Beksińscy. Portret cierpienia podwójny.

Grzebalkowska_Beksinscy_500pcx

 

Rzadko piszę o tym, co czytam, bo gdzieś wewnętrznie uważam, że czytanie o przeczytanym jest po prosu nudne dla czytacza, który nie przeczytał, a wtórne dla tego, który przeczytał. Ot co.

Jednak z tą książką postanowiłam zrobić wyjątek. Bo Beksiński Zdzisław. Bo ważny dla mnie pozostaje. Bo w końcu, może pozycja dotycząca relacji ojciec – syn.

Sporo osób pytało mnie o opinię. Ale też na pytanie „Co teraz czytasz?” na moją odpowiedź reagowało dość jednoznacznie: „Po co? Przecież wiadomo, że był pierdolnięty!”, „No co ty? Nie męczysz się? Przecież tam ciemność i zgrztanie zębów.”, „Eee tam, nie ma sensu sobie głowy syfem zarzucać”.

Wtedy w dialog nie wchodzę, no bo jak? Ale przeczytałam, nie powiem, że jednym tchem, bo trudno emocjonalnie mi się treści odbierało, i kilka przystanków musiałam zrobić, żeby oddech złapać. Trudna i mocna lektura.

Zadziwiona byłam rozmachem – bo to przecież przez kilka dekad przechodzimy, w tle dzieje się historia, polityczna i sztuki, zmieniają się systemy, trendy i przywódcy. Panorama czasów minionych, których jeszcze byłam świadkiem świadomym.

A na tle tych wszystkich przemian, oni, Beksińscy, bez wybielania, bez cenzury, bez zbędnego „upomnikowienia” (chylę czoło przed autorką). Tak jak żyli. Tacy byli.

Jedne z najciekawszych fragmentów, to te dotyczące inerpretacji dzieł Beksy – ilu patrzących, tyle zdań, a sam autor, skutecznie, przez lata swojej kariery, odżegnywał się od jakichkolwiek opinii i kierunków „patrzenia”. Z dystansem podchodził do swojej twórczości, co w książce jest bardzo wyraźne.

I tak jak dla wielu Beksiński „zwykłym popierdoleńcem” był, no bo „kto przy zdrowych zmysłach, takie szkarady tworzy”, tak dla mnie oswajał lęk podstawowy – lęk przed śmiercią. W jego pracach była, tak, nadzieja przemiany, zmiany. Od małego tak miałam, i nie mogłam, nie nauczyłam się na nie inaczej patrzyć. Ukrzyżujcie mnie.

Czytając jednak, nie mogłam się odseparować od tzw. „diagnostyki”. No bo tak – skrzywienie zawodowe podąża za mną, nawet w głąb tego co czytam. I co mogłam zobaczyć? No co – nerwica obsesyjno- kompulsywna, fobia społeczna, zaburzenia ze sfery autyzmu, może Asperger u Zdzisława Ojca? Depresja kliniczna, osobowość narcystyczna, dwubiegunówka, nierozwiązany kompleks Edypalny u Tomasza Syna? Może i są. Ale po co mi to.

Myślę sobie, ża tak łatwo przychodzi ocenianie i interpretacja pracy człowieka, poprzez pryzmat jego tzw. „zaburzeń”. Tak łatwiej, jak jakiś algorytm, jak heurystyka. Nie oddalamy się od osoby autora, nie potrafimy często spojrzeć co autor przekroczył, jakie granice w sobie, jakiej transgresji dokonał (tak jak u Kozieleckiego i Janion). Nie. Zamykamy się w sferze znaczeń tych najbardziej dostępnych, nie patrząc na to co autor, i Ojciec przez malarstwo, rzeźbę, fotografię i kolaże, i Syn przez audycję i pisanie w sobie przebył, przezwyciężył. Nie da się, w naszym często limitowanym zrozumieniu, uciec od biografii, od życia przeżytego. Osoba rozlewa się i definuję twórczość.

Ale może gdyby tak z dystansem, przebić się przez ból i cierpienie „codzienności” i spojrzeć świeżo, na to co jest przed nami – na dzieło, samo w sobie, na produkt ostateczny? Trochę wysiłku. Trochę empatii i współczucia dla tych, którzy nie boją się, tego co czujemy wszyscy pewnie, projektować na zewnątrz.

Przyznam, że kilka razy się popłakałam czytając, bo życie nie zawsze jest dziełem, takim jakim byśmy chcieli, żeby było.

Czytajcie i przeżywajcie. Warto.

 

 

 

Beksińscy. Portret cierpienia podwójny.

4 uwagi do wpisu “Beksińscy. Portret cierpienia podwójny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s