Tropikalny seks-wkurw

Na wakacjach się w końcu znalazłam, po trudnym i arcyciekawym roku dla mnie, potrzebowałam ostudzenia synaps i i trochę większego geodystansu od geolokacji pierwotnej.

Małą pocztówkę przesyłam więc, jak to drzewiej bywało:

Jesteśmy na jakiejś ciupince wysepce zawrotnie pięknej, jak wszystkie tutaj. Nadszedł czas powrotu do cywilizacji, towarzystwo jakoś się zbiera powolutku bo „się nie chce”, bo „małpy się plecaków czepiają”, bo „jesteśmy w Azji, więc się nie spieszę”. Mam tak, że na wyjazdach, niestety dla towarzyszy, ciągle chcę więcej i dalej i wszystko. No mam tak. Wracam więc jako pierwsza do łódeczki naszej łupineczki, żeby dalej, no dalej, coś…

Nasz miejscowy „przewodnik łódkowy”, przezwany czule „Kapitanem Ryngitem” (od malezyjskiej waluty) ma jakieś 23 lata i w spokojności biologicznej mógłby być moim synem. Wskakuję do łódeczki-łupineczki, pokrzykując na pozostałą szóstkę, która myślałam, że jest tuż za mną, ale zaginęli w dżungli najwyraźniej, że „chodźciejużno”, „ejno”, i „boodpłyniemybezwas”, próbując w tym samym czasie zetrzeć z siebie piasek, wody resztkę po pływaniu i pot oczywiście. Taki taniec-łódko-wygibaniec robię, żeby siebie i Ryngita do wody nie wrzucić, kręcąc się dookoła kręgosłupa, nagle napotykam się na, w swoją stronę wycelowanego…uwaga… penisa w całej swojej męskiej okazałości, pięknie brązowy z różowawym czubkiem, całkiem słusznych rozmiarów, no co ja będę tu penisa opisywać, wiemy jak wyglądają, nawet te „egzotyczniejsze” nie?

Jak już tak się na niego prawie nadźgałam, wzrokiem na szczęście tylko, i na „łódkowego” paluszek który ewidentnie wskazywał, że on, „pan łódkowy” chętnie by mi potowarzyszył w czymś bardziej dorosłym, to z zaskoczenia i absurdu całej sytuacji, wybuchnęłam śmiechem, nie perlistym, bo ja i perlisty śmiech to raczej nie, ale tak szczerym jak z głębi jajników potrafię. Odkiwałam głową, że raczej nie skorzystam z tak dostojnie okazanej oferty, że w sumie to bardziej bym go do piersi, kapitana „łódkowego”, nie jego penisa, przytuliła, tak matczynie, raczej, a on mi tu z takim tym..heh…Ryngit w panice, wstydzie i zażenowaniu atomowym próbował ukryć w spodenkach swoją donośną erekcję a ja obśmiewałam się dalej. Towarzystwo się przyczołgało. Popłynęliśmy dalej, kapitan Ryngit, jego grzeczny i spokojny już penis, i my.

I jak sobie tak przez ten raj płynęliśmy, to oczywiście, najpierw sobie wewnętrznie rechotałam, i też trochę zastanawiałam, czy powiedzieć reszcie, czy nie. Ale uznałam, że raczej nie, bo nie wiadomo czym to dla biednego Ryngita mogło się skończyć, jak trzech rosłych, krzepkich facetów made in Poland, by się zdenerwowało, no i kobiety jeszcze przecież tam były, też nie stroniące od ekhm, argumentu, więc dla spokojności międzynarodowej, wybrałam opcje „silence”.

Kilka godzin później jak oglądałam swoją skórę w lustrze, która przypominała już odcieniem wkurzonego indyka wzrok mi padł w swój wzrok. Stanęła (hyh) mi scena przed oczami i po prostu się wkurwiłam. Siarczyście, na głos podkreśliłam swój stan i zaczęłam sobie przypominać historie ze swojego i innych kobiet życia, kiedy w taki, mniej lub bardziej wyszukany sposób, „zachęcano” nas do seksu, gwałcąc granice, przekraczając bariery szacunku i często naruszając na zawsze, osobowość i poczucie siebie. „Co jest do cholery? rozmawiałam ze sobą w lustrze – Pamiętasz jak E. ci opowiadała, jak była w Maroku i na jej widok faceci zaczynali się masturbować, tylko dlatego, że była „biała”, a „białe” to wiadomo! Albo jak ręce ultraprzystojnego Włocha z siedzenia obok, zaczęły niebezpiecznie blisko latać, po tym jak się okazało, że wasz lot odwołali, i trzeba jechać do jakiegoś hotelu, więc jakoś siebie wesprzyjmy, a wiadomo, że Polki to ten! Albo jak P.ci mówiła, że bała się do windy z typem jednym z kamienicy swojej wsiadać, bo robił takie uwagi na temat jej wyglądu, że wolała schodami chodzić?!!”.

Nie chciałam sobie przypominać tych gorszych, dużo gorszych kobiecych historii nadużyć, gwałtów, molestowania. To co nagle mnie spotkało w rajskim tropiku to król pikusiów, ale się zdarzył i dał do myślenia skurczybyk.

Czy jest szansa na zmianę Tego? Czy ścieżka „walki” z Tym to na pewno dobra ścieżka? Czy ona przypadkiem nie tworzy więcej agresji i przyzwolenia na przedmiotowe traktowanie? Jak edukować? Kogo? Osoby z penisami? Osoby z waginami? Jak o tym mówić? A najważniejsze – do kogo?

Mam dużo do przemyślenia i jeszcze więcej do zrobienia. Bo nie wierzę w jedną jedyną formatkę postępowania w tak różnych przypadkach. Ech no.

Ps. A tu ten kawałek raju, niby bez cienia, ale jednak trochę już mniej kolorowy…

IMG_0253

Tropikalny seks-wkurw

Ściana z penisami

Jako wielofunkcyjny robot terapeutyczny zajmuję się przeróżnymi treściami, trudnościami, odchyleniami od tzw. normy. „Tak zwanej normy”, bo tak naprawdę to każdy z ludźmi pracujący pewnie się zastanawia jak ta norma była ustalona, przez kogo i dlaczego obowiązuje trylion lat po jej ustaleniu, choć czasy, tak, tak, they are changing. No ale to taka moja minifrustra.

Co jest niezmienne za to, to Królowa Wszelkich Zaburzeń Niepodzielnie nam Panująca, pewnie od początku Homo Erectus, tadam!!

– Pani Samoocena.

Niska, zaniżona, nierealistycznie wysoka, pikująca, z możliwościami opadów.

Taka jest. I radzimy sobie z nią, nierówną, różnie. Tak, truizm, wiem. <głośno ziewasz>

Jednym z ubytków najpaskudniejszych jest ubytek (subiektywny, oczywiście) w Męskości/ Kobiecości. Jakież cuda wyczyniamy, żeby sobie udowodnić jakimi to Męskimi Mężczyznami jesteśmy, albo Kobiecymi Kobietami! Jakież zabiegi stosujemy!

Najpopularniejszym ze znanych, jest zdobycie jak największej liczby trofeów – kobiet, mężczyzn. (Nie dyskryminuję ze względu na orientację bo w sumie to nie ma ona żadnego znaczenia).

Cele bywają różne – czasem wystarczy flirt, albo niewinna randka i już patrzymy na siebie z uśmiechem, bo wcześniej nie. Czasem potrzeba ofiarę – trofeum do łóżka zaciągnąć, żeby jednak przeżyć pełnię rozkwitu swojej samooceny i na pasku skórkowanym sobie spinaczem biurowym odznaczyć kolejną kreseczkę zdobywcy dla potomności i chwiejnego ego swego. Czasem ofiarę – trofeum trzeba wabić i zabawić i trochę się uczuciami pobawić, zamotać, omotać a potem z klasą zostawić, nawet bez seksualnego podboju, bo on już niepotrzebny dla tych najbardziej eleganckich, wtedy wystarczy złamane serce, ew. nadwyrężona dłoń od smsów i wiadomości na Fejs – zbóju pisania. Itd. Tu rzeczywiście – sky is the limit.

Żeby nie było, że nagle Ciotką Dziewicą Warszawską się stałam. Dupa ze mnie, a nie seksuolog by był, gdybym zachowań proseksualnych nie pochwalała. Ba! Chciałabym, co by każdy kochał się do wystąpienia setnych potów i bólu w mięśniach, jeśli ma tylko na to ochotę a z drugiej strony jest wola.

Ale. No właśnie, ale. Mam podejrzenia co do tych, którzy seksują się z powodu niskiej lub nieistniejącej samooceny. Trofea zbierają. Ściany sobie dekorują, jak myśliwi porożami czy innymi ryjami.

Jamie McCartney i Joseph Taylor tak to pięknie zobrazowali, choć nie przypuszczam, że z takim przesłaniem w zamyśle:

wall-of-penises

the-great-wall-of-vagina

Tak zbierają te swoje trofea. Nie patrząc na drugą stronę. Zapominając, że do genitaliów przyspawany jest człowiek myślący, czujący. Ściany zapełniają, a dziura w samoocenie jak była tak jest, bo te penisy i cipki, żadnej dziurawej jak durszlak oceny siebie, zapełnić nie mogą. Może nawet ją powiększają. Ściana trofeów ścianą płaczu się staje. I tyle.

Ściana z penisami

(Po)Rozmawiajmy o penisach

W gabinecie seksuologa gorąco jest. Zawsze. Jako kobietaseksuolog usłyszałam już kilka „ciepłych” komentarzy. Do moich ulubionych należą: „To pani jest kobietą???”,  „Przy kobiecie o ptaku przecież nie będę mówił” – no i tak zostałam mężczyzną – ornitologiem. Ale dla większości panów, rozmowa z babeczką o trudnościach z hydrauliką lub libido jest o wiele bardziej wyzwalające i uzdrawiające niż z facetem, jak się okazuje.

Dlaczego?

I tak szukając pewnego dokumentu o waginach natknęłam się na to cudeńko:

Nie każdy ma czas, żeby godzinę penisom poświęcic, hyh, więc trochę opowiem. Lawrence – koleś, który ten dokument zrobił, ma penisa 3,5 calowego (w stanie spoczynku, o czym się dowiadujemy, bo sobie robi odlew gipsowy, tak, tak, boleśnie to wyglądało), czyli w przeliczeniu na zrozumiałe wartości dla nas to ok. 7 cm z kawałkiem. Przez wiele lat się z tym męczył, i przyszło mu do głowy, że pewnie nie jest jedyny.

Chce porozmawiac o tym z innymi facetami, ale spotyka się, no powiedzmy z małym zrozumieniem. Faceci nie chcą z nim rozmawiac o swoich penisach. Nie tak jak w Stanach Ameryki – tam nawet istnieją grupy wsparcia dla panów z małymi penisami. Ale nie w Great Britain. (O Polsce nie wspominam, bo to już Dziki Wschód Seksualny, jak wiemy).

I znowu dlaczego?

Ano – po pierwsze: porno – od małego, w sensie, najmłodszych lat, panowie jako jedyny punkt porównania mają gwiazdorów porno, a wiadomo, że tam casting nie polega na umiejętnościach aktorskich raczej. I tak biedny Smith czy Kowalski, myśli, że on ze swoim oprzyrządowaniem, niewiele jest wart. Bo z kumplem o tym nie porozmawia przecież, mówimy tutaj o heterowiększości, uprzedzam!

Zabawki też nie pomagają – porównanie – do dildosów, wibratorów – duże są niektóre i takie równiutkie, ech..

Kowalski naprawic sytuację chce i zamawia pompki powiększające, ziołowe pigsy, które efektów zmieniających życie nie przynoszą. Domowymi sposobami też można. Pamiętam jak na jakichś zajęciach oglądaliśmy zdjęcia powiększanych penisów drogą – Do It Yourself – wstrzykiwano olej, wazelinę i silikon itp. Mnie bolało jak to oglądałam, chociaż sama oprzyrządowanie mam inne. W filmie ok. min 25 jest zdjęcie penisa takiego Pomysłowego Dobromira.

Można też operacyjnie powiększyc. Robi się to za pomocą wycięcia tłuszczu z pupki petenta, rozcięcie podłużne penisa i wszycie owegoż tłuszczu na boki penisa np, to też widziałam na jakiejś konferencji – częśc procedury widac ok. min 35.30. Naprawdę drastyczne!

Ale to co mnie zachwyciło to końcówka – Lawrence decyduje się na zrobienie wystawy, gdzie będą prezentowane zdjęcia penisów, które panowie wysłali anonimowo cyberdrogą. Przepiękne! Penisy każdej urody, wielkości, objętości i grubości! I dopiero tam, kiedy przybyli mężczyźni widzą innych, zaczynają się otwierac i mówic o sobie, a niektórzy nawet w naprędce sklecionym namiociku robią sobie zdjęcie swojego penisa, i wieszają na ścianie, jako częśc wystawy!!! Boskie! I pewnie sama bym chciała taką wystawę dla Kowalskich zrobic! Serio! Bo wszystkie kompleksy, niepotrzebne często, w głowie są, a nie w spodniach.

I pamiętac należy, że w Starożytnej Grecji małe penisy uznawane były za kanon piękna, a duże, za wynaturzenie, hyh, trochę odwrotnie do teraz..No cóż..

images

Kochani Panowie – pamiętajcie: „Wielkośc ołówka się nie liczy, ważne jak nim rysujesz”.

(Po)Rozmawiajmy o penisach

Sex Manifest Normalności cz.1

Oglądam porno, o czym pisałam wcześniej. Wiem, co to jest. Wiem, jak to wpływac może na oglądacza. Wiem, co to może dac związkowi. Wiem, co to może zabrac relacji. Ale co mnie wkurza do nieskończoności i z powrotem, to fakt, że niektórzy biorą sobie, ekhm, do serca, obrazki pornolskie, i myślą, że taka jest rzeczywistośc. Albo raczej, że taka powinna byc. Well, powiedzmy sobie raz i otwarcie – porno ma się tak do prawdziwego sexu, jak photoshop do rzeczywistości. Zupełnie jakbyśmy przestali rozróżniac real od cyfrowego świata. Faceci nie są gorsi od babeczek. Słyszę to cały czas na kozetce, tej w gabinecie, nie w domu, żeby nie było wątpliwości. Wkurzam się i z głębi swojego oburzeniowkurzenia odmitologizowac bym chciała te zdygitylizowane przekonania.

Mit #1: „Genitalia, oł, yeah, genitalia..”

Powiedzmy sobie szczerze, porno robione jest głównie dla facetów. Ma byc szybko i dosadnie. Bez „atmosfery”, jak to panie mówią. Tak właśnie można zostac ginekologiem i urologiem w jednym, po tym ja się ogląda. Cipki i penisy w całej swojej okazałości. W jarzeniówkowym świetle, żeby było lepiej widac przecież. Tzw. gra wstępna opiera się na tzw. oralu i to niezbyt romantycznym, bo po co? A czasem nie ma w ogóle. Jest tylko w softpornie, no ale kto to ogląda? A gdzie buziaki? Gdzie przytulasy? Gdzie zapach? Gdzie skóra ciała? Gdzie dotyk całego, pięknego, sexownego ciała? Kobietki to kręci, nie? Bez tego nie będzie oliwy, gorąca, powolnego rozpalania żądz. Drogi Panie! Całym ciałem dotykaj swojej partnerki, jej cipka i organy okalające nie uciekną, rozpalaj ją powoli, aż będzie Cię błagac „Taaaak, dotknij mnie, proszę…”. Nie ma pstryczka – elektryczka, który rozpala kobitkę! (Poza pewnymi wyjątkami czasami, hyh..).

Mit#2: „Pstryczek czyli łechtaczka”

No tak się prezentuje to w pornoskach – on dotyka od razu jej łechtaczki, a ona w spazmach odlatuje w stratosferę. Tiaa..Najpierw trzeba ją zlokalizowac, hyh, anatomia kobiety to terra incognita dla niektórych. I gdzieś tam się gubic mogą koło cewki moczowej a wejściem do pochwy. Jak wiadomo, żaden facet się nie przyzna, że mapy czytac nie umie. No a jak już wie, to targa nią jak reklamówką w sklepie, i kobietka ma się niby podniecic od tego barbarzyńskiego targania. No nie! Najpierw ciało „górne” a potem „pstryczek” zaopiekowany. Tu się płciowo różnimy i warto to wiedziec drogie Panie! Tak jak my kobietki powoli w całym ciele mamy strefy erogenne (wskazówka Panowie!), tak faceci mają je głównie wokół swojego Pana i Władcy – czyli Penisa. I tam się skupic trzeba (jeszcze można pomanewrowac wzdłuż kręgosłupa i brodawek, nie zawsze działa..). Czyli zupełnie odwrotnie niż u nas.

Mit#3: „Akrobatyka łóżkowa”

I tu pornole są antyarcydziełem! Jak się okazuje, panie mogą szczytowac w najdziwniejszych pozycjach. Prawie w ogóle niedotykane. A przynajmniej niedotykane w tych miejscach, gdzie na pewno orgazm może zamieszkiwac. Panowie Kochani! Łechtaczka jest ważna, arcyważna przy orgaźmie kobiecym. Nie skąpcie nam tej przyjemności! Niektóre z nas tylko tak mogą osiągac wielkie O. To, że wygniesz mnie w chińskie A, nie musi skutkowac tym, czym myślisz, że poskutkuje. Tylko ból pleców, stawów i naciągniętych ścięgien. Ale nie zachęcam do „nudy”, borzebroń!

Mit#4: „Łysolka”

Nie wiem jak to drzewiej bywało, ale teraz się okazuje, że wszystkie kobietki mają tzw. „brazilianę” czyli zupełnie goło i wesoło, albo jakąś zmyślną fryzurkę „tam na dole”. Przynajmniej w pornolkach. I rzeczywiście, dbac o higienę trzeba, i dla niektórych „odchaszczenie” nawet wskazane, żeby łechtaczkę znaleźc możnabyło, albo żeby kłaczki między ząbkami nie zostawały (Panom i Paniom), ale żeby odrazu skinhedka?? Nie wszystkie panie to lubią (bo bolesne jest i trudne do utrzymania, taki odchwaszczony ogródek), i nie wszyscy panowie się tym zachwycają. Kobietko i Facecie! Znajdź coś, co dla Ciebie jest fajne, wygodne i dobrze się z tym czujesz! Nie udawajmy, że tam włosów nie ma. Bo są.

To tyle tym razem. Niedługo częśc 2.

Stay tuned.

PS. Teaser: będzie o blowdżobie, analu i wytryskach.

Ale przede wszystkim:

images

Sex Manifest Normalności cz.1