Odrzut

Gabinet nr 1. Ten mój ulubiony.

Siadam w czerwonym, opasłym fotelu uśmiechając się do Niego. Znamy się kilka lat. Z przerwami wieloma. Ale przecież znać się nie przestajemy.

– No zapytaj mnie, zapytaj.

Nasz rytuał.

– Co słychać?

– Dobrze, dziękuję. – natychmiast odpowiada frazesem. Przekrzywiam głowę, jak na tradycję przystało.

– Sprawdź meila.

– Teraz?? Umówiliśmy się przecież…

Przerywa mi w pół zdania – Sprawdź. Proszę.

Kręcę głową, jak jakaś ciotkaklotka nad tymi, omójboże, naruszonymi granicami, wieki temu wyznaczonymi. Sięgam po telefon. Jest mail z załączonym plikiem. W Excelu. Dzienniczek obsesji. Zapis kompulsji. Od poniedziałku do niedzieli. Potem znowu – od poniedziałku do niedzieli. Miesiąc po miesiącu. Tyleż razy umyte ręce. Tyleż razy zmieniona pościel. Tyleż razy uprana bielizna. Tyleż razy masturbacja. Tyleż razy poukładane kubki. Tyleż razy zamknięte i otwarte drzwi.

Dużo. I widzę wzorce, algorytmy niemalże. I tendencję w górę, w dziesiątki liczoną.

Jest źle. Bardzo. Tak bardzo, jak nigdy jeszcze nie było.

– Wiem. Wiem. Wiem. – szybko, szybko wystrzeliwuje wyrazy – Dlatego. Jestem. Jestem. Jestem.

– Co się stało… – jeszcze raz patrzę w tabelki, bo widać – 15 listopada?

– Obejrzyj. Tu. Tu. Tu. Pewnie widziałaś. Do końca. – wyciąga w pośpiechu najcieńszy tablet świata, ten mój FreakGeek – Proszę, wiem jaka była umowa. Ale nie umiem już mówić. Opowiedzieć. Za trudne. Trudno…

Oglądam… Do końca.

I już wiem. I gdzieś w końcu przez ściśnięte gardło mi się przedziera łamane – „Tak mi przykro”.

Zrywa się z kozetki. 3 kroki do przodu. Obrót. 3 kroki do tyłu. Coraz szybszy oddech. I tak. Łzy. I słowa: „Wiesz, że łzy mają różny skład chemiczny. Łzy smutku są różne od łez od cebuli, albo od rozpaczy, albo od nawilżenia…”.

Słucham jak wikipedii, bo On zna skład chemiczny każdej substancji wydzielanej przez ludzkie ciało – krew, łzy, pot, sperma..

– Stop!

Zatrzymuje się w połowie kroku, ale jeszcze go dokończy, bo musi, bo tak.

– Już. Już. Już. Wiesz.

Siada. Z tymi chemicznymi łzami na twarzy. Ech, niech płyną. Milczymy.

–  Tylko, że ja się nie odważyłem. Wiesz. Zapytać. Ona jest wyjątkowa, wiesz? Ech..tzn. była..nie, nie..jest..Nie..Była. Nie..poczekaj..yyyy…

– Wiem. Jest.

– Prawda? – rozpromienia się na milisekundę. – Ale ja….

I znowu cisza.

– Po co komu taki Odrzut jak ja? Z tym wszystkim, co mam..Jak mógłbym myśleć, że ja..Ja.. Ja? Poza normami. Poza tym wszystkim, czym jestem? Tym, co jest atrakcyjne, normalne. Wyjście z domu zabiera mi jakieś 3 godziny. A miejsca publiczne??Jak możemy iść do knajpy? Sex??? Nie mogę, teraz. Odrzut. Pierdolone zanieczyszczenie w tkance idealnie dysfunkcjonalnego społeczeństwa. Rak. Niepotrzebny. Nieważny. Do wycięcia, z nadzieją, że nie będzie przerzutów. Iza…. Jak można ze mną być?

Milczymy. Bo nie o odpowiedź przecież tu chodzi. Może o lęk najbardziej z ludzkich, ale tu, jeszcze bardziej prawdziwy. Jeszcze bardziej przerażający.

U FreakaGeeka i tych podobnych do Niego.

Kto pokocha Odrzuty?

Odrzut

10 uwag do wpisu “Odrzut

  1. a. pisze:

    Nie pamiętam czy był to Twój Styl, czy Zwierciadło czy inny miesięcznik. Czytałam w nim historię mężczyzny z OCD (liczenie kwadratów na chodniku etc.). Miał żonę, która była z nim… i w chorobie i gdy udało mu się żyć normalnie. To tak na zachętę…

    Polubienie

      1. a. pisze:

        wiem, sama jestem ‚taką’ trudnością.

        w artykule wcale nie był za heroiczny uznany fakt, że ktoś go kochał… raczej była to historia jego zmagania z chorobą i tego, że udało mu się poczuć inaczej, lepiej. być może właśnie też dzięki temu wsparciu…

        Polubienie

      1. Flow pisze:

        Widzę siebie w tych innych oczach, doskonale wiem kim jestem… I nie kocham siebie. Skorpion czasami zabija bez przyczyny… Taką ma naturę..

        Polubienie

  2. Flow pisze:

    Gwarancję? To człowiek, a nie czajnik.Dzieciństwo, a przeważnie jego brak, kiedy mając lat -ęć, -naście, życie zmusza do wyborów i obrania drogi, która w więszości wypadków kończy się równią pochyłą… A czym jest akceptacja? Pogodzeniem się z tym jakim się jest-innym niż inni ludzie. Czasami ta właśnie tak wychwalana „inność”, wywala człowieka z siebie, poza nawias społeczny, uczuciowy, prowadząc do świadomego lub nie samounicestwiena. Stado wypędza lub zabija osobniki, nie znające swolego miejsca… Ludzie są znacznie gorsi, bo z reguły doprowadzają do samobójstwa…Akceptacja. Z zaciśnętą dupą i zamkniętą gębą…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s