#książkojebka

Zmowa straszna nastąpiła u mnie w domostwie ostatnio. Wszystkie, ale to wszystkie urządzenia elektryczne zakrzyknęły unisono: „Strajkujemy!”. I zastrajkowały. Padł również internet, co jak wiadomo, niestety, jest przerażającym dla mnie zjawiskiem. Zainterweniowałam w panice, czyli błyskawicznie, pozostając na łasce niełasce internetów z kijka, który popłakiwał tylko megabajtami. Pan Mechanik z firmy obsługującej zjawił się po 4 dniach, jak na najlepszego usługodawcę przystało.

– Gdzie ma pani złączkę?

Skonfundowałam się przeokrutnie, bo właśnie czytałam artykuł o sexie przyszłości z robotami jakiegoś japońskiego blogera:

– Yyyyy…Zzzzzłąączkęęę???

– Dobra, sam sobie poszukam..

I ruszył rześko w moją stronę. Stanął przede mną wmurowaną w posadzkę dębową. Popatrzył długo i wymownie, aż mi się gorąco zrobiło.

– Będzie tak pani stała i przeszkadzała, czy pomoże, bo szafę trzeba odsunąć widzę.

Ech no, z szafy trzeba bylo zdjąć „kilka rzeczy”. Jeden taki szpilek z pary z cekinami (nie wstydzę się, że mam takie, wcale) pan uchwycił w locie, ale z dezaprobatą, ba, z obrzydzeniem prawie…”Może nie lubi różowego” – pomyślałam przytomnie. Złączkę odnaleźliśmy.

– Podłączę panią teraz.. – I zasiadł przed kompikiem, gdzie moje roboty w pełni okazałości swej androidalnej i stronka sexszopu zaprzyjaźnionego, gdzie ceny pobożonarodzeniowe sprawdzałam. – Czyta to pani, czy mogę wyłączyć?? Z jakimś nieukrywanym niesmakiem spytał.

– Ależ proszę, znajdę sobie potem..

– Nie wątpię… – wymamrotał. Mowę mi odjęło na mikrosekundę, na szczęście komórka zadzwoniła, moja.

Pan jeszcze marudził coś do siebie, poczym podłączył mi jakąś maszynę do telewizora (mam znowu kablówkę, rety!!!).

– No tu pani ma zwykłe programy, a tu pakiety, np. taki „dla dorosłych” pewnie panią zainsteresuje, tylko trzeba aktywować.

– A nie, nie będzie potrzeby, przecież w internetach takie bogactwo porno….

Pan przebąkał coś nieodszyfrowalnego i szybko zbiegł, zapominając o bardzo ważnych dokumentach, po które musiał się jednak wrócić. Nieswój taki.

Ucieszona mocą połączenia zasiadłam w Centrum Zarządzania Wszechświatem (czyt.przy biurku), gdzie po jakimś czasie, kawałkiem mózgu analizując niemiłą dość wizytę i dziwaczne momentami zachowanie pana Mechanika, pojęłam w czym rzecz. Popatrzyłam na otwarte stronki, na stosy książek, gdzie wbijały się w oczy tytuły:

„Puszczalscy z zasadmi”

„Poliamoria”

„Inna rozkosz”

„Święta seksualność”

„Jak się kochać?”

„Inteligencja seskualna”

„Miłosny potencjał mężczyzny”

„Sekrety wielokrotnych orgazmów”

I jeszcze kilkanaście innych okołoseksualnych pozycji (hyh), które najzwyczajniej w świecie potrzebne mi są do pracy. Studiuję i wracam do nich z pasją. A pan Mechanik pomyślał sobie bógjedenwie co. No cóż.

Może nowym słowem na ten rok idąc w ślad za 2013 – „selfie” – u nas pieszczotliwie nazywana „samojebką”, będzie #shelfie (od półki w langłydżu) = #książkojebka??? Bo ileż te słitfocie mówią o nas – „tak, tak, jesteśmy osom i trochę narcystycznie przegięci”, ale już taka #shelfie?? Ha?? Albo pokaż mi swój czytnik e-bookowy, to powiem Ci kim jesteś??

Co Twoja „shelfie” powie o Tobie?

Bo o mnie to już wiadomo…Hyh..

#książkojebka