Wszyscy jesteśmy uzależnieni

Z Dżerzim (wym. „Dż-e-r-z-i) znamy się krótko. Zanim wszedł do gabinetu, długo wybierał herbatę, potem długo czekał na gotującą się wodę. Strategie zwlekania ma opracowane, sam później powiedział.

– Z czym przychodzisz? – jeszcze przez telefon poprosił, żebym mówiła do niego po imieniu.

– Tak od razu, prosto z mostu? – uniesione w zadziwieniu brwi.

– A od czego chciałbyś zacząć?

– Yyyy..no w sumie…jestem trochę jak u lekarza..

– Zależy. Myślisz, że jesteś chory?

(patrzy na mnie uważnie, przełyka ślinę, herbata nie pomaga) Nie wiem..nigdy nie myślałem, o sobie, że jestem chory chory, ale to raczej zależy od definicji choroby.

– I organu, jesteś u seksuologa.

– Taak..Fak, nie myślałem, że będzie tak trudno..Przepraszam…

– Nie ma za co zupełnie.

– Tak, no tak… No dobrze… Mam problem z erekcją… (spuszcza głowę i z całej siły trzyma się kubka).

Całej rozmowy, a później rozmów następnych oszczędzę, bo analizowanie stanu zdrowia fizycznego i poziomów testosteronu, tudzież stylu życia nie musi być dla innych tak fascynujące jak dla mnie. Przy czym dodam, że Dżerzi zdrowy jak koń wyścigowy.

Dżerzi opowiada o tym, jak była olimpiada szkolna w podstawówce, to on się z niej wycofał, prawie w ostatnim momencie. Jak wygrał konkurs geograficzny, to nie mógł uwierzyć i dopytywał, czy komisja się nie pomyliła, nie, więc uznał, że było mało startujących i dlatego wygrał. Poszedł do liceum, nie tego prestiżowego, tego którego chciał, tylko do słabego, bo wiedział, że tam sobie poradzi, no bo gdzie on, w tym dobrym. Studia, jak studia, niewiele pamięta, nie, że tyle melanżował, po prostu niewiele się działo, wolał grać w gry, sam, nie w jakieś MMOGi tylko on sam i komp, no może czasem w LOLa. Pracę wybrał taką jakąś, żeby była, bo ta co by chciał, to raczej nie będzie startował, bo tylko się rozczaruje.

– Powiesz mi co się wtedy stało? – pytam, bo na temat „tego incydentu” milczał, ciszą znaczącą.

– Kiedy? – odpowiada, chociaż doskonale widzę, że wie, o co pytam, wzdycha głęboko i po chwili jednak kontynuuje – Jak już mogłaś wywnioskować, moje stosunki z kobietami układały się różnie, były jakieś..w sensie kobiety, ale to raczej przypadkowo, często po alkoholu.. No i jest ona..

Długo milczymy. W ogóle z Dżerzim sporo milczymy, nie, że to źle, po prostu tak mamy z Dżerzim.

– Wiesz, ja się trochę w niej …. no nie wiem, no cholernie mi się podobała, nie tylko mnie. Byliśmy na tej imprezie razem, znaczy dużo osób było, i w ogóle nie piłem, bo się bałem, że palnę coś debilnego! I co? I jakoś zaczeliśmy rozmawiać, znaczy ona mówiła, więcej, że fajnie, że jestem taki miły, że nie jak inni. No i jakimś cudem szamańskim chyba, znaleźliśmy się u niej w domu. I mówiła mi, że już mnie obserwuje od pewnego czasu i że… Jezu, a mój mózg oczywiście cały czas tylko jedno: Nie spierdol tego, nie spierdol tego, nie spierdol tego. Jak przyszło co do czego, to już wiesz… Już nigdy nie dotknę kobiety…Na ręcznym będę jechał…

Nie trzeba tu wszechboga psychoterapii i cesarza seksuologii, żeby zobaczyć, że Dżerziego mózg uzależnił się od złego myślenia o Dżerzim. To ciągłe wycofywanie się, „usprawiedliwianie” sukcesów, deprecjacja umiejętności. I niektórzy mogliby pomyśleć – o! na łatwiznę idzie! Nie idzie. Nie potrafi inaczej, on, ciągle ten gorszy, ten nie radzący sobie, nie zasługujący. Ta głowa Dżerziego inaczej nie potrafi myśleć, hamuje go, tak, jedzie na ręcznym, hamulcu. Fakty interpretuje sobie na pohybel, wszędzie, nawet w łóżku, silniejsza ta głowa od penisa.

Myślę sobie, patrząc na w połowie zapisany ekran, że pewnie każdy z nas uzależniony jest od jakiegoś myślenia, czy o sobie, czy o świecie. Od myślenia, które nas krzywdzi. Czasem nie wiemy, że można myśleć inaczej, czuć inaczej, a bożebroń zachować się inaczej. I tak w tym uzależnieniu nieujawnionym trwamy, krzywdę za krzywdą sobie robiąc, wycofując się, nie próbując, odpuszczając kiedy jednak nie trzeba było odpuszczać.

Można inaczej.

I trzymaj kciuki za Dżerziego – bo idzie na randkę z Oną. Bo Ona się wcale nie wystraszyła, powiedziała, że zdarza się, i tak, Dżerzi nie uwierzył najpierw, pomyślał, że z litości pewnie idzie, ale potem powiedział, że spróbuje, że może rzeczywiście, nie z litości, tylko z sympatii, i że może te problemy z erekcją mogą się zdarzyć, jak ktoś tak sobie „w głowie napierdala”, cytuję, bo Dżerzi już przestaje, powoli.

Wszyscy jesteśmy uzależnieni

4 uwagi do wpisu “Wszyscy jesteśmy uzależnieni

  1. Ylamek pisze:

    Mhm….I tak kolejnych klientów Pani raczy portretować….?
    Że niby tego nie przeczytają…?
    I że niby ten lekko kąśliwy, lekko ironiczny ton ich nie dotknie…?

    I że generalnie ich wesprze w obnażeniu mechanizmów umysłu?

    No nie wiem…. nie wiem… Mam wątpliwość… Jest taka forma przekornej terapii, prowokatywnej…
    Ale też dosypywanie soli do rany…. zwykle nie pomaga…
    No chyba, że tym z innymi upodobaniami.
    Czy to Pani właśnie?
    Pod płaszczykiem terapeutki?

    Pal sześć czy Dżerzi to czyta. Czy to jego ksywka czy wymyślona.
    Ja bym chcętnie z dobrym seksuologiem porozmawiała… ale czy ironicznie?

    Czym jest ironia?
    Jaki to rodzaj nieobjętej siły?

    Mówię tak, bo sama jestem na etapie tropienia tej bestii.
    Albo cienia bestii.
    Bo ona, w moim doświadczeniu, raczej się przemyka, sieka jak błyskawica, ale mało jest cielesna.
    Co takiego tak bardzo chce się w Pani wyrazić?
    I czy dało by się to wyrazić wprost? Ująć w słowa?
    Żeby nie tak naokoło, literacko, lekko, ironicznie, z dystansem, czasem współczuciem pomieszanym z politowaniem?

    Wiem, wiem… Prawa rynku są nieubłagalne.
    Reklama musi mieć swoją siłę i trafny sposób dotarcia do odbiorców.
    A odbiorcy są łasi na ironię. Ironia to to. To to żądło, którym jak szabelką machamy.
    A co jest za tą zbroją?
    Zwykle media, reklama, felietony – nie pytają. Nie drążą.
    A bo nuż czytelnik musiałby się skontaktować ze swoimi uczuciami, ze strachem, bólem, niepewością, tęsknotą. Tak, tęsknotką… która u mnie wywołuje miękkość serca. Współczucie. Dla siebie, Dla innych.

    I tak jak wspomniałam, rozumiem i potrzebę rynku – rozreklamowania się blyskotwliwym, ironicznym felietonem, i rozumiem potrzebę odreagowania (sic!! „czy na pewno jestem w dobrym zawodzie, że na łamach odreagowuję?”), ale naprawdę martwię się … o siebie.
    Ja bym chciała skorzystać z sesji, serii sesji u seksuologa kobiety. Wyedukowanej, otawrtej, bystrej.
    I waham się…
    czy ona czuje.
    Czy potrafi mi współczuć… Poczuć jak to jest być mną i czuć przez chwilę, i rozumieć jak to może być.
    I czy tym swoim współ-odczuwaniem pomoże mi coś poczuć, coś zrozumieć?

    Chciałabym fachowca, ale z sercem. I też z innymi organami. 🙂 Na przykład seksualnymi. Z czuciem ciała, skóry i vaginy.

    Ale jak czutam tyle ironii, czasem się zastanawiam czy to nie jest też jad.
    Może to moja projekcja, powie Pani.
    Może.
    Może moja.
    Może jakaś nieuświadomiona siła w takiej kolektywnej nieświadomości.
    Jad wpuszczany, zapuszczany…. sączący się.

    Co by było antidotum?
    Odsłonięcie swojej skóry.

    Nie intelektu.

    Tak czuję.

    Lubię to

    1. Dziękuję za te słowa. To tylko jeden z wielu opisów mechanizmów na przykładzie ludzi z którymi rozmawiam, którzy pojawiają się w gabinecie. Ten wpis akurat jest w takim „tonie”, co ciekawe często mi zarzucano wcześniej że pokazuje zbyt dużo serca, czucia i współczucia. Teraz piszę z dystansem, co np. Dżerzi czytał przed publikacją i podał mi swoje uwagi, które zostały zaimplementowane. Nie dogodzę wszystkim, i w żadnym razie nie miałam tego zamiaru. Powstrzymałabym się od generowania opinii o pracy – mojej w tym wypadku, na podstawie jednego wpisu, może sięgnąć po inne? 🙂
      Co do reklamy, promocji, hyh, najlepiej prosperują blogi które omawiają mechanizmy i podają jasne, klarowne rozwiązania – są potrzebne, a jakże, 4 kroki do, 5 typów itp. Wybrałam inną formułę bo nie lubię tak pisać, a lubie pisać po prostu w taki sposób.
      Życzę Ci, żebyś znalazła dla siebie odpowiednią seksuolożkę, bo to ważne. Bardzo.
      A tu, na tym blogu, przeczytaj więcej a może zobaczysz, poczujesz, że za ironią czasem, dystansem do mechanizmów kozetkowych kryje się całkeim sporego rozmiaru serce i prawdziwy człowiek.
      Ale mówię, nie każdy każdemu.
      Pozdrawiam.

      Lubię to

  2. MM pisze:

    Według mnie Dżerzi jest użależniony, ale nie od „jakiegoś” myślenia, ale raczej od porno i masturbacji. Jak przestanie fapać, to problem z erekcją minie. Jakby chciał, to więcej info jest na http://nadopaminie.blogspot.de/ Można znaleźć na nim listy facetów z podobnym problemem, którym zaprzestanie jazdy na ręcznym bardzo pomógł.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s