Jestem zboczeńcem

Potocznie – zboczeniec –  «człowiek, którego zachowania seksualne odbiegają od normy».

Siada na jednym z foteli na przeciwko mnie. „Hmm..dlaczego wybrał akurat ten?” – mogłabym pomyśleć, ale nie myślę, bo może po prostu siada gdzie chce. Wypija cały kubek wody. I nie szukając kontaktu wzrokowego, wbija wzrok gdzieś za horyzont za oknem.

„Na początek, chciałbym, żeby pani wiedziała, że jestem zboczeńcem.”

Aha. „Jak mogę nie kochać swojej pracy?!!!” – miga mi na korze przedniej.

„A co sprawia, że tak pan o sobie myśli?” – przemyka mi po twarzy spojrzeniem, koncentrując się na pięknie seksownym kalendarzu Zbyluta Grzywacza na ścianie. Wzdycha.

„Znaczy ja tak o sobie nie do końca myślę, moja partnerka raczej..”

„Tak panu powiedziała?”

„No może nie dosłownie, ale czasem jak rozmawiamy po seksie, jeśli rozmawiamy po seksie, to mam wrażenie, że ona tak o mnie myśli, tylko nie chce tego na głos powiedzieć…”.

Aha. Czyli nie do końca zboczeniec jest zboczeńcem.

Okazuje się, że on „coś” robi, czego ona nie lubi, nie aprobuje, nie zgadza się, co okazuje dość otwarcie, bez zahamowań. On się wtedy zamyka i obrzuca wewnętrznie najgorszymi epitetami.

Po rozmowie z Oną, wychodzi na to, że ona tego nie lubi, bo jej po prostu niewygodnie i uważa, że jej ciało wcale nie wygląda w tej pozycji zbyt podniecająco, więc się zamyka i pożądanie znika, i się wycofuje i nici ze szczytowania jej i jego. I po seksie. A ona tonie w falach wstydu.

Jej. Prosta sprawa niby. Chór głosów może się wznieść: „No to dlaczego ze sobą nie pogadali!”. Ano nie pogadali, bo i jedno i drugie miało w głowie swój film na temat tego co się między nimi wydarza. Tak łatwo jest przecież ocenić z pozycji czytacza co zrobić, nie? A ileż razy w związkach o tych wyobrażeniach i projekcjach nijak rozmawiać nie umiemy, trzymając się Swojej Prawdy, która z Prawdą Prawdą niewiele ma wspólnego. No nic. Oni mają się dobrze, i z tego co wiem, pożycie kwitnie! (przesyłam pozdrowienia, bo przeczytają)

Ale to co mnie tak zawsze, ale to zawsze zastanawia, to ilekroć słyszę kogoś przylepiającego sobie łatkę „zboczeniec”, „nienormalna”, „chory” kiedy mowa jest o zachowaniach seksualnych, to prawie na 100% wychodzi później, że to tylko ten pęd wciśnięcia się w normy, czy raczej to, co ktoś uważa za normy. Bo broń mnie o Buddo, żebym odstawać miała od całości, wielości, przeciętności statystycznej???

A co ta „normalność” w ogóle oznacza? Bo słuchając innych i w gabientach i poza nimi, jak już rozmowa czasem schodzi na „te sprawy” to jak ten seks „normalnie” przeciętny, statystycznie ujęty wygląda?

– jest niezręcznie, czasem niewygodnie

– komunikacja bywa ograniczona

–  trochę „orka na ugorze”, a nie zabawa

– zrelaksowanie dopiero po znacznej często dawce alkoholu

– obsesyjne przejmowanie się „jak wypadnę?”

– niepewność co do upodobań partnera

– jak się coś nie podoba, to się czeka, aż to zaniknie, albo po męczeńsku znosi

– masturbacja to tajemnica

– „ciało nie takie” – za grube, za chude, za stare, za owłosione, niewydepilowane

– „penis za mały” tudzież za cienki

– „czy ona miała orgazm? czy tylko tak mówi?”

– „niech już dojdzie, i będzie po wszystkim”.

 

Tak mniej więcej, jest przeciętnie = normalne.

Myślę sobie, że jak się wypada „poza normy” to może być całkiem ciekawie.

 

Jestem zboczeńcem

Na 2015 – seksownie

Nie zapomniałam o życzeniach na Nowy Rok! Chociaż to data raczej symboliczna, to rytuałów przejścia potrzebujemy nawet w erze 2.0 czy już 3.0? Nieważne. I tak ich potrzebujemy. Co prawda Stare można zostawić w każdej chwili, a Nowe zacząć od poniedziałku, któregokolwiek, ale jakoś potrzebujemy zaczepienia w czasie, odcięcia przez datę, błogosławieństwa kalendarza na „nowej drodze życia”.

Chciałam coś publicznie „po-życzyć” i jak to z życzeniami, ugrzęzłam…

Na szczęście, na ratunek przyszła sztuka, wysoka czy niska, phi, nieważne.

Przedsylwestrowo udało mi się dostać, dzięki uprzejmości przyjaciół, na spektakl kabaretu mocno warszawskiego „Pożar w burdelu”. Jeśli nie słyszeliście, to koniecznie zjutubować, bo to jedyny polski kabaret, który jestem w stanie znieść, którego gorzko – śmieszne, ale błyskotliwe do bólu show, pozostawia mnie w stanie arcyprzyjemnej nieważkości za każdym razem. W skrócie – Polecam!

W kabarecie, jest jedna mi postać niezwykle bliska: doktor Janusz Fak – terapeuta miasta. Już wiecie dlaczego, bliski, hyh.

W tym odcinku, Dr Fak zaczął właśnie od trudności składania sobie życzeń. Monolog jakby mi z głowy wyjął.

No bo czego sobie życzymy, tak ogólnie? No zdrowia, no szczęścia, no miłości, no „czego tam Ci potrzeba”. No takie bylejakonijakie te życzenia trochę. I tu nareszcze przełom! A jakbyśmy tak sobie życzyli: „Dobrego Seksu!”?

No nie wybrażam sobie, że moim 90+ letnim babciom tak życzę, które są fankami pewnej opcji religijnej, bez wpędzania ich w przedwczesny atak serca, choć dobry seks każdemu do tzw. śmierci się wg mnie należy.

Ale tak serio – tego właśnie bym chciała Wam życzyć: „Dobrego Seksu!”.

Takiego przed duże S, albo małe. I wg indywidualnej oceny, co jest dla niego „dobre”, byle tylko innych nie ranić i wykorzystywać!

Ale może pójdźmy dalej, a co! A gdybyśmy mieli takie całe „dobre, seksowne życie”? Bynajmniej, nie oznaczałoby to, że ganiamy codziennie w podwiązkowych kabaretkach, bez bielizny, z wyćwiekowaną obrożą na szyi, choć znam kilka osób, płci różnych, którym by się to podobało.

Nie no, jak sobie tak to przetwarzam, to czuję bardziej: pełne, soczyste, przyjemne, spełnione, orgazmami różniastymi wypełnione, życie. Mmmmm… Miło, prawda?

Zrób sobie mały eksperyment. Czy pamiętasz tzw. „seks życia”? Taki co to od razu po takim haśle przychodzi do głowy…. (już? jest wspomnienie? jest czucie? może, jakieś…małe…podniecenie?).

To nie musi być 100 bilionów pozycji z Kamasutry. To może być ten, gdzie emocje i ciało, potrąciły obręcze Saturna, hyh. Albo ten, gdzie nawet „ziemia się nie poruszyła”, ale odczuwana bliskość z partnerem/ partnerką, sięgnęła Twojego rdzenia, duszy. Może, nie musi. To może być ten, którego nie można zdefiniować, dlaczego jest „seksem mojego życia”. Bo jest i koniec. I nikomu nic do tego.

No dalej. Zamknij oczy i pamiętaj.

Pozwól sobie.

Poczuć.

W ciele. Całym…..

W emocjach…..

W mikroodczuciach…..

W obrazach…

W zapachach…

W dźwiękach….

W Tobie, na Tobie, od Ciebie….

Już?

To jeszcze trochę…

Czuj.

Niech ta wyobraźnia i pamięć pracuje.

Już wiesz? Pamiętasz?

To takiego życia Ci życzę.

Życia.

Love!

images (2)

Na 2015 – seksownie

Orgazm, orgazmik, orgazmiczunio

Popłakałam się. Ze śmiechu, na szczęście. Video Improv Everywhere, gdzie odgrywana jest pamiętna scena orgazmu z „Kiedy Harry poznał Sally”. Koniecznie całość!

Ale jak to u mnie bywa, refleksje mnie zalały, jak już łzy przetarłam.

Jak to jest z tym udawaniem orgazmu Drogie Panie, Drodzy Panowie?

Panie, w gabinecie, często się przyznają, że zdarza im się poudawać – „żeby było szybciej”, „żeby był spokój”, „żeby on się dobrze czuł”, „żeby się nie foczył”. W ogóle tych powodów udawactwa pojawia się sporo. Jedne bardziej wymyślne od drugich. I statystyki „amerykańskich badaczy” krzyczą – bo do aktorstwa przyznaje się od 60 do 80% badanych pań! Tsk, tsk…

Zasmucam się bardziej, kiedy wiem, że kobietka udaje, bo np. nigdy nie poczuła orgazmu, albo nie wie, co to jest (a może go przeżywać), albo boi się otworzyć na tyle przed partnerem, żeby pozwolić sobie na taką intymność. Myślę sobie o tym, bo tak jak mawiano, że orgazm, to taka la petit mort – mała śmierć, tak pięknie intensywny może być, to niezbędna jest własna przed sobą otwartość a do partnera zaufanie. Tak, by tę małą śmierć umieć w pełni przeżyć. I tak, tu dłuższe związki mają potencjał wygranej.

Swoją drogą, I mean, Lejdis!!! 80%?? Serio? A panowie, którzy w tych performansach artystycznych brali czynny udział, to co przepraszam? Rozumiem, zajęci sobą, wtopieni w moment, zafascynowani ogólną atmosferą sensualizmu. Jasne. Niezła ta gra aktorska musi odchodzić! Jakąś nagrodę dla najlepiej udawanego orgazmu trzeba by stworzyć!

(Ciekawe czy są statystyki panów, którzy sztuczne orgazmy wykryć zdołali…)

Po mojemu, i wedle ksiąg mądrych medyczno – seksuologicznych, to widać, słychać i czuć organoleptycznie. Pewnych zjawisk nie da się udawać i tyle. A uważnemu oku też takie artystowskie wybiegi od razu się ujawnią.

Ale pytanie – wiedzieć, że udaje, po co??? Przecież wszyscy są zadowoleni, nie? No niekoniecznie. Bo to może być, nie musi, jakimś światełkiem na czerwono migającym w związku, że coś nie styka, coś się psuje, albo poziom benzynki uczuć jest już na wyczerpaniu.

Po hamletowsku – udawać, czy nie udawać? Osąd w sercu niech się odbędzie.

PS. Jeśli musisz pytać, czy miała orgazm, to wiedz, że nie miała.

Orgazm, orgazmik, orgazmiczunio

Podnieca mnie Twoje 14-letnie ciało..

Skusiłam się na ponoć najbardziej kontrowersyjną książkę tego lata.

Przyznam się. Mam słabość do seksownych bestsellerów, a tak był chrzczony. Ech..

indeks

Nie spodziewałam się siły rażenia. Jak zwykle trochę z przymrużeniem oka potraktować chciałam lekturę. Ale nie udało się. Po kilku stronach już chciałam rzucić Kindlem o ścianę. No ale w porę przyszła refleksja na szczęście i to wielopiętrowa. Przeczytałam do końca w dwie godziny, prawie nie oddychając.

Rzecz jest pisana z perspektywy 26 letniej nauczycielki w czymś, co u nas pewnie byłoby gimnazjum. Celeste, piękna, zamężna, ale Ford jej mąż, jest dla niej po prostu za stary:

But thirty – one is roughly seventeen years past my window of sexual interest.

Tak. Celeste jest kobietą pedofilem, pedofilką. Pracuje jako nauczycielka, żeby mieć możliwość uwiedzenia uczniów, nie, jednego, jedynego, wybranego z całej rzeszy innych. Młode ciało, 14- letnie, żeby być dokładnym, tylko takie jest w stanie ją podniecić do czerwoności, o nim fantazjuje, do marzenia o nim się masturbuje, agresywnie. Zasadza się, uwodzi, śledzi, aż do momentu kiedy jej obsesje mogą się ziścić. I spełnia swoje fantazje wielokrotnie, w każdy możliwy sposób, łącznie z seksem analnym na biurku w klasie pełnej biurek.

Sceny seksu są dokładnie opisane. Każda część ciała przedstawiona jak fotografia. Każdy zapach, smak opisany. Niewiele pozostawione wyobraźni, chociaż może za dużo właśnie. Nie wiem.

Bo po lekturze, to moja główna refleksja – „nie wiem”.

Przyznam się, przeszłam przez różne fazy czytając. Jako psychologowi seksuologowi, od razu mi się wszystkie światełka pozapalały jeśli chodzi o jej „ofiary”. Bo przecież komponenta emocjonalna, bo rozwój psychoseksualny zaburzony, bo cierpienie, bo ślad na całe życie, bo krzywda. Bo właśnie – kat i ofiara.

Jak już mi się udało wyłączyć mózg pracowy, to wpadłam na ścianę swoich własnych misternie przez społeczeństwo utkanych stereotypów. I moich własnych ograniczeń. Emocjonalnych, poznawczych, seksualnych. I cieszę się, że tak się stało. Bo to ważne.

Kiedy już odrzucę te okulary przyzwyczajeń i schematów myślenia, otworzę głowę to ciągle mi pytania wirują. Czy aby na pewno? Te normy  zachowania seksualnego, czy one w pełni odzwierciedlają pełnię naszego człowieczeństwa? Czy to co chłopcom się działo, to na pewno krzywda? Jak taka inicjacja, i praktyki wpływają na młody umysł, a w efekcie na późniejsze potrzeby seksualne? Czy na pewno inaczej postrzegamy facetów pedofilów, a inaczej kobiety? Czy może należałoby stosować inne kryteria? Co to znaczy, że podniecały mnie niektóre sceny? A niektórych nie mogłam czytać? A co jeśli, w emocjach i pragnieniach identyfikowałam się z bohaterką? No co to znaczy cholera?

Nie wiem. Nie jestem pewna.

Wiem natomiast, że każdy człowiek jest inny. Każde doświadczenie nie jest takie samo. Zasady są ogólne. Mają chronić. Ale też mam wrażenie, że często zbyt szybko etykietujemy (to do moich kolegów, i koleżanek po fachu, chociaż pewnie nie tylko). Zbyt szybko może nadajemy znaczenie czynom, nie słuchając indywidualnych historii. Zbyt szybko odciąc się chcemy od tego, co społecznie nieakceptowalne, bo nuż, broń cie panie bosze, może rozpoznamy swoje stany w tych złych.

To jest bardzo dobra historia – kobieta pedofil (a może raczej kobieta – efebofil, chociaż granica to 15 lat..ech..). Kiedy czyta się ją z otwartą głową, bez przedwczesnych osądów i kalek stereotypów. Ale to jest naprawdę cholernie trudne.

Ciągle szukam odpowiedzi.

Podnieca mnie Twoje 14-letnie ciało..

Bez uprzedzeń

Oj, The Sessions trzeba obejrzec!

 

Bo u nas w ogóle się o tym nie mówi. Bo tabu się narusza. Bo nie wypada. Bo to obrzydliwe. No jak? Niepełnosprawny i sex??? No jak?? Fuj!! A film dobry. Może nie arcydzieło. I mam nadzieję, że Oskarka nie popełni, bo to już malutka przesada by była. No ale, temat ważny! Bo zaniedbany.

No, dla wrażliwych niecyników.

Polecam.

Film

Sex Manifest Normalności cz.2

Trochę bardziej hardkorowa ta częśc, no ale słowo się rzekło..

Mit#5: „Mam głębokie gardło my love..”

Nie, nie wszystkie panie mają „głębokie gardła”. Nie, nie wszystkie panie lubią oralkę dawac (tak jak nie wszystkie lubią byc „oralizowane”). Ale do przesady przesadnej dochodzi w pornoskach, gdzie panie są zmuszane, lub nie, do penetracji gardła aż do oskrzeli. Panów to ewidentnie kręci – rozkosz mogę sobie tylko wyobrazic. Kiedyś pewien znajomy, orientacji odmiennej od wszechpanującej, zadał mi koronne pytanie: „Jak wy kobiety powstrzymujecie ten odruch wymiotny???”. Są metody. Są techniki. Trzeba się tego nauczyc, i tyle. Ale zasada jest taka: NIE ZMUSZAC SIĘ!!! Bo wtedy odruch, jest właśnie odruchem, wiadomo, co na siłę..

Mit#6: „Twoja sperma jak balsam…”.

Do ciała? Krem na twarz? Mimo witamin i innych fajnych specyfików w nektarze męskim zawartych, nie wszystkie panie lubią byc oblewane jego fontannami po twarzy, czy innych zewnętrznych organach ciała (szkoły są różne, tak jak z połykaniem rzeczonego nektaru..). Moja przyjaciółka przytoczyła mi kiedyś taki dialog ze swoim kolejnym lubym w łóżku: „ON :Kochanie mogę na brzuch? ONA: A zliżesz?”. Po sprawie było. Hyh. Lepiej uzgodnic wcześniej.

Mit#7: „Och..Ach..Anal..”.

W porno różnorakim widac, że panie analkę uwielbiają i momentalnie spazmują z radości orgazmistycznej. Taaaa..I znowu dzielimy się na fanów i wrogów zagorzałych. To może byc bardzo przyjemne, dla panów również, i nie tylko tych niehetero, ekhm, żeby się tylko przyznali.. Ale nie jest dla wszystkich. I tak – kobietka może miec orgazm albo coś orgazmopochodnego, no przynajmniej przyjemnośc wielką, ale warto się do tego przygotowac, żeby się nie pokaleczyc i chorób brzydkich się nabawic. Ale uzgodnic! Acha i anegdota od tej samej przyjaciółki (co ja zrobię – otwarta bardzo jest). Dialog z łóżka: ONA: (w zadyszce ekstatycznej) „Weź mnie od tyłu, proszę!” (czyli „na pieska”). ON:( skonsternowany, trochę sapiąc, doczepia się nie tej dziurki co trzeba..) „Trochę ciasno..” ONA: (zdziwiona i już sfrustrowana) „Bo to nie ten adres..”.

Mit#8: „Mów do mnie!!!”

Jak wiemy rozmawiac o seksie trzeba nieodwołalnie. Jak widac na powyższych przykładach. Ale w filmikach królują raczej dialogi mało cenzuralne o wszystkich barwach – języków obcych można się uczyc w ograniczonej ich formie określających różne części genitaliów i czasowników w trybie rozkazującym. Można i tak, jak ktoś lubi. Ale nie wszyscy lubią oratorami byc, ani słuchaczami. Niektórzy dźwięków rozkoszy też znieśc nie mogą. Albo są przykłady ekstremalne, tu znowu cytat z mojej przyjaciółki: „Wiesz, on był taki cichy, że się zastanawiałam, czy żyje! Mój wibrator jest głośniejszy niż on..”. Panie z kolei, naoglądane filmów lub scenek, mogą jęczec jak szalone, kiedy on jeszcze ich nie dotknął. Rozumiem, że są kobiety, które samą stymulacją mentalną mogą się pobudzic, ale bez przesady. No nic..Umiar drodzy państwo, umiar i autentycznośc…

To tyle, co wypatrzyłam. Jest jeszcze trochę, ale już nie będę się rozdrabniac.

A sex prawdziwy, nie ten cyber, jest czasem nieudaczny, czasem nieporządny, czasem niewygodny. I zdarzają się skurcze, i burczy w brzuchu, i inne naturalne dla pracującego ciała dźwięki. I jest pot, i ślina, i inne takie tam. I tak ma byc, bo tak jest, bo tak bywa.

Życzę miłego filmików oglądania, ale jeszcze milszego „uprawiania”. Bez stereotypów, i bez zahamowań.

I znowu się powtórzę: BEZPIECZNIE! Jak ten pan… 😀

images

Sex Manifest Normalności cz.2

Sex Manifest Normalności cz.1

Oglądam porno, o czym pisałam wcześniej. Wiem, co to jest. Wiem, jak to wpływac może na oglądacza. Wiem, co to może dac związkowi. Wiem, co to może zabrac relacji. Ale co mnie wkurza do nieskończoności i z powrotem, to fakt, że niektórzy biorą sobie, ekhm, do serca, obrazki pornolskie, i myślą, że taka jest rzeczywistośc. Albo raczej, że taka powinna byc. Well, powiedzmy sobie raz i otwarcie – porno ma się tak do prawdziwego sexu, jak photoshop do rzeczywistości. Zupełnie jakbyśmy przestali rozróżniac real od cyfrowego świata. Faceci nie są gorsi od babeczek. Słyszę to cały czas na kozetce, tej w gabinecie, nie w domu, żeby nie było wątpliwości. Wkurzam się i z głębi swojego oburzeniowkurzenia odmitologizowac bym chciała te zdygitylizowane przekonania.

Mit #1: „Genitalia, oł, yeah, genitalia..”

Powiedzmy sobie szczerze, porno robione jest głównie dla facetów. Ma byc szybko i dosadnie. Bez „atmosfery”, jak to panie mówią. Tak właśnie można zostac ginekologiem i urologiem w jednym, po tym ja się ogląda. Cipki i penisy w całej swojej okazałości. W jarzeniówkowym świetle, żeby było lepiej widac przecież. Tzw. gra wstępna opiera się na tzw. oralu i to niezbyt romantycznym, bo po co? A czasem nie ma w ogóle. Jest tylko w softpornie, no ale kto to ogląda? A gdzie buziaki? Gdzie przytulasy? Gdzie zapach? Gdzie skóra ciała? Gdzie dotyk całego, pięknego, sexownego ciała? Kobietki to kręci, nie? Bez tego nie będzie oliwy, gorąca, powolnego rozpalania żądz. Drogi Panie! Całym ciałem dotykaj swojej partnerki, jej cipka i organy okalające nie uciekną, rozpalaj ją powoli, aż będzie Cię błagac „Taaaak, dotknij mnie, proszę…”. Nie ma pstryczka – elektryczka, który rozpala kobitkę! (Poza pewnymi wyjątkami czasami, hyh..).

Mit#2: „Pstryczek czyli łechtaczka”

No tak się prezentuje to w pornoskach – on dotyka od razu jej łechtaczki, a ona w spazmach odlatuje w stratosferę. Tiaa..Najpierw trzeba ją zlokalizowac, hyh, anatomia kobiety to terra incognita dla niektórych. I gdzieś tam się gubic mogą koło cewki moczowej a wejściem do pochwy. Jak wiadomo, żaden facet się nie przyzna, że mapy czytac nie umie. No a jak już wie, to targa nią jak reklamówką w sklepie, i kobietka ma się niby podniecic od tego barbarzyńskiego targania. No nie! Najpierw ciało „górne” a potem „pstryczek” zaopiekowany. Tu się płciowo różnimy i warto to wiedziec drogie Panie! Tak jak my kobietki powoli w całym ciele mamy strefy erogenne (wskazówka Panowie!), tak faceci mają je głównie wokół swojego Pana i Władcy – czyli Penisa. I tam się skupic trzeba (jeszcze można pomanewrowac wzdłuż kręgosłupa i brodawek, nie zawsze działa..). Czyli zupełnie odwrotnie niż u nas.

Mit#3: „Akrobatyka łóżkowa”

I tu pornole są antyarcydziełem! Jak się okazuje, panie mogą szczytowac w najdziwniejszych pozycjach. Prawie w ogóle niedotykane. A przynajmniej niedotykane w tych miejscach, gdzie na pewno orgazm może zamieszkiwac. Panowie Kochani! Łechtaczka jest ważna, arcyważna przy orgaźmie kobiecym. Nie skąpcie nam tej przyjemności! Niektóre z nas tylko tak mogą osiągac wielkie O. To, że wygniesz mnie w chińskie A, nie musi skutkowac tym, czym myślisz, że poskutkuje. Tylko ból pleców, stawów i naciągniętych ścięgien. Ale nie zachęcam do „nudy”, borzebroń!

Mit#4: „Łysolka”

Nie wiem jak to drzewiej bywało, ale teraz się okazuje, że wszystkie kobietki mają tzw. „brazilianę” czyli zupełnie goło i wesoło, albo jakąś zmyślną fryzurkę „tam na dole”. Przynajmniej w pornolkach. I rzeczywiście, dbac o higienę trzeba, i dla niektórych „odchaszczenie” nawet wskazane, żeby łechtaczkę znaleźc możnabyło, albo żeby kłaczki między ząbkami nie zostawały (Panom i Paniom), ale żeby odrazu skinhedka?? Nie wszystkie panie to lubią (bo bolesne jest i trudne do utrzymania, taki odchwaszczony ogródek), i nie wszyscy panowie się tym zachwycają. Kobietko i Facecie! Znajdź coś, co dla Ciebie jest fajne, wygodne i dobrze się z tym czujesz! Nie udawajmy, że tam włosów nie ma. Bo są.

To tyle tym razem. Niedługo częśc 2.

Stay tuned.

PS. Teaser: będzie o blowdżobie, analu i wytryskach.

Ale przede wszystkim:

images

Sex Manifest Normalności cz.1

Venus w Berlinie – fotkowo

Ochrzan dostałam, że fotek nie było przy wczorajszym sprawozdaniu. Od razu się wytłumaczę – jako jedyna osoba na ziemi, nie mam smartfona, i aparatu foto również nie posiadam, ale dzięki Wszechświatowi i Dorotce Sakowskiej, mojej współpodróżniczce z Pussy Projekt (jak nie wiesz co to jest, to w te pędy wujka Gugla zatrudnic) fotki są. Oto wycinek targów!

Niewinnie wyglądające wejście do, no widac:

 

Tu spędziłam sporo czasu, bo też było najciekawiej:

 

To nie są narzędzia tortur, znaczy są, ale innego rodzaju…

 

To panowie konikowie..dla koneserów..

 

I z gwiazdami można bylo sobie fotki strzelac…

 

 

Te gorsety były po prostu piękne. Co prawda była też pani w samym tylko gorsecie i szpilkach, ale oszczędzę widoku, bo jeszcze mi blogusia zbanują…

 

 

Transformersi mnie urzekli pięknem kinky i wyobraźnią:

 

No i shibari, oooooch, było erotycznie bardzo, co prawda fotka odczucia nie pokaże, ale było naprawdę gorąco…Ufff…

 

 

A następnego dnia, na dokładkę, byłam jeszcze tu, hyh:

 

 

A na koniec, już z hotelu i po caaaałym dłuuuugim dniu, jednak dyskutując przez grubszą częśc nocy, wasz człowiek:

 

 

 

Venus w Berlinie – fotkowo

Venus w Berlinie

Na targach erotycznych byłam w pięknym mieście Berlinie. Tyle atrakcji i inspiracji, że na książkę psychologiczno-socjologiczno-pornograficzną by starczyło, ale się przecież kontrolowac muszę, więc tylko sprawozdanie będzie.

Pierwszy raz udało mi się uczestniczyc w targach na tak wielką skalę. Messe Berlin przywitało nas kilkusetosobowymi kolejkami, co spowodowało zrzędnięcie min natychmiast, ale przecież my w celach profesjonalnych przyjechaliśmy, więc na szczęście czekało na nas wejście VIP proffesional, bez kolejki. Po odebraniu passów, na których każdy z nas figurował pod nazwą czegoś co tylko przypominało pierwotne imię i nazwisko, ja np. byłam:

tak, tak, Izabelle Dziwgiel, no dobra, weszliśmy.

4 ogromne hale, setki wystawców, tłum niebywały. Ograniczę się do tych rzeczy, które najwyraźniej wbiły mi się w czaszkę:

– full size lalki w wersji męskiej i damskiej, których „skóra” jest bardziej ludzka w dotyku niż niejeden człowiek

– powóz, do którego w roli koni zaprzęgnięci są panowie, w pełnym skórzanym przebraniu z maskami i ogonami

– pan Pricasso malujący obrazy, jak sama nazwa wskazuje, penisem, tak, tak, na żywo widzieliśmy

– stoisko pt. Russian Hardcore Porn, które swoją estetyką przypominało stoiska na Stadionie jeszcze kiedyś Dziesięciolecia, teraz przechrzczonego na Basen Narodowy- zastanawialismy się, czy to zamierzone było, ale pewnie nie..

– Fetish Hall, w którym spędziłam dużo czasu, bo oglądac można było od masek jak w „Oczach Szeroko Zamkniętych”, przez wiązania i uprzęże dla wszystkich możliwych części ciała, bieliznę koronkową, lateksową, gumową i z materiałów nawet mi bliżej nieznanych, packi, pejcze, i inne pocieszne instrumenty BDSM, których przeznaczenie musiałam sobie wyobrazic, ekhm, aż po pokaz na żywo japońskiej sztuki bondage shibari, która był po prostu przepiękny i bardzo podniecający, co można było wyczuc w tłumie otaczającym scenę. W ogóle pokazów było co niemiara, ale trzeba było kilometry robic, żeby to ogarnąc, waaaarto.

– ogromną popularnością cieszyły się gwiazdy porno, które można pooglądac w akcji na różnych portalach. Tych profesjonalnych ale też amatorskich. Panie miały swoje stoiska, przy których rozdawały autografy i robiono sobie z nimi zdjęcia. Raczej nieubrane niż ubrane, czego nie trzeba dodawac. Przy każdym tłumy panów, którzy chcieli uwiecznic siebie z bohaterkami swoich mokrych snów i nie tylko. To robiło wrażenie, bo jak wytrwany obserwowacz życia się panom przyglądałam. Nie było tam nic z agresji, czy deprecjacji. Oni po prostu podchodzili do tych kobiet jak swoich bohaterek, z czcią i adoracją, i prawie nieśmiałością. Taką mam fantazję, żeby pogadac z tymi gwiazdami porno, bo straszliwie nabrałam ochcoty, żeby usłyszec co one mają do powiedzenia, jak one to odbierają, bo przy stoiskach specjalnie mówic nie musiały. No ale to następnym razem.

– najspokojniej było w strefie biznesowej, gdzie gawiedź nie miała wstepu. A siłą rzeczy tam właśnie spędziłam najwięcej czasu. Wsytawcy prezentowali świetnej jakości produkty, ale nie było nic, ku mojemu zdziwieniu, co by mi ciśnienie podniosło, że o jej! No wibratory, no dilda, no pierścienie i stymulatory dla panów, no nic szczególnie wymyślnego. Najfajniejszym stoiskiem był Woody – czyli drewniane dilda, przepięknie wykonane, jak małe dzieła sztuki, takich dla ekosex lubiących.

– liczyłam na jakieś nowinki technologiczne, z podłączeniem do mózgu, ze zdalną stymulacją, ale było tylko przaśne kino porno w 3D. Nie porwało, znudziło.

Oddzielną atrakcją targów są ludzie, którzy na nie przychodzą. Bo nie tak, że tylko przyzwoicie jak ja ubrani są, o nie, tutaj przebranie na przebraniu, które czasem polegało na nieubraniu. Tu głowa mi się dookoła kręciła. Bo to swoiste gwiazdki były, fotografowane z każdej strony. I sobie myślę, że to jest ten ich jeden dzień w roku, w którym mogą sobie pozwolic na odkrycie, hyh, swojego prawdziwego ja i ekshibicjonistycznych fantazji.

To hajlajty. Przebodźcowałam się zupełnie. Jakby mi ktoś wtedy sex kazał uprawiac, to nie wiem czy by mi nawet powieka zadrżała, kiedy bym powiedziała głośno i dobitnie – nie! Nie ma mowy.

Ogólnie było przaśnie i paździerzowo. Takie trochę umpa umpa seksualne, co w sumie z erotyką niewiele wspólnego miało. Bo okazuje się, że mam o wiele wyższe wymagania, ot co.

I teraz tylko podziękowac chciałam moim towarzyszom podróży, bo dzięki nim, ten wyjazd był jednym z najlepszych wyjazdów ever. EVER. W przyszłym roku – Japonia! 😉

Venus w Berlinie