#NoMorePain

Koniec roku to dla mnie zawsze bieganie wszerz i wzdłuż po równoleżnikach pracy, rodziny, przyjaciół, niezliczonej ilości imprez „śledzikowych”, kończeniu projektów. Gdzieś mi ucieka, przecieka czas na to, żeby trochę w głębię pobiec, a nie rozsmarowywać się na „bieżączce” jak masełko na chlebie. I już przyszedł moment, żeby rok podsumować, bez koloryzowania, z ręką na sercu, szczerze.

Jak się sobie tak z dystansem ciepłym przyjrzałam, dniom w kalendarzu zapisanymi drobnymi literkami obowiązków i wglądów i radości, to tylko jedno podsumowanie się w oko rzuciło, czysto subiektywnie, osobiste:

To był Rok Bólu.

Nie tylko oczywiście, bo były dziesiątki chwil, małych radości i większych zwycięstw, ale Ból przeważył.

Jak to? Ano tak to.

Trzymałam się rzeczy i osób, które już dawno wypuścić z życia powinnam. Jak Gollum ten Pierścień dawania szansy, oczekiwań, nadziei trzymałam w zaciśniętej pięści. Bo jak żyć bez? Dam radę? A Pierścień bardziej palił dłoń niż pytania serce, ale wciąż trwałam. Właśnie w bólu.

Czego zabrakło? Odwagi pewnie. Może zdecydowania. Może energii, bo całą spożytkowałam na pozbywanie się Bólu właśnie. Ech. Jego. No. Na troszczenie się o relację z tymi, którzy niezawodnie zawodzili. Na reanimowaniu tego, co już martwe od dawna było. Na noszeniu ciężarów, które już dawno zrzucić powinnam, a ja wciąż z uporem maniaka na plecy je sobie zarzucałam. I bolało. Nie mogło nie.

Ale widzę to już. Czuję. Już kończę. Pochówki urządzam. Ciężary zrzucam.

Już trochę głębiej oddycham. Już jest miejsce na docenienie tego i kogo mam w życiu. I miejsce na nowe się zrobiło. Na wrażenia i odczucia i doświadczenia. I ludzi.

Już wiem, że tego czasu potrzebowałam, żeby trochę mądrości zdobyć. Żeby docenić tych, którzy mi dzielnie towarzyszyli. Żeby symbolicznie w Nowy Rok, bo to przecież tylko data, wejść z otwartą głową i sercem, które mimo Bólu, otwarte pozostało, a może nawet bardziej czuć się nauczyło. Żeby zrobić te rzeczy, od których uciekałam.

Pewnie mogło się obejść bez tej terapii szokowej, no ale, może właśnie nie. Nie wiem.

Ale błagam, weź ze mnie przykład, Czytaczu, i nie funduj sobie Roku Bólu, bo może nie warto. Może szybciej zobacz, poczuj, zareaguj, nie trzymaj tego, co dawno puszczone powinno być.

A jakby co, to dawaj znaka – posłużę uchem, sercem i kubkiem kawy (albo czegoś mocniejszego, jak będzie trzeba).

Ciocia Iza Dobra Rada umarła. Czas na nowe. Już mam w sobie miejsce. Uff.

#nomorepain – moje życzenie dla Ciebie i dla Mnie.

emma-mcevoy-terrible-depth-beautiful-surface-photo-art-Hope-inspired-limited-edition-prints-hope-by-Miriam-mcwilliam-by-the-tree4hope-The-Band4Hope-Project-Media-Launch-Australia-2013-No-Vacancy-Gallery-Exhibition-QV-M

#NoMorePain

W zaklętym kręgu

Miałam najazd Hunów po moich urodzinach. Nie tych antycznych. Tak pieszczotliwie nazywam moich rodziców. Bo nie zostawiają po sobie, żadnego pytania nieodpowiedzianego, anegdoty niewspomnianej, przytulasa nieodwzajemnionego. Poza tym TataHun lustruje Dziuplę, którą zamieszkuję w poszukiwaniu usterek, które można naprawic natychmiast. A MamaHun, bez względu na porę roku, podgrzewa mi rosół, który sama upichciła, bo przecież „na pewno jesteś głodna”. Tym razem nie było inaczej. Pobiesiadowaliśmy i ulotnili się przed północą, bo przecież rodziną pracującą od rana jesteśmy. Ale zostawili mnie ze zdaniem: „Nie oczekujemy, że będziesz na święta, no ale wiesz, dobrze by było, żebyś była”.

Pewnie, że będę. Ale jakoś tak między wierszami, słychac było wspomnienie tych świąt na których nie byłam. Z różnych przyczyn, z których teraz spowiadac się nie będę. Ale te oczekiwania…Wtedy też oczekiwali, a ja nie spełniłam ich, właśnie, oczekiwań.

Oczekiwania to zabójcy. Mordercy najfajnieszych rzeczy w życiu.

We mnie zabijają spontan. Jak zaczynam oczekiwac czegoś od siebie albo od innych, to tak jakbym zakładała kajdanki emocjonalne. Oceniam, nie mogę w pełni siebie wyrazic, bo już pewne pomysły „jak to powinno byc” mam w głowie ułożone, jak klocki Lego. I taka sztywno – upierdliwa się robię, i dla siebie, i dla tych, od których oczekuję.

Oczekiwania mordują emocje i przyjemnośc z nich płynącą. Bo już w głowie mam scenario – „musi byc tak, czy owak, bo jak to czy tamto się nie zdarzy, to nie będę szczęśliwa”. A się nie zdarza często. I co ja wtedy? Wynoszę śmieci moich pomysłów, a nie przyjmuję rzeczywistości, taką jaka jest, jaka akurat mi się zdarzyła. Tracę momenty szczęśliwości i błogości, bo jakoś inaczej je sobie wyobrażałam. Np. zdarza mi się wielkie love, i do konsumpcji tego love się zmierza, więc w głowinie powstają scenariusze, jak to akt miłosny będzie………..(tu wstawiamy sobie przymiotniki wedle własnego uznania, bo każdy ma jakiś schemat „pierwszego razu” z love aktualnym/ aktualną). No powiedzmy, że nie dzieje się tak jak sobie wymyśliłam, i co??? Ano, smutek Panie, wyrzut do partnera/ki czuję podskórny. Bo nie było tak jak sobie wyobrażałam. Nie mówię, że było źle. Tylko inaczej. Ech..

A już co do love, to właśnie oczekiwania to seryjny morderca, gwałciciel autentyczności i poczucia bezpieczeństwa. Love prawdziwe na tym się opiera (oczywiście wg mnie tylko), a jak mam byc autentyczna i czuc sie bezpiecznie, kiedy zamartwiam się o to, czy spełnię czyjeś oczekiwania? A druga osoba, czy spełni moje??? I pufff! Love się ogranicza, się powoli dusi i zdycha.

A że Krismas Sizon i Hapi Nju Jer mamy, to pewnie gdzieś tam oczekiwania się w głowie lęgną. Jak mi poszło w tym roku? Pewnie powinnam byc inna, byc gdzie indziej, osiągnąc więcej, w ogóle coś osiągnąc. Tego od siebie oczekiwałam, i co? Aż się ciśnie – czasem kopytko, a czasem nie. Oczekiwania mnie pogrzebały. Może mnie nie do końca, ale trochę.

A przyszły rok (zakładamy, że będzie)? To czego od niego oczekuję? Od siebie? Od innych??

I tak w tańcu chocholim w zaklętym kręgu oczekiwań sobie pląsam. Sobie i światu na przeszkodzie sama stoję. Ech…

Ja nie chcę. Już nie.

beznazwy1

Amen.

W zaklętym kręgu

Kiedy umierają marzenia..

Zdaje się byc taka maciupeńka, chudziutka na czarnej sofie. Siedzi na skraju, bez ruchu. Skulona. Patrzy na mnie tymi swoimi wielkim oczami.

„Zauważyła pani?”

„Tak. Brak obrączki.”

Wyciąga rękę, jakby szukała śladu po niej. Łzy już kapią, bez kontroli.

„Wczoraj się wyprowadził. Znowu znalazłam smsy od niej. Chociaż nie wiem, czy od niej, czy od innej. Teraz już wszystko jedno…Staraliśmy się o dziecko. Mieliśmy się wyprowadzic poza miasto, jak już by było. Domy oglądaliśmy. Wtedy mówił, że to nie tak jak sobie wyobrażam, że to coś innego znaczyło..Że dużo mojej winy w tym było. Teraz już nie wiem, co jest prawdą. A co nie było. Moje marzenia umarły, to jest teraz moją prawdą.”

Patrzę na tę dłoń bez obrączki.

Po trzech, po siedmiu, dwunastu, osiemnastu latach związku. Przychodzą sami, same, czasem w parach. Czasem da się uratowac. Czasem nie. Czasem jest już za późno. Czasem tylko żal, złośc, rozpacz i żałoba. I kredyty, i dzieci, i rozstania, i bolesne rozwody.

I te pytania, a właściwie jedno. „Dlaczego???”.

Dlaczego ja?

Dlaczego mnie zdradziłeś? Dlaczego ona jest lepsza ode mnie? Dlaczego mi nie powiedziałeś, że coś jest nie tak?? Dlaczego nic nie widziałam? Itd.

Marzenia zdechły. Wspólna przyszłośc też. Oczekiwania „happily ever after”.

Tak marzyłaś, tak planowałaś, tak oczekiwałaś, a może zapomniałaś o teraźniejszości? O tym, że relację tworzy się codziennie, nie za tydzień, nie „jak już dom zbudujemy”, nie jak potomek zakwili. Relacja jest „tu i teraz”, bo jutro może jej nie byc i to z różnych przyczyn. Bo może, nagle byc za późno. Bo on może odejśc, nie do innej, ale na zawsze. Stąd.

Kochaj teraz! Tylko dziś. I jutro znowu. I pojutrze też. Ale głównie teraz. Zakochaj się w nim znowu. Popatrz na te wasze wojenki, i zobacz, czy są warte krzyków, albo cichych dni. Czy te jego fakapy,( a któż ich nie ma) to naprawdę zbrodnie niedoskonałe, które dzień w dzień popełnia? Spojrzyj na niego, jakbyś pierwszy raz go widziała. Fajny ten twój facet, nie? To mu to powiedz, bo on w logistyce życia mógł o tym zapomniec, że ciągle dla Ciebie jest ciachem. I ciągle chcesz Jego właśnie, takim jakim jest, a nie jakim oczekujesz, że kiedyś, jak się zmieni…bo ty przecież wiesz lepiej.

Życzę wszystkim sparowanym paniom (panom też), zanim będzie za późno.

Kiedy umierają marzenia..