Na 2015 – seksownie

Nie zapomniałam o życzeniach na Nowy Rok! Chociaż to data raczej symboliczna, to rytuałów przejścia potrzebujemy nawet w erze 2.0 czy już 3.0? Nieważne. I tak ich potrzebujemy. Co prawda Stare można zostawić w każdej chwili, a Nowe zacząć od poniedziałku, któregokolwiek, ale jakoś potrzebujemy zaczepienia w czasie, odcięcia przez datę, błogosławieństwa kalendarza na „nowej drodze życia”.

Chciałam coś publicznie „po-życzyć” i jak to z życzeniami, ugrzęzłam…

Na szczęście, na ratunek przyszła sztuka, wysoka czy niska, phi, nieważne.

Przedsylwestrowo udało mi się dostać, dzięki uprzejmości przyjaciół, na spektakl kabaretu mocno warszawskiego „Pożar w burdelu”. Jeśli nie słyszeliście, to koniecznie zjutubować, bo to jedyny polski kabaret, który jestem w stanie znieść, którego gorzko – śmieszne, ale błyskotliwe do bólu show, pozostawia mnie w stanie arcyprzyjemnej nieważkości za każdym razem. W skrócie – Polecam!

W kabarecie, jest jedna mi postać niezwykle bliska: doktor Janusz Fak – terapeuta miasta. Już wiecie dlaczego, bliski, hyh.

W tym odcinku, Dr Fak zaczął właśnie od trudności składania sobie życzeń. Monolog jakby mi z głowy wyjął.

No bo czego sobie życzymy, tak ogólnie? No zdrowia, no szczęścia, no miłości, no „czego tam Ci potrzeba”. No takie bylejakonijakie te życzenia trochę. I tu nareszcze przełom! A jakbyśmy tak sobie życzyli: „Dobrego Seksu!”?

No nie wybrażam sobie, że moim 90+ letnim babciom tak życzę, które są fankami pewnej opcji religijnej, bez wpędzania ich w przedwczesny atak serca, choć dobry seks każdemu do tzw. śmierci się wg mnie należy.

Ale tak serio – tego właśnie bym chciała Wam życzyć: „Dobrego Seksu!”.

Takiego przed duże S, albo małe. I wg indywidualnej oceny, co jest dla niego „dobre”, byle tylko innych nie ranić i wykorzystywać!

Ale może pójdźmy dalej, a co! A gdybyśmy mieli takie całe „dobre, seksowne życie”? Bynajmniej, nie oznaczałoby to, że ganiamy codziennie w podwiązkowych kabaretkach, bez bielizny, z wyćwiekowaną obrożą na szyi, choć znam kilka osób, płci różnych, którym by się to podobało.

Nie no, jak sobie tak to przetwarzam, to czuję bardziej: pełne, soczyste, przyjemne, spełnione, orgazmami różniastymi wypełnione, życie. Mmmmm… Miło, prawda?

Zrób sobie mały eksperyment. Czy pamiętasz tzw. „seks życia”? Taki co to od razu po takim haśle przychodzi do głowy…. (już? jest wspomnienie? jest czucie? może, jakieś…małe…podniecenie?).

To nie musi być 100 bilionów pozycji z Kamasutry. To może być ten, gdzie emocje i ciało, potrąciły obręcze Saturna, hyh. Albo ten, gdzie nawet „ziemia się nie poruszyła”, ale odczuwana bliskość z partnerem/ partnerką, sięgnęła Twojego rdzenia, duszy. Może, nie musi. To może być ten, którego nie można zdefiniować, dlaczego jest „seksem mojego życia”. Bo jest i koniec. I nikomu nic do tego.

No dalej. Zamknij oczy i pamiętaj.

Pozwól sobie.

Poczuć.

W ciele. Całym…..

W emocjach…..

W mikroodczuciach…..

W obrazach…

W zapachach…

W dźwiękach….

W Tobie, na Tobie, od Ciebie….

Już?

To jeszcze trochę…

Czuj.

Niech ta wyobraźnia i pamięć pracuje.

Już wiesz? Pamiętasz?

To takiego życia Ci życzę.

Życia.

Love!

images (2)

Na 2015 – seksownie