Sex jest przereklamowany???

Jakiś czas temu uczestniczyłam w przepięknej kolacyij na przedmieściach Wawy. Było pyszne żarełko, wino z wyższej półki i oczywiście ludzie. 3 kobiety (w tym mła) + 2 mężczyzn. Panie znałam dobrze, panów w ogóle, co w sumie nie jest tak bardzo istotne, ale szczególara ze mnie, więc wspomnę o tym. Panie, kobiety piękne i świadome siebie i swojej seksualności. Panowie, no cóż, mężczyźni w pełnej krasie, bo rzeczywiście pan buk łaskawie obdarzył ich wszelkimi męskimi błogosławieństwami. Nie, nie widziałam penisów, tylko byli bardzo męscy po prostu, i w charakterze, i w wyglądzie.

Jemy, pijemy (z umiarem, serio!) i rozmowa się toczy. Ale cóż to za rozmowa! Och! O sztuce, o fotografii, o polityce (no niestety jak dla mnie..), o pracy, o życiu, panie, no i oczywiście gdzieś musiała w końcu zejść na temat seksu, bo przecież zawsze tak jest, nie? Jak już się okazało, że mam niespełnioną fantazję, o której oczywiście nie będę się rozpisywać, na razie przynajmniej, nadmienię tylko, że dotyczy ona Królewny Śnieżki (nie no, kiedyś to opiszę, bo boki zrywać..), to żeby odwrócić uwagę od siebie, bo zdecydowanie za długo była ona przywieszona na mnie, za czym nie przepadam, zadałam pytanie:

Jak najdłużej wytrzymaliście bez seksu?

Bez detali, darlings, bo przynajmniej 3 z nich czytuje mojegoż blogusia, ale rozpiętość była, no cóż, okazała. Od kilku tygodni, do..ykhm..kilku (dobrych) lat. Ależ się sobie dziwiliśmy! Ależ się tym ekstremom przyglądaliśmy! Ależ się refleksjami dzieliliśmy! Otwarcie, bez wstydu, bez żeny (przez „erzet”???). Tak, po prostu. I piękne to było. Bo rzadko tak po prostu otwartym można być. Wbrew lajstajlowi propagowanemu funkcjonować. Może gdzieś, przyznać się do swojej słabości. A może do siły właśnie? Do tego, że ten seks, taki piękny i hot, i spełniający tyle potrzeb przecież, może tak bardzo nie jest potrzebny do tego, żeby żyć, tylko w siebie zajrzeć? Bo może nie chcemy się rozdrabniać na grosze łannajtstendów? Bo może nawet w związku, nie musi go być, tak zawsze i na pewno? Bo może „friends with benefits” to nie jest opcja optymalna? Bo może w tym czasie, można zerknąć w Siebie, i dotknąć tego, co wcześniej seksem mordowane było?

Może.

Jako seksuolog, prawdy na marmurze wyskrobane mogę przytoczyć. Jako terapeuta par, boszsz muj, tyleż samo zgłosek złocistych napiszę. Ale jako praktyk, człowiek, cholera, no, kobieta, nie wiem. Bo oczywistością mogę polecieć, bo każdy swoim przypadkiem jest.

Nie wiem. Naprawdę.

Wsłuchać się w siebie i w swoje potrzeby. Banalne? Nie wiem.

Za to, „kolacyjnym” dziękuję! Bo dużo mnie Sobą nauczyli..

You know who You are! I love U!

images

Sex jest przereklamowany???

Venus w Berlinie – fotkowo

Ochrzan dostałam, że fotek nie było przy wczorajszym sprawozdaniu. Od razu się wytłumaczę – jako jedyna osoba na ziemi, nie mam smartfona, i aparatu foto również nie posiadam, ale dzięki Wszechświatowi i Dorotce Sakowskiej, mojej współpodróżniczce z Pussy Projekt (jak nie wiesz co to jest, to w te pędy wujka Gugla zatrudnic) fotki są. Oto wycinek targów!

Niewinnie wyglądające wejście do, no widac:

 

Tu spędziłam sporo czasu, bo też było najciekawiej:

 

To nie są narzędzia tortur, znaczy są, ale innego rodzaju…

 

To panowie konikowie..dla koneserów..

 

I z gwiazdami można bylo sobie fotki strzelac…

 

 

Te gorsety były po prostu piękne. Co prawda była też pani w samym tylko gorsecie i szpilkach, ale oszczędzę widoku, bo jeszcze mi blogusia zbanują…

 

 

Transformersi mnie urzekli pięknem kinky i wyobraźnią:

 

No i shibari, oooooch, było erotycznie bardzo, co prawda fotka odczucia nie pokaże, ale było naprawdę gorąco…Ufff…

 

 

A następnego dnia, na dokładkę, byłam jeszcze tu, hyh:

 

 

A na koniec, już z hotelu i po caaaałym dłuuuugim dniu, jednak dyskutując przez grubszą częśc nocy, wasz człowiek:

 

 

 

Venus w Berlinie – fotkowo

Venus w Berlinie

Na targach erotycznych byłam w pięknym mieście Berlinie. Tyle atrakcji i inspiracji, że na książkę psychologiczno-socjologiczno-pornograficzną by starczyło, ale się przecież kontrolowac muszę, więc tylko sprawozdanie będzie.

Pierwszy raz udało mi się uczestniczyc w targach na tak wielką skalę. Messe Berlin przywitało nas kilkusetosobowymi kolejkami, co spowodowało zrzędnięcie min natychmiast, ale przecież my w celach profesjonalnych przyjechaliśmy, więc na szczęście czekało na nas wejście VIP proffesional, bez kolejki. Po odebraniu passów, na których każdy z nas figurował pod nazwą czegoś co tylko przypominało pierwotne imię i nazwisko, ja np. byłam:

tak, tak, Izabelle Dziwgiel, no dobra, weszliśmy.

4 ogromne hale, setki wystawców, tłum niebywały. Ograniczę się do tych rzeczy, które najwyraźniej wbiły mi się w czaszkę:

– full size lalki w wersji męskiej i damskiej, których „skóra” jest bardziej ludzka w dotyku niż niejeden człowiek

– powóz, do którego w roli koni zaprzęgnięci są panowie, w pełnym skórzanym przebraniu z maskami i ogonami

– pan Pricasso malujący obrazy, jak sama nazwa wskazuje, penisem, tak, tak, na żywo widzieliśmy

– stoisko pt. Russian Hardcore Porn, które swoją estetyką przypominało stoiska na Stadionie jeszcze kiedyś Dziesięciolecia, teraz przechrzczonego na Basen Narodowy- zastanawialismy się, czy to zamierzone było, ale pewnie nie..

– Fetish Hall, w którym spędziłam dużo czasu, bo oglądac można było od masek jak w „Oczach Szeroko Zamkniętych”, przez wiązania i uprzęże dla wszystkich możliwych części ciała, bieliznę koronkową, lateksową, gumową i z materiałów nawet mi bliżej nieznanych, packi, pejcze, i inne pocieszne instrumenty BDSM, których przeznaczenie musiałam sobie wyobrazic, ekhm, aż po pokaz na żywo japońskiej sztuki bondage shibari, która był po prostu przepiękny i bardzo podniecający, co można było wyczuc w tłumie otaczającym scenę. W ogóle pokazów było co niemiara, ale trzeba było kilometry robic, żeby to ogarnąc, waaaarto.

– ogromną popularnością cieszyły się gwiazdy porno, które można pooglądac w akcji na różnych portalach. Tych profesjonalnych ale też amatorskich. Panie miały swoje stoiska, przy których rozdawały autografy i robiono sobie z nimi zdjęcia. Raczej nieubrane niż ubrane, czego nie trzeba dodawac. Przy każdym tłumy panów, którzy chcieli uwiecznic siebie z bohaterkami swoich mokrych snów i nie tylko. To robiło wrażenie, bo jak wytrwany obserwowacz życia się panom przyglądałam. Nie było tam nic z agresji, czy deprecjacji. Oni po prostu podchodzili do tych kobiet jak swoich bohaterek, z czcią i adoracją, i prawie nieśmiałością. Taką mam fantazję, żeby pogadac z tymi gwiazdami porno, bo straszliwie nabrałam ochcoty, żeby usłyszec co one mają do powiedzenia, jak one to odbierają, bo przy stoiskach specjalnie mówic nie musiały. No ale to następnym razem.

– najspokojniej było w strefie biznesowej, gdzie gawiedź nie miała wstepu. A siłą rzeczy tam właśnie spędziłam najwięcej czasu. Wsytawcy prezentowali świetnej jakości produkty, ale nie było nic, ku mojemu zdziwieniu, co by mi ciśnienie podniosło, że o jej! No wibratory, no dilda, no pierścienie i stymulatory dla panów, no nic szczególnie wymyślnego. Najfajniejszym stoiskiem był Woody – czyli drewniane dilda, przepięknie wykonane, jak małe dzieła sztuki, takich dla ekosex lubiących.

– liczyłam na jakieś nowinki technologiczne, z podłączeniem do mózgu, ze zdalną stymulacją, ale było tylko przaśne kino porno w 3D. Nie porwało, znudziło.

Oddzielną atrakcją targów są ludzie, którzy na nie przychodzą. Bo nie tak, że tylko przyzwoicie jak ja ubrani są, o nie, tutaj przebranie na przebraniu, które czasem polegało na nieubraniu. Tu głowa mi się dookoła kręciła. Bo to swoiste gwiazdki były, fotografowane z każdej strony. I sobie myślę, że to jest ten ich jeden dzień w roku, w którym mogą sobie pozwolic na odkrycie, hyh, swojego prawdziwego ja i ekshibicjonistycznych fantazji.

To hajlajty. Przebodźcowałam się zupełnie. Jakby mi ktoś wtedy sex kazał uprawiac, to nie wiem czy by mi nawet powieka zadrżała, kiedy bym powiedziała głośno i dobitnie – nie! Nie ma mowy.

Ogólnie było przaśnie i paździerzowo. Takie trochę umpa umpa seksualne, co w sumie z erotyką niewiele wspólnego miało. Bo okazuje się, że mam o wiele wyższe wymagania, ot co.

I teraz tylko podziękowac chciałam moim towarzyszom podróży, bo dzięki nim, ten wyjazd był jednym z najlepszych wyjazdów ever. EVER. W przyszłym roku – Japonia! 😉

Venus w Berlinie

Mój fetysz

 

Mały problem mam. Buty. Lubię. Bardzo. Za bardzo. (I teraz wiem, że częśc kobiet myśli sobie: „A można buty lubic za bardzo???”). No tak. Ale nie byle buty, jakieś tam mokasynki, balerinki czy inne oxfordki..No ja ubóstwiam, religijnie wręcz, obcas. No jakby był kościół taki, to bym tam obcas czciła 24/7  12/ 365 . I na tacę obcasa bym dawała. I dziesięcinę płaciła. I do spowiedzi chodziła („wyznaję, że wczoraj byłam w sandałkach, bo mi do stroju pasowały..wyznaję, że wczoraj w tampkach biegałam, bo zimno było… wyznaję, że 2 dni temu w Catach sobie pozwoliłam, bo na koncercie byłam itd.). Uffff..Jak alkoholik na odwyku odetchnęłam, bo się przyznałam. I nie jakiś tam pseudoobcas pod tytułem 1 cm. Tylko taki 10 – 12 cm. No wysoki. No mam „obcasję”. I już. I nie byłoby problemu. Chodzę sobie w takich. Bo mam ich yhm..kilka par..yhm.. No dobra, będzie babski typowo wpis, więc samców alfa proszę o wymeldowanie. I panie, co chodzą na płaskim też, bo się znudzą dokumentnie.

Mam na obcasie osiągi. I jakby olimpiadę obcasową zrobili, to bym w szranki stanęła. Oj, olimpijką bym była. I złoto bym zdobyła. No dobra, ewentualnie srebro. Niżej nie. Bo tak. Się pochwalę. Siedzenie w gabinecie w szpilkach się nie liczy, jak zgaduję. Każdy może siedziec i wyglądac. Ale ja jeszcze jak tak siedzę, to później mogę jeszcze kilometry zrobic. Na piechotkę, oł je! Jak mi się GPS wewnętrzny włączy to domu wracam (na obcasie) na piechotkę również. Żaden chodnik mi nie groźny. Ostatnie osiągi: Mokotów – stara Ochota. Dla niezwarszawy ludzi: może nie tak daleko, ale całkiem ;). Wcześniej, warsztaty stojąc 10 h ( z przerwami małymi) trzy dni bite mogłam ogarnąc. Na 12 cm. Mieszkając  i dzielnie pracując w zachodnich częściach Ojropy, śmigałam też tylko na obcasie, bo mogłam, hej! Ale za osobisty wyczyn uważam moją ucieczkę w dziesięciocentymetrówkach czerwonych w Bukareszcie, od pana bezdomnego, co mnie gonił, bo uważał, że mu psa zjadłam. Wiem, absurd gonił wtedy absurd. Ale tak było, więc olimpijką się nazywam, bo zasłużyłam, serio! Psa nie zjadłam, pan bezdomny okazał się byc schizofrenikiem z Czech, no ale do rzeczy..

A filozofia mi się objawiła całkiem niedawno. Miałam taki słabszy czas, ostanie kilka tygodni. No bywa. Z przyczyn różnych. Koleżanka z pracy, po kilku dniach stwierdziła, cytuję:”Izuś, co tobie, gdzie obcas? Gdzie sukienka? Co się z tobą dzieje? Wszystko ok?”. No nie było. Bo stałam przed nią w trampeczkach i dżinsikach. Nastepnego dnia wbiłam się w kieckę i obcas. I co? I moje życie się zmieniło! Sunęłam przez miasto jak Monika Belucci w Malenie (może to niezbyt dobre porównanie, bo gdzie ja a gdzie Monia), albo święta Marylin z „Some like it hot”. I czułam się zajebiście. Przecież mózgu sobie nie wyprałam, nic z zewnętrznych warunków sie nie zmieniło?  O co cho?

Rozkminiłam to dopiero później. Jak już podbiegłam do uciekającego tramwaju (tak, tak biegac też w szpileczkach potrafię), zmieniła mi sie perspektywa. Na trudności spojrzałam z innej wysokości. Problemy nie wydawały się już tak mnie uziemniające, kiedy szurałam trampeczkiem po chodniku. Ot, prościzna. I wiem, że obcas to mordęga dla kręgosłupa, i wiem, że lepiej miec kontakt z matką ziemią, bo energia i w ogóle. Taaaak! ale dla łapania perspektywy dla mnie obcas jest ideolo.

Drogie Panie (i niektórzy Panowie..)! Jak trzeba zmienic perspektywę, to prostą zmianą w wyglądzie można ją sobie zafundowac. Np. patrząc na świat z 12 cm wyżej niż bozia dała. Na zmianę spojrzenia pomaga, ale samą zmianą nie jest, a szkoda…

Następnym razem jak mnie zobaczycie na obcasie, to pewnie znak, że zmieniam cos w życiu, albo łapię dystans do siebie i świata, albo tak mi się chciało…

 

Mój fetysz