Dla tych, którzy kochają za bardzo

Trudny to do opisania. I niełatwy do zobaczenia. Ten mechanizm. Wszyscy niby wiedzą, większość widzi. A nawet rozpozna w sobie, skrycie. Widzę. Codziennie może. Po drugiej stronie. Czasem się wymknie między słowami, albo utopi się w nadmiarze słów wypowiadanych. Tak.

„Chcę być kochana. Chcę być kochany”.

Nie, nie tylko taką miłością romantycznie prostą. Chociaż tych też wielu – zakochani, oddający siebie, swój czas, wszystko, jak będzie trzeba, żeby tylko zostać zauważonym, docenionym, pokochanym. A tamci „niekochacze” nie patrzą w ogóle w tę stronę, gdzie indziej zainwestowani, czy sercem, czy rozsądkiem, czy „bo tak wygodniej, bo są głaski, bo nie trzeba się wysilać”. Nie widzą, tych, błagających sercami o miłość, o gest, o słowo, o uwagę. A „kochacze” kochają dalej, uparcie, bez nadziei, ale wiernie. Nie widzą odrzucenia, nie chcą widzieć, bo tak obsesyjnie uczuciami zalani. Nie znajdą się na tym miejscu pierwszym, i nie chcą, nie mogą tego zaakaceptować. „Kochacze – bidulki” z sercami większymi niż rzeczywistość.

I jeszcze są tacy „kochacze – dzieci – wieczne”. Te dzieci wewnętrzne, które za każdą cenę chciały poczuć miłość Tych Najważniejszych – mama, tata.. Takie oczywiste, nieprawdaż? Tak się uczyli dobrze, tak pomagali, takimi skałami oparcia dla tych Dorosłych byli, żeby tylko poczuć na chwilę się potrzebnymi, kochanymi, ważnymi. Nie byli. Nie czuli. A dalej są.

Dorosłe Niekochane Dzieci. DND. Nowy syndrom? Nie, podły mechanizm, który krępuje ruchy, który nakazuje kochać i zasługiwać na miłość i uwagę, tych, którzy może na nią nie zasługują. Uruchamia się w związkach często, kiedy Dorosłe Niekochane Dziecko ma wolność kochać dorośle ale nie wie jak, no bo jak? Nie nauczyło się nigdy. Nie czuło nigdy. I przenosi te braki na tych, którzy o tych niedostatkach pojęcia nie mają. I szaleństwo zasługiwania zaczyna się na nowo. Robić, robić, zasługiwać, zasługiwać. Oni wciąż tam są, w swoim dzieciństwie i młodości, tam zostali, jak w klatkach. Wciąż pragną tego, czego być może, nie, pewnie nie dostaną. Bo tamci odeszli, na zawsze, albo nie widzą problemu, bo nigdy nie widzieli. Starzy rodzice. Niekochacze.

source: thepoetsgarret
source: thepoetsgarret

Jak się wydostać z tego walca zasługiwania i błagania? Z tego kochania tych „niekochaczy”?

Prawda cię wyzwoli, ale też mocno wkurzy, załamie też, może, na chwilę, dłuższą pewnie.

Te miłości się nie zdarzą. Taka jest prawda. Przesadziłam? Tak, zdarzają się. Ale mogą nie. Nie będę miała tego czego tak bardzo pragnę. Nie będę miał tego, co mi się należało, należy. Nigdy. Nie pokocha Cię ten, który Cię nie chce. Nie pokocha Cię ten, który, właśnie myśli, że Cię kocha, po swojemu.

Co ja, z tym starganym cierpieniem, czasem długoletnim, sercem, mogę powiedzieć?

Może to:

„Odpuszczam, żeby dobrze żyć dalej. Odpuszczam, żeby być wolną. Odpuszczam, żeby cenić i kochać siebie, tak jak nigdy nie będę kochana i ceniona przez nikogo. Odpuszczam, żeby w końcu poczuć siebie w sobie, a nie siebie wobec innych. Odpuszczam, bo mam dość.”

Może to, może coś innego, żeby tylko już, w końcu, odpuścić. Sobie przede wszystkim. I im też. Bo pewnie „nie wiedzą, co czynią”.

Kochacze kochani! Kochajcie siebie! I idźcie dalej, albo posiedźcie, albo położcie się i poleżcie, jeszcze trochę…Troszeczkę…

Dla tych, którzy kochają za bardzo

Ściana z penisami

Jako wielofunkcyjny robot terapeutyczny zajmuję się przeróżnymi treściami, trudnościami, odchyleniami od tzw. normy. „Tak zwanej normy”, bo tak naprawdę to każdy z ludźmi pracujący pewnie się zastanawia jak ta norma była ustalona, przez kogo i dlaczego obowiązuje trylion lat po jej ustaleniu, choć czasy, tak, tak, they are changing. No ale to taka moja minifrustra.

Co jest niezmienne za to, to Królowa Wszelkich Zaburzeń Niepodzielnie nam Panująca, pewnie od początku Homo Erectus, tadam!!

– Pani Samoocena.

Niska, zaniżona, nierealistycznie wysoka, pikująca, z możliwościami opadów.

Taka jest. I radzimy sobie z nią, nierówną, różnie. Tak, truizm, wiem. <głośno ziewasz>

Jednym z ubytków najpaskudniejszych jest ubytek (subiektywny, oczywiście) w Męskości/ Kobiecości. Jakież cuda wyczyniamy, żeby sobie udowodnić jakimi to Męskimi Mężczyznami jesteśmy, albo Kobiecymi Kobietami! Jakież zabiegi stosujemy!

Najpopularniejszym ze znanych, jest zdobycie jak największej liczby trofeów – kobiet, mężczyzn. (Nie dyskryminuję ze względu na orientację bo w sumie to nie ma ona żadnego znaczenia).

Cele bywają różne – czasem wystarczy flirt, albo niewinna randka i już patrzymy na siebie z uśmiechem, bo wcześniej nie. Czasem potrzeba ofiarę – trofeum do łóżka zaciągnąć, żeby jednak przeżyć pełnię rozkwitu swojej samooceny i na pasku skórkowanym sobie spinaczem biurowym odznaczyć kolejną kreseczkę zdobywcy dla potomności i chwiejnego ego swego. Czasem ofiarę – trofeum trzeba wabić i zabawić i trochę się uczuciami pobawić, zamotać, omotać a potem z klasą zostawić, nawet bez seksualnego podboju, bo on już niepotrzebny dla tych najbardziej eleganckich, wtedy wystarczy złamane serce, ew. nadwyrężona dłoń od smsów i wiadomości na Fejs – zbóju pisania. Itd. Tu rzeczywiście – sky is the limit.

Żeby nie było, że nagle Ciotką Dziewicą Warszawską się stałam. Dupa ze mnie, a nie seksuolog by był, gdybym zachowań proseksualnych nie pochwalała. Ba! Chciałabym, co by każdy kochał się do wystąpienia setnych potów i bólu w mięśniach, jeśli ma tylko na to ochotę a z drugiej strony jest wola.

Ale. No właśnie, ale. Mam podejrzenia co do tych, którzy seksują się z powodu niskiej lub nieistniejącej samooceny. Trofea zbierają. Ściany sobie dekorują, jak myśliwi porożami czy innymi ryjami.

Jamie McCartney i Joseph Taylor tak to pięknie zobrazowali, choć nie przypuszczam, że z takim przesłaniem w zamyśle:

wall-of-penises

the-great-wall-of-vagina

Tak zbierają te swoje trofea. Nie patrząc na drugą stronę. Zapominając, że do genitaliów przyspawany jest człowiek myślący, czujący. Ściany zapełniają, a dziura w samoocenie jak była tak jest, bo te penisy i cipki, żadnej dziurawej jak durszlak oceny siebie, zapełnić nie mogą. Może nawet ją powiększają. Ściana trofeów ścianą płaczu się staje. I tyle.

Ściana z penisami

Jesteś dziełem sztuki

Zafascynowałam się. A jak się czymś zafascynuję to koniec. Wsiąkam po uszy. Tym razem #GlitchArt. To w dużym uogólnieniu estetyka błędu, usterki, zakłócenia pojawiających się przy majstrowaniu przy urządzeniach analogowych i cyfrowych. Kolorowe, dziwne, halucynogenne, dla mnie piękne.  Jak np.:

1image

Albo:

images2

Uwodzi i dotyka mnie tym, że błąd w zaplanowanej, funkcjonalnej „sztuce” czyli w przekazie na pewnego rodzaju nośniku jest sztuką, a może Sztuką. Czyli co? Apoteoza błędu, zniekształcenia? Jak najbardziej! Mniam, no w to mi graj przecież.

Ale od razu połączyło mi się to z moją niegdysiejszą fascynacją sztuki japońskiej czyli Kintsugi. Po ludzku, to sklejanie rozbitej porcelany żywicą, lakiem z drobinkami złota. Kiedy zaczęto tę metodę stosować to niektórzy specjalnie rozbijali całości, żeby posklejać je w piękniejsze wersje!

Np takie:

images

Nie wszystkim musi się podobać – jak to sztuka.

I nie, nie zwariowałam. Nie zacznę pisać o sztuce nagle, bo tylu pisze już i lepiej.

Tak sobie w gabinetach patrzę na te rany, złamane serca, błędy, rozterki, żale za utraconym. I czuję ból, cierpienie, wstyd, strach tych innych przede mną siedzących, ale też i swój przecież. I dotykamy razem słowami tych miejsc, które chcą być uleczone. I odkształcamy zniekształcenia umysłu. I czyścimy wspomnienia, te najboleśniejsze.

Jak w życiu. Kiedy Pan Czas leczy. Kiedy pracujemy nad sobą, swoich cierpień nie odkładając na półkę, albo do szafy.

I to wszystko co kiedyś było chorobą, utrapieniem, trudnością, błędem, usterką w życiu zastyga, leczy się. Twardnieją blizny, już bez ropienia pod spodem. I wodzi się później po sercu, niewidocznym gołym okiem, jak palcem po mapie i mówi – o, tu, jak byłam odrzucona; o a tu jak upadłem w depresję; tu, jak związek mi się skończył, a miał być na zawsze; tutaj, jak w żałobę się musiałam otulić; tu jak pragnęłam akceptacji; a tutaj tak mnie bolała samotność; tu zeżarła mnie zazdrość a tu nienawidziłem.

I tak stajesz się Dziełem Sztuki jak w #GlitchArt albo Kintsugi. Dziełem swojego życia. Pięknym, niepowtarzalnym, tylko Cię podziwiać, wgapiać, adorować. Taki Jesteś Piękny. Jesteś tak Piękna.

Popatrz tylko w lustro. Już.

 

Jesteś dziełem sztuki