Jej Wysokość Miesiączka

Tytuł już odstraszył część czytaczy, więc spokojnie mogę pisac dalej dla wytrwałych i nie bojących się Tego słowa.

Rzeczywiście rzecz o miesiączce będzie.

2016, Wysokie Obcasy – okładka, która wywołała burzę medialną i dużo kontrowersji, same komentarze pod artykułami, bo się ich naroiło wtedy, pokazywały polaryzację opinii u samych kobiet. Jak zwykle, przy temacie dotykającym tabu.

b8d602369c3d53ae49371995e6637a2f640000

Krew miesięczna to wciąż tabu. Pisałam o tym wcześniej. Nie ma sensu się powtarzać.

Oglądałam komentarze, bo to jednak „głos ludu” w tym wypadku w większości kobiecego i jedno co przeważało w komentarzach to słowa o bólu takim, że tylko zastrzyki pomogą, immobilizacji i w ogóle „gdybym mogła już tego nigdy nie przeżywać, to byłoby git”. Nic dziwnego, w sumie. Wiem, bo znam organoleptycznie.

Sama marzyłam skrycie, żeby była jakaś publikacja, która by głęboko i prawdziwie podeszła do problemu – żeby w „te” dni chociaż lżej było.

I jest! Jest! Drogie Kobiety i od tematu zdala się trzymający Panowie!

sposob_na_bolesne_miesiaczki

Tak! Bardzo tak! I od razu od bólu do przyjemności!

Ok…przyznam, że tytuł mnie w ogóle nie zachwycił, bo boję się tych uproszczeń i standaryzowania rozwiązań ale „nie oceniaj książki po jej okładce” tudzież po tytule.

Usiadłam w przerwie między obowiązkami, przy zupie, żeby zacząć, obejrzeć rozdziały itp. I… już nie wstałam dopóki nie przeczytałam całej. Zupa wystygła. Obowiązki płakały w kącie zaniedbane.

Tak, ze spokojną duszą i macicą mogę powiedzieć, że to jest TO.

Autorki (które znam osobiście i cenię bardzo) dokonały rzeczy pięknej i potrzebnej.  Pokazały od prostej medycznej strony cały cykl miesięczny. Oczywiście nie poprzestając na tym, przedstawiły sposoby (praktyczne bardzo) na to, jak sobie radzić z bólem, ale nie tylko poprzez spożycie „2 ibupromy poproszę” ale na głębszym poziomie, zmiany swojego po pierwsze stylu bycia, a po drugie rozprawiania się z naszymi (również kulturowymi) skryptami które blokują naszą kobiecość i przyjemność.

Bo miesiączka wg autorek to klucz do kobiecości, do jej uznawania, poczucia siebie jako istoty seksualnej i funkcjonowania w relacji do swojego ciała przede wszystkim. Zaznajomienie się z ciałem, uważne przyglądanie się swoim stanom emocjonalnym, nie lekceważenie tego co ciało ” mówi” a czasem wręcz krzyczeć musi, bo inaczej nikt nie słyszy. Poprzez obserwację bólu, bycie dla siebie dobrą, dążenie a właściwie podążanie za przyjemnością w końcu. Doznaniami, które mogą być dla Ciebie dostępne, kiedy nie będziesz od nich uciekać, przyjemność, i dodam od siebie – ekstaza na pograniczu z mistyką.

Oszalałam?

Zakochałam się zupełnie, a zakochanym się takie wielkie słowa wybacza. Zakochałam się, bo czułam jakbym czytała swoje myśli i słowa, które w urywkach w rozmowach w gabinecie padają. I jak śmiała się jedna z moich klientek : „Czy ty znasz wszystkich cykle czy tylko mój??”. Słowa świadczyły tylko o tym, jaką wagę przywiązuję do „bycia w cyklu”, jak wływa on na nasz stan emocjonalny, jak „walczymy” ze sobą, żeby się „normalnie” czuć, jak zapominamy o cyrkularności doświadczenia. Ech. Tak. Zawsze, zawsze zwracam na to uwagę, od kiedy, kilka lat temu, uleczyłam swój ból i zaczęłam szanować cykl, tak jak piszą o tym Voca i Natalia.

Rozrzewniłam się i wzruszałam. Łzy do zupy wpadały (a potem się dziwi, że za słona), bo smutek (bo tyle Innych cierpienia) mi się z radością przeplatał.

Publicznie więc apeluję:

Kochana Kobieto! Jeśli masz przeczytać jedną książkę w tym roku, albo w następnym, to niech będzie ta. Ok? Zrób to z szacunku do siebie, bo na taki Ty i Twoje ciało zasługujecie!

Mała książka (160 str.) i na razie tylko w ebooku do kupienia tutaj pod choinkę, na urodziny, na pierwszy dzień okresu, na poniedziałek, albo wtorek, i w ogóle bez okazji, albo z okazji, że Ty to Ty i już.

ps. Jedyny prawdziwy zarzut jaki mam: DLACZEGO ONA JEST TAKA KRÓTKA???

pps. Nie, nie jest to post sponsorowany. Oh, wait! „Sponsorem niniejszego postu jest miesiączka, która domaga się twojej uwagi, ciepła i troski!”. Może być?

Jej Wysokość Miesiączka

Prawdziwy Mężczyzna

Odpalam Fejsbunia rano, a tam na wallu siedzi od przyjaciółeczki, co to dba o moje zdrowie psychiczne taki tam artykulik, a w nim same zdjęcia. I to jakie! Rzuciłam się więc od razu (czyli po 10 h) do klawiatury, bo muszę to dla potomności (czyt. dla siebie na długie wieczory zimowe) uwiecznić. Oto są, piękni Panowie!

The Sun sesję zdjęciową zrobiło, a potem już poszła lawina lajków, sharów, retweetów, reblogów i innych reprintów (w tym Queerty). Internety się w Panach rozmiłowały, i dobrze! Nareszcie –  z damskich, podeksyctowanych piersi się wyrwać chciało, ale zamilkło, bo oglądało! Panowie po lewej, odważni, bo wobec bogowo – herosowo- gladiatorskich ciał stanęli! Tych znanych, przez rzesze i reklamodawców uwielbianych. Oto efekt..

tumblr_msywbkjgpz1ql3ntoo9_1280

tumblr_msywbkjgpz1ql3ntoo7_1280

tumblr_msywbkjgpz1ql3ntoo3_1280

tumblr_msywbkjgpz1ql3ntoo5_1280

Piękni, nieprawdaż? Ci po lewej. Prawdziwi. Męscy jak cholera. Bo właśnie, autentyczni. Ci po prawej, no są, ok..Ale jakoś tak, jak w muzeum się czuję patrząc na nich – zbyt estetyczni, wymuskani w tej swojej seksualności, zbyt mało prawdziwi,  „uprasza się o niedotykanie”.

Jak się czuje facet patrząc na tych bogów olimpijskich? Nie wiem osobiście, ale jak wyraził to mój niedoszły narzeczony, komentując kampanię H&M z Beckhamem: „Facet ma nie być piękny, tylko charakterystyczny, a mięśnie ma mieć od pracy albo od uprawiania seksu”. No cóż. Pozamiatał. Ale trochę prawdy w tym było. Wiem też, bo tak się „powszechnie uważa” (cudowne stwierdzenie), że panowie z samooceną ciał swych problemów nie mają. Bujda to na kółkach bo jak już się z facetami porozmawia szczerze, ja mam taką sposobność zawodową (ale nie tylko), jak wiemy, to kompleks na kompleksie siedzi, i tak jak u kobiet często, zupełnie bez pokrycia w prawdzie, czyli w ciele narzekającego.

Panowie martwią się swoją wagą (za małą, albo za dużą). Za małą masą mięśniową. Za wzrost niski, za wzrost za wysoki. Za owłosienie lub jego brak. Brzuch kompleksem naczelnym bywa – ten z ciąży spożywczo- piwnej, tak, tak.. Nie wspomnę już o kompleksie małego Pana i Władcy, bo o tym drzewiej pisałam.

I co? I dobrze, że takich śmiałków Janów Kowalskich wobec herosów marketingowych pokazują, bo może wtedy Panowie spojrzycie na siebie, potem na nich i się okaże, że wcale nie jest tak źle. Jest dobrze, ba, nawet bardzo! Bo my kobiety, tak no, trochę tak głosem połowy ponad narodu przemówię – my Was uwielbiamy, takimi jakimi jesteście, z waszymi kompleksami, z łysinami, z brzuchami (tylko, ej..nie odpuszczać sobie przesadnie).

Jesteś seksowny, kiedy jesteś autentyczny, wstydu ciała w tobie nie ma, tylko używasz go do, no well, np. dawania nam przyjemności i brania jej z naszych ciał… mmmm… Nie musisz być ideałem, nie musisz się porównywać zbytnio, chociaż wiem, że w swej naturze Wojownika zawsze będziesz chciał być najlepszy. Jesteś – dla swojej kobiety, skoro Ciebie właśnie wybrała, i Ciebie kocha. Z mięśniami, czy bez.

Nie musisz sobie nic udowadniać.

Kompleksy nie są sexy.

Popatrzę sobie jeszcze na powyższe zdjęcia – takie jedno w szczególności..mniam… 😉

Prawdziwy Mężczyzna

Dove! You’re doing it wrong

Ostatnio na Fejsie video Dove zrobiło furorę. Udostępniane przez wielu moich znajomych i nie tylko. Skusiłam się na virala, w szczególności po dziesiątkach komentarzy, że to piękne, i że łzy, i że ważny przekaz, i że duszy dotyka. No ok. Oglądałam i włos mi się mój długi jeżył, bo..no właśnie.

 

W skrócie dla leniwych: Dove zaprosiło profesjonalnego rysownika z agencji rządowej, który na podstawie opisów tworzył obraz osoby opisującej siebie, a później drugi, na podstawie informacji od innych, którzy widzieli tę osobę. Portrety skrajnie się różniły. I osoby, no dobra, kobiety widząc swoje podobizny w obydwu wersjach, bardzo się wzruszały, widząc jak siebie postrzegają a jak postrzegają je inni. W oczach innych były o wiele atrakcyjniejsze. I morał Dove na koniec: „Jesteś piękniejsza niż myślisz”.

Piękne w swojej prostocie, nieprawdaż? O mało dałam się na to złapać. O mało bym powiedziała, „Och, no tak, oczywiście” i łzę wzruszenia uroniła. Ale żaróweczki mi się zaczęły zapalać, tak że mój mózg wyglądał jak choinka bożenarodzeniowa:

Żarówka #1: video robione było w Stanach, pewnie głównie dla amerykańskiej publiki, tak? To co z różnorodnością ras??? Z tym tyglem narodowości? Bo ja tam tej różnorodności to się dopatrzyłam może przez 10 sekund? Czyli co? „Białe” = „Piękne”?? Serio?

Żarówka #2: kobiety biorące udział w eksperymencie były ogólnie mówiąc, atrakcyjne obiektywnie. To co o sobie myślały, to inna historia oczywiście, ale tak na oko, fajne laski. Co to ma zakomunikować innym, mniej „obiektywnie” atrakcyjnym kobietom??

Żarówka #3: „brzydkimi” cechami, wynika z tego, że są: okrągła twarz, piegi, pełniejsza twarz, znamiona, tzw. „kurze łapki”, pieprzyki. No. A „ładne” to: szczupła twarz, wąska broda, krótki, mały nosek, błękitne oczy.. Czy to nie brzmi znajomo??? Stereotypem ewolucyjnym jedzie na kilometr i nikt o tym ani słowa?? Stereotypem „piękności”propagowanym przez media tak się podniecamy??? Halooooo?? Czy jest tam ktoś?? A co z kobietami, które akurat tych atrybutów nie mają, bo np. urodziły się w czarnej Afryce, albo w Ameryce Łacińskiej, albo na Samoa, albo w Polsce, tylko akurat są szatynkami, albo rudymi?? To one już mniej piękne??

Żarówka #4: proszę się przyjrzeć tym pięknym kobietom – po ile one mają lat??? Najstarsza może troszeczkę po 40. Starsze kobiety już nie są piękne, prawda?? No tak, o czym ja tu w ogóle gadam..Le Sigh..

Żarówka #5: Dove oskarżane było wcześniej o retuszowanie zdjęć modelek o pełniejszych kształtach, no ale o tym zapominamy przecież!

Żarówka #6: Oskarżenia poszły również o propagowanie rasizmu – środki do rozjaśniania skóry, jakby ciemna była fe..

Żarówka #7: I takie pieprzenie (przepraszam, uniosłam się) o „prawdziwym pięknie” i wzmacnianiu kobiecej siły wychodzi z ust marki, której właścicielem jest Unilever, który w swojej stajni ma również Axe, którego reklamy są, no dobra, trochę zabawne, ale arcyseksistowskie???? Przykładzik:

 

 

Hellooooł, again????

Żarówka#8: a to już mój faworyt- na końcu, jedna z uczestniczek mówi: „Powinnam być bardziej wdzięczna za moją naturalną urodę (prawda). Bo wpływa ona na moje wybory, na to jakich przyjaciół mam, na to jak traktuję swoje dzieci. Wpływa na wszystko. Uroda decyduje o naszym szczęściu”. Yesuuuuu! Że co???

Dziewczyno! Kobieto! Babeczko! Mam nadzieję, że nie wierzysz w te kłamstwa??? Jesteś więcej niż swoją urodą, lub jej tzw. brakiem, do cholery!

Błagam, bądźmy trochę bardziej krytyczni co do tego co nam internety serwują. Bzdury pod przykrywką „misji ulepszania świata”, a to przecież zwykła reklama marki. Ma robić pieniądz, a nie zrobi go, jeśli kobiety zaczną myśleć za siebie, i patrzeć na siebie bez filtrów stereotypów społecznych podsycanych przez koncerny. Jak nie będą utrwalać tych schematów myślenia, to kto kupi następne mydełko????

Nie lubię cię Dove.

Dove! You’re doing it wrong

Sextremistki Femenu

femenwomenpower

Przyznam się. Lubię akcje Femenu. Tak trochę nieśmiało się do tego przyznaję, ale gdzieś mi strasznie pasuje to co robią. Używając swoich ciał, pięknych i młodych, czyli tego co uprzedmiotowiane jest od zawsze, dziewczyny walczą z prostytucją, przemocą seksualną, turystyką seksualną i mocno sprzeciwiają się stereotypizacji patriarchalnej. Zajebiście, nie? Trochę miałam z tym problem, dopóki nie obejrzałam wywiadu z siostrami- założycielkami. Świadomością i motywacją zawstydzić mogą działaczy, ekhm, Młodzieży Wszechpolskiej na przykład. A to już coś!

Ostatnia międzynarodowa akcja z początku kwietnia przyniosła światowy rozgłos. „Topless Jihad” w imię ich tunezyjskiej działaczki Aminy Tyler, która publikując swoje topless zdjęcia na fejsie z napisem: „Moje ciało należy do mnie, to nie jest źródło czyjegokolwiek honoru”, naraziła się konserwatystom islamskim w jej ojczystym kraju, i teraz musi się ukrywać. Dziewczyny, w geście wsparcia, postanowiły pokazać cycki międzynarodowo – Szwecja, Włochy, Ukraina, Francja, Belgia. Działo się. Ostro.

(Zdjęcia dzięki The Atlantic ).

s_f03_0RTXY7YS

s_f04_0RTXY7Z8

s_f15_65342447

s_f22_0RTXY7ZP

s_f26_65431514

s_f30_65431623

A tak było w Warszawie. Zimno było. No cóż.

z13680877AA,Protest-Femen-pod-ambasada-Tunezji-w-Warszawie

Jestem ogólnie pokojowo nastawioną osobą, bardzo. I takie akcje nie dla mnie pewnie. Ale nie można dziewczynom odebrać odwagi i jaj, w tym kontekście, jajników w walce o dobro sprawy. Bo z patriarchatem i moralnością postreligijną z każdego systemu pochodzącą, rozprawić się musimy, wcześniej czy później, by dać miejsce nowemu systemowi wartości, bardziej pasującemu do nowej rzeczywistości.

Poza tym, że moje cycki mają trochę więcej lat, niż u dziewczyn na zdjęciach, to podziwiam mimo różnic generacyjnych. Tylko nie wiem, czy to militarne podejście to na pewno to czego świat potrzebuje. Ech, no.. Ambiwalencja mnie zjada.

Ale i tak sutki trzymam za dziewczyny! Femen Rocks!

Sextremistki Femenu

Moja Krew

Gabinet. I kozetka.

Ona siedzi. Taka śliczna. Taka spłoszona. Nie patrzy na mnie, bo jak. Przecież o waginach, łechtaczkach i dotyku rozmawiamy. I o niej, o krwi, o miesiączce..

„Jak dojrzewałam, to mama mi mówiła, że nie moge się wtedy myĆ, bo nie można. I zawsze śmierdziałam. Tak, śmierdziałam. No ale kogo miałam słuchac?? Teraz już wiem..Ale i tak, myślę, że jestem wtedy brudna. Niedotykalna. Trochę nawet nie umiem się myc. No bo..yghhh..obrzydliwe..jestem wtedy obrzydliwa.. Wszyscy tak myślą, prawda? Mój kolega mówił, że kobiety mają wtedy niebieską wydzielinę, że to nie jest..no wie pani..krew..Ja się co miesiąc czuję jak zarzynana świnia..z tym syfem..”.

Oddech mi ucieka. Jak świnia???

Miesiączka. Okres. Ciotka. Czerwona Caryca. Purpurowa hrabina. Ona. Ta oznaka cyrkularnej kobiecej seksualności. Ta kobiecośc celebrująca narodziny nowego.

I. Ten ból. Te skurcze. Ten pi-em-es. Te wahania hormonów. Ten szał nastroju. Przed, w trakcie i po. Hyh.

Ja. Kobieta. Śmierdząca. Nieczysta. Wygnana. Niedotykalna.

Ja. Krwawiąca. Ja. W moim cyklu kobiecym odradzająca się. Ja. W łonie nosząca obietnicę życia i je wykorzystująca, albo nie. Bo nie muszę, ale mogę.

Jak to było?? „Co to za marynarz, co Czerwonego Morza nie przeplynął?”. No tak..

Tabu. O krwi miesięcznej nie mówimy. O kubeczkach menstruacyjnych, tamponach, podpaskach nie mówimy. Nie! Przemycamy po cichu. W rękawie, w kieszeni. Bo wstyd? Bo syf? Bo smród?

Przesiąkłam? Obracamy głowę jak w „Egzorcyście”, żeby ślady krwi dojrzec. Żeby tylko nie było widac.

A właśnie, że mówmy! Nie byłoby krwi, nie byłoby mnie i Ciebie. I co Ty na to?

Ona powiedziała. Po swojemu – Emma Arvida Bystrom (fotosy- thank you Vice). Celebrowac. Każdego Tego dnia. To życie. Siebie. Swoje święte ciała. Cud cudów. Życie dające. Cierpiące, niestety. Ale piękne.

Pamiętasz jak dostałaś swojej pierwszej miesiączki? Pamiętasz swój zapach? Widzisz różnicę w kolorze krwi w zależności od dnia? Pamiętasz sex, kiedy krwawiłaś? Przypominasz sobie, jak niepowtarzalne to było? A kiedy Siebie kochałaś, z unurzanymi w sobie, we krwi palcami? Pamiętasz? I tę delikatnośc siebie znasz? Kiedy czujesz więcej niż zwykle, bo jesteś, well, otwartą raną, kwiatem, perfekcją doznań? Piękna. Nie. Boska jesteś wtedy. Ale zapominasz o tym. Bezwstydnie pamiętaj..następnym razem.. Świętą krew. Siebie.

0ad2604575a7b65030587bf77b548511

cc829a192ab3fbb8c12ad32bf480d818

72a7a4ae3e7a0f0a00d881d7c362b509

0dc4674c760298476734a701b5e1e091

f07a2f3aed386b051e806ba6486c1668

f5d1491df20329c1cf97458648b1e66b

f37138b9c9e239721c4566c84f429a33

Moja Krew

Bajka

imagesCA2RVE2D

Za siedmioma wieżowcami, za siedmioma supermarketami, w wieży kilkupiętrowej z postrealizmu pogierkowskiego, mieszkała piękna Księżniczka. Miała marzenia spełnienia zawodowego, pasje różne, ale jej głównym celem życiowym, tak jak każdej księżniczki w tym społeczeństwie wg reguł Poprawnego Zachowania, było znalezienie księcia.

Księżniczka przyjaźniła się z innymi księżniczkami, które podobnie jak ona, cel swój życiowy wypełnic musiały. I próbowały. No uciechy z tego co niemiara było, bo przygód a przygód, każda z nich przeżywała mnóstwo. Np. jedna pocałowała ropucha, bo wg starych legend, on przemienic się w idealnego księcia miał, ale okazało się, że wcale się nie zmienił, tylko wykicał z jej wieży nad ranem, skrzecząc, że zadzwoni. Albo kiedy dobrze-rokujący książe, co to serenady przymiotników onlajnowo wyśpiewywał u innej, okazał się w pożyciu codziennym Księciem Pustaków raczej.

No ale były też inne, które na pewne ustępstwa w życiu poszły, żeby cel osiągnąc. Słyszała od jednej, że ta zrezygnowała ze swojej kariery, żeby swojego księcia w jego pracy wspierac, i chyba dobrze jej z tym było, nie idealnie, ale dobrze.

Jeszcze inna zgadza się na bycie z księciem, który z inną księżniczką jest związany, i wcale nie zamierza od niej odejśc, bo taki układ mu pasuje, ale ona biedna tego nie wie, i się oszukuje i tak trwa, zakochana niestety, łudząca się.

Inna, złamała system, bo odkryła, że raczej inne księżniczki ją interesują, i żyje z jedną, w tym dziwnym państwie, gdzie nie ma prawo-prawnie tych związków byc.

A już zupełnie kuriozalnym przypadkiem była inna, która przeglądając się w Zwierciadle Norm Społecznych, główką królewską pokręciła i ze stanowczym „Pierdolę to!” tiarą w zimne szkło rzuciła i poszła swoją drogą, na wieczny ostracyzm społeczny się narażając, ale mając go głęboko w swojej imperatorskiej pupie.

„Ach – wzdycha Księżniczka – jakie to wszystko trudne i skomplikowane”. Ale z celu nie rezygnuje, bo nie może.

Lata płyną. Księciowie na rumakach pod wieżę podjeżdżają. Jedni zostają na dłużej, żeby z Księżniczką obcowac. Inni, tak tylko na chwilę życiową wpadają i odchodzą, no bo tak. Uroda trochę szarzeje, włosy błysk swój tracą, metabolizm się spowalnia.

Księżniczka w Zwierciadle Norm Społecznych się przegląda i wie, że sprawy nie mają się najlepiej. Czas ucieka. Na rynku coraz mniej Książąt Dostępnych. Zaczyna się rozglądac na Wtórnym Rynku Matrymonialnym o wdzięcznej nazwie „Księciowie z Odzysku”, ale tam też nie za wesoło, na okazje trzeba polowac, bo rodzynki się zdarzają, ale do polowań Księżniczka siły nie ma. I nagle zauważa, „A cóż to??”, że w swojej wieży sama już nie jest.

Mianowicie zamieszkała z nią niepostrzeżenie Desperacja. Gdzieś, jakoś się wzięła wylęgła i w cieniu Księżniczki się rozgościła, włócząc się za nią krok w krok. I kiedy tylko Księżniczka w Zwierciadle się przegląda, albo tylko zerknie zazdrośnie na inne pary królewskie, ta już jej do ucha szepce „Oj, kochana, źle jest. Chyba już twój termin przydatności minął. Chyba trochę niedorozwinięta społecznie jesteś. No i nieprzydatna, bo kiedy chcesz małe książątka miec?? Jak już siwe włosy ci wypadną? Co z ciebie za nieużytek!!”. I im więcej szepce a Księżniczka słucha i reguły Poprawnego Zachowania społecznego czyta, tym desperacja strachem się zażerając, tyje i już na dobre u Księżniczki się rozgaszcza, i cień i serce i myśli anektując.

Biedna, chcąc nie chcąc, żeby takim wyrzutkiem społecznym się nie stac, myśli sobie: „Ok, następny, który mnie zechce, będzie mój, i już!”.

No i napatacza się książe, księciunio, taki trochę nie za bardzo w guście Księżniczki, taki trochę nieksiążęcy nawet, ale przecież wybrzydzac nie ma co. Bierze go więc, szczęśliwa, że może się w Zwierciadle Norm Społecznych już bez strachu przeglądac. Niektórzy się dziwią, że taki egzemplarz sobie wybrała, no ale to w końcu nie oni spac z nim będą, więc wara!

I tak żyli długo i szczęśliwie.

Na pewno?

Bajka

Nie wiesz, jak to jest..

Przez lata udaje mi się omijac placówki NFZ, i zawodowo, i chorobowo. Tak jest. No ale trafiło się, by zakończyc pewien ważny etap życia, dopiąc sprawę, musiałam uczestniczyc aktywnie w stażu seskuologicznym. Dwa tygodnie tańca chocholego z zaburzeniami, z którymi pracuję na codzień, czyli jakieś zaburzenia erekcji, pochwice, dyspareunie, zaburzenia popędu, normalka. Ale w klinice ma się do czynienia również z pedofilami, kazirodcami, gwałcicielami i innymi przestępcami na tle seksualnym. Przegląda się akta spraw, czasem wielotomowe, opiniuje i uczestniczy w badaniach.

I tak to do badania się przygotowywaliśmy (stażystów sztuk 3). Pan oskarżony o gwałt. Czytamy zeznania i świadków i oskarżonego i ofiary. Jest nawet transkrypcja z filmiku telefonem robionego z samego aktu gwałtu. Bez szczegółów tutaj. Siedzę i czytam między kanapką a kolejną kawką. I tak jakoś, im więcej czytam, tym mniej jasna i jednoznaczna sprawa jest.

Ja:”No to jak w końcu? To gwałt, czy nie gwałt? No bo przesłanki są..”

Koleżanka stażystka nr 1: „No co ty! Przemoc była! Siłą ją do tego parku zaprowadził”

Koleżanka stażystka nr2: „No ale się nie wyrywała, jak ją tak prowadził, a ludzie ich mijali!”

Ja: „No tak, ale może się bała, bo to wielki chłop przecież.”

K. nr1: „No właśnie, a jak ją jeszcze inaczej jakoś zastraszył? Ona podcięta trochę była..”

K. nr2: „Eee tam, mogła jakoś zareagowac, cokolwiek, przecież przez miasto szli!”

Ja: „No małe miasteczko, późna pora, nie wiadomo czego można się po ludziach spodziewac. A jakby tak nie pomogli, tylko obśmiali? Albo zignorowali?”

K. nr2: „No daj spokój, ludzie chyba bardziej wrażliwi w małym miasteczku niż tu, na pewno by coś zrobili! Ale jak ona nic nie zrobiła i jak potulny pudel szła..”.

Trochę się zagotowało. Trochę się merytorycznie do gardeł sobie rzuciłyśmy. Ale kwestia poszła w niepamięc, bo opinia do sprawy oskarżenia o pedofilię sama się nie napisze, ech.

W kolejny poniedziałek stażu, K2 mnie łapie, jak hipnotyzuję automat do kawy, żeby mi czekoladę gorącą zrobił na osłodę. „Iza, Iza, muszę Ci coś opowiedziec. Tylko nie mów nikomu. Wiesz, że na to szkolenie do Krakowa pojechałam. W piątek w nocy na dworcu. Idę sobie, walizeczka hałasuje, a ja marzę żeby tylko dotrzec do hotelu. Ludzi mało, bo skrótem poszłam. Znasz Kraków, tych uliczek sporo, ale idę, bo znam przecież. Pusto. I widzę faceta z naprzeciwko idącego. Trochę się zatacza. Mija mnie. Ja już mocno wyczulona, wiesz po tych wszystkich sprawach, które czytałyśmy. Nagle czuję szarpnięcie za ramię. Walizka mi upada. Ja się zachwiałam. A facet natarczywie, że gdzie idę tak sama, że może mi pomóc, że niedaleko mieszka, i że lubi blondynki. Chciałam krzyknąc, wiesz, jakoś zareagowac, ale zamarłam. W ogóle nie wiedziałam, jak się zachowac! On coraz bliżej, ciągnie mnie pod ścianę. Jakoś, mówię Ci cudem głos odzyskałam i zaczęłam krzyczec na niego, gdzieśtam się okno otworzyło, światła się zaczęły zapalac. Puścił mnie. Poszedł, ale skopał mi walizkę, dziad jeden.. „.

Koleżance nic się nie stało. Pozornie. Bo nawet opowiadając mi była roztrzęsiona.

I co? Można spokojnie powiedziec: przecież powinna wiedziec lepiej, oświecona taka, po co sama po nocy łaziła, nie mogła wziąc taksy, sama się prosiła itd, aż do umęczenia.

Znamy te reakcje na zagrożenie: atak albo ucieczka (fight or flight), ale zapomina się często o tym jednym, również ewolucyjnie zagnieżdżonym – zamrożenie (freeze), tym ostatecznym, tym najniebezpieczniejszym. Bo odbierającym siłę i zdrowy rozsądek i myślenie. Gdzie ciało odmawia posłuszeństwa, gdzie głos zdycha w gardle, gdzie jedyne co jest, to pustka w myślach, i strach, obezwładniający bezsilnością, strach.

Nie wiesz, jak to jest, dopóki sam/a tego nie przeżyjesz.

Natępnym razem, zanim zaczniesz oceniac..

beznazwy

Nie wiesz, jak to jest..

Jesteś Piękna!

Stajesz przed lustrem. I zaczyna się dialog ze sobą. „Boshh, jaka jestem ……”. (Tu wstaw, to, co Sobie „wstawiasz”). Gdzie kierujesz wzrok? Na swoje tzw. niedoskonałości? A kto Ci powiedział, że Twoja pupa, piersi, brzuch, podbródek, uda są niedoskonałe? Niepiękne? No, brzydkie po prostu?

W świecie photoszopa nie ma miejsca na niedoskonałości. Tu wszystko ma byc równe, mniej lub bardziej obfite, nieowłosione, wyjątkowo krągłe, bezcellulitowe, niewystające, bezfałdkowe, gładkie. Nieprawdziwe. Sztuczne. Ale to się podoba. To są normy. To jest piękno. Tak? I nie ma rady, karuzela porównań już się kręci w głowie.

The Nu Project pokazuje kobiety piękne pięknem rzeczywistym, prawdziwym, niezniekształconym, nieudawanym. Matt Blum z żoną Kate od 2005 roku na dwóch (na razie) kontynentach sfotografowali 150 kobiet, pozujących jako un-models w swoich własnych domach, tam gdzie czują się sobą, tam gdzie są w pełni sobą. Swoimi ciałami. Swoimi „niedoskonałościami”. I są zachwycające!

Tu próbka na zachętę. Na stronce więcej Bogiń Codzienności!

 

slide_282087_2129834_free

slide_282087_2129775_free

pelada5

 

Oj, i głosy różne się podniosły. Ale najważniejsze są te, które opowiadają jak bardzo im te zdjęcia pomogły w akceptacji swoich ciał. Patrząc na inne, prawdziwe, widząc jak naturalne piękno wygląda, może z większą czułością i delikatnością podchodzą do swoich ciał, równie pięknych, jak się im naprawdę przyjrzą. Bez krytyki, porównań, bez Sądu Najwyższego w głowach.

Czekam  na taki projekt z mężczyznami na zdjęciach! Yeah! Bo panowie od porównań swoich fizykalności też przecież wolni nie są.

 

Jesteś Piękna!

Babcie i ich wibratory

images

Niedziela, wczesne popołudnie. Mróz srogi tworzy sopelki w nosie. Dzielnie przecieram szlak nieprzebyty do sklepu po żywnośc. Utyrana i głodna wczołguję się i docieram do chleba życiodajnego. Sklep pusty. Panie sprzedające: sztuk 2. Wybierając bułeczki, kątem ucha dociera do mnie szeptanina pań: „No to zapytaj, jak jesteś taka mądra”. Jedna drugą wypycha. Ja w pomidorkach grzebię. Pani odważna odchrząkuje:”Ykhm, bo my tu z koleżanką się zastanawiamy, czy to pani”.

Zdębiałam, jak dziadka Freuda kocham. Ale że co, filozoficznie mnie pyta, czy ja, to ja prawdziwa? Czy jak u Kanta, czy Hegla raczej? Czy ja, to ta, co coś im tu ukradła i winowajcy niezgadzającego się remanentu szukają?

Widząc moje skonfundowanie na twarzy, pani się rozwija. „Bo ja ostatnio TVN Style oglądałam i tak sobie myślę, że to chyba pani była. Ale trochę nie poznałam, bo tam taki makap (fonetycznie, co usłyszałam) i włosy w loki pani miała, a tu zawsze w dresiku i koczku. Ale po głosie panią poznałam. No to pani to pani, czy nie pani?”.

„Eeeee, no ja”. Trochę nieśmiało, bo tematyka programu, była powiedzmy delikatnie, kontrowersyjna. „Widzisz Danka, mówiłam, że to nasza klientka, to nie wierzyłaś”. Pani Odważna triumfuje. Ja już tylko tego łososia bym kupiła i wyszła. Ale teraz Danka się w sobie zebrała: „Bo widzi pani, takie stare baby, a sex uprawiają i to jeszcze z młodszymi! I to tyle! Jak z synami swoimi. Przecież one w moim wieku są! Ale pani temat miała, żeby to takie coś w telewizji pokazywac”.

Nie wiem sama, czy jakoś to skomentowac, bo ja tylko po żywnośc wyszłam przecież, więc się trochę debilnie na mój gust, uśmiecham. Na szczęście panie dwie starsze jakieś wchodzą, niechybnie z kościółka pobliskiego. „Oooo, pani Stasiu, wie pani, że tu nasza klientka (ze wskazaniem na mnie, chowającą się w kaptur) to ekspert od sexu co to w telewizji w tym programie, co mi pani mówiła, żeby obejrzec”. Pani Stasia z niedowierzeniem i nagłym strzałem energii, wzrokiem mnie do półki z czipsami przybija:

„Rzeczywiście..No ale tam to pani inaczej wyglądała…” (prawie rozczarowanie słyszę w głosie)

„No tak, no telewizja kłamie”. Uśmiecham się polubownie, bo teraz to już cztery do jednego, w tym dwa mohery, prawdziwe, na drutach robione. Panie ekspedientki zza lady wyszły. Nadciągają z rękami przy biodrach, zaraz mi tu kolty z parówek z kabur nylonowych fartuszków wyciągną.

„To niech nam pani powie, te baby, to podstawione były, nie???”

„No nie, naprawdę tak sex uprawiają (ślinę przemarzniętą głośno przełykam) z młodszymi też.”

„I w takich pozycjach??? (Danka się dziwi) Ja to nawet nie wiedziałam, że 69 to pozycja, myślałam, że to pseudonim jakiś”.

(panie zgodnie i dośc lubieżnie zarechotały)

„Albo, że no…(pani Moher nr 1) ten, no.., sex oralny..i analny. Co to w ogóle jest??!!”.

I tu zaczęłam wymiękac, przyznaję. „Eeeee, no to jest tak..(ściemniam, może się rozmyślą i serniczka po prostu kupią, ale te z pytajnikami w oczach)..no…że, no mężczyzna ma penisa (panie zatrzepotały rzęskami ze wstydem)..tego no ogórka swojego, to jego partnerka..bardzo lubi smak tego ogórka…no i…lubi go smakowac i …(…)”.

I tak posługując się metaforą produktów spożywczych (nie będę całości przytaczac, bo teraz z zażenowania padnę przed kompem) objaśniłam paniom meandry seksu oralnego i analnego. Panie słuchały. Serio, z uwagą. Ja spociłam się jak mysz laboratoryjna w labiryncie. Płacąc już za sprawunki, pani Odważna wyszeptała, wydając mi resztę:  „A te mechaniczne ogórki to fajne, nie?”.

True story, więc ją spisuję, bo jutro mi się wyda, że to sen.

A do sklepiku na razie chodzic nie będę. Przynajmniej nie po ogórki.

Babcie i ich wibratory