Piękno skóry

Oho, znowu jest viralowo „ważnie” o pięknie kobiety! Znane?

albo to:

 

Piękne. I ważne właśnie. Bo co te media robią tym dziewczynkom, dziewczynom, kobietom, w ogóle całemu rodzajowi żeńskiemu, o męskim już nie wspomnę (nie dziś). Jakimi informacjami o tzw. urodzie nas wszędobylczo i bezkarnie karmią? Co te kobiety potem muszą ze sobą robić, żeby tak sprostać tym „ideałom piękna prawdziwego”? No wszystko, prawie. Niby wszyscy wiemy, że to photoszop a jednak porównania siebie zostają, gdzieś tam na granicy świadomości po milimetrze się kodują. Złe media, złe…

Naturalnie więc się wydaje, że takie oto ujawniające prawdę i porównania clipy są potrzebne, bo przecież o tym trzeba mówić! Ujawniać! Demaskować!! Uświadamiać młodym i starym! Kobietom i mężczyznom!!

Pewnie tak.

Ale gdyby tak popatrzeć na teledysk nr 1 jako na reklamę środka do zmywania makijażu?

A na drugi jako na reklamę możliwości jakiegoś programu do edycji zdjęć?

A na obydwa, jako sposób monetyzacji tego trendu „piękna skóry naturalnej” i zdobycia popularności wśród rzeszy kobiet??

Można. Ale tak nie robimy, bo zatrzymujemy się na powierzchni, na tym co nam one przedstawiają i „achom” i „ochom” i łzom wzruszenia nie ma końca.

A dla mnie nie ma różnicy, czy jest makeup czy nie ma, czy był fotoszop użyty czy nie. Bo i tak oba podejścia podkreślają to samo: „Patrz na powierzchnię. Patrz na to co tylko oczami możesz zobaczyć. Wygląd, wygląd, wygląd…”. Zatrzymujemy się na psychologii ewolucyjnej, na swojej własnej zwierzęcości, podkreślając ważność tego co na zewnątrz, trochę jakby się patrzyło na samochód, nie zaglądając pod maskę, kupowało dom, oceniając tylko jego fasadę.

Zewsząd słyszę i wszędzie czytam, że to przecież wnętrze się liczy. Hyh, serio??? To się ci wszyscy mądrzy ludzie, mistycy i nauczyciele mylą chyba…

Tak. Wygląd przemija? Jasne. Ważne to co w środku? Oczywiście. Takimi wyświechtanymi frazesami nas karmią. Bzdura, proszę Państwa! Przecież to nie jest istotne tak bardzo, jaką osobą jesteś, jak bardzo dobrą, moralną, ciepłą, kochaną, inteligentną i mądrą, skoro nie za wiele osób się będzie chciało tego dowiedzieć, nie? Bo akurat tak się zdarzyło, że nie wpisujesz się w kanony „piękna skóry”, bo tak się zdarzyło, że masz taki zestaw genetyczny a nie inny..

Czym jest piękno prawdziwe się pytam?

Dla mnie zawsze, tym kim jesteś. To czy swoim zachowaniem ranisz innych, to co wnosisz w tzw. życie, swoje i innych, to w jakim kierunku idziesz. Tak, takie bzdurne wartości, jak dobro, miłość bliźniego, szacunek.

Możesz siebie uważać za piękność, możesz być dumna z bycia Miss Wszechświata (i Wszechświatów Równoległych jak już przy tym jesteśmy), to, powiem nowotestamentowo, „jesteś jak cymbał pusto – brzmiący” jak nie masz tych oldskulowych wartości..

Zmieńmy w końcu ten focus na „to co widać”, patrzmy pod „piękno skóry”, zobaczmy czym i kim jesteśmy naprawdę, a nie podkreślajmy ważność tych skórek, wydmuszek, powierzchowności przesyłając sobie śliczne virale w soszialach.

I młodych uczmy właśnie tego, nowego „focusu”, taka praca u podstaw, im będzie lżej bez tych porównań..

PS. Hyh, nie mam nic przeciwko tzw. biologicznie pięknym ludziom płci obu, mają świetny mix genów, nieprawdaż?? Niespecjalnie mieli na to wpływ… Ot i tyle, a też czasem nie mają łatwo…Ech…

Piękno skóry

Taka Kobieta

I są takie chwile w życiu psychoterapeutki seksuolożki, czyli moim, że trzęsie się cała dusza, i w rączce kubaś z kawą się chwieje..ze wzruszenia. I nie może, ta ja, spać, i wspomina wszystkim, nie mówiąc nic, bo nie może, przecież. Ale jak już się przestaję oddychać na chwilę prawdocudu, choć raz, to wiem, że coś się w środku zmieniło, na zawsze.

Tak mam. Czasem. W gabinetach.

<czymsobiezasłużyłam???>

eS jest hardcorem zamknięcia siebie. Nikt nie zna jej prawdziwej twarzy. Tylko ich dziesiątki, które przywdziewa bez trudu. Ty zakładasz czapkę, jak ona maskę. Pod dżinsami i bluzą skrywa ciało, kobiece, pulsujące, piękne. Wyrzekła się tej zewnętrznej kobiecości. Wyrzekła się siebie. Wpłynęła na mnie. Powerful.

Zrzuciłam obcasy. Zostawiłam w szafie sukienki. Odsunęłam te artefakty kobiecości. Chciałam jej towarzyszyć. Poczuć. Jak to jest. Kobietą bez uspołecznionej kobiety na sobie.

Byłam.

Ona też była. Molestowana, nienawidzona, bita. Uciekała od siebie. Od seksualności. Od kobiety, a czasem człowieka w sobie.

Patrzyłam i widziałam, jak trudno jej było fragmenty siebie połączyć. Kości emocjonalne połamać, żeby złożyć je na nowo. Stare rany otworzyć. Zmierzyć się ze swoim strachem, tak niewyobrażalnie nieludzkim. I stanęła przed sobą. I napisała to:

Chcę być kobietą:

Do kochania

Do podziwiania

Do dotykania

Do uwielbiania

Do rozpieszczania

Do rozmów głębokich

Do marzenia o

Do troszczenia się o

Do zabierania na szaleńcze randki

Do pisania wierszy dla

Do wielkich słów

i małych codziennych anegdot

Do minet dostawania

i od dawania blowjobów

Do wynajęcia sal kinowych dla

i od mycia kibla (bo akurat lubię)

Do bycia dzieckiem

i jak najbardziej dorosłym

Do kłótni żarliwych

i przepraszania się całonocnego

Do szanowania

Do obejrzenia serialu

i dziwnego francuskiego filmu

Do poświęcenia chwili

i całego życia

Taką chcę być kobietą.

I możesz się śmiać. Ale ona właśnie Siebie wygrywa. Właśnie zrzuca skorupę starych schematów. Otwiera klatkę przeszłości, siebie zeń wypuszczając.

eS.

Nie przestajesz mnie zdumiewać.

Dziękuję.

Taka Kobieta

Prawdziwy Mężczyzna

Odpalam Fejsbunia rano, a tam na wallu siedzi od przyjaciółeczki, co to dba o moje zdrowie psychiczne taki tam artykulik, a w nim same zdjęcia. I to jakie! Rzuciłam się więc od razu (czyli po 10 h) do klawiatury, bo muszę to dla potomności (czyt. dla siebie na długie wieczory zimowe) uwiecznić. Oto są, piękni Panowie!

The Sun sesję zdjęciową zrobiło, a potem już poszła lawina lajków, sharów, retweetów, reblogów i innych reprintów (w tym Queerty). Internety się w Panach rozmiłowały, i dobrze! Nareszcie –  z damskich, podeksyctowanych piersi się wyrwać chciało, ale zamilkło, bo oglądało! Panowie po lewej, odważni, bo wobec bogowo – herosowo- gladiatorskich ciał stanęli! Tych znanych, przez rzesze i reklamodawców uwielbianych. Oto efekt..

tumblr_msywbkjgpz1ql3ntoo9_1280

tumblr_msywbkjgpz1ql3ntoo7_1280

tumblr_msywbkjgpz1ql3ntoo3_1280

tumblr_msywbkjgpz1ql3ntoo5_1280

Piękni, nieprawdaż? Ci po lewej. Prawdziwi. Męscy jak cholera. Bo właśnie, autentyczni. Ci po prawej, no są, ok..Ale jakoś tak, jak w muzeum się czuję patrząc na nich – zbyt estetyczni, wymuskani w tej swojej seksualności, zbyt mało prawdziwi,  „uprasza się o niedotykanie”.

Jak się czuje facet patrząc na tych bogów olimpijskich? Nie wiem osobiście, ale jak wyraził to mój niedoszły narzeczony, komentując kampanię H&M z Beckhamem: „Facet ma nie być piękny, tylko charakterystyczny, a mięśnie ma mieć od pracy albo od uprawiania seksu”. No cóż. Pozamiatał. Ale trochę prawdy w tym było. Wiem też, bo tak się „powszechnie uważa” (cudowne stwierdzenie), że panowie z samooceną ciał swych problemów nie mają. Bujda to na kółkach bo jak już się z facetami porozmawia szczerze, ja mam taką sposobność zawodową (ale nie tylko), jak wiemy, to kompleks na kompleksie siedzi, i tak jak u kobiet często, zupełnie bez pokrycia w prawdzie, czyli w ciele narzekającego.

Panowie martwią się swoją wagą (za małą, albo za dużą). Za małą masą mięśniową. Za wzrost niski, za wzrost za wysoki. Za owłosienie lub jego brak. Brzuch kompleksem naczelnym bywa – ten z ciąży spożywczo- piwnej, tak, tak.. Nie wspomnę już o kompleksie małego Pana i Władcy, bo o tym drzewiej pisałam.

I co? I dobrze, że takich śmiałków Janów Kowalskich wobec herosów marketingowych pokazują, bo może wtedy Panowie spojrzycie na siebie, potem na nich i się okaże, że wcale nie jest tak źle. Jest dobrze, ba, nawet bardzo! Bo my kobiety, tak no, trochę tak głosem połowy ponad narodu przemówię – my Was uwielbiamy, takimi jakimi jesteście, z waszymi kompleksami, z łysinami, z brzuchami (tylko, ej..nie odpuszczać sobie przesadnie).

Jesteś seksowny, kiedy jesteś autentyczny, wstydu ciała w tobie nie ma, tylko używasz go do, no well, np. dawania nam przyjemności i brania jej z naszych ciał… mmmm… Nie musisz być ideałem, nie musisz się porównywać zbytnio, chociaż wiem, że w swej naturze Wojownika zawsze będziesz chciał być najlepszy. Jesteś – dla swojej kobiety, skoro Ciebie właśnie wybrała, i Ciebie kocha. Z mięśniami, czy bez.

Nie musisz sobie nic udowadniać.

Kompleksy nie są sexy.

Popatrzę sobie jeszcze na powyższe zdjęcia – takie jedno w szczególności..mniam… 😉

Prawdziwy Mężczyzna

Najlepszy prezent na świecie

Życie nie rozpieszcza czasem. Daje po twarzy z plaskacza wysuwając w kaprawym uśmieszku z satysfakcją swoje dziurawe trzonówki. Znasz to, nie? (Jak nie, to ja się cieszę z Tobą bardzo). Chichra się jeszcze pod nosem z wystającymi zeń włochami. Tak ma.  Ponad trzydzieści lat temu przestałam się temu dziwić. Taka natura rzeczy.

Tak się jakoś zadziało, że mnie na pojedynek wyzwało kilka miesięcy temu. Życie. Zrzucałam zbroję i mądrości karabiny wielokrotnie. Białą flagę wyciągałam zza stanika. Poddawałam się na wszystkich frontach. A ono szydząc jeszcze, podawało mi parchawą łapę skrzecząc „Dawaj Mała, o co tam! Słabiaczku! Stawaj..”. I wstawałam. Jak wańka-wstańka chybotałam się na boki. A ono z prawego sierpowego wybijało mi z głowy nadzieję na lepsze jutro, czy choćby cywilizowaną godzinę spokoju. Tak ma. Przynajmniej moje. Życie.

I w głowie mojej te myśli, i rzeczywistość zewnętrzna poleczkę sobie tańczyły, a ja? Trwałam. Do sensu tego wszystkiego dodrapac się próbowałam. Ale pewnego pięknego popołudnia zdałam sobie sprawę, że nie ma. Nie ma sensu sensu szukać, bo go nie znajdę. Tak jest. I już. I tylko liczyć to co mam mi zostało, okej, no niewiele może. Ale liczyć zaczęłam.

Małe błogosławieństwa. Małe cuda. Małe przyjemności. Małe i wielkie rozmowy z wielkimi dla mnie ludźmi. Małe wiadomości dla mnie przeznaczone. Mikroesemesy ku radości wysłane. Wszystko w tabelkach exela zapisywałam – no dobra, mentalnych tylko, ale zawsze. I wyłoniła mi się prawda najbardziej oczywista z oczywistych. Tadam!!

Dużo prezentów dostałam. (Pewnie nawet od Ciebie, czytającego, serio, nawet tego nie wiesz). I ten najlepszy na świecie Król Prezentów – Czas i Uwaga!

Pakiecik mistrzowski.

Swój czas dając innym, dajesz to co najlepsze, najdroższe, bo bez ceny, bo bezzwrotne przecież. Jak z uważnością słuchasz kogoś, to wchodzisz w Jego świat, w Jego piękno i brzydotę też. I jesteś w nim i może czasem ciemność się rozjaśnia, a ciężar lżejszy nieco. I tak miałam. Tak dostałam – najlepszy prezent na świecie. Zwielokrotniony.

Nawet nie wiesz czasem, że dajesz. Nie ma sprawy. Dziękuję i tak. Keep on giving.

A jak nie dajesz, to zacznij. Satysfakcja osób biorących – gwarantowana.

Ja staram się, i powiem.. it feels fucking wonderful.

 

Najlepszy prezent na świecie

Jesteś dziełem sztuki

Zafascynowałam się. A jak się czymś zafascynuję to koniec. Wsiąkam po uszy. Tym razem #GlitchArt. To w dużym uogólnieniu estetyka błędu, usterki, zakłócenia pojawiających się przy majstrowaniu przy urządzeniach analogowych i cyfrowych. Kolorowe, dziwne, halucynogenne, dla mnie piękne.  Jak np.:

1image

Albo:

images2

Uwodzi i dotyka mnie tym, że błąd w zaplanowanej, funkcjonalnej „sztuce” czyli w przekazie na pewnego rodzaju nośniku jest sztuką, a może Sztuką. Czyli co? Apoteoza błędu, zniekształcenia? Jak najbardziej! Mniam, no w to mi graj przecież.

Ale od razu połączyło mi się to z moją niegdysiejszą fascynacją sztuki japońskiej czyli Kintsugi. Po ludzku, to sklejanie rozbitej porcelany żywicą, lakiem z drobinkami złota. Kiedy zaczęto tę metodę stosować to niektórzy specjalnie rozbijali całości, żeby posklejać je w piękniejsze wersje!

Np takie:

images

Nie wszystkim musi się podobać – jak to sztuka.

I nie, nie zwariowałam. Nie zacznę pisać o sztuce nagle, bo tylu pisze już i lepiej.

Tak sobie w gabinetach patrzę na te rany, złamane serca, błędy, rozterki, żale za utraconym. I czuję ból, cierpienie, wstyd, strach tych innych przede mną siedzących, ale też i swój przecież. I dotykamy razem słowami tych miejsc, które chcą być uleczone. I odkształcamy zniekształcenia umysłu. I czyścimy wspomnienia, te najboleśniejsze.

Jak w życiu. Kiedy Pan Czas leczy. Kiedy pracujemy nad sobą, swoich cierpień nie odkładając na półkę, albo do szafy.

I to wszystko co kiedyś było chorobą, utrapieniem, trudnością, błędem, usterką w życiu zastyga, leczy się. Twardnieją blizny, już bez ropienia pod spodem. I wodzi się później po sercu, niewidocznym gołym okiem, jak palcem po mapie i mówi – o, tu, jak byłam odrzucona; o a tu jak upadłem w depresję; tu, jak związek mi się skończył, a miał być na zawsze; tutaj, jak w żałobę się musiałam otulić; tu jak pragnęłam akceptacji; a tutaj tak mnie bolała samotność; tu zeżarła mnie zazdrość a tu nienawidziłem.

I tak stajesz się Dziełem Sztuki jak w #GlitchArt albo Kintsugi. Dziełem swojego życia. Pięknym, niepowtarzalnym, tylko Cię podziwiać, wgapiać, adorować. Taki Jesteś Piękny. Jesteś tak Piękna.

Popatrz tylko w lustro. Już.

 

Jesteś dziełem sztuki

Zasługuję???

Gabinet.

Ten:

20130617_135729

Siedzi taka śliczna, delikatna, tak spoziera na mnie tylko. Uśmiecham się. Dawno, bardzo, się nie widziałyśmy.

„Musi pani zgadnąć dlaczego się pojawiam teraz”.

„Muszę??”

Śmiejemy się razem. Bo nad „musiaciami” długo pracowałyśmy. Teraz moja kolej. Ryzykuję.

„Miłość się przydarzyła??” – jej malutkie, mikromrugnięcie, mikrobrwipodniesienie.

„No..relacja..eee..związek się przydarzył”.

„To czego pani chciała, nad czym pracowała”.

„No tak. Jest super. Nigdy tak dobrze nie było. Wszystko jest tak jak pani mówiła, że będzie”. – moje wróżkowe alterego szaleje z dumy, ale..

„Ale nie dlatego pani wróciła, prawda?” – kręci głową. I cisza. I słychać jak ktoś sobie kawę robi za drzwiami. I trwa. I trwa. I w końcu tylko łzy widzę. Dużo.

„Ja chyba nie zasługuję na to. Na to dobre. Na to, że jest tak..no…dobrze. Na to słowo, które pani powiedziała, no, nawet nie mogę wymówić”.

„Na miłość, pełną, odwzajemnioną?”

Tak. Na to przecież trzeba zasłużyć. Nie można mieć pełni. Nie można być w szczęśliwie pięknym związku. So fucking wrong! Nie można zasłużyć na miłość. Miłość jest. Dostaje się ją. Bo tak. Bo bez powodu. Bo bez warunku. Bo tylko czasem trzeba ją wziąć. Pozwolić sobie na jej otrzymanie. Ale głowa stawia granice. Bo warunkowanie otrzymane wcześniej mówi, że trzeba się natyrać, żeby być kochanym. Że trzeba być superfantasticnieprawdopodobnym. Wtedy moooooożeeeee…

Gówno prawda. Głowa kłamie jak najęta, a my nie możemy nie słuchać. Nie ma wyboru. Ech..

Tak bym chciała jej, tej na kozetce siedzącej powiedzieć, potrząsnąć:

„Zasługujesz na wszystko co najlepsze! Na miłość o jakiej skrycie marzysz, a o której boisz się mówić! Bo co? Bo nie jesteś wystarczająco dobra? Nie musisz być! Zrzuć te konstrukty kłamliwe i przyjmij, to co Ci się należy. Tak. Miłość. Relację. Związek. To co najlepsze. Bo zasługujesz. Na to. I na więcej. Bo jesteś. To wystarczy”.

Tak bym chciała. Tak nie zrobię. Przyjdzie. Popracujemy. Zmiana będzie. Na zawsze.

Ale kawałek serca mi dziś urwała. Nie na darmo.

Zasługuję???

Komentarz do komentarza

Po komentarzach na fejsie w różnych miejscach do wpisiku o Dove poczułam się mnie więcej tak:

tumblr_ml90q3L1aa1ro74x3o1_r1_500
photo by Vito Mirr

czyli z lekka niezrozumiana chyba. Zamiast drążyć temat i masturbować się do niczego nie prowadzącymi miziankami intelektualnymi, napiszę krótko i w punktach.

  • reklama jest fajna i mi się podoba ( na pierwszy rzut oka), bo zwraca uwagę na Wszędobylskiego Wewnętrznego Krytyka, którego każde z nas, tak nawet panowie (pomimo pięknej parodii) ma
  • nie walczę z koncernem, bo sorry, ale to raczej walka mrówki z siadającą na nią dupą słonia
  • ageism, rasizm i dyskryminacja to czerstwa „buła” powszednia poprawności politycznej, ale coś na rzeczy jest i trochę Dove mimo swej czystości przekazu tym dla mnie śmierdzi
  • nie zgadzam się i zgadzać się nie będę na podsycanie stereotypów pt.”uroda” jest najważniejsza – zbyt wiele ofiar ten schemat społecznie pochłania. Spójrzmy na przemysł kosmetyczny, na kliniki chirurgii plastycznej. Ich przychody. Ich rozwój.
  • słyszę codziennie na kozetce (i poza nią) ludzi (tak, tak, bez – płciowo), którzy do kanonów piękna nie dorastają, bo takie geny w spadku po rodzinie dostali i mogą je poprawiać i afirmacjami codziennymi się krztusić aż do wymiotów, ale i tak pewne rzeczy pozostaną niezmienne. Akceptacja siebie na tle społeczeństwa nie jest łatwa. Dla niektórych niemalże niemożliwa.
  • dość mam patrzenia na to co kanony piękna robią z psyche i duszą (oho, już słyszę nadciągający Armageddonik mścicieli) niektórych, a może większości!!!
  • dość mam wersji przeglądania się w oczach innych, jakbyśmy potrzebowali walidacji swojego istnienia poprzez akceptację zewnętrzną.
  • warunkowanie ewolucyjne odebraliśmy w DNA. Zawsze tak było. Natury się nie da zmienić. Tylko czy aby na pewno??? Mówią mi niektórzy (transhumaniści, żeby nie było), że przedefiniować pewne wartości trzeba, to jak postrzegamy siebie, jako istoty biologiczne przede wszystkim. Wierzę im. Nie wiem jak to zrobić. Ale wiem, jak tego NIE robić – ano poprzez wzmacnianie człowieka ssaczego i jego poglądu na siebie jako takowego, który miotany jest swoimi instynktami tylko (Dziadek Freud już coś mamrotał na ten temat, nie wspomnę o wcześniejurodzonych gonzach filozofii).
  •  niektórym może pasować patrzenie na siebie tylko przez pryzmat wyglądu, i na tym swoją energię życiową skupiają i hedonistycznie sobie żeglują na powierzchni życia i świadomości siebie – jak im pasuje, to spoko, mnie nie.
  • możemy sobie papkę medialną serwować i się bezrefleksyjnie zachwycać, że cos tam Unilever zobaczył i agencja się posłuchała i taką nowatorską reklamę zrobiła. Możemy. Tylko po co? #bitchpliz  Reklama ma przynieść pieniążek. I tyle. I może połechtać tych, którzy chcą zmiany. Niespecjalnie się czuję łechtana.

To tak z mankietu kilka wniosków mi na klawiaturę spadło.

No dobra, może mi się trochę ulało. Ale to nie nienawiść Psze Państwa, myślę, ba, marzę, że urealnienie słodkopierdzącego trendu medialnego.

Ale co ja tam wiem..

Komentarz do komentarza

Dove! You’re doing it wrong

Ostatnio na Fejsie video Dove zrobiło furorę. Udostępniane przez wielu moich znajomych i nie tylko. Skusiłam się na virala, w szczególności po dziesiątkach komentarzy, że to piękne, i że łzy, i że ważny przekaz, i że duszy dotyka. No ok. Oglądałam i włos mi się mój długi jeżył, bo..no właśnie.

 

W skrócie dla leniwych: Dove zaprosiło profesjonalnego rysownika z agencji rządowej, który na podstawie opisów tworzył obraz osoby opisującej siebie, a później drugi, na podstawie informacji od innych, którzy widzieli tę osobę. Portrety skrajnie się różniły. I osoby, no dobra, kobiety widząc swoje podobizny w obydwu wersjach, bardzo się wzruszały, widząc jak siebie postrzegają a jak postrzegają je inni. W oczach innych były o wiele atrakcyjniejsze. I morał Dove na koniec: „Jesteś piękniejsza niż myślisz”.

Piękne w swojej prostocie, nieprawdaż? O mało dałam się na to złapać. O mało bym powiedziała, „Och, no tak, oczywiście” i łzę wzruszenia uroniła. Ale żaróweczki mi się zaczęły zapalać, tak że mój mózg wyglądał jak choinka bożenarodzeniowa:

Żarówka #1: video robione było w Stanach, pewnie głównie dla amerykańskiej publiki, tak? To co z różnorodnością ras??? Z tym tyglem narodowości? Bo ja tam tej różnorodności to się dopatrzyłam może przez 10 sekund? Czyli co? „Białe” = „Piękne”?? Serio?

Żarówka #2: kobiety biorące udział w eksperymencie były ogólnie mówiąc, atrakcyjne obiektywnie. To co o sobie myślały, to inna historia oczywiście, ale tak na oko, fajne laski. Co to ma zakomunikować innym, mniej „obiektywnie” atrakcyjnym kobietom??

Żarówka #3: „brzydkimi” cechami, wynika z tego, że są: okrągła twarz, piegi, pełniejsza twarz, znamiona, tzw. „kurze łapki”, pieprzyki. No. A „ładne” to: szczupła twarz, wąska broda, krótki, mały nosek, błękitne oczy.. Czy to nie brzmi znajomo??? Stereotypem ewolucyjnym jedzie na kilometr i nikt o tym ani słowa?? Stereotypem „piękności”propagowanym przez media tak się podniecamy??? Halooooo?? Czy jest tam ktoś?? A co z kobietami, które akurat tych atrybutów nie mają, bo np. urodziły się w czarnej Afryce, albo w Ameryce Łacińskiej, albo na Samoa, albo w Polsce, tylko akurat są szatynkami, albo rudymi?? To one już mniej piękne??

Żarówka #4: proszę się przyjrzeć tym pięknym kobietom – po ile one mają lat??? Najstarsza może troszeczkę po 40. Starsze kobiety już nie są piękne, prawda?? No tak, o czym ja tu w ogóle gadam..Le Sigh..

Żarówka #5: Dove oskarżane było wcześniej o retuszowanie zdjęć modelek o pełniejszych kształtach, no ale o tym zapominamy przecież!

Żarówka #6: Oskarżenia poszły również o propagowanie rasizmu – środki do rozjaśniania skóry, jakby ciemna była fe..

Żarówka #7: I takie pieprzenie (przepraszam, uniosłam się) o „prawdziwym pięknie” i wzmacnianiu kobiecej siły wychodzi z ust marki, której właścicielem jest Unilever, który w swojej stajni ma również Axe, którego reklamy są, no dobra, trochę zabawne, ale arcyseksistowskie???? Przykładzik:

 

 

Hellooooł, again????

Żarówka#8: a to już mój faworyt- na końcu, jedna z uczestniczek mówi: „Powinnam być bardziej wdzięczna za moją naturalną urodę (prawda). Bo wpływa ona na moje wybory, na to jakich przyjaciół mam, na to jak traktuję swoje dzieci. Wpływa na wszystko. Uroda decyduje o naszym szczęściu”. Yesuuuuu! Że co???

Dziewczyno! Kobieto! Babeczko! Mam nadzieję, że nie wierzysz w te kłamstwa??? Jesteś więcej niż swoją urodą, lub jej tzw. brakiem, do cholery!

Błagam, bądźmy trochę bardziej krytyczni co do tego co nam internety serwują. Bzdury pod przykrywką „misji ulepszania świata”, a to przecież zwykła reklama marki. Ma robić pieniądz, a nie zrobi go, jeśli kobiety zaczną myśleć za siebie, i patrzeć na siebie bez filtrów stereotypów społecznych podsycanych przez koncerny. Jak nie będą utrwalać tych schematów myślenia, to kto kupi następne mydełko????

Nie lubię cię Dove.

Dove! You’re doing it wrong

Popatrz w lustro

Tak. Popatrz. Nie odwracaj głowy. Co widzisz?

Ja widzę zmarszczki mimiczne, i te niemimiczne, i rozszerzone pory, i przebijające gdzieniegdzie siwe włosy, i pełne usta od razu składające się w uśmiech, i moje szare oczy. A w nich, na dziś, głęboki spokój.

Ale to ja. A TY?

Może wzrok Ci wędruje do twoich przez siebie postrzeganych mankamentów. Może cieszysz się z zajebistych genów. A może z niesmakiem odwracasz głowę. Może.

Ale dziś popatrz sobie w oczy. Kogo tam widzisz? Może mózg nie pozwala Ci zobaczyć tego kim jesteś. Może mówi „Luzer”, „Dziwka”, „Przegrany”, „Samotna”, „Nieudacznica”. Może.

????????????????????????????????????????????????????
art by Philipp Igumnov

Spójrz jeszcze raz i przypomnij sobie co przeżyłeś.

Ja mam w swoim secie życiowym: śmierci i samobójstwa, chorobę, która potencjalnie ma mnie zabic, traumy rozstań, odejścia swoje i niemoje, złamane serce (cud, że jeszcze działa), kilka traum z dzieciństwa, kryzysy finansowe i zawodowe, dwie rany, które krwawią codziennie. Mam. Ale to ja.

A Ty?

Masz swój secik? Pewnie tak. Każdy ma. Bardziej lub mniej traumolski. Ale spytam tylko – jak Ty to robisz? Tyle przeżyłeś? Tyle wycierpiałaś? I żyjesz. I ciągle tu jesteś. I stoisz i patrzysz na siebie. A mózg śmie, Tobie, podsuwać te kłamstwa?

Ech, zobacz Siebie, naprawdę. True Survivor. Wojownik. Twardzielka z sercem na dłoni.

Jesteś zajebista. Jesteś nieprawdopodobny.

Jesteś.

Fajnie, że jesteś. Po prostu.

Popatrz w lustro

Life Artist

W gabinecie już kolejny tydzień, kolejne spotkanie z nim. On w lęki ubrany. Nie ma dojścia do sedna. Gdzie dotykamy, tam mur. I tak w kółko. On wie o tym. O swojej seksualności nie może mówic. Nienawiśc do siebie mu się wylewa z każdego pora skóry. Pieszczotliwie siebie nazywa „Popieprzony pedał..”. Trochę utknięta jestem. Mówię mu o tym. „Chcesz mnie zobaczyc? Prawdziwego? Pokażę Ci, ale już tu nie wrócę”. Pokazuje na iPadzie swoje zdjęcia, które robi, siebie, i dla siebie.  I rozumiem. Łuski mojego stereotypowoterapeutycznego myślenia spadają mi w końcu z oczu. Widzę go, takiego jakim jest, a o którym on sam mówic nie potrafi. „To Ja.” Spuszcza głowę i milczymy.

Przez „głupie” zdjęcia dotykam duszy, która może standardowymi metodami nie mogłaby się odsłonic.

Kiedy indziej, u kogo innego, przez „pisanki do szuflady” docieramy do nieuświadomionych treści, i pojawiają się orgazmy, bo o seksualnośc znów chodziło niewyrażoną.

Ktoś inny pokazuje mi swój obraz mandali, i jej siła mnie zmiata z fotela. Emocjonalnego.

W takich momentach czuję, jakbym dotykała jakiegoś absolutu. Niewytłumaczalnego. Pełni człowieczeństwa. I wiem, że to są wielkie słowa, ale tak się czuję i basta!

Czy to jest sztuka? Nie znam się na ortodoksyjnych i często niezrozumiałych wytycznych i zasadach sztuki – niesztuki. Jeśli mnie dotyka w jakiś sposób. Jeśli myślę o tworzywie i nie mogę się oderwac. Jeśli twórca pokazuje siebie. To ja to biorę, bo mi to coś robi. Nawet jak żadna galeria tego nie wystawi. Jak żadne wydawnictwo tego nie kupi.

Banksy (chyba) powiedział:

(…) art should be democratic, truly a part of everybody’s life and not just another gangbang for the over privileged.

I teraz to jeszcze bardziej możliwe, dzięki technonarzędiom, które są dostępne. Bo wszyscy możemy kawałki siebie pokazac. Ważne. Inspirujące. Znamienne. Śmieszne. Smutne. Głupotki nawet.

Wszyscy artystami byc możemy, poprzez wyrażanie siebie. Może przez to trochę bardziej i głębiej żyjemy. Może dotykamy wtedy tych kawałków siebie, które inaczej skrywane i zakopane by pozostały. A teraz już nie. Otwarcie i pokazanie Siebie publicznie, mniej lub bardziej, uwiarygodnia doświadczenie.

Normalnośc? Zasady? Fuck It!

Piszesz? Pisz!

Instagramujesz? Instagramuj!

Robisz muzykę na jednej strunie gitary, albo na trzech klawiszach kibordu? Muzykuj!

Cokolwiek Ci w duszy gra! Rób to! Pokazuj się! Nigdy nie wiesz co może zainspirować innego. Co może dotknąć. Co może patrzenie na świat zmienić. Nawet jeśli jesteś przysłowiową kroplą w oceanie „tfurczości”. Może świat sztuki nie wspomni o tobie. Może do panteonu literatów się nie dostaniesz. Ale i tak to rób. Twórz. Bo po prostu możesz.

 

20130224-122113

 

ps. zdjęcie „ukradzione” ze znajomego bloga, żeby nie było…

 

Life Artist