądę za stery samolotu pasażerskiego bez wiedzy, bo czysta praktyka bez teorii i nauczyciela nic mi nie da.
    A pisząc to miałem na myśli zaburzenia. Jeśli np. jako facet miałbym problem z falstartami, to spokojnie można znaleźć książki i artykuły w necie o tym jak ćwiczyć mięśnie Kegla, jak panować nad oddechem, jak się rozluźniać itp. A potem oczywiście praktyka.

    Polubienie

  5. Hanna pisze:

    Ja jestem w tej grupie 80%,gdyby za moich czasów była edukacja seksualna to inaczej może to by wyglądało,chociaż teraz pomimo takiej dostępności wiedzy chyba niewiele się zmieniło.Ja tak sobie myślę,że kobiety kłamią też z tego powodu żeby nie wystawiać złego świadectwa swoim partnerom że są tacy do niczego,a to przecież jest inaczej.Za to jak ja reaguje to ja ponoszę pełną odpowiedzialność.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s