Jak chciałam popełnić e-samobójstwo

Kilku znajomych wymknęło się z Targowiska Próżności, o przepraszam, z Fejsbunia. Kilku innym nie podobały się moje posty (miały na pewno wiekopomne znaczenie), o czym nie omieszkali mi nadmienić. W radio komentowałam rodzaje aktywności w mediach społecznościowych i ich wpływ na nasz dobrostan. Czytałam badania o E-migrantach i Tubylcach sieciowych. W międzyczasie „obsługiwałam” swoje zwyczajowe profile, no i zaniedbywałam blogusia tegoż w efekcie.

Aż dostałam e-zadyszki. Autentycznie poczułam się zmęczona. Tak sobie chodziłam z decyzją, tak się powoli we mnie wykluwała. No i proszę – obwieściłam, najpierw tym, którzy w cyberprzestrzeni nie istnieją, albo tylko niszowo. „Odchodzę, rzucam, znikam, wylogowuję się, dezaktywuję! Wszystko!” – okrzyknęłam z dumą, czekając na aplauz, albo przynajmniej dobrotliwą akceptację licząc na wsparcie. Tia. Usłyszałam: „Ty???? Buahahaaha! Chciałbym to zobaczyć!”, „Przecież to część twojego życia, po cholerę chcesz sobie rękę odrąbać?”, „Ale z Instagramu też? To kto mi będzie serducha dawał?”. Ogólnie nieszczególnie.

Potem to samo już na profilu Próżnościowym – no powiedzmy, że reakcje były mieszane.

No ale decyzja to decyzja. Popełniam e-samobójstwo, zabieram swoją tożsamość online’ową i nie będę się już sobą dzielić!

Plan był obmyślony ze szczegółami – najpierw taki minidetoks, czyli nie wchodzenie na społecznościówki, a potem swobodne zamykanie profili, nikt już nie zauważy, że mnie nie ma.

Tia.

Czytam literaturę do jakiegoś zaburzenia psychologicznie niszowego i przypominam sobie, że przecież gdzieś badania najnowsze widziałam – tak, i owszem, nawet zalinkowałam – na Twitterze. Nie poddaje się, i szukam przez Wujka Google a potem przez Ciocię Wiki, z myślą, że może ktoś to znalazł i podrzucił. Nie. Namęczyłam się przeokrutnie, ale znalazłam. A wystarczyło tyko wejść i migusiem odszukać. No ale z twarzy cholewy nie będę robić..

Potem jakieś pytanie seksuologiczne miałam, więc chwytam za telefon i myślę, zadzwonię do M. na pewno będzie wiedzieć. I pewnie wie, ale ja się nie dowiem, bo nie mam do niej telefonu! Okazuje się, że nasza obszerna komunikacja i znajomość kilkuletnia opiera się na czacie FB. Wstydzę się trochę.

Przypomina mi się, że miałam iść na wernisaż, chyba dziś..Yyyy no i znowu, mój kalendarz na FB wie, a ja nie jestem pewna. Trzeba będzie gdzieś indziej te eventy wpisywać..

Już na samej wystawie twórczość mi przypomina coś co wcześniej widziałam (#pokolenieobrazka), odruchowo sięgam po Tumblera, bo tam sobie takie smakowite sztuki kąski składuję. No tak. Ale przecież nie mogę..Nigdy się nie dowiedziałam, do czego twórczość była podobna, a nawet inspirowana kim. Ych.

Gdzieś na mieście będąc włączam internet komórkowy, żeby rozkład tramwaju sprawdzić (banał) i zalewają mnie powiadomienia z różnych miejsc – sporo wiadomości nieprzeczytanych od znajomych i nieznajomych. Ważne. Ciekawe. Serce łąmiące niektóre. Ech. Potrzeba kontaktu.

Zaliczyłam jeszcze kilka takich wpadek w tym swoim „samobójstwie”. Zmęczyłam się jescze bardziej niż przed. Oczywiście, były plusy, uznałam, że z niektórych serwisów zrezygnuję (co uczyniłam – dwa już odpadły), bo nie wnoszą mi w życie nic konstruktywnego, więc won! Nad kolejnym się zastanawiam.

Te które zostają oczyszczam z rzeczy, ludzi, instytucji, stron których nie chcę już raczej oglądać – coś się jednak zmieniło.

Inaczej korzystam, większa uważność i koncentracja na zawartości, większa wybiórczość, tak poprzez szacunek dla swojej często przebodźcowanej głowy.

Ciekawy eksperyment na sobie popełniłam. Może nieprzemyślany do końca. Może następnym razem będzie lepiej. Tylko po co mi następny raz???

tumblr_ml1p5w4PlC1s3x1lno1_500

 

 

Jak chciałam popełnić e-samobójstwo

4 uwagi do wpisu “Jak chciałam popełnić e-samobójstwo

  1. Ja mam dość luźny stosunek do portali, nie mam konta na Twitterze, Tumblerze ani nie korzystam z Instagrama. Do FB przekonałam się późno i z oporem, rzadko pisuję, raczej traktuję to miejsce jako zamiennik GG. Przywiązana jestem do dwóch blogów.

    A raz na jakiś czas po prostu wyjeżdżam na wakacje i wtedy nie mam kontaktu nawet z pocztą. Detoksy są potrzebne 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s