Odrzut

Gabinet nr 1. Ten mój ulubiony.

Siadam w czerwonym, opasłym fotelu uśmiechając się do Niego. Znamy się kilka lat. Z przerwami wieloma. Ale przecież znać się nie przestajemy.

– No zapytaj mnie, zapytaj.

Nasz rytuał.

– Co słychać?

– Dobrze, dziękuję. – natychmiast odpowiada frazesem. Przekrzywiam głowę, jak na tradycję przystało.

– Sprawdź meila.

– Teraz?? Umówiliśmy się przecież…

Przerywa mi w pół zdania – Sprawdź. Proszę.

Kręcę głową, jak jakaś ciotkaklotka nad tymi, omójboże, naruszonymi granicami, wieki temu wyznaczonymi. Sięgam po telefon. Jest mail z załączonym plikiem. W Excelu. Dzienniczek obsesji. Zapis kompulsji. Od poniedziałku do niedzieli. Potem znowu – od poniedziałku do niedzieli. Miesiąc po miesiącu. Tyleż razy umyte ręce. Tyleż razy zmieniona pościel. Tyleż razy uprana bielizna. Tyleż razy masturbacja. Tyleż razy poukładane kubki. Tyleż razy zamknięte i otwarte drzwi.

Dużo. I widzę wzorce, algorytmy niemalże. I tendencję w górę, w dziesiątki liczoną.

Jest źle. Bardzo. Tak bardzo, jak nigdy jeszcze nie było.

– Wiem. Wiem. Wiem. – szybko, szybko wystrzeliwuje wyrazy – Dlatego. Jestem. Jestem. Jestem.

– Co się stało… – jeszcze raz patrzę w tabelki, bo widać – 15 listopada?

– Obejrzyj. Tu. Tu. Tu. Pewnie widziałaś. Do końca. – wyciąga w pośpiechu najcieńszy tablet świata, ten mój FreakGeek – Proszę, wiem jaka była umowa. Ale nie umiem już mówić. Opowiedzieć. Za trudne. Trudno…

Oglądam… Do końca.

I już wiem. I gdzieś w końcu przez ściśnięte gardło mi się przedziera łamane – „Tak mi przykro”.

Zrywa się z kozetki. 3 kroki do przodu. Obrót. 3 kroki do tyłu. Coraz szybszy oddech. I tak. Łzy. I słowa: „Wiesz, że łzy mają różny skład chemiczny. Łzy smutku są różne od łez od cebuli, albo od rozpaczy, albo od nawilżenia…”.

Słucham jak wikipedii, bo On zna skład chemiczny każdej substancji wydzielanej przez ludzkie ciało – krew, łzy, pot, sperma..

– Stop!

Zatrzymuje się w połowie kroku, ale jeszcze go dokończy, bo musi, bo tak.

– Już. Już. Już. Wiesz.

Siada. Z tymi chemicznymi łzami na twarzy. Ech, niech płyną. Milczymy.

–  Tylko, że ja się nie odważyłem. Wiesz. Zapytać. Ona jest wyjątkowa, wiesz? Ech..tzn. była..nie, nie..jest..Nie..Była. Nie..poczekaj..yyyy…

– Wiem. Jest.

– Prawda? – rozpromienia się na milisekundę. – Ale ja….

I znowu cisza.

– Po co komu taki Odrzut jak ja? Z tym wszystkim, co mam..Jak mógłbym myśleć, że ja..Ja.. Ja? Poza normami. Poza tym wszystkim, czym jestem? Tym, co jest atrakcyjne, normalne. Wyjście z domu zabiera mi jakieś 3 godziny. A miejsca publiczne??Jak możemy iść do knajpy? Sex??? Nie mogę, teraz. Odrzut. Pierdolone zanieczyszczenie w tkance idealnie dysfunkcjonalnego społeczeństwa. Rak. Niepotrzebny. Nieważny. Do wycięcia, z nadzieją, że nie będzie przerzutów. Iza…. Jak można ze mną być?

Milczymy. Bo nie o odpowiedź przecież tu chodzi. Może o lęk najbardziej z ludzkich, ale tu, jeszcze bardziej prawdziwy. Jeszcze bardziej przerażający.

U FreakaGeeka i tych podobnych do Niego.

Kto pokocha Odrzuty?

Odrzut

Zobacz mnie

Gabinet.

Siedzi, jak zawsze, nienagannie ubrana. Cała, taka idealna. Aż ja próbuję, tak nieudolnie trochę, zamaskować plamkę po kawie na bluzce.

Opowiada o swoim minionym weekendzie. O zajęciach, o teatrze, o filmie, o znajomych, tych pięknych, tych creme de la creme miasta stołecznego.

– Dużo tego. Ale jak się w tym wszystkim czułaś?

Po raz pierwszy dziś, milknie. Wbija we mnie sztućce spojrzenia.

– A ty znowu swoje z tymi emocjami..

– O weekendzie możesz porozmawiać z przyjaciółkami..

– Czy terapeuci nie powinni być mili i wspierający?

– Kiedy trzeba, powinni. Mówisz mi, że nie jestem taka dla Ciebie?

– Tylko mnie do ściany z tą dziwną tapetą przyciskasz z tymi emocjami!

– Mam wrażenie, że od nich uciekasz, bo w ogóle o nich nie mówisz.

Wysyła mi dwa sople lodu. Ale one gdzieś po drodze topnieją. Za to widzę wulkan chyba..

– Kurwaaa, Iza!!! Tak! Uciekam! Tak, bo to boli. Bo nie chcę ich czuć, ani widzieć! Nie chcę patrzeć na tą pojebanie żałosną prawdę o sobie! Happy?

Milczymy. Słychać głosy z recepcji. I strzępki wyrazów zza ściany.

– Jaka to prawda, której się tak obawiasz?

Kręci głową. – Nie możesz się poddać, raz, co?

Uśmiecham się tylko, bo przecież wie, że nie. Wzdycha. I już ciszej. Szeptem prawie.

– Iza..Nikt mnie nie zna, tak naprawdę. Ci ludzie wokół mnie, mam wrażenie, że żonglują setkami masek, żeby tylko było, och, no zajebiście.. Ja też to robię. Ale gdzieś kurwa, w samym rdzeniu, marzę, żeby mnie ktoś naprawdę zobaczył. Może przejrzał przez te maski i dostrzegł mnie. Mnie. Z tym wszystkim co się we mnie kotłuje, z lękami, ze smutkiem. Żeby zobaczył. Mnie. Całą. Tak. Może z całym tym syfem przeszłości. Z tymi pierdolonymi neurozami przyszłości. Tak. I tak. Boję się, że nikogo takiego nie będzie. Będę taka, niezobaczona, niepełna, sztuczna więc..

– A dajesz się zobaczyć innym?

tumblr_mvyatkhPzT1rnqg7ho2_500
photo by Julien Mauve

Zobacz mnie

Life Artist

W gabinecie już kolejny tydzień, kolejne spotkanie z nim. On w lęki ubrany. Nie ma dojścia do sedna. Gdzie dotykamy, tam mur. I tak w kółko. On wie o tym. O swojej seksualności nie może mówic. Nienawiśc do siebie mu się wylewa z każdego pora skóry. Pieszczotliwie siebie nazywa „Popieprzony pedał..”. Trochę utknięta jestem. Mówię mu o tym. „Chcesz mnie zobaczyc? Prawdziwego? Pokażę Ci, ale już tu nie wrócę”. Pokazuje na iPadzie swoje zdjęcia, które robi, siebie, i dla siebie.  I rozumiem. Łuski mojego stereotypowoterapeutycznego myślenia spadają mi w końcu z oczu. Widzę go, takiego jakim jest, a o którym on sam mówic nie potrafi. „To Ja.” Spuszcza głowę i milczymy.

Przez „głupie” zdjęcia dotykam duszy, która może standardowymi metodami nie mogłaby się odsłonic.

Kiedy indziej, u kogo innego, przez „pisanki do szuflady” docieramy do nieuświadomionych treści, i pojawiają się orgazmy, bo o seksualnośc znów chodziło niewyrażoną.

Ktoś inny pokazuje mi swój obraz mandali, i jej siła mnie zmiata z fotela. Emocjonalnego.

W takich momentach czuję, jakbym dotykała jakiegoś absolutu. Niewytłumaczalnego. Pełni człowieczeństwa. I wiem, że to są wielkie słowa, ale tak się czuję i basta!

Czy to jest sztuka? Nie znam się na ortodoksyjnych i często niezrozumiałych wytycznych i zasadach sztuki – niesztuki. Jeśli mnie dotyka w jakiś sposób. Jeśli myślę o tworzywie i nie mogę się oderwac. Jeśli twórca pokazuje siebie. To ja to biorę, bo mi to coś robi. Nawet jak żadna galeria tego nie wystawi. Jak żadne wydawnictwo tego nie kupi.

Banksy (chyba) powiedział:

(…) art should be democratic, truly a part of everybody’s life and not just another gangbang for the over privileged.

I teraz to jeszcze bardziej możliwe, dzięki technonarzędiom, które są dostępne. Bo wszyscy możemy kawałki siebie pokazac. Ważne. Inspirujące. Znamienne. Śmieszne. Smutne. Głupotki nawet.

Wszyscy artystami byc możemy, poprzez wyrażanie siebie. Może przez to trochę bardziej i głębiej żyjemy. Może dotykamy wtedy tych kawałków siebie, które inaczej skrywane i zakopane by pozostały. A teraz już nie. Otwarcie i pokazanie Siebie publicznie, mniej lub bardziej, uwiarygodnia doświadczenie.

Normalnośc? Zasady? Fuck It!

Piszesz? Pisz!

Instagramujesz? Instagramuj!

Robisz muzykę na jednej strunie gitary, albo na trzech klawiszach kibordu? Muzykuj!

Cokolwiek Ci w duszy gra! Rób to! Pokazuj się! Nigdy nie wiesz co może zainspirować innego. Co może dotknąć. Co może patrzenie na świat zmienić. Nawet jeśli jesteś przysłowiową kroplą w oceanie „tfurczości”. Może świat sztuki nie wspomni o tobie. Może do panteonu literatów się nie dostaniesz. Ale i tak to rób. Twórz. Bo po prostu możesz.

 

20130224-122113

 

ps. zdjęcie „ukradzione” ze znajomego bloga, żeby nie było…

 

Life Artist

Zgłupiałam

Założono Fundację „Masculinum”. Czytałam niezbyt dobrze mówiący o niej tekst w NaTemat.pl (nie linkuję, żeby nie propagowac). Bo np. jest o równości przemocy psychicznej i fizycznej. I piekło pękło i lawa zła się wylała. Internety huczały nad tekstem. Nawet pewien felietonista z Krytyki Politycznej, którego cenię za celnośc i poczucie humoru, też się w sidła fragmentu niefortunnego dał złapac. Potem jeszcze i jeszcze. Zgłupiałam więc, do pnia mózgowego, bo ok, zgadzam się, słabo to wyszło. Ale ludzie, na niebiosa! Czytajcie cały tekst! W świetle całości, to ma przecież zupełnie inny oddźwięk!

Oczywiście, jest szansa, że czytac ze zrozumieniem już nie umiem, tak jak udowadnia mi się, że pisac z jasnym przekazem również, no cóż. Nad sobą się zastanowię, ale póki co nad misją Masculinum się pochylam i  pokrzykuję z zachwytu!!!

Jako Fundacja dedykowana Mężczyznom i Męskości, postawiliśmy sobie następujace cele:

1. Podejmowanie inicjatyw edukacyjnych i badawczych dotyczących problematyki mężczyzn we współczesnym świecie.

2. Budowanie pozytywnego, społecznego wizerunku męskiej płci.

3. Tworzenie męskiej sieci komunikacji i wsparcia.

4. Poszukiwanie nowego etosu mężczyzny, promowanie wspólczesnych męskich cnót i wartości.

5. Badanie dawnych rytuałów inicjacyjnych dla chłopców i mężczyzn i tworzenie nowej, współczesnej tradycji rytuałów przejścia.

6. Rozwijanie potencjału  świadomej seksualności, partnerstwa  i ojcostwa.

7. Troska o psychofizyczną kondycję mężczyzn.

8. Działanie na rzecz ochrony praw mężczyzn.

9. Wspieranie matek samotnie wychowujących synów.

NARESZCIE!!! Prawie się modliłam, żeby ktoś taką inicjatywę podjął. Sama już miałam, ale jako osobnik z jajnikami, mam raczej niską wiarygodnośc w obszarze męskości, nawet jako seksuolog, hyh, więc dobrze, że osoby z penisami (jak mniemam) się za temat wzięły

Kobiety się wspierają. No dobra, przynajmniej te, które znam, te które kocham, te którymi się otaczam. O seksie rozmawiamy. O pracy i karierze ciągle. O macierzyństwie i domu również. O partnerach, czy partnerkach cały czas. I myślę, że w tej bądź co bądź solidarności jajników, odosobniona nie jestem. Bo mamy siebie nawzajem. Bo czujemy swoją siłę i czerpiemy z siebie inspirację.

A mnie brakuje dialogu z mężczyznami! Tak bardzo! Tego określenia się facetów w zmieniającej się rzeczywistości. Zdefiniowania na nowo w komunikacji z silną, prawdziwą kobiecością. Tak byśmy się siebie nie bali, nie krzywdzili, cholera, zrozumieli po prostu i kochac swoje różnice zaczęli, zamiast sobie nimi twarze nawzajem wycierac. I do gardeł naprzemiennie skakac!

Z głębi macicy mam nadzieję, że Fundacja w mainstreamie się mocno osadzi i rzeczywiście jej działania nie będą nakierowane na wzmacnianie starych schematów i stereotypów męskości, w które sami mężczyźni, czy społeczeństwo (w tym również babeczki) ich wtłoczyło pt.”Macho Club”, albo „Charchnę, Pierdnę, Bronxa obalę, Kobietę uderzę, znaczy Koleś jestem”.

Panowie! Ja chcę Was z jajami, i z testosteronem, i siłą, i mózgami pieknymi, i waszymi pasjami i z waszymi emocjami, i z waszymi penisami!!! Żebyście już przestali się siebie bac i z kobiecością (również swoją) zaczęli się komunikowac!

A „Masculinum” kibicuję! Błagam! Nie zawiedźcie mnie.

 

Zgłupiałam

Odwaga

To jak to jest z tym mówieniem „tak” życiu?

To jak to jest z wychodzeniem ze skorupki przyzwyczajeń?

To jak to jest z tym „Just do it”?

To jak to jest z tymi marzeniami, tymi które siedzą tak głęboko, że nawet się samemu o nich nie wie? Nie, korekta, wie, ale nie chce się marzyc, bo przecież JAK TO? Te marzenia, tak splątane z lękami, że nawet nie można ich odróżnic w tej plątaninie ich nóg, odnóg, rąk, kończyn? Te marzenia, o których się myśli tuż przed snem, zasypiając z gorzko – słodkim uśmiechem i westchnieniem cudu?

To jak to jest, kiedy ktoś z nienacka się pojawia w życiu, który okazuje się byc tym elementem dopełniającym wizję spełnienia? Przerażam się bardziej? Czy staję, mówiąc „Zróbmy To”?

A jak się spełni? To niespełnialne???

A jak chcę latac, a nie mam skrzydeł, to co? Czekac, aż może same wyrosną, czy i tak z rozbiegu i wiarą skoczyc, tym razem w niewiadomą zupełnie? Skoczyc po niespełnialne? I może wtedy skrzydła same wyrosną? A może już je mam, tylko nie używam?

I tak siedzę, ze stópkami zwieszonymi nad krawędzią, bo nierzeczywiste, nieprawdopodobne, wymarzone może stac się prawdą.

 

beznazwy

 

Odwaga

(Po)Rozmawiajmy o penisach

W gabinecie seksuologa gorąco jest. Zawsze. Jako kobietaseksuolog usłyszałam już kilka „ciepłych” komentarzy. Do moich ulubionych należą: „To pani jest kobietą???”,  „Przy kobiecie o ptaku przecież nie będę mówił” – no i tak zostałam mężczyzną – ornitologiem. Ale dla większości panów, rozmowa z babeczką o trudnościach z hydrauliką lub libido jest o wiele bardziej wyzwalające i uzdrawiające niż z facetem, jak się okazuje.

Dlaczego?

I tak szukając pewnego dokumentu o waginach natknęłam się na to cudeńko:

Nie każdy ma czas, żeby godzinę penisom poświęcic, hyh, więc trochę opowiem. Lawrence – koleś, który ten dokument zrobił, ma penisa 3,5 calowego (w stanie spoczynku, o czym się dowiadujemy, bo sobie robi odlew gipsowy, tak, tak, boleśnie to wyglądało), czyli w przeliczeniu na zrozumiałe wartości dla nas to ok. 7 cm z kawałkiem. Przez wiele lat się z tym męczył, i przyszło mu do głowy, że pewnie nie jest jedyny.

Chce porozmawiac o tym z innymi facetami, ale spotyka się, no powiedzmy z małym zrozumieniem. Faceci nie chcą z nim rozmawiac o swoich penisach. Nie tak jak w Stanach Ameryki – tam nawet istnieją grupy wsparcia dla panów z małymi penisami. Ale nie w Great Britain. (O Polsce nie wspominam, bo to już Dziki Wschód Seksualny, jak wiemy).

I znowu dlaczego?

Ano – po pierwsze: porno – od małego, w sensie, najmłodszych lat, panowie jako jedyny punkt porównania mają gwiazdorów porno, a wiadomo, że tam casting nie polega na umiejętnościach aktorskich raczej. I tak biedny Smith czy Kowalski, myśli, że on ze swoim oprzyrządowaniem, niewiele jest wart. Bo z kumplem o tym nie porozmawia przecież, mówimy tutaj o heterowiększości, uprzedzam!

Zabawki też nie pomagają – porównanie – do dildosów, wibratorów – duże są niektóre i takie równiutkie, ech..

Kowalski naprawic sytuację chce i zamawia pompki powiększające, ziołowe pigsy, które efektów zmieniających życie nie przynoszą. Domowymi sposobami też można. Pamiętam jak na jakichś zajęciach oglądaliśmy zdjęcia powiększanych penisów drogą – Do It Yourself – wstrzykiwano olej, wazelinę i silikon itp. Mnie bolało jak to oglądałam, chociaż sama oprzyrządowanie mam inne. W filmie ok. min 25 jest zdjęcie penisa takiego Pomysłowego Dobromira.

Można też operacyjnie powiększyc. Robi się to za pomocą wycięcia tłuszczu z pupki petenta, rozcięcie podłużne penisa i wszycie owegoż tłuszczu na boki penisa np, to też widziałam na jakiejś konferencji – częśc procedury widac ok. min 35.30. Naprawdę drastyczne!

Ale to co mnie zachwyciło to końcówka – Lawrence decyduje się na zrobienie wystawy, gdzie będą prezentowane zdjęcia penisów, które panowie wysłali anonimowo cyberdrogą. Przepiękne! Penisy każdej urody, wielkości, objętości i grubości! I dopiero tam, kiedy przybyli mężczyźni widzą innych, zaczynają się otwierac i mówic o sobie, a niektórzy nawet w naprędce sklecionym namiociku robią sobie zdjęcie swojego penisa, i wieszają na ścianie, jako częśc wystawy!!! Boskie! I pewnie sama bym chciała taką wystawę dla Kowalskich zrobic! Serio! Bo wszystkie kompleksy, niepotrzebne często, w głowie są, a nie w spodniach.

I pamiętac należy, że w Starożytnej Grecji małe penisy uznawane były za kanon piękna, a duże, za wynaturzenie, hyh, trochę odwrotnie do teraz..No cóż..

images

Kochani Panowie – pamiętajcie: „Wielkośc ołówka się nie liczy, ważne jak nim rysujesz”.

(Po)Rozmawiajmy o penisach

Został mi rok życia

Pomyśl tak. Przez moment.

Wyobraź sobie. 1 rok życia. 12 miesięcy. 365 dni. 8760 godzin. 525650 minut. Sekund nie mnożę.

Co by było, gdybyś właśnie tyle dostał. Nie więcej. Nie mniej. Dokładnie tyle.

Panika? Tysiące obrazów przed oczami? Rzeczy do zrobienia? Ludzie do kochania? Rzeczy do załatwienia? Słowa do powiedzenia? Marzenia do spełnienia? A może spokój? Tak ma byc? Żyję dalej tak samo?

Ehhh..myślisz, taki eksperimą paniusia psycholożko-psychoterapuetko-seksuolożka mi zadaje, phi..A gdyby tak naprawdę? Taką diagnozę śmiertelną dostajesz? Albo ten prorokowany koniec świata, naprawdę się staje? Albo zmęczony sobą postanawiasz dac sobie i życiu, właśnie jeszcze rok, a potem..

Prawda jest taka, że codziennie zbliżasz się do swojej śmierci. Już od urodzenia. Czy codziennie z tym w głowie żyjesz? Pamiętasz?

W zakład idę, że nie. Nie pamiętamy o niej. Wzdrygamy się na samą myśl o śmierci. To jest taki Król Lęków. My. Tacy Śniący. Tacy Nieobudzeni. I uprawiamy to życie, jak grządkę warzywno-kwiatową. Ma byc równo i tak jak u innych. Nie myślec za dużo, bo po co? Łatwe – podlewamy codziennością, pielimy, chwasty niepasujące do planu wyrywając, z nadzieją na zbiory w porze odpowiedniej, czekamy. Czekamy.

A to czekanie, żeby pytań i lęków do siebie nie dopuścic, tak sobie zakrywamy – to praca, to rodzina, to dzieci, to podróże, to hobby, to melanż, to serial, to nowe meble. Nie myślę, nie myślę, nie myślę. Oby tylko nie myślec.

Nie uciekniesz. Nic ci nie pomoże. Umrzesz. Umierasz. Minuta po minucie. Sekunda po sekundzie. Coraz bliżej. Już ci niosą trumienkę drewnianą, albo urnę glinianą.

Zostaje ci rok życia, co z nim zrobisz? Z Barbie uciekniesz do Barcelony? Z Kenem do San Francisco? Ożenisz się? Rozwiedziesz? Rzucisz robotę? Zaczniesz chodzic do kościoła, no bo wiesz, ubezpieczenie, tak w razie czego? Tatuaż sobie zrobisz? Powiesz jej, w końcu, że ją kochasz, bo czasu już nie ma na myślenie? Wyznasz mu, że go uwielbiasz, bo jest najwspanialszym facetem pod słońcem, bo po co już teraz udawac?

Masz rok życia. Może krócej, bo jak TataHun mówi:”Jak ma tak byc, to cegłówka ci na głowę w drewnianym kościele spadnie”.

Żyj. Bo ktoś powiedział, że boją się śmierci, ci, którzy tak naprawdę nie żyją.

Żyjesz?

533981_10151311465451018_253297142_n

Został mi rok życia

Kocham Cię! Odejdź..

fearintimacy

Siedzi, taka bidulka, na tej czarnej kozetce mojej. Rozpuszcza włosy w stylowego koka upięte. Trzyma łzy na uwięzi, kajdankami, żeby tylko się nie rozbiegły. A słowa same ciekną..

„Wiesz, ja dbałam o niego, o jego potrzeby, o to, żeby się dobrze, no dobrze, lepiej, czuł, ze sobą..No i ze mną. Żeby zobaczył, że przeszłośc już była. Że tamta, to nie ja. No bo tak przecież jest. Tyle czasu..No był sex. Ja też chyba z siebie nie dałam, nie otworzyłam się. Siebie. Ale czy on chciał to widziec? Mnie? Czy chciał zobaczyc mnie, prawdziwą? Z potrzebami i emocjami?? Jak to zrobiłam, to widzisz, co się stało..”.

Odrzucenie się stało.

To nie było wielkie love, które trzęsie ziemią i tożsamością. To były początki czegoś, co mogło trwac, i byc piękne, i pełne, i spełniające. Mogło. Nie stało się. Nie ma już nic. Nawet nitki kontaktu.

Serca mi się kawałek urwało dla niej, bo wiem jak to jest przecież. No dobra, i trochę łez poleciało, moich. Bo tak mam, jak wiem, że mogło byc. Jak wiem, że gdyby tylko siebie otworzyc, to świat by miał dwójkę, tak, pokiereszowanych przez przeszłośc, ale kochających się ludzi. I dziwką sentymentu możecie mnie nazywac, ale wiem, że miłości nigdy za dużo. A tak to nie ma. Jest tylko wielkie, głupie nic. I tony bólu są. Ot.

Bo strach przed bliskością jest. Bo co będzie jak się otworzę? Co on/ona zobaczy? Jak mnie oceni? Bo przecież oceni.. Dam radę?? I lubię, nawet bardzo. I dobrze nam się rozmawia, oj, jak dobrze. I sex też, bardzo okej. Ale, żeby tak ja? Ja? Jak tak ostatnio zrobiłem, to do dzisiaj się zbieram, i pozbierac nie mogę. Jak ostatnio się otworzyłam, to dziś już nie wiem, czy warto..

I tak nosimy te blizny z przeszłych związków, relacji..I w dziwnych miejscach bywają te blizny. Głównie na sercu, no bo gdzie??? Jak mapa, tych sekretnych, rozdzierających historii, naszych i tego drugiego. Jak diagram starych ran, głębokich, właśnie, z blizną tylko. A rany same się leczą, tylko szramy zostają. Niektóre się leczą, a niektóre takie głębokie, że nie. No bo jak?? I niby strupek jest, i niby krew już nie leci, ale ból zostaje. I tak gdzieś gangrena się wdaje. I bliskości, tej otwartej się boimy. Bo ona z bólem pod rękę idzie. I jeszcze oberki tańczy, ej!

I tak wrzeszczymy: Lubię Cię. Kocham, może. Ale odejdź! Nie chcę znowu. Czuc bólu i cierpienia. Idź sobie..!

„Popłaczę trochę. Wódki się napiję. A jutro do pracy pójdę.”.

Mówi mi na koniec.

Kocham Cię! Odejdź..

Plan B

Kocham internety! Miłością pierwszą i czasem odwzajemnioną. Bo ktoś z zeszłego życia mnie odnalazł. Nie szukał, ale gdzieś w cyberprzestrzeni się objawiłam. Niechcący. Bo tak jest, że szuka się poezji Herberta a ląduje na traktorach Ursusa. I tak jakoś gugiel mnie wypluł. I tak jakoś wylądowaliśmy na skajpie.

Na kamerkach wiadomo jak się wygląda, pardąsik, ja przynajmniej wyglądam jak aura za oknem, czyli szarawo. Ale zaryzykowałam. Przecież po ymnastu latach, wygląd nie ma już tak wielkiego znaczenia, nie? I się cyberspotkaliśmy i prawie cyberminimelanżyk był! Tyle komplementów było i wspomnień megatony, i łzy prawie. Aż w końcy dobrnęliśmy do teraźniejszości. Do pytań o żony, mężów, partnerów, dzieci, pracę. I w pewnym momencie utknęliśmy. Bo wspomnienia i teraźniejszośc nam się zmieszały i z tych słów partner, partnerka, kochanek, mąż, facet, kobieta, trzeba było coś nowego zbudowac, i popatrzec na przeszłośc, taka jaka była. I to jedno pytanie, którego wtedy, ymnaście lat temu, nie zadałam, teraz samo mi się cisnęło. Przecież już mądra i dojrzała jestem, tak?

„Dlaczego na mnie nie czekałeś? Wiesz, ja wróciłam wtedy..”

„Wiem, donieśli mi. Nie mogłem. Musiałem szybko podjąc decyzję. Wiesz, że to była moja szansa.”

„Byłam twoim planem B, tak? W razie gdyby się nie powiodło?”

Tak. Byłam planem B. Tu wybór był prosty. Szansa raz na sto, na rozwój i lepsze życie, a z drugiej ja. Tu akurat jedno wykluczyło drugie.

Zabolało. Nawet po latach.

Tak. Kariera. Ale czasem tak jest, że jesteśmy planem B, nie wiedząc o tym, bo ktoś nas wybrał, bo się bał. Boi. Samotności. Jesteś jaka jesteś, ale przynajmniej jesteś. I może nie czuję jakiejś wielkiej pasji czy żaru pożądania, ale jesteś. I może autentycznośc, nie jest taka prawdziwa do końca. I może otwartośc, jakoś taka zamknięta trochę. I może w sexie myślę o kimś innym. A plan B sie stara. I chce. I próbuje. I się obwinia za te starania, które nie wychodzą, bo nie mają prawa. Bo tak jest, przecież, że ktoś musi bardziej kochac, nie?

A czasem ktoś godzi się na bycie planem B, z pełną świadomością tego, że może nigdy nie stanie się planem A. Ale kocha, więc trochę cierpi, trochę ten czas, który on czy ona spędza z innym, jakoś sobie zapełnia, chociaż tak pragnie byc z nim, czy z nią. Z panią Zazdrością się zaznajamia, i chodzą jak dwie siostry bliźniaczki syjamskie, złączone sercem tylko, bo nie głową. I niby jest wybór – czekac, aż ta druga osoba, na nią się jednak zdecyduje, albo czeka, aż miłośc się wyczerpie wraz z cierpliwością. Ma wybór i nadzieję, że w końcu będzie czyimś planem A.

Tylko A. Bez innych liter alfabetu.

imagesCAGM09II

Plan B

Samotność w wielkim mieście

Gabinety…

Wchodzi on – szef wielkiej korporacji – siadają obok siebie, na krańcach kozetki, ona taka zimna, aż mrozi.

A oni razem przyszli – 12 lat razem – on ze swoją zaprzyjaźniony już, zaznajomiony – ona jeszcze nie, ta jej, taka trochę poobijana, kolana starte, tak dziecinnie wygląda.

Ona – już ze swoją zasiada, ramię w ramię, jak z dobrą przyjaciółką – bez obaw, bez lęku, bez strachu egzystencjalnego.

Inna ona – młodziutka, z małego miasteczka ją przywiozła – och ale jej nie lubi, nie pozwala jej nawet na kozetce na skrawku usiąśc, biedaczka stoi w kącie, koło roślinki.

Tak przychodzą z tymi swoimi samotnościami. Pogodzeni, albo nie. Walczący i przegrywający. Lubiący i nienawidzący.

Ilu ludzi, tyle rodzajów samotności.

Kneblują ją, przywiązują do krzeseł przeszłości, żeby im tylko w dziś nie wpełzła, żeby w codzienności się nie rozsiadła. Zagłuszają jej cichy głos. Pracą, rodziną, zabawą, hobby, znajomymi. Spędzają wolne chwile online, bo wierzą, że są połączeni. A technologie nie kreują przecież samotności, jak niektórzy na ambonach internetu krzyczą, one ją obnażają, ukazują w krasie smutku.

A niektórzy się z nią zmierzyli, zaakceptowali. nawet cieszą się jej obecnością. W byciu samemu ładują swoje emocjonalne baterie, schodzą do swojego wnętrza, do piwnic duszy, tam odnajdują siebie. Bez strachu już. Bez lęku, że przestaną istniec. Bez płaczy w poduszkę w nocy przed zaśnięciem. Bez usypiania jej wódeczką. Sami, ale też samotni po swojemu.

Jak Mark Twain wiedzą:

Najgorszym rodzajem samotności jest brak poczucia komfortu w byciu sobą.

Ech, te samotności nasze, wszyscy je mamy, tylko co z nimi robimy?

imagesCALC17RA

Samotność w wielkim mieście