#jakżyć *

question-mark-on-road-image-via-flickr-milos-milosevic_100335083_m

*zamiast wstępu dodam, że przedstawiam tu pogląd subiektywny, nie prawdę psychologiczną objawioną, bo takich nie znam zbyt wiele

Jak żyć?

Takie krótkie pytanie. Tak obśmiane już. Myślę sobie, że każdy zna na nie swoją odpowiedź. A jak nie to podręczniki samopomocowe, programy treningowe, coachingowe, internety przepełnione stronkami prześcigającymi się w poradach pt. „100 najszybszych sposobów na to jak być najszczęśliwszą osobą, jaką znasz” na pewno taką radę – poradę, odpowiedź zaserwują. I ta najczęstsza to:

<werble>

– „żyć szczęśliwie, pełnią życia”.

Nie jestem jakoś specjalnie zaskoczona, no bo pewnie każdy, by chciał tak żyć, chyba. Ale tak się zastanawiam, jak definiujemy to szczęście dla siebie, pełnię życia??

Może kiedy zapełnimy tzw. „brak”-

– kiedy już znajdę tego jedynego (jeśli go nie ma, albo jest, ale jeszcze nie Ten)

– kiedy spełnią się moje fantazje seksualne (bo jeszcze pozostają fantazjami)

– kiedy będę mieć ……… zł na koncie (wpisać ratyfikującą poczucie szczęścia sumę)

– kiedy założę rodzinę (bo wszyscy mają, chcę i ja)

– kiedy będę miał pod sobą rząd dusz (albo miała – gender, gender)

– kiedy, kiedy, kiedy….

Upragnione „kiedyś” nadchodzi, a tu się okazuje, że nie do końca szczęśliwi jesteśmy. I co dalej??? Pojawia się następny „brak” i tak do końca żywota naszego. Amen.

Czyli jeśli bazujemy na braku, to jego zapełnienie nie przenosi nas automatycznie do Krainy Wiecznego Szczęścia? Na chwilę, później, well, różnie..

A co z tą „pełnią życia”?

Jak każda emo-nastolatka myślałam, że nie dożyję lat 25, bo przecież później już nie ma po co. Okazało się, że przeżyłam z nawiązkąąąąą i mam się coraz lepiej, no dobra, odczuwam momentami odciski wieku starczego (czyt. po 25 roku życia) ale ogólnie w emo – lata wrócić raczej bym nie chciała. „Too old to die young” – i bardzo dobrze.

Ale pełnia – czyli co tak naprawdę??

Taka rockandrollowa – sex, narkotyki i alko? Taka FOMO – „jestem wszędzie, bywam wszędzie, mam na to fotkę”? Taka podróżnicza – „świat mi stoi otworem, bynajmniej nie odbytniczym”? Pracowa – spełniam się (czyt.spalam) w mojej misjo-pracy?? A może egzystencjaln0- nihilistyczna – „żyję chwilą, jutra nie ma – carpe the fuck of that diem”? Albo ew. artystowska – „nie spocznę dopóki nie stworzę opus vitae”? Tyle opcji, ilu przedstawicieli rasy ludzkiej, a pewnie niedługo również cybernetycznej. Ech.

Myślę sobie, że to co te sposoby mają ze sobą wspólnego, to podążanie za dobrym samopoczuciem: „Czuję się dobrze = jestem szczęśliwa/y”. I w sumie nic złego w tym nie ma, tylko, że jest. (Tak, tak popaprani psychoterapeuci we wszystkim problem widzo).

Uciekamy od złych odczuć, wrażeń, emocji. Ku ciepełku, ku dobremu, ku „szczęśliwości” powierzchniowej. Bo mam wrażenie, że ta „pełnia” to raczej pozwolenie sobie na odczuwanie wszystkiego i doświadczanie wszystkiego w związku z tym odczuwaniem. Mam tezę, że nie jesteśmy w pełni odczuć „szczęścia”, jeśli ciągle uciekamy od tzw.”negatywnych” wrażeń. Tak jakbyśmy żyli połówką siebie. Widzieli świat jednym okiem. Tacy niepełni. Tacy zapętleni w pogoni za dobrym samopoczuciem obdzieramy się z pełni samoistnie. Żeby tylko nie czuć się źle. Nie czuć cierpienia, bólu, zazdrości, odrzucenia, nienawiści..

A przecież „wszystko przemija”. Wszystko. Nawet to, przed czym tak skutecznie uciec próbujemy.

PS1: Mój niegdysiejszy arcymądry narzeczony mawiał: „Jak od czegoś uciekamy, spychamy w podświadomość, to to coś, schodzi do piwnicy umysłu jak do siłowni i wyciska żelazo, a potem wraca z podwójną siłą, żeby nam dopierdolić”. Miał rację, której przyznać mu wtedy nie chciałam. No cóż.

PS2. Pozdrawiam moich hejterów – poużywajcie sobie – hyh, poczuję swoją pełnię człowieczeństwa. Namaste Darlings.

#jakżyć *

8 uwag do wpisu “#jakżyć *

  1. kapelusznica pisze:

    ‚wszystko co wypieramy bierze nas w posiadanie, wszystko co uznajemy, uwalnia nas’ jak to mawiał ów słynny terapeuta. do pełni potrzebna jest odwaga przeżycia swojego bólu i siła uniesienia autentycznego siebie. jakże prościej ludziom stosować afirmacyjny uśmiech w poranne lustro, zagłuszając wszystko co niewygodne. to taka selekcja siebie. troche się traci i oszukuje. a to, o czym sie tak uparcie milczy zżera od środka jak robal i kładzie się cieniem na każdej relacji, dobrej chwili, codziennym malym i wiekszym szczęsciu.
    przedni wpis, pozdrawiam 🙂

    Polubienie

  2. Laiczka pisze:

    ostatnio spytał mnie jakiś czas nie widziany znajomy, czy jestem szczęśliwa – zatchnęło mnie, zastopowało i odpowiedziałam, wiesz, szczęśliwa to może nie, ale zadowolona, na swoim miejscu, to chyba tak… i od tego czasu i przy okazji tego wpisu tak sobie myslę: jak żyć? 😉 czy w dążeniu do szczęścia własnego za wszelką cenę, w tym powodowania, że tak elegancko się wyrażę, braku komfortu u innych, czy też na poprzestawaniu na zadowoleniu właśnie i rezygnowaniu z „pełni” w imię utrzymywania status quo i tegoż komfortu własnie u innych…. nie mam podbudowy psychologicznej-teoretycznej, więc taki „laicki” głos 🙂

    Polubienie

    1. W takich pytaniach jest sama odpowiedź – bo patrzę na długofalowe konsekwencje, nie tylko co mnie „zadowoli” teraz, zaraz, na chwilę. Poza tym, NIE krzywdzenie siebie i innych leży ponad, moim subiektywnym bardzo zdaniem, dążeniem do szczęścia, pełni.

      Polubienie

      1. @tka pisze:

        prosta zależność: jeśli nie poznany negatywnych emocji, nie przeżyjemy bólu i smutku, nie uda się nam w pełni doświadczyć szczęścia jako przeciwwagi. skąd mam wiedzieć, że coś jest smaczne, jeśli wcześniej nie zjem czegoś, co mi kością w gardle staje?…

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s