Porozmawiajamy o (bez)Nadziei

Trudny temat, ta nadzieja, myślę sobie. Trudno mówić o niej i nie brzmieć patetycznie i nie otrzeć się ramieniem chociaż, o banał, i nie brzmieć jak odurzony substancją nielegalną Coelho.

Jak nie mówić o Niej religijnie, w triumwiracie z Wiarą i Miłością? Jak nie myśleć o tych chorych, którym pomogła zwyciężyć śmierć? Jak nie patrzeć z podziwem na tych, którzy dzięki niej wierzą w Wielkie Marzenia, i je spełniają? Jak nie podziwiać tych, którzy Nią napici, przeżywają jeszcze jeden dzień, walcząc z ciemnością, swoją i życia? Jak mam nie pamiętać Jej w oczach tych, którzy w pracy nad sobą swoje słabości zwyciężąją dzień po dniu, damn it? No jak? Przyznaję nie umiem.

Niesie nas, trzyma przy życiu.

Wstyd więc mówić o Jej ciemnej stronie. No nie wypada.

Ciemna strona, która pokazuje się tylko wtedy, kiedy tkwisz w jakiejś sytuacji, mając Nadzieję właśnie, że owa sytuacja się zmieni, że coś się zmieni, że ktoś się zmieni, a może, że Ty się zmienisz. Tak sobie stoisz i śnisz, sen, który nie ma korzeni w rzeczywistości (jak to sny). Gdzie wszystkie „znaki” na ziemi i nieboskłonie mówią, no, coś zupełnie innego niż Twój sen.

Tkwisz sobie w swoich starych schematach śniąc swój sen o świetlistej przyszłości. A rzeczywistość, fakty tak zwane, skamlą o miliseksundę Twojej uwagi: „Honey, tu i teraz, spójrz”..

No ale po co Ci fakty. Jest ta nadzieja przecież, że jednak może, w jakimś przypadku, cudzie może raczej, będzie w końcu „po Twojemu”.

Czepiasz się więc pazurami tej wizji, kłamstw raczej. A nadzieja rechocze ubawiona Twoją naiwnością i zakrywa oczy przepaską z cierpienia. No. Bo tak czekając na cud jakiś (zdarzają się, wiem..), czepiasz się nieprzeżytej jeszcze przyszłości, albo uparcie tkwisz w przeszłości, bo „wtedybyło tak dobrze”, ignorujesz to co jest napawdę, tu, przed Tobą.

Póki jest ta nadzieja, nie ma miejsca na zmianę. Na przejrzenie na oczy, te prawdziwe. Na przyznanie się przed sobą: „Nie, nie będzie inaczej na teraz. To jest naprawdę. Nic poza tym”. I pewnie nic innego nie będzie.

Jeśli chcesz zmiany, porzuć wszelką nadzieję, że będzie jakoś, ktoś będzie jakiś, coś będzie jakieś, i po prostu przyjrzyj się gdzie jesteś. Tak. Tu i Teraz.

Całkiem niedawno, tak się swojej nadziei/ beznadziei przyjrzałam. Gołym dupskiem świecące fakty mi się w swej pośladkowej okazałości okazały. I z pokorą musiałam tym półksiężycom przyznać rację – dopóki nie pochowam tej iluzjami nasiąkniętej nadziei, nie będzie zmiany, będę się tak oszukiwać do końca. Siebie pewnie. Bo nadzieja wieczna przecież, Ja nie, w moim biomięsie żyjąca.

Pogrzebałam cholerę w cierpieniu, łzach gorzkich i z połamanym na pierdyliard kawałków sercem.

Czy teraz jest mi lepiej? Nie. Ale już, w końcu wiem, że się nie oszukuję, nie żyję przez siebie stworzonymi kłamstwami, sfabrykowanymi iluzjami. Jestem, po prostu. Zbolała, zamroczona trwogą pt.”Co teraz będzie?”, utytłana po łokcie łzami z glutem z nosa. Ale jestem. Oddycham. Wolna.

Bo jak mawiał jeden z bohaterów mojego ukochanego/shame filmu:

 

tumblr_n2t1raFDUo1qza50no1_400

 

„It makes people crazy”..

 

Porozmawiajamy o (bez)Nadziei

6 uwag do wpisu “Porozmawiajamy o (bez)Nadziei

  1. W pewnym momencie nadzieja zamienia się, jak ładnie to określiłaś, w sfabrykowaną iluzję, fantazję, ułudę. Inny wymiar, w który się wchodzi jak w grę Second Life. Żeby nie żyć naprawdę, żeby nie cierpieć naprawdę, tylko paść się na łączce w tej alternatywnej rzeczywistości. Tak, to szkodliwe, gdy nie dostrzegamy tego co dookoła, zamykając się w naszym innym lepszym świecie. Gdy nie widzimy granicy między nadzieję a obsesją.

    Moja nadzieja na bycie z kimś była tak wielka, że niszczyła mi życie. Żyłam nią, każdego dnia szukając potwierdzeń, ze to będzie TEN dzień, gdy wszystko się spełni. Wiele tygodni tak zmarnowałam na czekaniu i tęsknocie za tym co było i co mogło się jeszcze zdarzyć. Mimo że rzeczywistość mówiła co innego. Jak mówił filozof, tym gorzej dla rzeczywistości…

    Polubienie

    1. No właśnie, ta opacznie rozumiana nadzieja niszczy, zabija, nie daje „oddechu” i wiary. Niepotrzebnie się wtedy koncentrujemy na przyszłości, oczekiwaniach, możliwych możliwościach..Nie tędy droga…

      Polubienie

  2. PIES pisze:

    a co jeżeli najsilniejszym, choć nie jedyny pozostałym uczuciem jest poczucie odpowiedzialności za jej los? Zostawić, niech się usamodzielni? Do ruszenia czegokolwiek, niekoniecznie świata, potrzebny jest punkt podparcia.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s